Shoes make the outfit; nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady. Dobre i ładne buty to jednak bardzo skuteczna dieta dla studenckiego portfela. Wpis chcę więc zmieścić jeszcze przed świętami – bo wielu studentów ciągle otrzymuje niepomijalną dla swojego budżetu rodzicielską pomoc finansową, a na święta może liczyć na dodatkowy zastrzyk gotówki – oto inspiracja, jak można tę kasę wydać (wiem, wiem, jakbyś naprawdę potrzebował do tego mojej pomocy).

Na wstępie nadmienię, że Nike i Adidas to nie są ekskluzywne marki obuwnicze. Do eleganckiego stroju adidasy pasują jak pięść do oka – sportowe buty zostaw więc sobie do uprawiania sportu. A buty przeznaczone do chodzenia po górach na, niespodzianka, chodzenie po górach. Eleganckie buty są ze skóry, w klasycznym fasonie. Zatem pytanie pierwsze:

Czego szukać?

Klasyczne sznurowane, względnie całoroczne półbuty najprościej dzieli się na dwie kategorie: oxfordy, zwane wiedenkami i derby, czyli angielki. Możliwe, że te pojęcia nie są idealnie tożsame, ale dywagacje na temat tego, czy to wiedenki są podtypem oxfordów, czy oxfordy wiedenek zostawmy ludziom, którzy mają dość pieniędzy, że nie muszą już nic nigdy w życiu robić, więc kłócą o się o pierdoły.

Derby to buty, których pełno w każdym sklepie obuwniczym. Przyszwa – ten kawałek skóry z dziurkami na sznurówki – naszyta tu jest na resztę buta i rozchyla się od góry oraz od dołu i nazywana jest otwartą.

Derby, czyli angielki

Derby są przez tę przyszwę cokolwiek optycznie masywne, poza tym powszechne i trochę nudne. Jasne, ładne angielki są ładne, nadają się nawet do garnituru, jeżeli nie dajesz za dużo faka o te wszystkie stopnie formalności, od których derby odejmują 2d4, a oxfordy dokładają 1d20.

Oxfordy są bardzej eleganckie i trudniejsze do dostania. Tu przyszwa jest wszyta pod cholewkę buta (zamknięta), co daje im bardziej smukły kształt.

Oxfordy, czyli wiedenki

Czarne oksfordy bez dodatkowych zdobień to chyba najformalniejsze buty, jakie jest sens, żebyś posiadał, chyba że przypadkiem pochodzisz z brytyjskiej rodziny królewskiej i paradujesz często we fraku.

I derby i oxfordy mogą być ozdobione na różne sposoby – nakładanym noskiem (jak na tych wiedenkach pokazanych wyżej), albo dziurkami ułożonymi w różne wzorki.

Zamszowe brogues/golfy

Nakładanemu noskowi nadaj kształt skrzydełek (wingtip), dodaj ażurowanie (dziurki), a błyszczącą skórę licową wymień na zamsz, na przykład brązowy, i z bardzo formalnych oxfordów nagle zrobią ci się jedne z najmniej formalnych klasycznych butów, które dadzą się spokojnie połączyć nawet z dżinsami i nic nie będzie zgrzytać. Możesz nawet odpuścić zamsz, jeżeli lubisz, żeby buty błyszczały ci jak lustro – ja lubię. Chociaż wymaga to poświęcenia trochę czasu na polerowanie.

Brogues, czyli takie właśnie ażurowane, z nakładanymi noskami w kształcie skrzydełek, zwane też golfami, mogą się pojawić w wersji z otwartą przyszwą, ale to moim zdaniem czyni je optycznie zbyt masywnymi.

Z innych butów, które bardzo chciałbym mieć (i w związu z czym uważam, że są warte uwagi):

Brązowe lotniki

Lotniki – w całości wykonane z jednego kawałka skóry, szyte tylko jednym szwem na pięcie. Element z dziurkami na sznurówki nie jest tu więc ani wszysty pod resztę cholewki, ani naszyty na nią – po prostu jest jednym i tym samym kawałkiem buta, co cała reszta. Piękne w swoim oszczędnym minimalizmie. Ideałem są wiśniowe, ale najtaniej widziałem je u Herringa, za 200 funtów, więc chyba raczej odpuszczę.

Monks z pojedynczą klamrą

Monks to buty z klamrą zamiast sznurówek. Klamerka może być jedna, mogą być ich dwie. Buty mało formalne, ale z racji, że nie jest to gatunek często bytujący na nogach polskich facetów, dosyć dandy.

Chukka boots

Na chłodniejszą pogodę istnieje cała gama innych butów, którymi już nie będę cię męczył – podam jako przykład bardzo proste w formie chukka boots.

Olałem już wszystkie mokasyny, loafersy, różne trzewiki i co dziwniejsze wymysły obuwnicze, bo naskrobałem już tyle, że kto to przeczyta, a zostało mi jeszcze trochę istotnych informacji do przekazania. Wrócę do nich, gdy przyjdzie pora, ale w innej notce.

Gdzie dostać?

No właśnie, tu pojawia się problem. Jeżeli przejdziesz się po sklepach takich jak Ryłko czy Wojas, raczej nie znajdziesz klasycznych fasonów. Prawie zawsze będą jakoś udziwnione – a to dwie czy trzy dodatkowe warstwy na nosku, tworzące dziwne schodki, a to jakieś dziurkowania nie tam gdzie trzeba, zadarte, wydłużone albo spiczaste (albo wszystkie na raz) czubki, a to w ogóle płaskie one jakoś… W droższych sklepach wcale nie jest lepiej, a co najgorsze – nie są buty tam wcale lepsze jakościowo. Podeszwa to nadal guma lub plastik, nadal przyklejona do cholewki, zamiast przyszyta.

Jak żyć więc? Niektórzy mają dość szczęścia, żeby wygrzebać naprawdę fajne buty w secondhandach. Czasem jednak można poszukać zagranicznych sklepów obuwniczych, wysyłających do Polski.

Ceny tu będą różne, ale najlepszy stosunek jakość/cena zdają się oferować Francuzi z Bexleya. Tak, wiem – 140 Euro za buty z przesłyką – prawie sześć stów. Ale! Dwie pary na raz to (z przesyłką cały czas!) 450 złotych za parę. Ale! W dziale Clearance, gdzie sprzedają końcówki linii to już 400 za parę, a przy kupnię dwóch – 380.

Ceny to więc w okolicach dwóch do jednej i jednej czwartej pary Wojasów czy Ryłków. Licząc przesyłkę. Na dodatek to buty jakościowo z zupełnie innej półki – o skórzanej podeszwie szytej do cholewki, o lepszej jakości skóry. To buty, które, jeżeli odpowiednio o nie zadbasz, wytrzymają dużo dłużej, niż dwa-trzy sezony, w które schodzisz jakieś trochę tańsze polskie buty na śmierć.Zgoda – nie są nieśmiertelne. Zgoda – to nawet nie jest szczególnie wysoka półka jak na klasyczne skórzane buty. Ale będę obstawał przy tym, że to ładne i porządne buty jak na tę cenę.

Jak zadbać?

Po pierwsze, kupując trochę odpowiednich specyfików do pielęgnacji butów. Nie musisz od razu wszystkiego. Raz, dwa razy w tygodniu wyczyść dokładnie wypastuj buty, raz na kilka miesięcy natłuść. A jeżeli są zamszowe, to po prostu energicznie wyszczotkuj szczoteczką do zamszu i posprejuj czymś co utrzyma wilgoć z dala. Są nawet specyfiki do usuwania soli, która ci się dostała w but, więc gdy ją tam zobaczysz, jeszcze nie panikuj i nie rozpaczaj, że ci się twoje nowe drogie buty nadają tylko na śmietnik. No i możesz poszukać takich środków do butów gdzieś indziej, niż pod linkami, które podałem – reklamę w tym wpisie chciałem zrobić Bexleyowi, Saphir się pojawił niejako przy okazji.

Po drugie, zdobądź dla swoich butów prawidła. Takie porządne, pełne, nielakierowane, najlepiej cedrowe, bo drewno cedrowe ślicznie pachnie. Najtaniej znajdziesz je na Allegro – coś po 60 złotych za parę, ale nie podaję linka do aukcji, bo te się szybko kończą i link mi się zdezaktualizuje. Prawidła z drewna wchłoną wilgoć, która wytworzy się nieuchronnie w bucie podczas chodzenia, utrzymają kształt cholewki i pozwolą twoim butom przeżyć dłużej w stanie pełnej używalności.

Po trzecie, nie noś tej samej pary skórzanych butów dwa dni z rzędu. Co przy okazji oznacza: miej przynajmniej dwie pary sensownych butów. Skóra musi odpocząć. To może brzmieć burżujsko, ale to kwestia przestawienia się ze sposobu myślenia o wydatkach w sposób każący wydać jak najmniej na raz na taki, żeby może zapłacić raz, a potem mieć święty spokój. Bo ostatecznie tak wychodzi taniej.

Jasne, jeżeli tylko studiujesz i nie masz pracy, nie kantujesz na projektach unijnych ani nie masz bogatych rodziców, wydatek kilku stów na buty to raczej abstrakcja. Ale nie jest tajemnicą, że bogatym generalnie jest w życiu łatwiej. Nadal są secondhandy, Allegro czy Ebay. Może nawet w przypływie szczęścia znajdziesz ładne buty w którymś z polskich sklepów? Może na siedemdziesięcioprocentowych wyprzedażach trafisz coś w swoim rozmiarze na przykład w Massimo Dutti? Albo w dobrej cenie w TK Maxx? Nie wszystkie buty jakie masz muszą wytrzymać lata, po prostu dobrze mieć ze dwie pary, które są klasyczne, eleganckie i dobrej jakości.

O co chodzi w studenckiej elegacji, to żeby trochę się od tej bylejakiej studenckości oderwać. Zwrócić uwagę na szczegóły, na które mało kto tę uwagę zwraca. Nie trzeba wydawać na to niesamowitych pieniędzy i nie trzeba wydawać ich na raz i natychmiast. Co trzeba mieć, to poczucie estetyki i cierpliwość oraz trochę motywacji żeby wyjść poza przaśność i tandetę i mieć z tego trochę radości.

Wesołych Świąt.

Zdjęcia: Bexley

Zobacz też

14 komentarzy

  • Anonymous pisze:

    Bexley rzeczywiście ma rewelacyjny stosunek cena/jakość, a jeśli chodzi o rozmiarówkę, to z polskich marek można ją porównać do Wojasa, albo Kazara (bo np. Ryłko trochę zaniża numerację).

    Kupując te francuzy, warto się psychicznie przygotować na wydatek dodatkowych 60-80 zł na ich odesłanie z powrotem i wymianę w razie nietrafienia z rozmiarem.

    Na studencką kieszeń warto zaglądnąć do NORDa, bo też można tam trafić coś klasycznego i szytego, choć ostatnio w całym sklepie znalazłem tylko jedną klasyczną parę 😛

    Pozdrawiam

    • Można zawsze bezczelnie w Wojasie przymierzyć sobie buty, a potem zamówić odpowiedni rozmiar od Francuzów ;]

      Jakieś ryzyko nietrafienia z rozmiarem zawsze istnieje w przypadku zakupów przez internet.

      O Nordach słyszałem, natomiast nie miałem nigdy na nogach, więc ciężko mi się wypowiedzieć. Generalnie od czasu do czasu da się trafić w polskich sklepach jakieś całkiem ładne buty – ale to nadal wyjątki, a nie reguła.

  • Anonymous pisze:

    Widać, że jesteś na początku zgłębiana tematu, bo piszesz nieprzemyślane rzeczy. Począwszy od nazewnictwa typu angielki, wiedenki, golfy, a skończywszy na hołubieniu przyszywanej podeszwy i wymienianiu jej w butach pokroju Bexleya.

    Otóż nazewnictwo jedyne i właściwe to oxfordy, derby, broguesy. Tylko i wyłącznie. Pozostałe nazwy to wymysł jednego z warszawskich szewców.

    Sugerowanie natłuszczania butów dwa razy w tygodniu to jakiś absurd. Robi się to raz na pół roku. Co tydzień lub dwa można zapastować. Jak się zabrudzą to przepolerować szmatką, ale nie natłuszczać!!

    Samo szycie buta nie świadczy o jego jakości. Powiem więcej lepiej kupić but z lepszej skóry użytej na cholewkę i podeszwę, ale klejony niż ze skóry gorszej, ale szyty. A samą podeszwę w szytych butach wymienia się, gdy sam but kosztuje przynajmniej te 1000 złotych i producent taką usługę świadczy, ale nie w butach z półki Bexleya.

    • Część uwag jest słuszna – błędy wynikają albo z nieprecyzyjnego przekazania przeze mnie informacji (natłuszczanie; raz-dwa w tygodniu miałem na myśli pastowanie właśnie), albo z rzeczywistej niewiedzy. Poprawię we wpisie, dzięki.

      Z częścią się nie zgodzę – szczególnie co do nazewnictwa. Jeżeli istnieje kilka nazw, które pojawiają się w internetach (a pojawiają się), to wolę je podać – żeby ktoś natknąwszy się na nazwę „wiedenki” nie zastanawiał się co to, ale z grubsza wiedział o co chodzi. Zupełnie mnie nie interesuje, co jest Jedynie Prawdziwie Poprawną Terminologią, jeżeli nie ma problemów ze zrozumieniem przekazanej informacji.

      Buty z półki cenowej >1k zł za parę są poza obszarem zainteresowania tego bloga. Będę chwalił Bexleye, bo są sensownym kompromisem między ceną a jakością, jeżeli na naprawdę drogie buty zwyczajnie cię nie stać.

    • Anonymous pisze:

      Co do terminologii. Oxford, derby, brogue – to zrozumie każdy bez względu na długość i szerokość geograficzną. Wiedenki, angielki to niszowe określenia. Możesz też używać francuskiego odpowiednika słowa oxford – richelieus. Tylko pytanie w jakim celu skoro określenia są skrajnie niszowe?

      Sugerowałeś wymianę podeszwy za przykład podając Bexleya. Usługa taka kosztuje co najmniej tyle, co para Bexleyów, a czasem i dwa razy więcej. Jeśli buty >1000 złotych są poza zakresem zainteresowania bloga to tym bardziej poza zakresem jest wymiana podeszwy, szczególnie w butach z półki Bexley. Widzę jednak, że wprowadziłeś korekty do tekstu.

    • Używanie francuskiej terminologii byłoby uzasadnione, gdyby to był francuskojęzyczny blog. Taki stan rzeczy zaskoczyłby mnie wielce, bo ja po francusku nic a nic.

      Na polskich blogach, stronach internetowych i forach (czy też: forum) pojawiają się te polskie określenia, więc je tu umieściłem. Pojawiają się też te angielskie, jak zresztą wszędzie indziej w internetach, więc… też je tu umieściłem.

      Co do wymiany podeszwy – przyznałem ci już poprzednim razem rację, moja wtopa, tekst poprawiony.

      Nie aspiruję do pozycji guru – blog to zapiski rozwiązań, które się u mnie sprawdziły, ale także moich błędów. Bardzo fajnie, jeżeli przy okazji jego prowadzenia czegoś się nauczę. Jeszcze lepiej – jeżeli na moich błędach nauczy się czegoś ktoś inny.

  • Anonymous pisze:

    Muszę się nie zgodzić z pochwałą Bexleyów. To są buty przeciętnej jakości. Mam złe zdanie o zimowych Enfieldach (źle wyważone) i przeciętne zdanie o Madisonach, których skórka pomięła się jeszcze przed nadejściem przesyłki. Ogólnie mój szewc stwierdził, że to nie jest zła skóra, ale zbliżona jakościowo do zamszu.
    Obsługa klienta też pozostawia wiele do życzeniach.
    Chętnie (szczerze) Szymonie usłyszę od Ciebie za rok, dwa, jak się trzymają ich buty. Możemy wymienić się doświadczeniami po roku 😉 Ja mam buciki polskiej firmy, które trzymają mi się (przy dbaniu o nie) kolejny piąty rok. Także z pochwałami Bexleya bym przesadzał. Jest to najciekawsza półka cenowa dla nas, ale na przykład Loake, mający chyba gorszą skórę w większosci przypadków, robi buty solidniej (też jest droższy).
    pozdrawiam
    Michał M.

    • Będę pisał, jak się te buty sprawują.

      Jeżeli okaże się, że nie spełniają oczekiwań, wycofam się z tej laurki i przyznam, że nie były warte swojej ceny. Będzie o tym osobna notka, a w tej wstawię dużym czerwonym fontem disklejmer, że się pomyliłem. Zobaczymy, jak będzie.

      Poza tym, cholera, są ładne, dużo ładniejsze niż cokolwiek, co widziałem w polskich sklepach.

    • Anonymous pisze:

      To prawda! Tu muszę przyklasnąć. Naprawdę zaprojektowanie jest świetne. I masz rację: za cenę wyprzedażową zdecydowanie warto.
      I tak wolę kupić Berkeleye za 450 zł niż Gino Rossi za 300. Chciałem tylko trochę ostrożności dorzucić do klimatu 😉
      pozdrowienia
      Michał M.

  • Adam pisze:

    Cześć, potrzebuję Twojej rady. Gwoli wstępu – podobnie jak u Ciebie kiedyś, nadszedł czas na moją metamorfozę (a mówiąc nadszedł czas mam na myśli że wypadły mi dwa wesela, co gorsza – na jednym z nich poznam rodziców swojej dziewczyny (big.f***ing.deal)). Zarówno w szafie jak i buciarni próżno szukać czegoś odpowiedniego na taką okazję co zmusza mnie do kupienia nowego zestawu. (no może nie zmusza, skutecznie motywuje :) bo z zakupem odpowiedniej odzieży nosiłem się od dawna). Pytanie będzie dotyczyć butów, ale wcześniej chciałbym powiedzieć do czego trzeba je dopasować – może tutaj też mnie poprawisz. (z góry przepraszam, post z serii TLDR).
    Najodpowiedniejszym posunięciem było by kupienie garnituru, ale to duży wydatek i nie chcę kupować go „na już” – po długich poszukiwaniach zrezygnowałem i cierpliwie czekam na wyprzedaże przed studniówkami. Kluczem tutaj będzie słowo uniwersalność – budżet jest studencki (ok 1 – 1,1K na wszystko) dlatego najlepiej żeby zestaw dało się dostosować zarówno na nieformalne jak i pół-formalne wyjścia. Podstawa metamorfozy: 1) koszula biała na guziki 2) marynarka – ciemny mocno nasycony granat (powiedzmy że coś takiego, http://i4.ztat.net/large/JO/92/2B/00/0K/11/JO922B000-K11@9.jpg) 3) chinosy ciemnoniebieskie (+chinos w koloże khaki z promocji) 5) kiedyśtam – granatowy garnitur:P

    Problem mam z butami, planowałem wydać ok 300 zł (po przeczytaniu licznych opinii dotyczących obuwia sieciówek zastanawiam się czy jest sens – mam ochotę uciec się do skrajności czyli kupna noname za 100zł i wymienić za rok lub wydania za dużo buty np Bexleya). Na ten moment będa to moje jedyne buty do elegancji, muszę więc podejść pod przyszły granatowy garnitur i zestaw obecny. Teraz kwestia tego jakie 😛 Mi się wydaje, a Ty pewnie wiesz, że czarne wiedenki nie będą zbytnio uniwersalne (o ile myślałem nad nimi przy kupnie garnituru). Co powiesz o tych:

    http://www.primamoda.com.pl/kolekcja-meska-21/polbuty/eleganckie-polbuty-z-brazowej-skory-10184.html
    http://answear.com/269852-gino-rossi-polbuty-louis.html

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Tego typu granatowa marynarka (klubowy blezer) wygląda rzeczywiście nieźle, ale ciemnoniebieskie chino mogą nie stanowić dostatecznie wyraźnego kontrastu. Spróbowałbym szarych wełnianych spodni w kant – celem uzyskania klasycznego zestawu klubowego o trochę wyższej formalności niż zestaw z chino, a niższej niż garnitur.

      Co do butów, to jeżeli mają się sprawdzić do zestawów koordynowanych i garnituru, to poszedłbym w czarne half- albo quarter-brogue. Na przykład takie. Jeżeli mają być mniej formalne, to szukałbym brązowych brogue lub half-brogue. Te, które linkujesz niezbyt mi się podobają – spróbuj jeszcze na zalando.pl, może uda ci się za niezłe pieniądze wyłapać jakieś np. Gordon&Bros; zaglądaj do TK Maxx i przeczesuj Allegro – nie będziesz sobie pluł w brodę, że wydałeś pieniądze na coś, co ci się szybko przestanie podobać, a złapiesz może pierwsze buty, które posłużą ci dłużej.

  • Arek pisze:

    Cześć,
    Jak nazywają się buty ze zdjęcia do wpisu? Znalazłem podobne a nie spotkałem się z nimi wcześniej :)

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Odmiana pojedynczych monków, z tymi dziwnymi frędzlami z przodu – sam mam problem ze znalezieniem nazwy (kilt monks? Tassel loafersy z takimi frędzlami przynajmniej w jednym miejscu jakie znalazłem nazywają się „kilt tassels”).

    • Arek pisze:

      Zastanawiałem się właśnie, czy przypadkiem nie są one damskimi, ale dobrze wiedzieć :)