Nie uświadczysz raczej na tym blogu bardzo kategorycznych osądów w kwestii ubrań –  uważam, że każdy sobie może wrzucić na grzbiet co tylko chce i jeżeli czuje się z tym dobrze, more power to him.

Po chwili zastanowienia, kilka jednak się znajdzie. Jednym z nich jest kwestia czarnego garnituru.

Czarny garnitur nadaje się na pogrzeb. Koniec, kropka. Nie ma więcej zastosowań. Jeżeli więc masz w szafie czarny garnitur i bardzo go lubisz, to przestań. Albo miej nadzieję, że jakoś niedługo umrze ta ciotka, której nie cierpisz i będziesz zaproszony na pogrzeb. Ty okropny, okropny człowieku.

Skąd ta niechęć? Otóż, czarny garnitur to często pierwsza rzecz, po którą sięga facet, gdy próbuje wyglądać elegancko, bo jak powszechnie wiadomo, Prawdziwy Mężczyzna odróżnia tylko trzy kolory: śmierci, krwi i pedalski, a czerń łapie się gdzieś w tym pierwszym. A czarny materiał ma prawie same wady: w świetle słońca albo jasnym świetle biur i sal uczelnianych widać na nim każdy syf i zabrudzenie, każdy obszar wytarcia i wyświecenia; dobry materiał wygląda na tani, tani zaś na worek na śmieci. I to nie jakiś markowy Jan Niezbędny, tylko taki z biedry.

W sytuacjach z kolei, kiedy jesteśmy w sztucznym świetle, wieczorem – w restauracji, teatrze, operze, na kolacji u bardzo sztywnych rodziców panny (bo jak nie są sztywni, to po co garnitur?) – czarny garnitur wygląda jak bieda-smoking. Och, to jest bardzo studenckie wtedy – chwytanie się taniego erzacu, gdy student nie ma możliwości sięgnięcia po Real Thing. Ale to coś, czego w studenckości nie cierpię – bylejakości i tego ‚Meh, good enough’ wywyższonego niemalże do rangi ideologii. Więc nie, to nie jest usprawiedliwienie. Nie masz smokingu, bo go tak naprawdę nie potrzebujesz – spoko, więc zamiast udawać, załóż ładny granatowy garnitur. Wyglądaj nie jak gość, który nie odróżnia garniaka od smokingu, tylko jak facet w ładnym granatowym garniturze.

Czarna marynarka ma te same wady, co cały garnitur w świetle dziennym. No i zakładana jest przez wspomnianych Prawdziwych Mężczyzn, gdy sytuacja wymaga, aby dodać ‚Smart’ przed ich codziennym ‚Casual’, często na tiszert albo czarną koszulę. W skrócie: unikaj.

Czarne spodnie czasem noszę, ale prawda jest taka, że czarne spodnie się zakłada, bo się je ma. Tak naprawdę nie ma innego powodu, by się w nie wciskać. Jeżeli jeszcze nie kupiłeś czarnych chino – to dobrze, nic nie straciłeś.

Podobny czelendż to czarna koszula – ciężko ją skomponować z resztą stroju, żeby nie wyglądała jak z wiejskiego wesela. Jeżeli nie masz czarnej koszuli, to nie zaprzątaj sobie głowy jej kupnem.

Czarny błyszczy za to jako kolor butów, szczególnie wypastowanych na lustro. Klasyk miejskiej elegancji. Czarne double-strap monki – kiedyś was dorwę.

Monki od Herringa. Tylko czemu takie drogie?!

Zobacz też

8 komentarzy

  • Anonymous pisze:

    worki z biedry sa niebieskie i calkiem porzadne

  • Mr.Młody pisze:

    Czarny marynarka zła? Chwileczkę, a co ze strollerem?

    • Jest tak formalny, że praktycznie mnie nie interesuje. W sytuacjach okołostudenckich przydatny może się okazać bodaj tylko, jeżeli własny ślub komuś wypadnie przed dyplomem.

      Pisałem o czarnej marynarce jako odd jacket w zestawie koordynowanym (albo do dżinsów… to nadal jest zestaw koordynowany?), a nie w kontekście bardzo mocno opisanego mało elastycznymi zasadami stroju półformalnego.

  • Janek pisze:

    Witam, proszę o poradę.  Studia co prawda skończyłem, ale nadal jestem biedny. Mam tylko jeden garnitur, który dobrze na mnie leży. Kupiłem go dwa lata temu na własny ślub. Niestety modą nie specjalnie się interesowałem i myślałem, że na ślub to „mo być czorny, taki elegancki” :/

    Niedługo ślub mojego brata, czy da się zrobić coś żebym nie wyglądał jak do trumny? Wiem, że pewnie wszyscy goście oprócz pana młodego (którego już pouczyłem, żeby nie popełniał mojego błędu) będą ubrani jak na stypę, ale czułbym się jednak lepiej, gdyby dało się za sprawą dodatków przełamać ten funeralny klimat :)

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Jeśli dobrze pasuje – może być, nie ma co popadać w paranoję; po zmroku, na weselu, będzie wyglądać OK.

    • Janek pisze:

      To mnie pocieszyłeś trochę :) Dzięki za odpowiedź!