Powinienem tu napisać: „nie zaniedbuj koszuli”, ale tak mogę napisać przy każdym jednym elemencie stroju, zaczynając od marynarki, a kończąc na skarpetkach.

Prawda jest taka, że koszula to zdecydowanie nie będzie najdroższy z zasobów twojej szafy – a przynajmniej nie powinien być. Wydawanie w tej chwili trzech stów na koszulę mija się z celem – w tym wypadku lepiej mieć trzy tańsze niż jedną droższą.

Głównie dlatego, że koszule niszczą się dużo szybciej, niż na przykład marynarki. Idealnie jest więc wypełnić nimi szafę po brzegi i nie nosić zbyt intensywnie, co jest na studenckim budżecie wyzwaniem nie lada; do codziennego noszenia na jakiś czas wystarczy ci więc ze sześć. Będziesz je często prać.

Jakiej koszuli szukamy?

Raczej ze sztywniejszym kołnierzem i mankietami, nie musi mieć kieszonki na piersi. Jak już gdzieś wspominałem, stawiaj raczej na prostotę w detalach – guziki zgrupowane po dwa czy trzy, kontrastowa listwa z guzikami, podwójny kołnierz czy mankiety są teraz modne. Oznacza to mniej więcej tyle, że zaraz modne być przestaną i na ich miejsce wskoczy coś innego, wyglądającego pewnie przy tym równie idiotycznie, więc nie zaprzątaj sobie głowy takimi wynalazkami.

Nie bój się mankietów na spinki. Są fajne. Tylko musisz mieć do nich spinki.

Naprawdę nie musisz mieć sylwetki jak ten marmurowy koleś, żeby nosić taliowane koszule. Wyglądają po prostu lepiej – nadmiar materiału zbierający się wokół pasa nie jest szczególnie estetyczny.

Kołnierzyk koszuli, o ile masz jakikolwiek wybór, powinieneś dobierać pod kształt swojej twarzy – w końcy jest jej najbliżej i stanowi niejako obramowanie.

Najczęstszymi w przeróżnych Wólczankach i im podobnych są kołnierze nazywane przez nich „półwłoskimi”, czyli takie nie za bardzo w żadną stronę – nie za szerokie, nie za wąskie. Są dość bezpieczne, nawet jeśli trochę nudne. W innych sklepach się to będzie nazywać semi-spread albo semi-cutaway, jeżeli bardzo lubią tam anglicyzmy (albo są z Anglii).

semi-spread

Jeżeli twarz masz wąską i pociągłą, podłóż pod nią szeroki kołnierz – włoski, cutaway czy spread (jedno i to samo według niektórych, różne rodzaje według innych).

spread

Do okrągłej twarzy z kolei długi i wąski kent będzie się sprawował lepiej. Wąską twarz za bardzo podkreśli i optycznie wydłuży jeszcze bardziej.

kent

Powyższe różnią się trochę pomiędzy producentami – dla niektórych spread to kołnierzyk o naprawdę bardzo szeroko rozstawionych wyłogach, a kent potrafi mieć je bardzo, bardzo długie, and so on.

Jeszcze jeden popularny kołnierzyk to button-down – wyłogi kołnierzyka przypięte są w nim guziczkami na końcach. Jest zdecydowanie mniej formalny i nie wygląda dobrze z krawatem. To znaczy – jeżeli chcesz założyć do niego krawat, nikt ci nie zabroni – to jeden z charakterystycznych elementów amerykańskiego stylu – tylko po co chciałbyś robić coś takiego?

Oprócz tego istnieje cała gama innych kołnierzyków, które nie są tak popularne i pewnie ciężko będzie ci je znaleźć w sklepie – albo wręcz przeciwnie, natkniesz się na nie w jakimś haemie, który potrafi lansować zupełnie kretyńskie rozwiązania, jak kołnierzyk frakowy w casualowej koszuli w kratę, albo maciupeńkie, drobniutkie kołnierzyki, które ledwo sięgają wyłogami poza stójkę (tej sztywniejszy element z ostatnim guzikiem). Unikaj. Chcesz wyglądać w końcu classy, a nie jak fashion victim.

Materiał z jakiego jest koszula ma istotne znaczenie. Bawełna to standard i jej się trzymaj – szczególnie, że w stu procentach bawełniane koszule można dostać w naprawdę nie ścinających z nóg pieniądzach. Domieszki poliestru kuszą i wabią łatwiejszym prasowaniem, mniejszym gnieceniem, delikatnym połyskiem… Nie daj się. Bawełna lepiej się nosi, lepiej oddycha, dłużej wytrzymuje.

Na lato możesz rozejrzeć się za lnem lub mieszankami lnu z bawełną.

Gdzie dostać?

Hardly a challange. Pomijam secondhandy, gdzie wybór często jest mocno ograniczony, ale wszelkie duże sklepy wyposażone są w różnej maści Wólczanki, Willsoory; dobrze zaopatrzone w koszule są przeważnie Peek&Cloppenburgi. Wólczanka w ogóle miewa fajne promocje, jak trzy koszule w cenie dwóch, gdzie za 3 stówy rzeczywiście kupisz te wspomniane na początku notki 3 koszule. Poza tym twoim przyjacielem są duże znaki „-50%” i „-70%” – a im masz większy rozmiar kołnierzyka, tym łatwiej będzie ci coś na tych wyprzedażach dostać.

Jeżeli znasz swoje rozmiary, szukaj też w internetach. Linkowałem ci wyżej Charlesa Tyrwhitta. W momencie pisania artykułu promocja – koszule po 18 funtów sztuka. Jeżeli zapomniałeś już, jak się mnoży, na nasze daje to 9 dych. To dobra cena.

No to mam już te koszule, i co?

No jak to co, nosić je. A jak ponosisz (patrz na zabrudzenia na kołnierzyku i mankietach), to wrzuć do pralki (tylko najlepiej na jakiś program „delikatny” i wiruj nie za szybko – programy do bawełny i 1000 RPM zdecydowanie przyspieszą metamorfozę twojej pięknej koszuli w ścierkę). A jak wypierzesz, wyprasuj. Żelazko i deska do prasowania są ci niezbędne.

Nie zwalaj tego na najbliższą ci istotę płci żeńskiej. Skoro takie miejsca w internetach jak GQ, który jest dość seksistowski, żeby mieć ranking na najfajniejsze cycki 2012, znajdziesz instrukcje jak uprasować koszulę, nie martw się, że twoja męskość na tym ucierpi.

I tak, w powyższym akapicie zalinkowana jest instrukcja, a nie ranking. Sorry.

Zdjęcia: Wólczanka

Zobacz też

5 komentarzy

  • Anonymous pisze:

    Warto przy kupnie zwracać uwagę na detale. Np. przyszycie guzików i same guziki, wyciągane sztywniki (fiszbiny) kołnierzyków, odległość szwów o krawędzi (jak najbliżej). W Anglii, poza CT jeszcze dobrą cenowo ofertę ma TM Lewin i Dalvey.

    Ja mogę polecić odwiedzenie salonów Seidensticker, jeśli ktoś ma blisko. Oni produkują też np. markę z wyższej półki: Jacques Britt a szyją też dla Camel Active, JOOP!czy Strellson. Można coś fajnego znaleźć, bo wybór jest naprawdę duży.

    A jeśli chodzi o koszule z metką „non-iron”, to często nie wynika to z domieszki poliestru, ale z nasączenia bawełny pochodnymi amoniaku, lub formaldehydem, który czasami może powodować jakieś uczulenia, lub podrażnienia u niektórych osób. Dlatego kupując koszulę 100% bawełny non-iron warto tak ze 3 minuty w niej postać w przymierzalni i sprawdzić jak się w niej czujemy. A z własnego doświadczenia wiem, że gorzej się one sprawują w gorące dni.

    Pozdrawiam

    • Wszystko co piszesz jest prawdą – jednak część detali pominąłem świadomie, bo nie wydają mi się na tyle istotne, by płacić za nie ekstra. Szczególnie 2 czy 3 razy ekstra, szczególnie na etapie zdobywania absolutnych podstaw do szafy, szczególnie na studenckim budżecie.

      Kołnierzyk obszyty blisko krawędzi, rozcięty karczek i ładne guziki to miłe szczegóły, ale mające dużo mniejsze znaczenie estetyczne niż dobrze dobrany rozmiar koszuli i typ kołnierzyka. A jeżeli musisz siłą rzeczy szczypać się z kasą, to sam ten fakt mocno ogranicza twój wybór – i szansa, że możesz jeszcze poprzebierać w takich, które te detale mają wykończone lepiej albo gorzej jest nikła.

      Ale uwaga o koszulach non-iron słuszna. Remedium skądinąd jest po prostu kilkukrotne wypranie.

      Do tematu – jak zresztą każdego już poruszanego – pewnie jeszcze kiedyś wrócę, bo nie roję sobie, że taka skromna notka wyczerpuje temat.

  • Anonymous pisze:

    A jeśli chodzi o kupowanie w secondhandach – to poleciłbyś coś krakowskiego? Also: czy kupując w necie, u czarlsa chociażby, miałeś problem z trafieniem w swój rozmiar?

    I tak w ogóle, to propsy za blogaska. Fajny jest.

    • W kwestii secondhandów jest tak, że nadal szukam czegoś, co rzeczywiście byłoby fajne. Są przy Placu Szczepańskim i tuż obok, koło przystanku Bagatela dwa Robany, jest jeden secondhand otwarty w miejsce tej chińskiej knajpy na Karmelickiej, gdzie mają krawaty wyjątkowo rozwieszone, a nie rzucone w jeden kosz. Tam zaglądam o tyle często, że mam po drodze – i raczej trzeba się orientować, kiedy mają dostawy i przebierać świeże rzeczy, zanim się (szybko) rozejdą.

      Kiedyś widziałem w jednym z tych robanów bardzo fajne koszule z bawełny oxford (http://mrvintage.pl/2012/08/koszule-z-bawelny-oxford.html), nawet w moim rozmiarze kołnierzyka.

      Co do rozmiaru – akurat rozmiar kołnierzyka to dosyć prosta miara – jego obwód w centymetrach lub calach. Może się różnić trochę między producentami, więc polecam po prostu wcześniej poszukać opinii o sklepie gdzie zamawiasz (np. http://www.askandyaboutclothes.com/forum/showthread.php?116148-Charles-Tyrwhitt-Shirt-Sizes) – a jeżeli to po prostu sklep internetowy jakiejś polskiej sieci – przejść się do stacjonarnego sklepu i przymierzyć. Ale tu dużo trudniej o wpadkę, niż przy kupowaniu przez internet marynarki chociażby.

      No i dzięki ;]

  • Paweł pisze:

    czeeść!
    taka mała uwaga:) średnio widać linki w tekście, mało różnią się od ‚static text’. Super by było gdybyś dał nieco bardziej różniący się kolor, bo już z 5 raz z trudem ten link o którym wspominasz w tekście znajduję ;p