Będzie o rozmiarze (tutaj sam wstaw marny dowcip będący wariacją na temat „rozmiar ma znaczenie”, bo ja nie zamierzam.). Oraz o tym, jak powinien leżeć garnitur. Gdy się go ubierze, nie rzuci na fotel.

Każdy chyba mniej więcej wie, że buty trzeba kupować w swoim rozmiarze. W za dużych stopa lata, w za małych po prostu się nie mieści. Proste, prawda? Dlaczego więc tak trudno przychodzi zastosowanie analogicznej zasady do innych ubrań?

Bardzo dużo ludzi kupuje garnitury czy marynarki, które są na nich za duże. Wyglądają jak worki choćby były z serii Super Extra Skinny posiadające Anorexics Worldwide Seal of Approval. Prawdopodobnie dlatego, że nie wie, jak marynarka powinna leżeć – przynajmniej ja tak miałem. Teraz wiem już, że nie ma sensu kupować nawet o rozmiar za dużych – noszę 46, ale i tak te rzeczy wymagają jakichś poprawek krawieckich, żeby leżały jak powinny.

Marynarka

Idea jest taka: marynarka powinna zostawiać kilka centrymetrów luzu – ale kilka centymetrów góra. Rozwiązania najbardziej skrajne są dwa. Jedno to marynarka o mocniejszej, sztywniejszej konstrukcji – ma ukrywać niedoskonałości twojej sylwetki i modelować ją i to najbardziej klasyczne podejście. Drugie, to bardziej miękka, lepiej dopasowana marynarka, która raczej podkreśla niż ukrywa twoją budowę. Cała „korekcja” sylwetki wynika tu przede wszystkim z tego, jak linie garnituru oszukują oko, niż z tego, że ramiona masz piękne i szerokie dzięki poduszkom – tak jest teraz modniej, ale nawet pomimo tego ja lubię to rozwiązanie bardziej. Które preferujesz ty, to kwestia gustu. Pamiętaj, że jest przy tym całe mnóstwo odcieni szarości pomiędzy tymi dwoma skrajnościami.

Smuklejszy i bardziej dopasowany vs mocniejszy, bardziej zbudowany

Przy okazji pomijam tu całkowicie paskudny styl amerykański, w którym marynarki nie są prawie wcale taliowane i wyglądają jak worki. Worek nawet, gdy go uszyć z drogiej wełny pozostanie workiem.Jeżeli sylwetka na to pozwala, niezależnie od tego, jak marynarka jest skonstruowana, powinna być taliowana tak, że po zapięciu jej i opuszczeniu rąk prosto wzdłuż tułowia widać prześwit między rękawem a talią marynarki. To praktycznie nieosiągalne, gdy kupujemy marynarkę w sklepie. Spójrzcie na te piękne zdjęcia w sklepie internetowym Vistuli – a potem spójrzcie jeszcze raz i zobaczcie, że otwór jest trapezoidem o rozmytych krawędziach, bo grafik obrabiający pierdylion fotek też czasem musi jeść i spać, albo po prostu mu się nie chce.

Mocno – i świetnie – taliowana marynarka

Nie powinna być za szeroka w barkach. Poduszki stanowiące usztywnienie ramion marynarki nie mogą wystawać poza te ramiona, a rękaw u góry, od strony wszycia go do marynarki, ma się wybrzuszać na zewnątrz, a nie załamywać do środka, gdy mamy marynarkę na sobie.

Speaks for itself

Rękawy powinny sięgać trochę wyżej nadgarstka i odsłaniać jakiś centymetr mankietu koszuli.

Jak trzeba vs za długie

Sama marynarka, według klasycznych standardów, ma sięgać podstawy kciuka albo linii, w której pośladki łączą się z udami. Chociaż teraz modne są krótsze – problem z modą polega jednak na tym, że przemija dużo szybciej niż standardy klasyczne, które trwają dostatecznie długo, żebyś zdążył umrzeć, zanim przepadną i zostaną zapomniane. Klasyka jest więc chyba bardziej ekonomiczna. Cały czas zastanawiam się, czy dobrze by mi się chodziło w krótkiej marynarce – pewnie wymagałoby to przyzwyczajenia, ale pierwsza niechęć powoli mi mija, szczególnie, że tu i ówdzie widuję świetnie wyglądające przykłady takich właśnie marynarek.

Bardziej klasyczna i bardziej modna.

Kołnierz marynarki ma przylegać do kołnierza koszuli. Jeżeli odstaje, to niedobrze – bo nieestetycznie.

Po zapięciu guzika marynarki (w dwuguzikowej – górnego, w trzyguzikowej – środkowego) patrzymy, jak się marszczy. Marszczyć się będzie, ale im mniej, tym lepiej. Plecy, z wyjątkiem fałd w okolicy pach, powinny być gładkie.

Skoro przy guzikach jesteśmy – środkowy w trzy-, a górny w dwuguzikowcu powinien być w okolicach talii, to jest trochę nad pępkiem. Olej ciepłym moczem te, które mają ten guzik gdzieś przy mostku. Zwróć przy tym baczną uwagę na ochronę sklepu i monitoring.

Przy czym znowu spójrz na krótszą marynarkę tam wyżej. Guziki są wyżej, ale to dlatego, żeby zachować proporcje dla tej marynarki jak najsłuszniejsze – nie są w dziwnych miejscach zupełnie optycznie rozwalających sylwetkę.

Cały czas nie wiem, na ile to kwestia błędu konstrukcyjnego, a na ile stylu – ale lepiej wyglądają marynarki, których poły rozchodzą się poniżej zapięcia guzika trochę, tworząc delikatne odwrócone V. Ale bez dodatkowego marszczenia wskazującego na opinanie się materiału – to znaczy, że marynarka jest za ciasna. Spójrz na zdjęcia przy punkcie o długości marynarki – takie V jest piękne i słuszne.

Rzadziej się widzi na ulicach ludzi noszących marynarki za ciasne – ważne, żeby nie przesadzić w żadną stronę.

Co z tych mankamentów można poprawić u krawca?

Na pewno za długie rękawy, o ile nie mają przeciętych dziurek na guziki. Jeżeli mają, tough luck. Chociaż są krawcy, którzy skrócą wtedy rękaw od góry – wypruwając cały rękaw i przyszywając go na nowo, ale to bardziej pracochłonne i będzie kosztować więcej. Ze zbyt krótkimi rękawami raczej mało co zrobimy – przeważnie producenci ciuchów nie zostawiają dość zapasu materiału, żeby można coś popuścić.

Marynarkę można też bez większego problemu wytaliować. Gorzej, gdy jest ona za szeroka w barkach – do zrobienia, ale znowu – drogo i nie każdy krawiec będzie chciał to zrobić, a efekt nie zawsze będzie pewny.

Łatwiej też z pewnoscią za długą marynarkę skrócić niż za krótką wydłużyć (as in: pierwsze się da, drugiego nie), ale tutaj sporo zależy od tego, jakie mamy w niej kieszenie na przykład, a i nie wiadomo, jak to będzie wyglądać, czy nie zaburzy nam proporcji całej sylwetki.

Z odstającym kołnierzem chyba nic nie zrobisz, podobnie jak z guzikami w dziwnych miejscach.

Spodnie

Spodnie – mówię tu głównie o garniturowych albo chino, o dżinsach wspominał nie będę – też większość facetów nosi za długie. Mają się na bucie łamać raz albo wcale, poza tym kant, gdy stoimy prosto, ma iść prosto też. Żadne tam sięganie połowy obcasa buta, które będzie ci się starała wmówić pani w salonie garniturowym w którymś z Dużych Sklepów (słowo galeria nadal mi się kojarzy jednak z obrazami, przepraszam) – mogą zakrywać trochę cholewki buta, nie muszą wcale, szczególnie gdy są wąskie (tak po włosku).

Po lewej – za długie. W środku – dobre. Po prawej – kontrowersyjnie krótkie, czyli zajebiste!

A wąskie spodnie to jest to co lubię. Sam jestem przy tym wąski, ale nie wydaje mi się, żeby szersze nogawki pomogły mi to jakoś szczególnie ukryć – bo raczej będa powiewać, odstawać, marszczyć się i mnie złościć. Jeżeli jesteś szczupły, źle będą wyglądać na tobie spodnie z nogawką szeroką na 25 centymetrów. A nawet ktoś o, powiedzmy, tęgiej budowie ciała nie musi wybierać aż tak szerokich spodni – kwestia tego, żeby czuć się komfortowo, a jednocześnie spodnie nie powiewały jak flaga w jakieś święto państwowe. Ideałem są więc spodnie zostawiające troszkę luzu – nie napinające się przy zginaniu kolan i siadaniu – ale nadmiar szkodzi.

Spodnie mogą mieć stan wyższy albo niższy, tj. kończyć się na biodrach (nisko), albo wręcz w talii (bardzo wysoko). Za duży luz w pasie nie jest wskazany – bo ci się będą pod paskiem marszczyć nieładnie, zostawiać fałdy, a poza tym i tak nie będą zbyt wygodne, bo pasek paskiem, ale zjeżdżać będą i skończysz ze spodniami w zamierzeniu z wysokim stanem jako biodrówkami. Co wydłuży ci nogawki, a te się będą wlec po ziemi.

Ze spodniami plus jest taki, że to nie jest bardzo złożona konstrukcja, jak w przypadku marynarki. Da się je u krawca poprawić z dużą swobodą i skracać, zwężać ile wlezie. No dobra, bez przesady – nie szedł bym do krawca ze spodniami za dużymi o trzy rozmiary.

Koszula

Koszule już w każdym sieciowym sklepie da się kupić z zaszewkami na wysokości talii, zbierającymi nadmiar materiału – super, jeżeli jesteś wąski, i tych się trzymaj, zamiast kupować koszule „klasyczne”, szerokie. Jeżeli jesteś bardzo wąski, zwęż je jeszcze u krawca, ale i tak kupuj takie, bo mają węższe rękawy. Jeżeli ci sylwetka nie pozwala, kupuj klasyczne. Koszula ma się trzymać ciała, być blisko, najbliżej – ale nie może opinać ci brzucha nieestetycznie.

Rozmiar kołnierzyka też jest istotny, bo za mały będzie cię dusił, a za duży – marszczył się, gdy zawiążesz pod nim krawat. Jak zapniesz najwyższy guzik koszuli, między kołnierz a szyję powinieneś móc wsadzić bez problemu palec. Rękaw powinien sięgać podstawy dłoni, a nie zakrywać całego kłębu i pierwszego stawu kciuka, choć to kwestia szerokości mankietu tak na prawdę bardziej niż długości rękawa. Ten jest schowany pod rękawem marynarki i powinien dawać trochę zapasu.

Na koniec

Zobacz, gdzie w okolicy jest jakiś krawiec, który zna się na rzeczy i zanoś do niego ubrania, które nie leżą dostatecznie dobrze. Marynarka jest wbrew pozorom skomplikowanym dosyć odzieniem, da się ją spieprzyć bez większych problemów, więc poszukaj kogoś ogarniętego. Jasne, że jak kupiłeś sobie ciuch w second handzie za piętnaście złotych, to wydawanie siedmiu-ośmiu dych na taliowanie nie jest bardzo wesołą perspektywą, ale z drugiej strony – nadal będziesz mieć dobrze leżącą marynarkę za mniej niż stówę! Lepiej mieć mniej dobrze dopasowanych rzeczy, niż całą szafę worków po kartoflach. Ale też da ci cenną wiedzę na temat tego, czy z tym krawcem jesteś się w stanie dogadać i zrobi wszystko jak należy – lepiej eksperymentować na tanich rzeczach, niż na garniturze z Vistuli za półtora koła.

Zdjęcia:

1. Zegna, 2. Dżejms Bond, 3. J. Crew, 4, 6, 8, 9, 12. Suit Supply, 5. Fusion Studios Fashion Photography, a przynajmniej tam dotarłem szukając źródła obrazka, 7. Znowu jakieś tumblry, 10. Savile Row Co., apparently. Naprawdę są za długie. Rękawy też, 11. Hens International

Zobacz też

3 komentarzy

  • Marta pisze:

    Świetny i rzeczowy post. Chyba każdy, kto idzie zakupić garnitur powinien się z nim zapoznać!!! Osobiście pracuje w salonie mody męskiej i jestem na bieżąco jeśli chodzi o blogi dotyczące ubioru męskiego. Niestety jeśli chodzi o odpowiedni rozmiar garnituru lub też samej marynarki wielu ludzi wybiera się całymi rodzinami po ten zakup a babcie czy mamy ciężko jest przekonać, że to co im się podoba jest zwyczajnie za duże, za długie. Pytanie, kogo posłucha zainteresowany – mamy czy „Pani w sklepie”? W najgorszym wypadku, mama czy babcia wyjdzie ze sklepu obrażona i kupią garnitur/marynarkę tam gdzie pracownicy są nastawieni na sprzedaż a nie na odpowiedni ubiór mężczyzny. W najlepszym, co graniczy czasem z cudem mężczyzna się postawi i powie, że w tym się czuje najlepiej i chce go kupić. Tak właśnie wygląda druga strona zakupu odpowiedniego rozmiaru garnituru widziana okiem „Pani w sklepie”.

    Pozdrawiam ciepło.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Cóż, to wszystko wymaga pewnej dozy świadomości w ubiorze. Jeżeli komuś jej brakuje, nie jest zainteresowany jej zdobyciem, a dorosły mężczyzna ubrania kupuje w towarzystwie mamy lub babci, pozostaje wzruszyć ramionami.

      Swoją drogą, to dość stary wpis; tę wielką ścianę tekstu z dość przypadkowymi ilustracjami rozbiłem na nowe, lepiej zilustrowane wpisy z serii Fit is Everything.

  • Marta pisze:

    Nie sposób się nie zgodzić :)
    Jeśli chodzi o wpisy http://studenckaelegancja.pl/category/dopasowanie/ również bardzo profesjonalne i rzeczowe podejście do sprawy.

    Pozdrawiam