Założyłem więc bloga. O ciuchach, of all things. Dobrym pytaniem byłoby: dlaczego? Tak to się kulturowo składa, że ciuchy nie są dla faceta tematem do pogadania z kumplami przy piwie, a i dziewczyna może mieć w końcu dosyć, gdy marynarki i poszetki są poruszane w rozmowie częściej, niż jej sukienki i bluzki. Papier zaś wszystko zniesie, mnogość śmieciowego kontentu w sieci z kolei każe przypuszczać, że z internetem jest podobnie. Stąd i blog.

Co ma znaczyć „studencka elegancja” w tytule? Zgrywa się z kilkoma rzeczami, które są dla mnie osią do budowania własnego stylu.

Ciuchy to serious business!

Po pierwsze, jest to inspiracja klasyczną elegancją. Inspiracja mniej lub bardziej luźna, nie jestem ortodoksem. Zasady klasycznej elegancji (których jest, na oko, sześćset miliardów osiemset trzydzieści milionów dwieście trzy) przeważnie z czegoś jednak wynikają i czemuś służą. Jeżeli zasady chce się łamać, to dobrze jest je wcześniej znać – żeby łamać je z głową, wiedząc, co się robi.

Po drugie, inspiracja ta może być luźna, ale jest widoczna. Garnitury, marynarki, krawaty, poszetki i muchy to coś, co obecnie wyróżnia raczej faceta na ulicy. Elegancja, mówią niektórzy, powinna być dyskretna, ale obecnie – a już szczególnie wśród studentów – będzie siłą rzeczy dandy. Trudno.

Po trzecie jednak, studentowi – młodemu facetowi w dużym mieście – można trochę więcej. Nietypowo ubrany dwudziestoparolatek, nawet zwracający na siebie uwagę, niekoniecznie stanowi sensację. Zrozumiałym będzie odejście i od ścisłych kanonów elegancji, i od obowiązującej mody, i od dominującego stylu tiszertów i dżinsów. Innymi słowy – da się chodzić tak ubranym na codzień bez szczególnych konsekwencji. Za mną banda pijanych debili tylko raz krzyczała, żem pedał.

Po czwarte, najbardziej problematyczne – studencki budżet. Nie stać przeciętnego studenta na krawca, co mu zrobi garnitur czy marynarkę podług tego, co mu się tam akurat uroiło, za dużo musi wydać na piwo. Są na szczęście sekendhendy, jest allegro, outlety, sieciówki.

Też się da – bo elegancja nie musi być ekskluzywna, w znaczeniu wyłączająca. Moja wizja jest odwrotna zupełnie – inkluzywna, szeroka, różnorodna. Poza tym gdy zaczniesz czytać sobie o tym, jak ubierać się jak elegancki facet, nauczysz się tego i wsiąkniesz, to ci to zostanie. Nieistotne, czy będziesz lekarzem, prawnikiem, naukowcem, inżynierem, tłumaczem czy podawaczem frytek – będziesz umiał się dobrze ubrać. I na tym etapie będziesz się czuł z tym już absolutnie swobodnie, a nic tak nie dodaje szyku facetowi w eleganckim ubraniu, jak noszenie go niczym ulubionego wyciągniętego swetra. Z tą samą swobodą, nonszalancją i frajdą. Have fun!

Zobacz też

Komentarze są wyłączone.