Częstotliwość publikowania notek mi trochę siadła. Ale elegancja w tytule bloga jest studencka, więc nie muszę chyba tłumaczyć się dłużej, niż jednym słowem: sesja. W każdym razie, notka numer dwa z kolorystycznej serii; w pierwszej dałem upust mojej niechęci do mylenia koloru czarnego z elegancją, teraz czas na brąz.

Brąz jest obwarowany szeregiem anachronicznych zasad, które część ludzi przywiązujących zdecydowanie zbyt dużą wagę do stroju (jak my!) szanuje, bo są stare, angielskie albo się rymują (albo wszystko na raz). Niektóre mówią, że brąz to kolor, którego nie wypada zakładać na siebie po zmroku („No brown after six”); inne twierdzą, że to kolor nieodpowiedni do miasta („No brown in town”) – co pokutuje w postaci przekonania, że brązowy garnitur jest kompromitacją w sytuacjach biznesowych.

No powiedz, że nie wygląda odpowiednio „biznesowo”. I doube dare you, motherfucker!

(Fun activity: sprawdź, czy osoba pouczająca cię o niestosowności brązowego garnituru przypadkiem nie nosi czarnego).

Zasady więc mówią, że brąz to kolor dzienny i raczej nie miejski, a już zdecydowanie nie formalny. Zastanówmy się moment, skąd się one wzięły.

Brąz był kolorem wsi i farm, w czasach, gdy do przejmujących się takimi zasadami dżentelmenów zaliczali się panowie mający posiadłości na wsi lub farmy, do których jeździli sobie, ażeby spędzać czas jeżdżąc konno, polując, strzelając i robiąc inne rzeczy, które wówczas uważano za stosowną rozrywkę. Ubrania na takie okazje były w odcieniach brązu i zieleni, bo to praktyczne – nie widać na tym tyle brudu, nie odstrasza zwierzyny nienaturalną jaskrawością, generalnie same plusy. Z racji tego, że z wsią były kojarzone, w bardziej formalnych sytuacjach miejskich zdawały się niestosowne.

To tyle względem „No brown in town”. Zasada, którą IMHO można swobodnie wyrzucić do kosza i nie przejmować się nią w ogóle – o ile nie planujesz pracować w korpo o bardzo ścisłym dress code definiującym, jaki kolor bokserek wolno ci założyć (a slipy są wykluczone!), nawet w sytuacjach wymagających garnituru brąz powinien się sprawdzić, jeżeli garniak będzie dobrze leżał.

Co do brązu jako koloru marynarki czy spodni w zestawach koordynowanych, oraz dodatków typu buty, krawaty, poszetki i inne takie, zero obciachu – zakładaj, jeżeli ci się podoba.

„No brown after six” to z kolei odwrotna zasada do tej dyktującej, kiedy zakładać czarne rzeczy – czarne bowiem lepiej wyglądają po zmroku, a brąz w świetle dnia. Z tym skłonny jestem się zgodzić, ale nie widzę też powodu, dla którego miałbym o zachodzie słońca zmieniać spodnie – brąz może, owszem, tracić na swojej urodzie w świetle sztucznym, ale nigdy nie będzie wyglądał tak źle, jak czerń w świetle dziennym. Więc tę konkretną Zasadę Klasycznej Męskiej Elegancji wrzucam do koszyka z helpful guidelines i przestrzegam raczej w sytuacjach typu wesele czy insza impreza wymagająca bardziej formalnego ubioru, a rozgrywająca się głównie wieczorem.

Brąz ślicznie wygląda na butach, szczególnie założonych do niebieskich, granatowych spodni, albo takich w jaśniejszych odcieniach szarości. Ciemny grafit lepiej komponuje się z czarnymi butami. Brązowe buty zdecydowanie odpadają do czarnych spodni – ale w zasadzie jakiekolwiek inne niż czarne buty odpadają do czarnych spodni. Tworzą za duży kontrast – jasną plamę ściągającą uwagę w dół sylwetki, zamiast prowadzić wzrok naturalnie do góry, ku twarzy.

Brązowe buty w skali formalności będą tym wyżej, im ciemniejszy to brąz – z ciemnym czekoladowym na szczycie, a jasnym na dole. Ale skoro napisałem na tym blogu, że formalność derbów i oksfordów do rzecz dla większości mało istotna, to serio, who gives a rat’s ass.

Możesz odnotować, zapamiętać na przyszłość, gdy będziesz miał Ważne Spotkania Biznesowe, jeśli chcesz. Pamiętaj tylko, żeby zakładać pasek do spodni w kolorze butów. Niektórzy mówią, że wszystkie skórzane elementy stroju powinny być podobne kolorystycznie, ale nie byłbym aż tak namolny. Pasek w innym kolorze po prostu sprawia wrażenie, że strój jest skompletowany chaotycznie, a w tym samym daje powtórzenie koloru i ładną klamrę spinającą dół i środek sylwetki. Nie bój się, tak jak ja kiedyś, kupić sobie brązowych butów, bo nie będziesz miał ich jak połączyć z czymkolwiek. Są fajne, dodają trochę luzu i koloru do całego zestawu.

Najwięcej i tak załapiesz eksperymentując. Celowo nie podrzucam za wielu gotowych połączeń kolorystycznych – to i tak nic nie da, a opinie o „prawidłowych” i „nieprawidłowych” zestawieniach są strasznie podzielone. Próbuj, oglądaj zdjęcia w internecie, blogi i przypatruj się dobrze ubranym facetom. Have fun.

Zdjęcia:

  1. GQ
  2. Tom Ford
  3. Nie znalazłem źródła, jest wszędzie gdzie wpiszesz „gray suit brown shoes”
  4. RJ Rogenski

Zobacz też

Komentarze są wyłączone.