OK, więc postanowiłeś zacząć ubierać się bardziej elegancko. Ale to rodzi szereg problemów: po pierwsze, musisz nagle wydać kupę kasy na skompletowanie podstawowej garderoby, pozwalającej ci na jakie-takie strojenie się w codziennych sytuacjach. Po drugie, obawiasz się, że będziesz się w tych bardziej przecież formalnych ciuchach czuł się nie na miejscu – overdressed i niekomfortowo. Ostatnia rzecz, jaką chcesz usłyszeć, to „co ty taki wystrojony?”. Możesz siedzieć w domu obmyślając błyskotliwe odpowiedzi na to pytanie, ale lepszym rozwiązaniem jest go po prostu unikać. Jak?

Odpowiedź brzmi: zmieniając styl ubierania się stopniowo. Krok po kroku, subtelnie.

To rozwiązanie ma szereg plusów i jedną wadę.

Zalety mogę wymieniać bez końca: nie naraża cię to na duże wydatki od razu, w jednym rzucie. Pozwala ludziom w twoim otoczeniu przyzwyczaić się do tego, że już nie nosisz tej samej pary adidasów na każdą okazję. Najważniejsze: daje tobie czas na oswojenie się ze zmianami, na ciągłe uzupełnianie wiedzy i szukanie inspiracji.

Wada? Musisz być cierpliwy.

Jak zacząć?

Przede wszystkim, zacznij zwracać uwagę na rozmiar. Niesamowitą różnicę robi nawet tiszert w twoim rozmiarze w porównaniu do wiszącego na tobie bezkształtnego worka albo dobrze dobrane spodnie zamiast dżinsów, których nogawka wlecze się po chodniku.

Odchodź od dużych, krzyczących nadruków i daj sobie spokój z koszulkami z memami z kwejka – szukaj rzeczy w jednolitych kolorach albo bardziej klasycznych wzorach, jak kraty. Zacznij usuwać ze swoich zestawów czerń, a włączać inne kolory. Dobrymi zakupami na tym etapie będą: bawełniane spodnie chino. Świetnie zastąpią dżinsy, a pozwolą ci włączyć więcej koloru niż standardowa paleta, w jakiej oferowany jest denim.

Chino

Na chłodniejsze dni, kardigan albo sweter z szalowym kołnierzem. Świetnie zastępuje marynarkę, kołnierzem zwracając uwagę na górę sylwetki.

Kardigan z szalowym kołnierzem

Rozejrzyj się za ładnymi butami. Najbardziej nieformalnymi są zamszowe – szczególnie w brązach; takie buty dadzą się spokojnie połączyć z dżinsami i chinosami bez zgrzytu; możesz też rozejrzeć się za broguesami z licowej skóry. Niech to będą klasyczne fasony – nie jakieś udziwnione, typu ćwiekowane buty z Zary.

Tiszerty możesz zacząć zastępować koszulami. Włóż koszulę pod sweter czy kardigan, a nie będzie ściągać na siebie tyle uwagi. Wybierz na początek ładną kratkę jako wzór, albo gładką koszulę z bawełny oxford. Z czasem zawiąż pod nią krawat, najlepiej jakiś knit, ale bez ciśnienia – może nie chcesz. Ja do krawatów przekonałem się późno. Dobrym okryciem wierzchnim jest bosmanka, czyli pea coat. Dwurzędowa kurtka, najlepiej szara albo granatowa jest classy, a ma w sobie dużo mniej formalności niż długi wełniany płaszcz.

Gdy zaczniesz już chodzić tak na co dzień, zamiana kardigana na marynarkę nikogo nie zdziwi. Pewnie nawet, gdy w kieszonkę na piersi wsadzisz poszetkę.

Zaletą tych wszystkich wymienionych powyżej rzeczy jest to, że one ci się potem przydadzą. Mają szereg zastosowań i można z nich skomponować zestawy o bardzo, bardzo różnej formalności. Weź te chino: od zupełnie casualowych z tiszertem, po klasyczny zestaw koordynowany z marynarką i krawatem.

Pea coat możesz narzucić na sweter i na garnitur i nikogo zęby od tego nie rozbolą. Kardigan z kołnierzem szalowym możesz nosić zamiast albo pod marynarką (z kołnierzem wywalonym na klapy – mój ulubiony ostatnio patent w zimne dni, może dam fotki).

Idąc taką drogą, zmieniając styl powoli, a w międzyczasie czytając na ten temat, szukając informacji, oglądając fotki w internetach będzie ci łatwiej złapać trochę wyczucia w kwestii komponowania ze sobą kolorów i wzorów, składania mniej i bardziej formalnych zestawów i tak dalej, niż gdybyś rzucił się na taką klasyczną elegancję od razu, robiąc natychmiastowy obrót o sto osiemdziesiąt stopni.

I najważniejsze – gdy w końcu dojdziesz do tego stopnia, tego etapu, który cię satysfakcjonuje, będziesz się czuł bardzo swobodnie nosząc takie ubrania. I wierz mi, będzie to widać.

Zdjęcia:

  • 2., 3. – Massimo Dutti
  • 4. Bexley
  • 5. Answear.com

Zobacz też

16 komentarzy

  • Ależ taliowanie marynarki, kolejny raz muszę hamować zazdrość! Czy to ta sama, która pojawiła się kiedyś na forum w wątku „co mam dziś na sobie”? Dobrym momentem na drastyczną zmianę wizerunku jest zmiana otoczenia, w moim przypadku zaczęło się, gdy poszedłem do liceum :)

    • Znakomita robota mojego krawca, który mało, że ją ostro wytaliował, to jeszcze zwęził w ramionach (!), na nowo wszył rękawy i je trochę wydłużył (!!).

      I nie, to była ta marynarka: http://studenckaelegancja.blogspot.com/2012/12/zestaw-pierwszy.html wtedy w CMDNS. O tej będzie jeszcze parę słów.

      W kwestii zmiany otoczenia – jasne, ale też jeżeli już zacząłeś studia, to raczej nie będzie ci się chciało czekać do ich zakończenia, jeżeli chcesz zmienić sposób ubierania się ;]

  • Anonymous pisze:

    świetnie widać Twoją zmianę na pierwszym zdjęciu, do tego super buty – co to za model?

  • Anonymous pisze:

    te skrajne po prawej:]

  • Grzegorz S. pisze:

    Ja to samo przerabiałem mniej więcej 2 lata temu.
    Z 1-2 par adidasów przesiadłem się na bardziej klasyczne buty. Jeansów już nie kupuje, tylko chinosy, spodnie 5 pockets, czy inne klasyczne slimy w kolorze neutralnym. Do tego T-schirtów nowych już nie kupuje, tylko koszule, jednolite swetry i tak pomału kompletuje szafę.
    Czy dobrze oceniam zmianę?
    Bardzo dobrze, w końcu odłączyłem się od rzeczy 90% populacji polaków dzinsowców-adidasowców, szarości ulicy.
    Grono moich znajomych powiedziało mi, że metamorfoza wyszła dużo na lepsze, zresztą i ja sam się lepiej czuje.
    A spojrzeniami ludzi się nie przejmuje, bo wiem, że odbiór jest pozytywny, szczególnie kobiety tak myślą.
    Wrzucaj zestawy, będziemy oceniać :)

    • Generalnie uważam, że w dobrze dopasowanej marynarce, koszuli i spodniach wyglądać gorzej niż w dżinsach i tiszercie jest ogromnym wyzwaniem, o ile to w ogóle możliwe. Te elementy ubrania są tak wymyślone, żeby optycznie poprawiać sylwetkę.

      Jedyny potencjalny problem, to nabranie swobody w noszeniu takich ubrań, „złamanie” ich, if you will. Ale da się – dlatego polecam zmianę wizerunku krok po kroku, to znacznie ułatwia oswojenie się z bardziej eleganckim ubiorem. Ja zacząłem od noszenia marynarki w liceum, a teraz nawet mucha mi nie straszna ;]

      A zestawy postaram się wrzucać, albo same osobno, albo jako ilustracje do tematu tekstu (bo nie chcę rezygnować z poradnikowego charakteru bloga na rzecz jedynie pokazywania siebie), jeżeli uda mi się moją fotografkę przekonać do robienia mi częściej zdjęć ;] (pozytywne opinie o najnowszych zdjęciach, jakie słyszę w internetach może ją przekonają trochę)

    • Grzegorz S. pisze:

      To tak jak dla mnie kiedyś poszetka. O ludzie co to jest i ja mam to nosić.
      Dziś czuje, że bez poszetki jakoś tak nudno i bez niej nie wyjdę na ulicę nawet gdy będę jedyną osobą z poszetką na ulicy.

  • Świetne zdjęcie z przemianą :)
    Facet po prawej wygląda bardzo dobrze :)
    pozdrawiam :)

  • Anonymous pisze:

    Wybrałeś chyba najmniej inspirujące zdjęcia ze strony Massimo Dutti. Chociaż przyznać trzeba, że zdjęcia mają świetne. Polskie firmy winny brać przykład, bo jak się patrzy na modeli z Vistuli to płakać się chce.

    • Wybrałem zdjęcia pokazujące towary, o których piszę; reszta zestawu i to jak bardzo lub jak mało jest inspirująca to kwestia drugorzędna w ich doborze.

      Ale fakt, że prezentacja towaru u nich przebija polskie marki bez szczególnego wysiłku.

    • Anonymous pisze:

      W tym tiszercie wyglądasz jak dziecko. Zmiana stylu ubierania zdecydowanie wyszła Ci na dobre.

      Z usług, którego krawca korzystasz? Czyżby był to Pan Kucia?

    • Zgadza się – jest naprawdę świetny, jeżeli chodzi o wszelakie przeróbki (zresztą to nie tylko moja opinia).

  • Łukasz Pezda pisze:

    Blog znaleziony przypadkiem w sieci podczas szukania opinii o Bexleyach. Super się czyta, tak trzymaj. Stanowisz inspirację dla innych. To zdjęcie z przemianą będę pokazywał wszystkim, kapitalny pomysł.

    Wszystkie notki przeczytane, zasubskrybowany blog. Dzięki!