Codzienna elegancja obecnie nie jest obowiązkowa. I w sumie dobrze – możesz zakładać na siebie cokolwiek tylko ci się podoba i ode mnie nie usłyszysz z tego powodu jednego słowa. Możesz nie lubić marynarek i spodni w kant i przedkładać tiszerty nad koszule i nikomu nic do tego.

Są jednak sytuacje, kiedy ubrać się elegancko jeżeli nie trzeba, to przynajmniej wypada. Egzamin (szczególnie ustny), rozmowa o pracę, ślub czy inna duża rodzinna uroczystość – na przykład.

Tu buntując się przeciwko garniturowi albo strzelasz sobie w stopę, albo pokazujesz się jako egoistyczny dzieciak (bo ślub kogoś z rodziny to nie jest uroczystość skoncentrowana na tobie, więc ciężko inaczej odebrać bycie ostentacyjnie underdressed).

Warto więc na tych kilka okazji mieć przynajmniej jeden zestaw, dzięki któremu będziesz wyglądał elegancko, a oprócz tego dobrze. W wielu przypadkach niestety okaże się, że garnitur ze studniówki, który wisi w twojej szafie słabo spełnia tę rolę: albo jest czarny, albo się błyszczy, albo jest za duży. Oczywiście możesz nie dawać faka, ale skoro już czytasz tę notkę, to może jednak…?

Postaram się skompletować tu sensowny zestaw dając sobie górną granicę cenową… powiedzmy 2 koła. Na całość – na ubranie od stóp do głów. To sporo kasy do wydania na jeden raz, szczególnie mając na względzie studencki budżet, ale to ubranie powinno posłużyć ci więcej niż raz.

1. Garnitur

Garnitur, którego teraz szukamy powinien być jak najbardziej uniwersalny – to znaczy nadający się na wiele okazji (ślub i dżob interwju), wyglądający dobrze i w świetle dziennym i wieczorem. Trzymajmy się klasyki – odpadają świecące cudactwa, „modne” garnitury z szeregiem rzucających się w oczy rozwiązań stylistycznych, które wyjdą z mody jeszcze szybciej, niż do niej weszły.

Najlepszym rozwiązaniem jest garnitur granatowy albo ciemnoszary. Ja wolę granat – kojarzy mi się mniej biznesowo (przez co rozumiem: sztywno), a jednocześnie dostatecznie poważnie, żeby i w biznesowych sytuacjach się sprawdzić. Ale to w zasadzie tylko i wyłącznie kwestia twoich preferencji.

Gładki – bez wzorów; ewentualnie z widoczną teksturą materiału, ale bez kratek, prążków, pasków i innych takich. Bardzo delikatna krata księcia Walii mogłaby się sprawdzić, ale nie daję gwarancji. Prążki są stricte biznesowym wzorem, więc w takim garniturze w teatrze, filharmonii czy na ślubie będziesz wyglądać nie na miejscu. Gładki granatowy albo szary garnitur są najbezpieczniejszymi opcjami.

Kupując garnitur zwróć uwagę na rozmiar – nie daj sobie wcisnąć worka, którego rękaw zakryje ci pół dłoni, a nogawki spodni będą się za tobą wlokły. Gdy już go kupisz, koniecznie przejdź się z garniturem do krawca. Koniecznie – nie zrobisz tego teraz, nie zrobisz nigdy, a krawiecka interwencja robi naprawdę dużą różnicę.

Poza tym nie zapomij o materiale – 100% wełny na metce, chociaż nie przekłada się jeden do jednego na 100% satysfakcji z jakości ubrania, będzie ci służyć lepiej, niż tkaniny z mniejszymi i większymi domieszkami poliestru.

Mój garnitur kupiłem w Peek&Cloppenburg. Gładki granat firmy McNeal, rozmiar 46; zapłaciłem 800zł. Szukaj więc w P&C, w TK Maxx; w sklepach z garniturami raczej na przecenach. Kupienie garnituru z Vistuli za 800zł jest wykonalne w sezonie wyprzedażowym.

200zł poszło na poprawki krawieckie. I w tym wypadku było ich sporo – marynarka została drastycznie wytaliowana na wszystkich możliwych szwach, zebrana trochę w ramionach (co wiązało się z wypruciem rękawów wcześniej); same rękawy miały lekki zapas materiału umożliwiający wydłużenie ich tak coś koło centymetra, oprócz tego kazałem je trochę zwęzić. Spodnie zostały zwężone w pasie. Miały idiotycznie wąskie szlufki, przez które nie chciał przejść żaden mój pasek, więc kazałem je wypruć i wszyć guziki na szelki.

Garnitur: 800zł + poprawki: 200zł

2. Buty

Na formalne okazje tego typu nie ma lepszych butów, niż klasyczne czarne oxfordy. Problem z klasycznymi butami jest taki, że u nas ich zwyczajnie nie ma. Zdaje się, że da się trafić sklepy z angielskimi butami – ładnymi, dobrej jakości, ale drogimi jak nieszczęście.

Ja kupiłem parę Bexleyów – konkretnie tych. W trochę niższej, wyprzedażowej cenie, ale tu policzę pełną: 140 Euro razem z wysyłką, czyli cirka ebałt 560zł.

Możesz też wybrać inne proste czarne oxfordy, a nawet czane lotniki, które co prawda oficjalnie nie są aż tak formalne, ale ich minimalizm nie powinien się kłócić z formalnym strojem za bardzo.

Jeżeli trafisz gdzieś tak ładne klasyczne buty taniej, to bierz; ja w swoim zestawieniu liczę cenę tych. Plus pełne cedrowe prawidła, do kupienia na Allegro za coś koło 70zł.

Buty: 560zł + prawidła: 70zł

3. Koszula

Biała koszula, koniec, kropka. Biała koszula pasuje do wszystkiego – i jest najbezpieczniejszym zestawieniem w takim wypadku. Jasne, błękitna nie byłaby też zła, ale zestawienie bieli z granatem marynarki po prostu wygląda dobrze.

Sprawdź najpierw, jak leży na tobie taliowana koszula. Jeżeli nigdy nie miałeś takiej – może czas sobie sprawić. W większości przypadków – o ile nie jest zwyczajnie za ciasna i nie opina ci brzucha – będzie wyglądać lepiej, niż „klasyczna” szeroka. Ja kupiłem i jestem z niej dosyć zadowolony. Możesz trafić gdzieś taniej – szczególnie, jeżeli odwiedzisz P&C albo TK Maxx szukając garnituru i zabłądzisz na stoisko z koszulami. Koszula: 190zł

4. Dodatki

Do spodni potrzebny ci będzie pasek albo szelki – wydatek rzędu 50zł w H&M (pasek) albo w internetach (szelki). Jeżeli szelki – weź te na guziki i zrób tak jak ja – każ krawcowi wypruć szlufki ze spodni i wszyć guziki. Szelki na żabki są w tej samej kategorii co fabrycznie zawiązana mucha i krawat na gumkę – obciach. Ach – i jedno albo drugie. Nigdy oba na raz.

Poszetka, czyli chusteczka do kieszonki na piersi marynarki – najlepiej biała lniana. Tak jak biała koszula, biała lniana poszetka jest uniwersalna i pasuje do wszystkiego. Na Allegro za ~40zł.

Jeżeli koszulę masz na spinki, to potrzebujesz też spinek do mankietów. Ceny są różne, ich uroda podobnie – nie dam ci linku do konkretnych. Poszukaj sam.

Krawat w końcu – u mnie to czerwony knit. Knit jest tu bardzo nieklasycznym wyborem, bo to bodaj najmniej formalny rodzaj krawata jaki istnieje. Ale jest jednym, jedynym elementem wybijającym się z inaczej bardzo formalnej, ale też bardzo porawnej, „by the book” stylizacji. Po prostu nie lubię, jak jest zbyt nudno. Jeżeli masz pieniądze, poleciłbym ci ładną grenadynę, dającą ten sam, ale dużo bardziej subtelny efekt; to jednak byłoby przekroczenie budżetu założonego na początku posta.

Więc polecam szukanie po lumpeksach – to dużo lepszy sposób na oszczędzenie na krawacie, niż kupienie taniego poliestrowego potworka. Za grosze (dosłownie!) kupisz w ten sposób jedwabny krawat, który będziesz mógł spokojnie założyć na wszystkie co bardziej formalne okoliczności, inwestując tylko trochę czasu.

Done!

I zmieściłem się w 2k PLN! Jeżeli chcesz więcej szczegółów na temat doboru różnych elementów garderoby, poklikaj po blogu. O kilku już pisałem, a powtarzanie tego wydłużyłoby jeszcze bardziej tę całkiem pokaźną już notkę.

Zobacz też

13 komentarzy

  • Anonymous pisze:

    Zakładając studencki tok myślenia, te 2 tysiące wydane na raz to jednak sporo. Z resztą mało kto wchodzi do jakiegoś centrum handlowego i odziewa się od stóp do głów.

    Da się taniej i wciąż dobrze zwłaszcza w tych kluczowych elementach. Garnitur na szybko można dostać w sklepach wyprzedażowych Vistuli, Bytomia, albo i innych od powiedzmy 400-500 zł.
    Z koszulą także możemy się zmieścić z dobrą jakością do 130 zł ( choćby Seidensticker )
    W kwestii butów można poszukać np. NORDów na allegro do ok. 300 zł.
    Pasek można kupić też na allegro od producenta w cenie podobnej do podanej przez Ciebie, bo z H&M raczej bym nie brał skórzanego paska.

    Ufff…
    To co napisałem, to oczywiście nie była krytyka tego posta, tylko chęć pokazania, że dobrze szukając, można zmienić założenia na 1300-1500 zł (albo i mniej jeśli ktoś się uprze).

    Pozdrawiam

    • Ach, nie mówię, że na raz.

      Notka to wskazówka, jak skompletować taki zestaw. Nie trzeba natychmiast. Można kawałek po kawałku – to zawsze coś. Odgórny limit cenowy oznacza tylko, że można łatwiej zaplanować takie wydatki.

      Koszulę zdecydowanie można kupić taniej – w P&C mają koszule Jake’s w cenach 100-130zł, taliowane i wyglądające ładnie. Natomiast nie posiadam żadnej z nich – ciężko mi się więc wypowiadać, ani tym bardziej polecać w notce.

      Ale generalnie uwagi bardzo cenne i fajnie, że się pojawiają.

    • Poza tym garnitur z wełny za 400-500zł w Vistuli/Bytomiu? Jestem szczerze zadziwiony. Tj. wiem, że w Bytomiu mają takie tańsze, z tej linii maturalnej, ale są czarne i paskudne.

    • Anonymous pisze:

      W sklepach outletowych można kupić w takiej cenie, choć bez cudów z możliwościami wyboru kroju i koloru. Jeżeli ktoś ma czas, żeby pochodzić i poszukać, to warto. Bo np. za zaoszczędzone pieniądze można dokupić odd trousers, ale to już temat na inną dyskusję :)

    • Kwestia wyważenia pomiędzy tym, czego chcemy, a tym ile możemy za to dać. Kompromisy są nieuniknione, a moja notka to tylko propozycja.

  • Dockx pisze:

    To do czego bym się przyczepił to wspomniany koszt usług krawieckich. Za taki zakres poprawek przy zachowaniu tego poziomu dobry krawiec w stolicy policzy 3-krotność wspomnianej kwoty. Kraków zrobił się zapadłą dziurą, więc ceny są jak na ścianie wschodniej. Nie zmienia to jednak faktu, że Pan Andrzej to dobry fachowiec, zrzeszony w cechu krakowskim.

    Mam dwie koszule z Leszna, które polecałeś i nie jestem z nich zadowolony. Płycizna naszego rynku sprawia, że alternatyw jest niewiele. W Pradze otworzył się TM Lewin i warto zajrzeć przy wizycie u knedlików, bo jakość tych koszul jest wyższa od Willsoora. W Krakowie warto zajść do sklepu Spółdzielni Pracy im. Dąbrowskiego przy ulicy Siennej. Dawno nie byłem, a można tam uszyć koszulę po przystępnej cenie. Jakesy z Peeka były szyte z niezłych materiałów jeszcze 3 sezony temu. Mam kilka i jestem z nich zadowolony. Tegoroczne materiały są bardzo złej jakości i te koszule nie są już warte zakupu.

    • Hm, ja podaję cenę, jaką po prostu zapłaciłem. Ale myślę, że nawet u droższego krawca mniejsze poprawki, na przykład taliowanie marynarki, skrócenie rękawów i zebranie spodni w pasie powinny się zmieścić w podobnej kwocie. Płacenie równowartości samego garnituru na poprawki wydaje mi się lekką przesadą.

      Co do koszuli, to ja ją lubię – mam ją któryś rok, a podoba mi się stylistyka: szeroki kołnierz, mocne taliowanie, no i mały rozmiar kołnierzyka – 37/38 jest ciężko dostać gdziekolwiek. Niemniej jestem świadom, że za nią trochę przepłaciłem i że da się kupić koszulę podobnej jakości sporo taniej.

      Sklep SP im. Dąbrowskiego na Siennej się zwinął; obecnie, według ich strony internetowej, można zamówić u nich koszulę tylko wybierając się na Hutę, ale mam tendencję do bycia nieufnym wobec informacji podawanych na stronach internetowych, które się sypią.

  • Mr.Młody pisze:

    Brawo za wskazówki. Ponieważ jak rozumiem tekst ma zachęcać do pierwszego i możliwie najtańszego kontaktu z męską elegancją, to dorzucę od siebie kilka zachęt budżetowych dla Czytelników.

    Garnitur rzeczywiście można dostać w polskich firmach (Vistula, Bytom, Albione) za 500 złotych, ale trzeba mieć nie lada szczęście i poświęcić dużo czasu.

    Buty, jeśli mogą być derby, to w rachubę również wchodzi Ryłko (choć ich modele ostatnio osłabły), dwa razy tańsze od Bexleya.

    Białą koszulę na spinki można dostać za 100 zł dzięki wysiłkom przecenowym.

    Poszetkę można taniej uszyć u krawca.

    Aha – tylko czemu ten knit? Przecież na ślub, czy na egzamin by Pan go chyba nie założył? :)

    pozdrowienia i raz jeszcze gratuluję bloga

    • Knit na ślub (czyjś) pewnie nie; na egzamin pisemny jak najbardziej, ostatnio byłem jednym z niewielu ludzi w garniturze w ogóle.

      Po pierwsze, wydaje mi się, że jeden element o innym stopniu formalności, przy całej reszcie stylizacji poprawnej i zgodnej z zasadami, ma szansę wyglądać na zabieg świadomy, a nie wypadek.

      Po drugie, te stopnie formalności powoli się zacierają i sam fakt założenia krawata dla niektórych sygnalizuje ważność okazji. Ja dążę do dobrego efektu estetycznego, zasady klasycznej elegancji traktując jako wskazówki (szczególnie w przypadku garnituru; w przypadku dużo ściślej określonych black i white tie raczej nie bawiłbym się ze strojem, poprawny smoking sam z siebie obecnie się wyróżnia; ale też nie sądzę, bym prędko miał okazję wdziać takowy). Starając się zbudować zestaw, który będzie wyglądał dobrze czasem pozwolę sobie na eksperyment wykraczający poza sprawdzone rozwiązania (a do tego te zasady się w większości sprowadzają), szczególnie, jeżeli to będą rzeczy tak subtelne jak faktura krawata.

      Po trzecie, po prostu bardzo lubię knity. :]

  • Chętnie też bym spróbował zamknąć się w 2000 zł, ale niestety mój portfel zgłasza w tej materii kategoryczny sprzeciw 😀 Pozostaje nadal mieć nadzieję, że w końcu uda się znaleźć ten granatowy garnitur w rozmiarze 46, który następnie w wyniku interwencji krawca zostanie urobiony do konsystencji przewidzianej w moim regulaminie 😀

    Tak ostatnio mnie napadło, gdy przeczytałem, że ciężko jest Ci znaleźć koszule, które byłyby dobre w kołnierzyku. Odpowiednią rozmiarówkę ma TmLewin, standardowo noszę wszędzie 37, a za każdym razem gdy zakładam koszulę tej firmy uświadamiam sobie, że można być mniejszym ode mnie – metka wskazuje wtedy rozmiar 38 😀

    • Ja wiem, że 2k to są już konkretne pieniądze, można by za to mieć ajfona albo coś; ale jak widać po komentarzach da się taniej. I nie trzeba na raz.

      Poza tym sam garnitur to mniej niż połowa tej kwoty, a komu jak komu, ale Tobie chyba nie brakuje dodatków, które z tym garniturem zagrają ;]

      I dzięki za info – porozglądam się za ich koszulami i przymierzę przy jakiejś okazji :]

    • Anonymous pisze:

      Popatrzmy na to inaczej. Wynajem lub rata kredytu, jedzenie, koszty dojazdu do pracy.. Wszystko jest dziś tak obłędnie drogie w porównaniu choćby do tego co było 10 lat temu, że wydatki na ubrania to kropla w morzu wydatków na życie. Stać na nas więcej w sferze ubrań, ale koszty życia są dziś wielokrotnie wyższe niż w latach 90-tych nie mówiąc już o PRL. Dlatego na wydatki ubraniowe radzę patrzeć przez pryzmat wydatków w ogóle. Ja w swoim otoczeniu mam np. kilku palaczy, którzy przepuszczają rok rocznie po kilka tysięcy złotych na papierosy, a żałują 500 złotych na dobre buty.

    • Umówmy się, że przeciętny student ratą kredytu martwić się jeszcze nie musi.

      Co prawda w miejskiej legendzie, że studenci są kastą, która gotówki na oczy nie widuje też zawartość prawdy bywa różna. Ja rozumiem, że są tacy, którzy pracują, a ich zarobki plus stypendium socjalne ledwo pokrywa im wynajem pokoju, jedzenie i książki. Rozumiem, że są też tacy, którzy z kasą nie muszą się szczególnie szczypać w ogóle – jak to w życiu, bogatym jest łatwiej.

      Staram się tylko pisać bloga, który będzie promował coś pośredniego – postawę, że nie zawsze warto kierować się zasadą, że najlepiej znaczy najtaniej, że warto czasem dozbierać trochę więcej i zdobyć coś, co będzie wyglądać po prostu dobrze. Stąd takie notki jak ta – kupić jakiś garnitur za trzy stówy to nie jest sztuka; kupić za dwa razy tyle garnitur, który będzie dobrze leżał i dobrze się prezentował – tu jest wyzwanie.

      Oczywiście nie bardzo chcę przesadzać w drugą stronę – nie polecam chodzenia po firmowych sklepach Ralph Lauren czy obszywania się u najdroższych polskich krawców, ani butów z shell cordovanu, bo to zwyczajnie nie leży w zasięgu finansów większości studentów, którzy chcieliby zacząć bawić się w elegancję. I rozumiem, że kupienie ładnej marynarki wiąże się z wyrzeczeniami czasem – przecież dla mnie też, ja bym sobie mógł kupić tego ajfona, albo pić ze znajomymi na mieście częściej, albo cokolwiek robić, co konsumowałoby moje finanse, a nie byłoby szmatkami. Ale czasem chcę wydać kasę na szmatki. Life.

  • Karol pisze:

    Ja kupuje garnitury 100% wełny w Vistuli za 499,- PLN na wyprzedażach i sobie chwalę. :)

  • No fajnie; ja niestety nie mogę, bo Vistula nie ma mojego rozmiaru.

    Poza tym zauważ, że w notce podaję ceny nie-wyprzedażowe, chociaż sam część z tych przedmiotów nabyłem po przecenie. Nie zawsze jest możliwość czekania do wyprzedaży. Z innej strony – nie zawsze istnieje konieczność kupowania wszystkiego na raz.

  • Karol pisze:

    Ja dzielę koszulę na:
    * takie pod sweter, czyli nie założe ich sam, bo wyglądają kiepsko
    * normalne, czyli do noszenia samodzielnie lub na marynarkę

    Willsoor zalicza się częściej do tych pierwszych ze swymi, niby 100% bawełny, ale w odczuciu ceratowymi tkaninami.
    TM Lewin czy Charles Tyrwhitt to trochę wyższa półka i ich koszulę przyjemnie się nosi i bardzo dobrze wyglądają jak na budżetowe propozycje. Kiedyś myślałem, że Willsoor robi dobre koszulę. Na szczęście poznałem coś lepszego i wyprowadziłem się z błędu. Tak jest zawsze, kiedy wydaje się, że jest świetnie, dopóki nie zobaczymy, że można coś robić lepiej za tę samą cenę.
    Mam jednak cichą nadzieję, że u Willsoora w końcu dostaniemy produkty światowej jakości.

    Obie marki proponują koszulę w tych samych cenach standardowych. Ja jednak wolę importować z UK, niż przepłacać w PL. :)

  • Nie będę się kłócił – może. To w notce jednak to tylko przykład, przy czym tej konkretnej koszuli nie nazwałbym „ceratową” – lubię materiał, z którego jest uszyta i przyjemnie mi się ją nosi. Aczkolwiek nie przeczę, że z perspektywy czasu uważam, że przepłaciłem.