Przekonałem się do krawatów stosunkowo późno, gdy już marynarki i koszule były dla mnie codziennym ubiorem. Przez chwil kilka były niemalże niezbędnym dodatkiem każdego dnia, a teraz znowu mam melodię na gołą szyję. Bez krawata jest zdecydowanie mniej oficjalnie i formalnie; z racji tego, że zanikają subtelne różnice w stopniach formalności pomiędzy różnymi rodzajami strojów i dodatków, sam fakt zawiązania pod szyją krawata trochę usztywnia i spoważnia, choćby to był knit. Oczywiście ja generalnie gwiżdżę na to i zakładam na siebie na co mam ochotę – a do chodzenia w krawacie prawie codziennie jestem już przyzwyczajony. Jednak czasem każdy potrzebuje odmiany.

Parę uwag.

Po pierwsze, w sytuacjach na tyle formalnych, że zakładasz na siebie garnitur, bo tak wypada, nie idź bez krawata. To jest teraz modne, ale dołożenie krawata to dobry sposób, żeby się wyróżnić.

Po drugie, sporo zależy od koszuli. Konkretnie – kołnierzyka. To, co Wólczanka określa kołnierzykiem „półwłoskim” nadaje się do noszenia bez krawata (ale już do krawata lubię większe i szersze kołnierze – cóż, takich Wólczanka poza drogim Lambertem mi w zasadzie nie oferuje). Szersze i większe, szczególnie jeżeli da się w nie wsadzić wygięte w delikatny łuk fiszbiny, czyli te plastikowe albo metalowe usztywniacze, z krawatem wyglądają po prostu pięknie. Ale odwiąż krawat i rozepnij górny guzik, a zaczynają wyglądać głupawo, nie chcąc się układać jak trzeba, a to wchodząc pod marynarkę, a to wyłażąc na jej klapy, a to stawiając ci po obu stronach twarzy wysoki mur.

Po trzecie, uważam, że koszula zapięta na wszystkie guziki bez krawata wygląda głupio. Chyba, że dołożysz do tego wełnianą czapkę, zarost i kubek ze starbaksa w ręce: wtedy wygląda hipstersko. Ale nadal głupio.

Po czwarte, zanim wywalisz kołnierz koszuli na klapy marynarki, sprawdź, czy jesteś na Florydzie i są akurat lata osiemdziesiąte.

Zobacz też

2 komentarzy

  • Grzegorz S. pisze:

    Dobry wpis.
    Pozdrawiam

  • Ukochałem krawaty początkowo ze względów czytso praktycznych, gdyż świetnie wypełniają lukę między moją chudą szyją a wachlarzykami kołnierza, optycznie poszerzając rejony klatki piersiowej. Później ich niska cena w secondhandach skłoniła mnie do ich kolekcjonowania, przez co mam w swojej garderobie ponad 80 egzemplarzy. Jestem krawaciarzem i z dumą noszę je na co dzień 😀