Już się miałem usprawiedliwić, że długo nic nie piszę: na innych blogach, które czytam też jakby zastój! A tu patrzę, cholera, i szereg nowych notek. No nic, czas sobie jakoś wepchnąć w zajęty kalendarz nowego semestru parę chwil na produkowanie blognotek. Ale zanim znajdę czas na opracowanie czegoś bardziej merytorycznego, podzielę się historyjką.

Otóż, napisał do mnie pan przedstawiciel firmy ubraniowej Giacomo Conti. Firmy, wbrew mylącej nazwie, polskiej. Majl, który otrzymałem był prześliczny – pochwalono mojego bloga, zwrócono uwagę na to ile udało mi się osiągnąć (nie wspominając jednakowoż o tych osiągnięciach zanadto szczegółowo, co dziwnym nie jest, zważywszy na ich brak; ale przecież nie może być tak, że mają szablon, który wysyłają wszystkim blogerom, na jakich napotkają przypadkiem w sieci, prawda?) i generalnie ładując tyle lukru, że można dostać cukrzycy. Takiej laurki nie dostałem chyba od czasów świadectwa ukończenia pierwszej klasy podstawówki, gdzie w opisowej ocenie osiągnięć napisano, że płynnie składam po angielsku proste zdania i dodaję w zakresie stu. Wybaczam nawet nieumiejętność nadawcy rozróżnienia zaimków „Ci” i „Tobie”.

Napisał, że chcieliby nawiązać ze mną współpracę. Na moje pytanie, jakie konkretnie są ich oczekiwania, otrzymałem odpowiedź, że pożyczą mi ciuchy do stylizacji, które będę mógł kupić ze zniżką, pomogą mi przy organizacji konkursów i tym podobne.

Fajnie, pomyślałem, po czym stwierdziłem, że może przejdę się do ich sklepu i zobaczę, co w ogóle oferują, bo na ich stronie internetowej zakładka „sklep” nie działa (red flag). Nie powiem, żeby mnie ta strona w ogóle bardzo zachwyciła – zdjęcia kolekcji takie sobie, zdjęcia w tle mają czasem nieadekwatnie małą rozdzielczość, okazjonalnie czynią tekst słabo czytelnym, a poza tym opóźnienie przy zmianie zakładek jest za duże i irytujące.

Poszedłem i zobaczyłem co następuje:

1. Marynarki są mocno taliowane. Ale ich najmniejszy rozmiar, chociaż w talii OK, w ramionach jest stanowczo za szeroki, a rękawy są za długie.

2. Koszule dają wybór całego jednego typu kołnierzyka, nie licząc frakowego w ślubnych. Cena ~130 PLN za koszulę z mieszanki bawełny i poliestru wydała mi się cokolwiek niestosowna. Cena ~250 PLN za koszulę, której jedynym atutem było 100% bawełny na metce, przy braku wymiennych fiszbin, wyboru kołnierzyków i generalnie niezbyt zachwycającym wyborze wzorów wydała mi się już po prostu śmieszna.

3. Krawaty to śledzie z poliestru. Nie patrzyłem nawet na cenę.

4. Poszetki są z jedwabiu. Kosztują 69 złotych. Teraz tak – takie na przykład na Poszetka.com są nawet droższe, ale ręczne obszycie jej dookoła w rulonik musi zająć trochę czasu, więc to nie jest tylko cena materiału. Te z GC są obszyte maszynowo – więc nie uważam je za warte tej ceny, lepiej kupić na Allegro albo zrobić samemu za koszt materiału.

5. Dzianin z czystej wełny nie uświadczysz – w kardiganach i sweterkach jej udział to, według metki, 50%, drugie tyle zaś wypełnia tani wypełniacz.

6. Buty to standard obrzydliwej polskiej obuwniczej stylistyki, nie dotknąłbym kijem.

7. Do tego dochodzą rozwiązania stylistyczne, w zamyśle modne, które nie podobają mi się wcale. Kontrastowe obszycia i stębnowania, po pięć guzików na rękawach marynarek, z czego jeden jest często kontrastowy, wąskie klapy, i tak dalej. Styl „włoski”, jakim chwalą się ludzie z GC na swojej stronie ma tak niewiele wspólnego z włoskim stylem o jakim pisze na przykład Macaroni, że mniej już chyba nie może.

W całym sklepie nie znalazłem nic, co chciałbym kupić (zakładając, że miałbym kasę). Nic, co chciałbym na siebie założyć i wykorzystać do stylizacji. Nic, co mógłbym z czystym sumieniem polecić, jako dobrze wydane pieniądze.

Na dodatek chwilę po wyjściu ze sklepu ktoś mnie szturchnął i upuściłem telefon, który mi się zepsuł. Co wkurwiło mnie już do reszty, bo wycieczka mało, że nic mi fajnego nie przyniosła, to teraz jestem jeszcze chwilowo technologicznie niepełnosprawny, bo bez telefonu jak bez ręki.

Panu, który napisał do mnie maila podziękowałem. Nie będę bawił się w reklamowanie czegoś, co mi się nie podoba. Nie dlatego, że mam jakąś reputację, czy markę, którą mogołby to zepsuć – ale cały mindset z cyklu jestę blogerę, przysyłajcie gratisy jest mi zupełnie obcy. Prowadzę sobie bloga dla własnej głównie przyjemności, a wchodzenie w takie układy po to tylko, żeby potencjalnie zwiększyć liczbę czytelników (na przykład przez zorganizowanie konkursu w stylu „Dam wam jakiś śmieć ZA DARMO jeśli zalajkujesz mojego fejsbuka!!111″ z pominięciem kosztów własnych) w ogóle mnie nie bawi.

Zobacz też

7 komentarzy

  • Anonymous pisze:

    Panie Szymonie
    Proszę o usunięciu tego wpisu gdyż mija się on z prawdą. Zapewniam ,iż produkty firmy Giacomo Conti
    są wykonane z najwyższej jakości materiałów oraz utrzymane w modnym współczesnym stylu i kroju.
    Co do obuwia, buty wykonywane są wedle klasycznych wzorców oraz z doskonałej jakości skór.

    • To wspaniale – zapewne zrzędzenie podrzędnego blogera więc nie ma szans na negatywne wpłynięcie na Wasz wizerunek. Wspaniała jakość i dobry styl się obroni.

      A że mnie się nie podoba, cóż – o ile mi wiadomo, na moim blogu jestem uprawniony do wygłaszania moich opinii.

  • Anonymous pisze:
  • Śmieszą mnie slogany typu: najwyższa jakość, doskonała jakość skór.. itd. Radziłbym firmie Giacomo Conti zmienić PR-owca, bo ten aktualny jest bardzo słaby.

    • Anonymous pisze:

      No właśnie. Najwyższa jakość za 300 zł… Nie ma co udawać za złotych trzysta to można sprzedawać klejone buty z przyzwoitej skóry. Nic ponadto. A patrząc na zdjęcia butów ze strony śmiem wątpić w to, że skóry można zaliczyć do kategorii przyzwoitych jak choćby te Wojasowe. Może marketingowiec z firmy Giacomo powie skąd te skóry pochodzą. Stylistyka butów też bez komentarza.

      A tak w ogóle jestem geniuszem, bo odnalazłem sklep internetowy giacomo. Rzeczywiscie link na ich stronie nie działa :)
      sklep.giacomo.pl

  • Anonymous pisze:

    Szkoda w sumie, bo za firmą musi stać jakiś kapitał skoro stać ich na takie lokalizacje jak Bonarka. Zamiast udawać włoską markę i robić kontrastowe guziki można chyba pójść w innym kierunku nawet jeśli firma celuje w mniej zasobnego klienta niż Vistula.

    Jeśli gdzieś pojawiają się kontrastowe guziki to pachnie mi to również tanimi materiałami, które nie są w 100% naturalne.

    I ta krawcowa „w każdym z salonów Giacomo Conti” (cytat ze strony). Jeżeli rzeczywiście tak jest to gratuluje, bo nie znam marki dla przeciętnego klienta, którą stać byłoby na to żeby zatrudnić krawcową w każdym salonie.

  • Ten sklep internetowy taki nie do końca…

    W każdym razie, napisali do mnie z GC – że dziękują za czas im poświęcony i to, że chciało mi się ich odwiedzić i za notkę też, chociaż nieprzychylna. I mają nadzieję, że jeszcze może kiedyś zmienię zdanie.

    Co jest w sumie dosyć classy, więc przynajmniej tyle.