Internet lubi listy i wypunktowane zestawienia, na co wskazuje na przykład popularność Cracked, serwisu, który można podsumować jako „10 sposobów na napisanie listy”. Internet lubi też krytykowanie, wytykanie błędów i naśmiewanie się – wątpliwości mogą mieć jedynie ludzie, którzy ostatni raz internet widzieli, gdy przeciętny komputer zajmował pół pokoju. Czemu nie połączyć jednego i drugiego i nie stworzyć listy powszechnych błędów ubraniowych popełnianych przez ludzi i ponaśmiewać się z nich?

Odpowiedź brzmi: bo byłoby to chamskie, głupie, a co absolutnie najgorsze – nudne. Więc spróbuję zamiast tego mniej się naśmiewać, a bardziej informować. I skompilować, jak najbardziej, listę powszechnych błędów, przy czym wrzucę tu też rzeczy, które niekoniecznie są błędami. Są natomiast rozwiązaniami, które mi się nie podobają i postaram się wytłumaczyć dlaczego. Skupię się przy tym na stroju, który w zamierzeniu ma być elegancki, bo jeżeli noszenie przetartych dżinsów i podkoszulka 6XL, gdy twój rozmiar to S to fashion statement, to przecież i tak nie czytasz tego bloga.

Nie ten rozmiar

Mam o tym notkę, ale to warto powtarzać do znudzenia. Powszechne jest u nas noszenie rzeczy zwyczajnie za dużych i workowatych. Gość o rozmiarze S założy na siebie rzeczy L, gość w rozmiarze L doda sobie parę iksów. Jeden i drugi na tym straci – pierwszy poprzez wyglądanie jak wieszak, a drugi poprzez zaakcentowanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, którą przecież wolałby ukryć. Naprawdę, najbardziej widoczna i najlepiej wpływająca na to jak wyglądasz zmiana w twojej garderobie to zacząć ubierać się w prawidłowym dla siebie rozmiarze. Nawet tiszert wygląda lepiej, jeżeli literka na metce odpowiada twoim wymiarom. Cała reszta to przy tym detale.

Za szerokie ramiona, za długie i za szerokie rękawy – po prostu źle.

Traktowanie butów z buta

Widziałem to szereg razy: garnitur i buty trekkingowe, schodzone buty sportowe, półbuty z białymi śladami soli, albo paskudne potworki z polskich sklepów obuwniczych, patrzenie na które boli. Podniesione czuby, przebarwienia, ozdobniki, które tylko szpecą, spłaszczone kopyta – dramatyczny standard polskiego przemysłu obuwniczego.

Żeby nie było, że jeżdżę tylko po Giacomo Conti, macie tu paskudne Wojasy

Buty naprawdę potrafią zepsuć całą misternie zbudowaną stylizację, jeżeli dobierzesz je źle. Często to one powiedzą, czy to co założyłeś na siebie jest fajnym zestawem przypadkiem, czy naprawdę masz coś, co można określić mianem stylu.

Tyle guzików, co robić?!

Niektórzy zdają się trochę gubić w tych guzikach i gdy tylko je widzą, muszą od razu zapiąć. Czasem to jest świadomy wybór, nawet trend – jak w przypadku zapinania koszul pod samą szyję, nawet gdy nie nosisz krawata. Ja tego nie lubię – uważam, że wygląda to głupawo, ale to już kwestia mojego gustu.

Natomiast zapinanie wszystkich guzików w marynarce czy kamizelce to już błąd – bo te są szyte tak, żeby dolny guzik miał funkcję jedynie ozdobną.

Nooooo!

Więc zostaw ten dolny guzik marynarki czy kamizelki w spokoju.

Po drugiej stronie są ludzie, którzy z zasady marynarki nie zapinają. Po cholerę ci taliowana i dopasowana marynarka, jeżeli nie dasz jej tego pokazać, poprzez zapięcie jej, gdy stoisz?

Back in black

‚Nuff said.

Do kompletu

Niektórzy starają się dopasować do siebie elementy garderoby aż za bardzo. Klasyczny przykład to poszetka i krawat z takiego samego materiału – widać, że kupione w zestawie, widać, że na siłę.

Nie ujdzie ci to, nawet, gdy wyglądasz jak David

Ale może to być za mały kontrast między marynarką i spodniami w zestawie koordynowanym. Po co? Jeżeli chcesz założyć spodnie i marynarkę w tym samym kolorze, załóż garnitur.

Albo koordynacja kolorystyczna między pojawiającą się gdzieś parą. Zgroza.

Szkolnie

Cudne czasy, szkoła – kiedy nie musisz się niczym przejmować, lekcje kończą się o sensownej godzinie, a świat jest prosty i piękny. Oczywiście to wygląda tak tylko z perspektywy dorosłego człowieka, bo taki obrazek maluje nam nostalgia, a nie pamięć rzeczywistych wydarzeń. Szkoła ssie jak każdy inny etap życia – deal with it. I nie wracaj do etapu szkolnego, zasuwając na egzamin albo dżob interwju ze szkolnym plecackiem.

Nie mówiąc o tym, że zniszczysz ramiona marynarki

Udawanie elegancji

Piękną rzeczą w dzisiejszych czasach jest to, że możesz się ubrać jak chcesz i nikt ci tego nie zabroni. W dużym mieście tym bardziej – większość ludzi naprawdę nie daje latającego faka o to, co masz na sobie. Po co więc udawać, poprzez zakładanie na siebie takich rzeczy, jak zawiązana fabrycznie muszka czy szelki na klipsy zamiast na guziki?

Coś ci wystaje

Koszula lepiej wygląda wetknięta w spodnie – nie wystaje spod marynarki. A jeżeli nie nosisz marynarki – pasek spodni ładniej dzieli ci sylwetkę, niż koszula, która kończy się dużo bardziej poniżej talii, niż stan spodni.

Ale inne rzeczy mogą ci wystawać – na przykład tiszert spod rozpiętej pod samą szyją koszuli. Nie rozumiem tego – jeżeli jest zimno, ten tiszert naprawdę nie da ci wiele, nie lepiej założyć na koszulę kardigan albo sweter? A jeżeli jest ciepło, to po co kolejna warstwa?

Jeżeli lubisz jednak mieć coś pod koszulą, może v-neck? Nie będzie widoczny, gdy rozepniesz kołnierzyk.

Special mention: prześwitujący przez koszulę wife-beater. Ugh.

Krótko

Koszula z krótkim rękawem do marynarki/garnituru – bez sensu. Do krawata – wygląda jak u ochroniarza sklepowego.

Co jeszcze?

Jestem pewien, że ta lista nie tylko nie wyczerpuje tematu, ale ledwie go zaczyna. W końcu jest tyle rzeczy, które można skrytykować! Istnieje więc szansa, że pojawi się kiedyś kolejna część. Sugestie mile widziane.

Zdjęcia:

  • http://www.matthewaperry.com/Product/proshow?p=34 Bespoke my ass
  • http://wojas.pl/produkt/5524
  • http://www.sxc.hu/photo/476026
  • http://fortheperfectdimple.wordpress.com/2012/04/22/pocket-squares-never-match-your-tie/
  • http://blog.timesunion.com/amanda/backpacks-on-grownups/6764/

Zobacz też

6 komentarzy

  • Mr.Młody pisze:

    Awersja do czarnych garniturów bywa mocno przesadzona.

    • Może – ja nie lubię, a lista, jak wspomniałem, odzwierciedla też to, czego nie lubię, a co nie jest błędem sensu stricto.

      Poza tym za dnia wygląda naprawdę nieciekawie.

    • Mr.Młody pisze:

      Owszem, a w zasadzie wygląda źle w słonecznym świetle (za zimowego dnia wcale nie musi wyglądać źle).

      Ale nawet na słońce można coś poradzić. Szare spodnie, szara kamizelka i na to czarna marynarka (stroller). Cudowny efekt gwarantowany (przy dobrym krawacie).

      Wieczorem garnitur czarny wygląda za to wspaniale :)

      Wyobraźmy sobie black and white bal. Część ludzi w smokingach, a część w czarnych garniturach.
      Granatowy garnitur może na takim tle wyglądać średnio :)

    • I stroller i bale z wymyślnym dresscodem są strasznie dalekie od mojej studenckiej rzeczywistości.

      Kiedy założenie krawata do odd jacket i chinosów może być uznane za bycie overdressed, a na egzamin w garniturze przychodzi raptem kilka osób, nie bardzo mi się chce zaprzątać głowę smokingami i strollerami, których istnienie dla ludzi takich jak ja jest w tej chwili najwyżej ciekawostką. A jeżeli kogoś interesują one bardziej, ma od tego blogi opisujące je całkiem wyczerpująco. Jak choćby Twój.

    • Mr.Młody pisze:

      Swoją drogą polecam poeksperymentować ze strollerem w wersji light. Szare spodnie, szara kamizelka i może być marynarka grafitowa, albo granatowa (nie musi być czarna). Jak człowiek raz spróbuje, to potem trudno przestać! :)

  • Anonymous pisze:

    Mnie najbardziej rażą już nawet nie koszmarne stylistycznie, ale po prostu brudne buty, co jest standardem na polskiej ulicy. Często widzę Panów w butach, które od nowości pasty czy kremu nie zaznały. Nie wiem czy to skąpstwo, brak wiedzy, jakiejkolwiek ambicji żeby wyglądać schludnie, czy może ograniczenia umysłowe…