Kratce zabierz połowę wzoru (i wdzięku, i czaru) i zostaniesz z paskami. Oczywiście przesadzam, ale tak jak kraty kocham, tak do pasków odnoszę się w najlepszym przypadku z ambiwalencją.

Garnitur w paski

Garnitur w paski (lub prążki, czyli wąskie paski) jest dużo mniej uniwersalny niż gładki, oraz – ośmielę się stwierdzić – w delikatną kratę. Paski to wzór stricte biznesowy, więc słabo nadaje się na cokolwiek poza pracą/egzaminem, ewentualnie catwalkiem na Pitti Uomo.

Gwoli jednak szczerości, sporo zależy też od koloru. Ciemnoszary, grafitowy garniak w prążki będzie wyglądał dużo bardziej korporacyjnie niż niebieski (jak ten na obrazku) – niemniej nadal nie ubrałbym takiego do teatru czy na ślub.

Garnitur w paski ma jeszcze jedną wadę – ciężko go rozkompletować. Odd jakcet w pinstripe jest cholernie trudna do zestawienia z czymkolwiek. Nie jest to niewykonalne; swego czasu widziałem też szereg zdjęć pewnej marynarki z Zary w różnych stylizacjach: niebieskiej dwurzędówki w białe pasy – ale jest wyzwaniem i nie z każdą marynarką wyjdzie.

Koszula w paski

Tutaj dowolność jest już trochę większa i paski na koszuli nie bolą tak bardzo; mam parę pasiastych koszul, które zakładam do różnych zestawów na codzienne okazje. (Oczywiście nadal marzę o koszuli w piękną kratkę Księcia Walii, ale nie mogę zgrać w czasie momentów, kiedy taką znajduję i kiedy mam pieniądze, żeby ją kupić).

Akurat więc w przypadku koszul paski mogą stanowić – obok gładkich – sensowną bazę. Białe pasy pomogą zrównoważyć mocne kolory, jak granat czy fiolet; z jaśniejszymi i delikatniejszymi też zgrają się dobrze.

No i wyglądają bardzo dobrze na casualowych koszulach z bawełny oxford

Krawat w paski

Pasy są dość klasycznym wzorem dla krawata. Różnobarwne skośne pasy to standard – taki krawat nazywa się pułkowym (albo klubowym; albo regimental; albo jeszcze kilka nazw, co do których ktoś niewątpliwie się przyczepi, że są niepoprawne).

Takie krawaty były swego czasu symbolem przynależności – do jednostki wojskowej, grona studentów prestiżowych uniwersytetów, czy innej jakiejś pretensjonalnej organizacji. Stąd spotykam się w internetach czasem z opiniami, że jeżeli nie brałeś udziału w Bitwie pod Gdzieśtam, nie przystoi ci zakładać krawata w barwach pułku, który się tam bił. Moim skromnym zdaniem, jest to absolutna bzdura – znaczenie symboliczne takiego krawata rozpoznawalne jest najwyżej dla pasjonatów z odpowiednimi atlasami i nikt nie będzie cię posądzał o podszywanie się pod członka jakiejś formacji, bo kupiłeś sobie kolorowy krawat. W sklepie, jak każdy normalny człowiek.

I chociaż za regimentalami nie przepadam, to przyznać muszę, że są dobrym sposobem na wprowadzenie do zestawu kolorów i kolorystyczne powiązanie różnych elementów zestawu.

Ze względu na to, jak te krawaty sa robione, możesz trafić na knity w poprzeczne pasy.

Te darzę już dużo większą sympatią. W końcu to knit, a ja kocham knity.

Zdjęcia:

  • 1, 2, 4. Trashness
  • 3. bensonandclegg.com

Zobacz też

2 komentarzy

  • Anonymous pisze:

    Też kocham knity, ale w Polsce trudno o wysoką jakość. Wolę mieć jeden porządny zamiast 2 tandetnych. Dzisiaj widziałem w mdutti knity (cztery!), rzut oka starczył by stwierdzić że tandeta ale pomacałem jeszcze dla pewności, uważam że to bezczelność sprzedawać to za 199,-
    rav

    • MD generalnie jest w cholerę drogi w podstawowych cenach i chociaż stylistycznie całkiem fajny, nie wydaje mi się warty tych pieniędzy. Ale na wyprzedażach…

      Zawsze zostaje Allegro, gdzie czasem się trafiają fajne rzeczy. Chociaż już któryś raz ktoś o zasobniejszym portfelu sprzątnął mi sprzed nosa fajne krawaty czy inne drobiazgi, jakie tam znalazłem, co wywołuje we mnie głębokie poczucie krzywdy.