Paisley to pochodzący z Persji lub Indii wzór, nazywany mylnie tureckim, swoją nazwę biorący z miasteczka w Szkocji, gdzie wytwarzano swego czasu ozdobione nim tkaniny. Zastanawiam się, co jeszcze mogę napisać, żeby było to bardziej zagmatwane, ale już chyba nic nie przychodzi mi do głowy. Ten roślinny motyw to, w najbardziej minimalistycznej wersji, dość charakterystyczna „łezka”.

Oczywiście wcale nie musi być to wzorek tak drobny.

Bo paisley występuje w ogromie najróżniejszych wariacji, po bardzo skomplikowane desenie tego typu:

I chociaż jest rzucający się w oczy i pstrokaty, to jest też bardzo klasycznym wzorem, który fajnie się łączy z ubraniami o różnej skali formalności.

Używany przede wszystkim w dodatkach – nie wiem, czy założyłbym na siebie koszulę w paisley, a już na pewno bym takowej nie kupił (a widywałem, widywałem).

W krawatach lubię, gdy ten wzór używany jest delikatnie – krawat to jednak taka część stroju, która rzuca się w oczy. Taki powoduje, że z kącika ust cieknie mi ślinka, chociaż jestem dopiero co po obiedzie:

Nie znaczy to jednak, że odważniejszy wzór odpada. Wszystko zależy od wyczucia.

Szalik w paisley mógłbym już widzieć odważniejszy – bo w szaliku nie chodzi się cały czas, jak zdejmujesz płaszcz czy kurtkę, to szalik najczęściej też.

Ale niezaprzeczalnie akcesorium, gdzie paisley jest idealnie na swoim miejscu jest poszetka. Subtelny dodatek, trochę z boku i wystający tylko kawałek może pochwalić się mocnym wzorem bez obawy, że przytłoczy wszystko dookoła. Stąd marzą mi się te cudne poszetki z Poszetka.com:

Śliczne, no.

Zobacz też

9 komentarzy