Podczas pewnej dyskusji przy piwie z dziewczyną i dwójką znajomych zaczęliśmy się, nauczycielskie dzieci, dzielić anegdotkami utrzymanymi w szkolnej tematyce. Jedna z nich opowiadała o dwójce nauczycieli, którzy robili sobie wzajemnie na złość, aż pani panu w marynarce, którą trzymał jako swój szkolny mundur na terenie placówki oświaty zaszyła rękawy. Padło zaadresowane do mnie pytanie: „Haz, a ty byś co zrobił, jakby ci ktoś rękawy w marynarce zaszył?”, a oczekiwaną odpowiedzią miałby być, jak się domyślam, jakiś bękart tsunami i huraganu Katrina. Ja tymczasem wzruszyłem ramionami i odparłem: „No co, rozprułbym.”. Wywołało to odpowiedź ze strony znajomego, obwieszczającego, że przekroczyłem już granice postawione zwykłym śmiertelnikom i szwy raz dane nie są dla mnie wieczne i niezmienne. Dało mi to do myślenia i podczas wizyty w domu przy okazji majowego weekendu pożyczyłem (w nadziei, że wszyscy zapomną i nie będę musiał oddawać) maszynę do szycia – starego Łucznika, do którego musiałem dokupić pedał. Następnie zacząłem się rozglądać po swoich ubraniach zastanawiając się, co by tu zepsuć. Wygrzebałem z szafy beżowe lniane spodnie kupione kiedyśtam, kierując się rozmiarem 46 na metce, zanim ktokolwiek powiedział mi, że marynarki i spodnie mają inną numerację rozmiarów (zmyliło mnie na dodatek to, że w haemie wcale nie). Jak widać więc, są cokolwiek workowate: w pasie sporo za luźne, więc zsuwają mi się na biodra, a nogawki mające u dołu 20cm są, jak na moje przyzwyczajenia, za szerokie. Wygląda to cokolwiek smutno.

Postanowiłem je więc zwęzić w pasie i w nogawkach.

Do roboty!

Pierwsze, co wyczytałem w internetowych tutorialach, to żeby rozpruć szew trzymający ten kawałek materiału, który tu jest w ukośne paski:

Okazało się to być w tym wypadku zupełnie zbędne, bowiem tak naprawdę przeciąć musiałem te nitki, które nie pozwoliły mi wywinąć tego kawałka materiału tak, by środkowy szew ustawić w prostej linii. Niemniej zanim się zorientowałem, rozprułem go i tak, przy pomocy nożyka introligatorskiego, kilka centymetrów w obie strony od centralnego szwu.

Oczywiście potem musiałem go zszyć na nowo i w sumie obyłbym się bez tej zabawy całkiem. Po zrobieniu zdjęcia odprułem też te szlufki, które na nim widać, bo mniej więcej o tyle chciałem zebrać spodnie w pasie.

Następnie odwinąłem całość tak, by szew był w jednej linii i narysowałem miękkim ołówkiem linię, po której chciałem to zszyć. Brak mi pewności, że wszystko za co się zabiorę niechybnie zakończy się sukcesem, jaką cechuje się np. autor tego bloga, więc zanim zasiadłem do maszyny, zszyłem wszystko luźno igłą i nitką. Nie tylko pas, ale też część centralnego szwu idącego w dół, w stronę kroku. Zbliżyło to do siebie tylne kieszenie.

Na fotce spodnie wywinięte na lewą stronę, zgięte w centralnym szwie. Widać jak to pozszywałem.

Następnie przymierzyłem, a że było ok – przeszyłem na maszynie wzdłuż tej luźnej nitki, którą potem wyciągnąłem. Stary szew można rozpruć – mnie się to nie wydało konieczne.

Kolejnym krokiem było zwężenie nogawek. Tak spodnie wywleczone na lewą stronę wyglądają w pełnej swojej krasie:

Zaznaczyłem, jak mniej więcej chciałem poprowadzić nowy szew. Te biedne pozostałości, które widać na zdjęciu to wyraz mojej frustracji rok temu, gdy odkryłem, że w przewiewne lniane spodnie ktoś wszył kolanówkę z pieprzonego poliestru, która znacząco zmniejszała komfort ich noszenia w gorące dni. Chwyciłem więc nożyczki…

Na środku, w kroku, widać też szmatkę, która trzymała się tam czterema dosłownie niktami, i zasłaniała szwy. Pozbyłem się jej.

Oczywiście portki ułożone są cokolwiek niefortunnie – nogawka powinna być zgięta na wewnętrznym, nie zewnętrznym szwie. Na dole widać też zapas materiału, delikatnie przytwierdzony do zewnętrznej warstwy tegoż.

Na czerwono zaznaczyłem to, co postanowiłem rozciąć, a potem wyprostowałem nogawkę.

Z racji tego, że długości spodni nie ruszałem, nie odpruwałem tej opaski na końcu – ułatwiła mi zadanie, gdy potem przyszywałem zapas materiału na nowo, bo zapewniła równą długość obu nogawek.

Następnie ołówkiem zaznaczyłem linię nowego szwu i zszyłem luźno igłą i nitką.

Przymierzyłem, poprawiłem porządnym szwem na maszynie. Nadmiar materiału można obciąć, wcześniej obszywając sobie zygzakiem nową krawędź materiału. Nie chciało mi się tego robić.

Przyszyłem z powrotem nadmiar materiału u dołu nogawki; skończyła mi się biała nitka, którą szyłem na maszynie, więc zrobiłem to granatową – łapiąc w paru miejscach dosłownie jedną-dwie nici lnu, żeby z zewnątrz nie było widać więcej, niż kropki. Jeżeli ktoś przypatruje się nogawkom czyichś spodni dostatecznie długo, żeby te kropki zauważyć, to myślę, że można go zacząć ścigać zgodnie z tymi prawami o stalkingu.

Gdy skończyłem, spodnie wyprasowałem, co i tak się na wiele nie zdało, bo to len i gniecie się jak jasna cholera, chyba, że bym usztywnił kartonem.

Efekt końcowy

Jasne, że to amatorka i krawiec zrobiłby to lepiej. Jednak w duchu prawdziwej studenckości, a do tego krakowskiej, stwierdziłem, że tym razem zmarnuję swój czas (i potencjalnie spodnie), żeby zaoszczędzić pieniądze.

Zobacz też

24 komentarzy

  • Anonymous pisze:
  • Anonymous pisze:

    Przedtem były za długie, za to teraz są za krótkie…

    • Nie były i nie są. Były za szerokie w pasie i zjeżdżając na biodra wlokły nogawkami. Na długość są w sam raz: lubię dość krótkie spodnie.

    • Anonymous pisze:

      Długość jest dobra. Sam noszę takie lub nawet cm krótsze. Kwestia tego co kto lubi. Autor jest szczupły, więc musi być wąsko by nogawka nie falowała jak wiatrochron; musi być krótko żeby spodnie nie wyglądały jak kalesony.

      Michał

  • Anonymous pisze:

    Gratuluję udanej przeróbki. Niestety, muszę się do czepić do niewyprasowanej koszuli. No chłopie, skoro już próbujesz nosić się jak młody dandys, to zwracaj uwagę na takie rzeczy, bo wymięta koszula i pofałdowane klapy marynarki psują cały efekt.

    • Anonymous pisze:

      doczepić* oczywiście, chochlik jakiś wredny się widocznie wkradł

    • Marynarka jest lniana, koszula z bawełny i lnu. Niepomięte są tylko, jeżeli stoję na baczność, a nie, like, spędzam pół dnia na zajęciach, a drugie pół przerabiając spodnie. Give mie a break.

      Poza tym, jaki efekt psują? Spodnie nie są przez to węższe?

    • Anonymous pisze:

      Nie sprecyzowałem. Chodziło mi o całościowy efekt towarzyszący takiej „stylizacji”. Poza tym wyobraź sobie, że wiem jak zachowują się lniane ciuchy noszone przez dłuższy czas. Jakoś nigdy nie zauważyłem w swojej lnianej marynarce, żeby klapy były tak pofałdowane jak u Ciebie, a spędzałem w niej kilkukrotnie cały dzień. Tak samo spodnie. Noż do cholery, nie wmówisz mi chyba, że pomięte na dole nogawki są efektem czegoś innego niż niedbalstwa.

    • Anonymous pisze:

      Zgadzam się z Tobą, Anonimowy – mam mnóstwo lnianych żakietów, uwielbiam len, często latem wkładam lniane spódnice, spodnie i sukienki. Len jest boski! Nigdy jednakowoż nie założyłabym czegoś wygniecionego. Po odzieży z bawełny i lnu po prostu widać gołym okiem czy zagniecenia powstały właśnie przed chwilą, a nawet w dniu dzisiejszym – czy są to „stare” zagniecenia, jak to widać w przypadku spodni przesympatycznego Pana Szymona 😛 :D…A Pan Szymon zapewne mimo wszystko nie spędza połowy dnia na zajęciach i połowy przerabiając spodnie. moim zdaniem tak 70% spędza pisząc bloga.

    • Nie wrzuciłem tych fotek do notki oznaczonej jako zestaw. I nie wrzuciłbym. Wrzuciłem je do notki opisującej przeróbkę spodni. Więc po przerobieniu ich wrzuciłem je na siebie, wrzuciłem marynarkę, którą miałem pod ręką i wyszedłem do parku pod kamienicą zrobić zdjęcia, bo w mieszkaniu o tej godzinie było na to za ciemno. Z tegoż samego powodu (robiło się ciemno) nie miałem czasu wyprasować ich porządnie, żeby pozbyć się zagnieceń powstałych podczas zabawy z maszyną ani nawet zrobić porządnych kantów, co zresztą widać. Uznałem, że fotki pokazują, co chcę, żeby pokazywały i tyle.

    • @Pani anonimowa – e tam, wtedy częściej wrzucałbym notki.

  • Anonymous pisze:

    Zauważyłam, że Szanowny Autor blogaska po prostu nie przyjmuje ŻADNYCH (słownie – żadnych) słów krytyki do siebie. Apeluję więc do czcigodnych czytelników: nie zamieszczajcie krytycznych uwag (tych z ujemną nutką konotacji), bowiem to stresuje i zapewne obraża tak godnego czci Autora (to słowo pisane wielką literą ma specjalną swoistą wymowę!)

    • Jest dla mnie niepojęte podejście, według którego miałbym akceptować z wdzięcznością każde czepianie się, nawet to, które uznaję za nieuzasadnione, bo mam bloga z włączonymi komentarzami.

      Jeżeli chcesz krytykować, wytykać błędy i tak dalej – jeżeli uznam krytykę za uzasadnioną, skłonię głowę, postaram się błędny poprawić i podziękuję.

      Jeżeli jednak uważasz, że masz prawo wyrazić swoje zdanie, a ja nie mam prawa wyrazić mojego (na moim blogu, in all places!), to sobie idź poszukaj innego miejsca do komentowania, mnie będzie z tego powodu bardzo, ale to bardzo wszystko jedno.

  • Anonymous pisze:

    anonimowi: wrzućcie swoje zdjęcia w tych idealnych lnach, bo na teraz to się czepiacie, ale potwierdzenia waszych słów nie ma. W to, że nosicie idealnie gładki len nie uwierzę mogę uwierzyć, że macie idealnie gładką korę.

  • Anonymous pisze:

    Nie no, stary, wygnieciona marynarka i koszula? Co Ty chcesz sobą reprezentować? Zamknij bloga i zajmij się prasowaniem, dobra rada. A tak bardziej na poważnie, facet zrobił notkę o zwężaniu spodni a wy wymyślacie że ma pogniecioną koszulę i marynarkę. Nawet jeśli ma, to co? Serio, jesteście w stanie przyczepić się do wszystkiego. Wyczerpał temat na jaki miała być ta notka? Wyczerpał. I to nieźle. „Kurde no, ale chociaż przyczepi się do zdjęć, przecież nie mogę napisać że wszystko gra!”. Gratuluję podejścia panie i panowie :]

  • rav pisze:

    niezguły odp… się od Simona!
    Simon trzymaj się, rób dalej swoje!

  • Anonymous pisze:

    Witam, Proszę podać jeszcze szerokość nogawek, Pozdrawiam

  • Adam pisze:

    Czy możliwe jest zwężenie w pasie jeżeli spodnie nie mają takiego szwu z tyłu, ani z boku, ani w ogóle?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Niemożliwe jest wyprodukowanie spodni, które nie mają szwu w pasie w ogóle.

      Mogą nie mieć szwu pojedynczego, a podwójny (jak w dżinsy) – wtedy zwężenie jest możliwe, acz trudniejsze, bo trzeba cały szew rozbroić, a nowy jest widoczny. Tkanina będzie po zwężeniu wyraźnie inna, niż na starym szwie, kolory nici mogą być nie takie, jak trzeba… polecam z takimi udać się do krawca, chyba, że masz starą parę, z którą gotów jesteś eksperymentować.

  • Agata pisze:

    Chylę czoła! Sama mam zamiar zabrać się do przeróbki moich jeansów dziś wieczorem. Twój wpis tchnął we mnie i wenę, i optymizm :-)

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Z dżinsami sprawa jest trochę bardziej skomplikowana (podwójne szwy i odbarwienia charakterystyczne dla tkaniny utrudniają zrobienie tego tak, by w efekcie nie było widać, że spodnie były przerabiane) – niemniej życzę powodzenia :)

  • Jay pisze:

    Dobre sam nie sa za krotkie jak ktos tam gadal

  • as pisze:

    Brawo!

    Oczywiście długość jest OK – spodnie o wąskiej nogawce nosi się krócej niż te z szeroką.

    Generalna zasada – spodnie z tyłu powinny być gładkie a z przodu może być jedna niewielka fałda.

    Klasa przyszły Panie Doktorze :)

    Pozdrawiam,

    as