Jakoś tak w połowie września w telewizji pojawiło się krótkie nagranie trójki znanych w polskim (i pewnie nie tylko) internecie elegantów, Tomasza Milera, Romana Zaczkiewicza i Ireneusza Korzeniewskiego, na których blogi mniej lub bardziej regularnie zaglądam.

Nagranie to kawałek programu telewizji śniadaniowej, więc ciężko się spodziewać obfitości interesujących treści, ale oglądało się mimo to przyjemnie. Jako jednak że jestem mną i się lubię czepiać, to wyłuskałem sobie jedną wypowiedź Tomka, która wydała mi się cokolwiek dyskusyjna.

Rzekł on bowiem, że klasyczna męska elegancja jest niezmienna.

To często powtarzana w kręgach mężczyzn lubiących ładne garnitury fraza, prawie tak często jak ta o modzie, co przemija i stylu, co zostaje. O ile z kwestią mody/stylu się zgadzam (choć też nie do końca – styl to proces, on ewoluuje, tylko, że inaczej niż moda, jest dużo bardziej indywidualną kwestią), o tyle niezmienność męskiej elegancji to teza zwyczajnie demonstrowalnie fałszywa.

Oczywiście wszystko zależy od przyjętej definicji – ubrania nie fizyka, nie operujemy aż tak ścisłą terminologią (przynajmniej dopóki nie wgłębiamy się w detale procesu produkcyjnego, a tylko sobie tak luźno dywagujemy o pewnych ideach). Oczywiście zależy to też od długości okresu, jaki rozpatrujemy. I oczywiście zmiany są głównie w detalach, ale to o nie Prawdziwi Eleganci potrafią toczyć na Pewnym Forum batalie tak zacięte, że ich efekty będą mogły pewnie odczuć nawet kolejne pokolenia.

Nie czepiam się może najbardziej formalnych strojów, jak smokingi, fraki i żakiety, bo one ewidentnie są silnie skodyfikowane i mało się zmieniają. Ale garnitur? No proszę.

Gdy się przyjrzeć starym zdjęciom i ilustracjom, jak tym tutaj, jasne – widzimy, że znajdujący się na nich mężczyźni są ubrani elegancko. Ale nie ma mowy, żeby duża część z nich przeniesiona do czasów współczesnych nie wyglądała groteskowo.

Jedyną rzeczą, która tu wytrzymała próbę czasu są skarpetki

I chociaż później bywa lepiej, to nadal istnieją detale zdradzające fakt, że to ubranie pochodzi z przeszłości. Jegomość poniżej jest ubrany świetnie:

Ale te szerokie spodnie czy klapy marynarki naprawdę wyglądają niedzisiejszo. Dlaczego? Ano dlatego, że klasyczna męska elegancja także podlega pewnej modzie.

I to owszem, jest moda zmieniająca się na przestrzeni dekad bardziej niż sezonów, robi wolty i czerpie z przeszłości, ale przecież na przykład lata dziewięćdziesiąte wcale nie były tak dawno.

A jednak wydaje się jakby minęła wieczność. Na całe szczęście.

A obecnie? Sam Tomek w telewizyjnym studio na nadgarstku ma szereg bransoletek. Nie czepiam się ich – są super, uwielbiam bransoletki. Ale coś każe mi wątpić w ich historyczny związek z klasyczną męską elegancją. (Bo choć wiki chętnie podaje informacje datujące je na pięć mileniów przed naszą erą, to chyba korzenie garnituru nie sięgają aż tak daleko, a mnie się jeszcze nie zdarzyło widzieć obrazka z Apparel Arts z tą ozdobą na ręce jakiegoś dżentelmena). Ba, nadal zdarzało mi się słyszeć, że jedyna akceptowalna męska biżuteria to zegarek i spinki do mankietów.

Nie chcę się też Tomasza czepiać nadmiernie – wystarczy poczytać jego bloga, żeby zauważyć, że jego podejście też nie jest dogmatyczne i stawia na to, co jest najważniejsze – dobre samopoczucie w dobrym ubraniu. Ale jednak co i rusz spotykam się z opiniami klasyfikującymi pewne ubrania jako nieodpowiednie tylko dlatego, że nie pasują do jakiegoś ściśle określonego kanonu w detalach.

Oczywiście można się upierać, że te zmiany są, w gruncie rzeczy, subtelne; wszystko to są te same motywy, zmieniające się cyklicznie i nie odbiegające od pewnych wzorców, które ustanowione raz, gdzieś tam w tym dziewiętnastym czy na początku dwudziestego wieku są w ogólnym zarysie niezmienne.

Z wyjątkiem lat siedemdziesiątych.

Tylko, że wydaje mi się to raz, że naciągane, a dwa, że w głupi sposób ograniczające. Wyrzuciliśmy do kosza już tyle zbędnych, nieżyciowych i anachronicznych zasad (jak chociażby no brown in town), czemu pozostałych mamy się trzymać jak objawienia, zamiast podejść bardziej krytycznie i wybrać to, co w naszym odczuciu jest akceptowalne i fajne? Dlaczego, żeby założyć szorty musimy zracjonalizować to sobie i uzasadnić obrazkiem ze starego magazynu, zamiast dobrać je po prostu celem uzyskania fajnego estetycznie efektu?

Daje to oczywiście większe pole do popełniania błędów, zasady są bowiem bezpieczne i sprawdzone, ale nawet trzymanie się ich kurczowo nie daje nam stuprocentowego prawdopodobieństwa uzyskania dobrego efektu. A błędy… Błędy też są dobre. To na nich uczymy się najlepiej.

Zobacz też

7 komentarzy

  • KarloS pisze:

    Muszę powiedzieć, ze post na wysokim poziomie. :)
    W pełni sie zgadzam z tym krytycznym spojrzeniem na rzeczywistość modową.

  • jdas pisze:

    Moim zdaniem niezmienność męskiej elegancji nie polega na tym, że nic w ubiorach nie zmienia się nawet o centymetr. Raz modne są nogawki wąskie, raz szerokie, raz klapy niskie a raz wysokie, krawaty szersze lub węższe, spodnie ze stanem wyższym lub niższym. Ale jeżeli nie będziemy ślepo podążać za tą modą, tylko wybierzemy tzw. fasony uniwersalne czyli klasyczne, to taki ubiór praktycznie zawsze będzie na czasie. Nogawka normalnej szerokości będzie dobrze wyglądać niezależnie od tego czy aktualnie modne są dzwony czy rurki. Marynarka na dwa guziki z klapami o średniej długości i szerokości będzie poprawna niezależnie od aktualnych fasonów. I to pewnie miał na myśli autor wypowiedzi o niezmienności męskiego stroju.
    Jedyna zmiana jaka zachodzi (widoczna gdy prześledzi się stroje męskie z ostatnich kilkudziesięciu lat) to stałe obniżanie formalności i zanikanie strojów najbardziej eleganckich. Przed wojną do opery czy filharmonii obowiązkowo szło się we fraku, a na przyjęcie ubierało się w tzw. strój wieczorowy czyli smoking. Obecnie 80% mężczyzn nie wie że coś takiego jak frak istnieje, a pewnie mniej niż 1% kiedykolwiek w życiu go założy. Podobnie ze smokingiem choć popularność tego stroju jest jeszcze większa. A kto pamięta o czymś takim jak np. surdut czy żakiet. Obecnie miejsce wszystkich tych strojów zajął garnitur tylko w różnych stopniach formalności. A garnitur był dawniej strojem roboczym, codziennym. W garniturach uprawiało się turystykę, niektóre sporty (stąd marynarki sportowe), a obecnie awansował on do rangi ubioru eleganckiego, który niestety coraz mniej osób nosi. Popularne powiedzenie mówi że Polak kupuje w życiu cztery garnitury, na komunię, maturę, ślub i do trumny. Garniturów nie noszą nawet osoby, które z racji zawodu powinny, np. nauczyciele. Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie nie mają wzorców i elegancja zanika. Miejmy nadzieję, że nie zaniknie.

    • Szymon Jeziorko pisze:
      1. „Klasyczna elegancja” to wymysł ostatnich może stu lat i jako taka, kształtowała się w tym okresie; nie jestem fanem trzymania się jej ślepo; wolę znajomość celu, które pełnią jej elementy i wykorzystywanie ich sensownie, nawet jeżeli nie zawsze zgodnie z zasadami;
      2. nogawki o „klasycznej szerokości” to jakie, 19-20-22-24-26cm? Nogawki odpowiedniej szerokości wyglądają dobrze dobrane do sylwetki przede wszystkim;
      3. rzeczy takie jak długość marynarki, szerokość nogawki, wysokość kozerki także wpływają na to, czy garnitur wygląda nowocześnie, czy nie – i zmiany, choć subtelne, na przestrzeni lat zachodzą, nawet jeżeli odrzucimy skrajności. Jasne, że marynarka nadal wygląda jak marynarka, ale to jak mówienie, że spodnie też w sumie się wiele od powstania nie zmieniły, dwie nogawki i worek na tyłek;
      4. nie uprawia się już sportów w garniturze, bo są do tego ubrania lepiej spełniające swoje funkcje – wcale nie jest mi tęskno do czasów, gdy ich nie było;
      5. stety-niestety to temat na inną debatę. Ja lubię rozluźnienie dress-code’u, pozwala mi na więcej nawet na polu eleganckiego ubioru. No i o ileż łatwiej się wyróżnić pozytywnie!
  • ... pisze:

    Proszę wybaczyć, ale jestem od lat wielkim fanem Sinatry i niestety ale na drugim zdjeciu to niestety nie on. A tak poza tym to w 100% zgadzam się z treścią, zawsze mnie to irytowało.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Może być, że masz rację; całkiem prawdopodobne, że pomyliłem zdjęcia wklejając je do postu, efektem czego wylądowało tutaj inne, niż zamierzałem. Ale teraz nie wiem, które miało wylądować – więc pokornie poprawiam tekst notki. Dzięki za zwrócenie uwagi!

    • ... pisze:

      Spoooko :), a ja właśnie zauważyłem, że w komentarzu napisalem dwa razy „niestety” w jednym zdaniu, więc też nieźle…