Buty generalnie to temat rzeka. Mam pewne obawy przed poruszaniem go, bo zawsze może znaleźć się ktoś, kto uzna moje wynurzenia za niedopuszczalne uproszenia i uogólnienia – wiele z takowych bowiem uchodzi, gdy mowa o ubraniach, ale nie, gdy skupiamy się na butach.

Jednak nie piszę z pozycji butofila posiadającego przeszkloną szafę z obuwiem i który będzie rozwodził się nad sposobem garbowania skór na cholewkę; raczej pokrótce postaram się nakreślić parę ogólnych zasad, którymi kieruję się w poszukiwaniach sensownych butów na okres jesienno-zimowy i podam kilka przykładów.

Najogólniejszy podział męskich klasycznych butów na oxfordy (z zamkniętą przyszwą, czyli ten kawałek skóry z dziurkami na sznurówki jest od dołu wszyty pod cholewkę) i derby (z otwartą przyszwą – tenże sam kawałek skóry od dołu daje się od cholewki odchylić) da się zaobserwować i w przypadku butów na cięższe warunki pogodowe, sięgających za kostkę.

oxford-derby

No i jak w przypadku butów sięgających poniżej kostki, ma to przełożenie na formalność buta, tj. zamknięta przyszwa jest bardziej formalna. Lubię takie buty, bo są według mnie zwyczajnie ładniejsze; bardziej schludne, powiedziałbym. Bo w kwestii formalności, nie jest to kryterium przesądzające, tak naprawdę. Jest cała masa innych rzeczy, które zdecydują, czy buty nadawać się będą raczej do dżinsów, czy do garnituru.

I są one uniwersalne dla obuwia. Im prościej, im optycznie smuklejszy, spokojniejszy i bardziej stonowany but, tym lepiej będzie się czuł w towarzystwie delikatnego połysku garniturowej wełny i jedwabiu krawata.

Kolor: najbardziej formalne są czarne; im jaśniejszy brąz, tym mniej.

Ogromną różnicę robi grubość podeszwy – te na cienkiej, skórzanej podeszwie wyglądają formalniej, niż te na grubej, gumowej, jeszcze z szerokim rantem. Problem polega na tym, by wyważyć formalność z użytecznością. Skórzana podeszwa w zimowych butach nada się, jeżeli twoje chodzenie ogranicza się do biura (chociaż wtedy spokojnie powinny nadać się zwykłe eleganckie półbuty), bo choć piękna i wygodna, słabo izoluje od zimna, potrafi przemoknąć i, przy odpowiednich warunkach, swobodnie może zastąpić łyżwy.

Oczywiście skórzaną podeszwę można przeciw wilgoci zaimpregnować, albo w ogóle podkleić gumową zelówką u szewca i mieć problem z głowy; wtedy, choć traci na przepuszczalności powietrza i „oddychalności”, pozostaje szalenie wygodna w użytkowaniu, łatwiejsza do serwisowania (no, wymiany zelówki) i subtelnie elegancka.

Jednak nie będę się dziwił nikomu, kto dużo chodząc po zaśnieżonych chodnikach, nad skórę pod stopą przedkładał będzie gumę.

No i skóra licowa wypolerowana na lustro zawsze będzie bardziej formalna od matowego zamszu.

Tyle w kwestii dostosowania do rangi sytuacji; teraz trochę o funkcjonalności.

Buty z wysoką cholewką zaczęto od jakiegoś czasu wyposażać w zamek ułatwiający ich zakładanie i zdejmowanie, bez potrzeby zabawy ze sznurowadłami – możesz nawet nie umieć ich wiązać, poprosić tylko panią w sklepie, żeby zrobiła ci kokardkę i możesz zapomnieć. Brzmię kpiarsko, bo to trochę tak wygląda – mam buty na zamek, bo producent nie wierzy, że potrafię sobie poradzić z ich rozwiązaniem i założeniem/zdjęciem. Jednak nie neguję wygody takiego rozwiązania. No i większość butów na półkach sklepowych je ma, więc obrażanie się na nie mocno zawęża wybór. Często więc pokpię, a potem zasuwam zameczek i opuszczam mieszkanie w takich butach.

Są inne możliwości, ułatwiające wzuwanie takiego obuwia – na przykład dwa, trzy rzędy haczyków, zamiast dziurek na sznurówki, umożliwiające łatwe poluzowanie objęć sznurowadeł i wysunięcie lub wsunięcie stopy. Pętelka na szczycie buta, w którą można wsadzić palec i pociągnąć. Warto poprzyglądać się, jak to wygląda w bucie, który się kupuje. Bo chociaż to detale, to mogą pomóc zachować cholewkę w jej pierwotnym kształcie, gdy rano, nim zacznie działać pierwsza kawa, gdy jest ciemno i zimno i całą uwagę poświęca się temu, jak bardzo się chce wrócić do ciepłego łóżka, ładuje się stopę na siłę w but.

Teraz kilka modeli jesienno-zimowego obuwia, które zwraca uwagę.

Brogues

Wysokie, jesienno-zimowe buty będą często czerpać z całorocznych wzorów pod względem na przykład zdobień. I tak można znaleźć zimowe broguesy, z charakterystycznym ażurowanym noskiem w kształcie skrzydełek (wingtip) i innymi atrybutami tych zacnych butów; takie właśnie cuda zachowują, poza rzecz jasna warunkami pogodowymi w których winno się ich używać, broguesów uniwersalność, dając się zestawić z mniej lub bardziej formalnymi zestawami (od dżinsów po dzienny garnitur).

brogues

Sam celuję w takie właśnie buty na nadchodzącą zimę. Podobają mi się niesamowicie.

Sztyblety

Często bardzo proste w formie, sztyblety (po angielsku Chelsea boots) powstały jako buty jeździeckie. I, o ile nic się nie zmieniło w ciągu kilku lat, kiedy ostatni raz widziałem konia na oczy, nadal się je w tym sporcie stosuje.

chelsea

Sztyblety nie są sznurowane, za to posiadają po bokach kawałki elastycznego materiału, który ułatwia ich zakładanie.

Czarne sztyblety na cienkiej podeszwie możesz spokojnie nosić z eleganckim garniturem i dyplomatką; widziałem tez wariacje z nakładanym ażurowanym noskiem, zamszowe i generalnie bardzo różnorodne. Mnie osobiście nie podobają się zbyt bogato zdobione, bo urok tego buta tkwi w jego funkcjonalnej prostocie.

Trashness

Trashness

Skoro przy funkcjonalnej prostocie jesteśmy…

Chukka

Chukka to sięgające kostki buty z dwoma lub trzema rzędami oczek i o charakterystycznym kształcie. Raczej casualowe, szczególnie zamszowe, ale dużo zależy od detali – na cienkiej podeszwie i z licowej skóry spokojnie nadadzą się przynajmniej do bardziej smart niż casual zestawów koordynowanych.

chukka

Ich wariantem są tak zwane desert boots – z dwoma oczkami i na gumowej podeszwie, buty używane pierwotnie przez brytyjskich żołnierzy podczas II Wojny Światowej podczas walk w północnej Afryce. Nie są obuwiem stricte jesiennym, ale myślę, że dobrze zadbane przetrwają i ten okres.

To oczywiście dopiero wierzchołek góry lodowej – jak mówię, o butach można dużo, dużo dłużej, a każdy z opisanych tu rodzajów obuwia spokojnie dostarczyłby materiału na osobną notkę, gdyby chcieć wgłębić się w jego historię i rozważyć wszelkie możliwe zastosowania. Ale ogólny zarys wygląda tak.

Zobacz też

9 komentarzy

  • DamixD pisze:

    Serce się kraje, kiedy patrzy się na sklepy obuwnicze->działy dla mężczyzn. 0 oksfordów, same nędzne derby, nic ciekawego… Przynajmniej są zakupy w sieci 😀

    • Szymon Jeziorko pisze:

      No niestety sklepy polskich marek obuwniczych to smutny widok. Ale są sklepy internetowe, czasem coś fajnego idzie ustrzelić w TK Maxx, a w okresie wyprzedaży całkiem ładne buty można kupić w rozsądnej cenie na przykład w Massimo Dutti.

    • adam pisze:

      Wiesz, tutaj nie mogę się do końca zgodzić 😉 Ostatnio w salonie Puccini (a to przecież Polska marka!) znalazłem przepiękne, licowe brogues’y w głębokim brązowym kolorze – buty są w całości ręcznie robione z włoskich skór, można wybierać między (szytą!) skórzaną podeszwą (od razu podzelowaną) oraz gumową, a to wszystko za sporo mniej niż 400zł. Ja dałem chyba 360zł i wybrałem gumową podeszwę, bo czasami na wydział (tak, też studiuję) nie dojeżdżam samochodem, tylko wolę się przejść, a jak wiadomo, chodniki są straszne w Polsce. Buty mam już z miesiąc i sprawują się super – bardzo podoba mi się skóra, która efekt lustra przyjmuje dosłownie po kilka chwilach polerowania, na dodatek w miejscach zgięcia stopy nie robią się na niej duże i nieestetyczne „rysy”, gdyż skóra jest cudownie elastyczna i „nawilżona” od nowości 😉 Dobre jest to, co napisałeś o ich formalności – są niesamowicie uniwersalne, noszę je do smart casual’u i do bardziej formalnych zestawów, a jeszcze nie miałem wrażenia, że „nie pasują mi” (oj, uwierz mi, tutaj jestem wybredny). Ja nabyłem je w poznańskiej Malcie, w Krakowie też czasem bywam i kojarzę, że Puccini ma swój salon chyba w Galerii Krakowskiej 😉

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Hm, zajrzałem sobie na ich stronę. Jest kilka niebrzydkich modeli, chociaż nie wiem, czy przekonuje mnie kopyto, mam wrażenie, że jest raczej płaskie. Natomiast tak, wypadają nieźle na tle większości tego, co widziałem w polskich sklepach z butami.

      O jakości skór nie mogę nic powiedzieć, nie widząc ich IRL.

    • KarloS pisze:

      Jak sobie radzisz z ich codziennym sznurowaniem bez zaczepów?

    • adam pisze:

      Cóż, szczerze mówiąc to nawet nie zauważam tego momentu 😉 Zdejmując buty luzuję sznurowadła przy 3 górnych dziurkach, wystarczą pociągnięcia 1 palcem, tak zostawiam buty. Przy ubieraniu ich ściągam płynnym ruchem sznurowadła i już cholewka ciasno przylega do nogi. Całość jest trywialnie prosta i równie szybka, co staranne sznurowanie zwykłych półbutów, więc zapewniam, że nie ma powodów do obaw o wygodę 😉

    • KarloS pisze:

      Zawsze miałem/mam z zaczepami na 2-3 ostatnich rzędach, co wydaje mi się być optymalnym rozwiązaniem, ale może też miałem zwykle trochę wyższe buty. 😉

      Niedawno próbowałem przymierzyć bardzo ładne, wysokie, sznurowane buty brogsy. O mało bym ich nie kupił, gdyby nie to, że siłowałem się z tymi sznurowadłami i w końcu nie udało mi się tego zrobić. Oddałem bez przymierzania. 😛

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Sznurówki często są trochę głupio ułożone w butach na półkach sklepowych, że ich poluzowanie i później znowu zaciśnięcie zajmuje zwyczajnie za dużo czasu. Można potem je przewlec samemu tak, żeby nie stanowiło to takiego problemu, co zresztą sam w każdych posiadanych przeze mnie butach (oprócz monków i loafersów, ofkors) praktykuję.