Mija niebawem rok, odkąd kupiłem sobie pierwsze ładne buty. Parę klasycznych czarnych oxfordów i brązowych lotników, butów pięknych w gładkiej, niezaburzonej szwami linii cholewki. Ich zakup był jednocześnie jednym z bardzo pozytywnych doświadczeń kupowania przez internet – zamówiłem rozmiar, który zwykle noszę, przelałem pieniądze, otrzymałem niebawem przesyłkę z pasującymi butami.

Pierwszy rok przeżyły i wracają na bloga w towarzystwie starego, podniszczonego parkietu.

Lotniki

1

Cholewka ma się całkiem nieźle. Pokryta siateczką drobnych zmarszczek powstałych w użytkowaniu, charakterystyczną dla cielęcej skóry, nabrała jeszcze uroku. Od polerowania noski się wygładziły i bardzo łatwo doprowadzić je do błysku.

2

Co ważne, są niesamowicie wygodne. Skóra jest miękka i chociaż rozchodzenie ich, jak pamiętam, nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy przez jakie dane mi było przejść, teraz nie mogę rzec na nie złego słowa.

W komentarzach ktoś sugerował, że ze względu na konstrukcję fałdy i zmarszczki utworzą się bardzo szybko i będą nader widoczne. Nie wiem, czy mogę to potwierdzić – oczywiście fałdy pojawiają się przy chodzeniu, a i zaprzeczanie istnieniu zmarszczek miałoby coś w sobie z podstarzałej królowej zazdroszczącej baśniowej księżniczce urody. Jednak wcale nie wydaje mi się, żeby te skazy były bardziej wyraźne niż na innych butach – ba, tańszych butów z gorszej jakości skóry, jakie mam w posiadaniu, inna konstrukcja wcale nie chroni.

Osobną sprawą jest podeszwa – ze skóry, jednak jakość kruponu nie powala na kolana. Tu biję się w piersi – o skórzaną podeszwę trzeba dbać, zwłaszcza, gdy chodzi się tyle co ja. Zwłaszcza, gdy przy tym chodzeniu łapie człowieka deszcz, a buty muszą szorować po mokrych płytach chodnikowych, które na zmiękczoną wilgocią skórę działają jak tarka. To zaniedbałem.

3

Zwłaszcza w okolicach noska podeszwa jest mocno wytarta – jednak nici szwu nie wystają jeszcze z kanału i nie zaczęły się przecierać, a sama podeszwa, choć o fakturze, która nie przypomina nowej skóry, nie jest starta do szczętu – może nie jest więc za późno na podzelowanie jej u szewca. Na wymianę podeszwy nie ma co liczyć – raz, że nie wiem, czy w Krakowie znajdzie się ktokolwiek zdolny do takiego przedsięwzięcia, dwa, że przy sposobie szycia podeszwy zastosowanym w tych butach – Blake – jest to i tak, zgodnie z moją wiedzą, niewykonalne.

Oxfordy

4

Z nimi już nie polubiłem się tak bardzo. Nie mam zbyt wielu okazji do ich zakładania – zwłaszcza odkąd doedukowałem się, nabrałem trochę wyczucia i różnice w formalności elementów garderoby gryzą mi się „na oko”, a nie tylko w teorii.

Poza tym są wykonane z dużo sztywniejszej niż lotniki skóry, która moim stopom sprawiała do jeszcze stosunkowo niedawna sporo bólu.

5

Zaletą jest niewątpliwie łatwość, z jaką da się doprowadzić je do lustrzanego połysku. Ale przyznam, że zupełnie odwrotnie niż prawdziwy dandys, poświęciłbym nieco z tej łatwości osiągnięcia estetycznego efektu w zamian za trochę więcej wygody.

6

Z podeszwą sytuacja jest analogiczna. Choć noszone trochę mniej (ostały się jeszcze oryginalne fleki, które dopiero teraz koniecznie trzeba wymienić), podeszwy są w podobnie trudnym stanie i w momencie przypływu gotówki przejdę się z tą też parą do szewca.

Mam nadzieję, że dzięki temu posłużą mi nie tylko następny rok.

Zobacz też

15 komentarzy

  • Modini pisze:

    Jak na roczne użytkowanie stan bardzo dobry. Widać, że o nie dbałeś. Czy myślałeś o zelowaniu?

  • ,r pisze:

    Szymon, świetny blog!! Nie znałem go wcześniej, ale zasłużyłeś na pewno na wielu wielu czytelników :)
    Mr. Dede pozdrawia :)
    http://WWW.DEDE-MODA.COM

  • Marek pisze:

    Wyglądają bardzo dobrze.

    W skórzane podeszwy po prostu przestałem wierzyć. Te Twoje i tak wyglądają bardzo dobrze. Widać, że uważałeś. Moja wiara w skórzane podeszwy umarła, kiedy moją podeszwę w Meerminach trafił szlag po JEDNEJ, dosłownie, JEDNEJ wizycie po lekko mokrej drodze gruntowej, która trwała mniej niż 5 minut.
    Jedna wizyta Bexleyów w błocie zrobiła mi sieczkę z podeszwy.
    Jedne i drugie są już na gumie.

    Albo mam jakiegoś megapecha, albo buty z dobrą skórzaną podeszwą to wynalazek od tysiąca złotych w górę.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      A robiłeś cokolwiek w kwestii ich konserwacji?

      Podejrzewam też, że jakość kruponu ma niebagatelne znaczenie – tylko, że na buty w cenie, która by implikowała wysoką jakość tegoż mnie na razie raczej nie stać.

    • Marek pisze:

      Przepraszam, że po tak długiej przerwie odpisuję. Smarowałem je jakimiś tłuszczami saphira. Nic nie dało. Trafiło je od razu po wizycie na gorszym podłożu. Zresztą te skórzane podeszwy tak szybko się sypią, że nie wierzę w istnienie jakiegokolwiek dobrego środka na to (w przeciwieństwie do środku na górę buta). Po prostu albo bulimy ponad tysiaka za buty (a tutaj nawet nie jestem pewien skuteczności), albo lepiej od razu zelować.

  • Adam pisze:

    a jeśli można wiedzieć w jakim sklepie je kupiłeś?

  • herald pisze:

    Panowie polecicie jakiegoś szewca w Krakowie który potrafi dobrze podzelować skórzaną podeszwę?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Podzelowałem te lotniki w końcu u szewca na Urzędniczej. Ładna, cienka zelówka z porządnej gumy, starannie przycięta do kształtu podeszwy i podklejona bez syfu dookoła.

  • anonim pisze:

    Czy skóra cholewki i podeszwy jest lepsza w baxley czy otisopse? którą firmę pan poleca? Czy od razu zelować podeszwy?
    Chodzi mi np o oxfordy. Bo widzę że pan też ma oxfordy z firmy otisopse? Proszę o porównanie tych dwóch firm.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Obie firmy oferują produkt bardzo podobny jakościowo. Bexleye mają, z tego co zauważyłem, trochę grubszą podeszwę, ale Otisopse – ładniejsze kopyta. Niemniej ja z reguły zeluję podeszwy przy okazji pierwszej wymiany fleków, co na ogół następuje dosyć szybko, bo dużo chodzę i buty użytkuję bardzo intensywnie.

      Skóra cholewek też jest podobna jakościowo – raczej miękka, całkiem ładna i na zdecydowanie lepszym poziomie niż u polskich marek obuwniczych. Z markami premium np. angielskimi nie mam porównania.

  • Adam pisze:

    Ja mam to szczęście, że na utrzymanie butów nie muszę „bulić”. Mój tata jest szewcem i w dodatku  najlepszym w mieście.

  • Jack pisze:

    Gdzie dokładnie na ul. Urzędniczej?