Jakiś czas temu wrzuciłem krótki wpis o tym, jak to sobie przerobiłem kołnierzyk w koszuli, z paskudnego kenta na szeroki cutaway. Dokumentacja fotograficzna tego procesu mi się nie zachowała, albowiem cała sprawa początkowo wyglądała na kompletną porażkę i zrobienie tutoriala okazało się być niemożliwe. Dziś jendak, po kilku niezbyt udanych bojach z maszyną do szycia, żeby podbudować sobie poczucie własnej wartości i pokazać, że coś jednak umiem, powróciłem do tematu z inną koszulą. Oto jak to zrobiłem – i jakie są efekty.

01

Po pierwsze – rzeczy niezbędne:

  1. z pewnością – koszula, której kołnierzyk masz w planach przerabiać,
  2. druga koszula, z fajnym kołnierzykiem, który pozwoli ci określić, ile obecnego chcesz uciąć,
  3. miękki ołówek,
  4. ostre nożyczki,
  5. poręczna linijka,
  6. ciężka artyleria, czyli żelazko, oraz
  7. maszyna do szycia.

Po drodze przydatne okazały się jeszcze szpilki.

Szpilki krawiecie miałem na myśli.

Wziąłem więc koszulę Wólczanki, z półwłoskim kołnierzykiem i zaznaczyłem, jak dużo chcę się go  pozbyć.

02

Wybrałem tę koszulę, bo gładka niebieska albo w prążek dają się zestawić z bardziej formalnymi rzeczami i spinam wtedy kołnierzyk spinką. Ale ta, w fioletową kratkę vichy, jak ulał pasuje mi do mniej napiętych zestawów, a w nich półwłoski kołnierzyk jest dla mnie zwyczajnie nudny.

Następnie nożyczkami ostrożnie sprułem szwy przytwierdzające kołnierzyk do stójki. Ważne, by robić to delikanie i nie uszkodzić materiału – celem jest usunięcie tylko nici.

03

Podprułem szew trzymający kołnierzyk w całości po bokach – ten kołnierzyk posiada wszyte na stałe fiszbiny, chciałem się więc ich pozbyć.

04

Zanim jeszcze rozprułem cały kołnierzyk do końca, centymetr od zaznaczonej wcześniej linii narysowałem kolejną; odciąłem materiał wzdłuż niej, a potem pozbyłem się reszty szwu trzymającego kołnierzyk w kupie.

05

Następnym krokiem był wyprasowanie obu kawałków materiału, które teraz leżą sobie osobno i docięcie wszystkiego, co wystaje tak, jak nie trzeba (co było efektem cięcia materiału złożonego i zszytego).  Przyłożyłem je do siebie (lewe strony obydwu kawałków na zewnątrz) i zaznaczyłem na jednym linie szycia, w odległości około centymetra od krawędzi. Następnie zszyłem je ze sobą na maszynie.

06

Teraz kołnierzyk jest zszyty, ale wywleczony na lewą stronę. Przełożyłem go na prawą, rogi wypychając ołówkiem (możesz do tego zastosować dowolny długi nieostry i niezbyt giętki przedmiot, jak długopis czy drewnianą pałeczkę dołożoną do chińszczyzny z knajpy na rogu. Umytą). Po tym zabiegu kołnierzyk jest zdecydowanie bardziej trójwymiarowy niż bym sobie tego życzył, więc traktuję go żelazkiem (wspomagając się wodą w spryskiwaczu – moduł do pary mam zepsuty). Następnie obszywam dookoła, starając się, by szew był w równej odległości od krawędzi na całej swej długości.

07

Następnie kołnierzyk umieszczam z powrotem na jego miejscu, przypinając do stójki szpilkami (krawieckimi). Przyszywam na maszynie dwoma równoległymi szwami, jak to było pierwotnie. Te moje nie idą dokładnie tak, jak poprzednie, co widać na fotce – raczej równolegle, ale dalej od krawędzi. Nie, że tak powinno być – po prostu tak mi było łatwiej.

08

Teraz czas na usunięcie wszelkich wystających nitek, pozostałości po poprzednich szwach przeoczonych wcześniej – zrobiłem to trochę niedokładnie, będę skubał później. Najpierw wrzucę do pralki z nadzieją, że kilka zniknie samoistnie, bo jestem leniwy.

Efekt finalny prezentuje się następująco:

09

Miałem pewne obawy związane z faktem, że to sztywniejszy kołnierzyk niż ten od poprzedniej koszuli. Zastanawiałem się, czy uda mi się zaprasować krawędź (oryginalnie w miejscu tego niewidocznego szwu jest pojedyncza warstwa klejonki, a na całej powierzchni kołnierzyka – podwójna; po modyfikacji musiałem zgiąć i zaprasować tę podwójną), ale ostatecznie wyszło nieźle.

No, okazuje się, że nie mam całkiem dwóch lewych rąk. Od razu mi lepiej.

Zobacz też

12 komentarzy

  • Mariusz pisze:

    co to za krawat ?

  • Moni pisze:

    świetnie Ci to wyszło, właśnie odkryłam Twój blog pijąc poranną kawę i mimo iż jestem dziewczyną to będę tu zaglądała :) pozdrowienia

  • Tiger pisze:

    ja zaglądam właśnie dlatego, ze jestem dziewczyną, zawsze miło się patrzy na Szymona;) :*

  • Bartek pisze:

    Cześć,

    nie uważasz, że do takiego typu kołnierza lepiej wyglądałby krawat zawiązany w jakiś ciut masywniejszy węzeł? Może pratt?

    Pozdrawiam

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Nie lubię masywnych węzłów, nie lubię symetrycznych węzłów.

      Nie zgadzam się też z opinią, że cut-away ich wymaga. Cut-away ma w sobie ten włoski czar (nie bez przyczyny zwie się „włoskim”), zwiewność i pewność siebie, do której pasuje zawadiacki, niesymetryczny węzeł. Może mu nawet tu i ówdzie coś wystawać. Nigdy nie zawiążę do niego windsora czy pratta.

  • konik pisze:

    Jestem pełna podziwu! Gratuluje udanej przeróbki, która prezentuje się naprawdę dobrze. Też wydaje mi się, że te długie kołnierzyki nie wyglądają dobrze. I też nie lubię, szerokich węzłów. Ten rodzaj wiązania krawata dobrze wygląda z tym kołnierzykiem. Bardzo fajnie!