Zabierałem się do tego jak pies do jeża, bojąc się, że coś schrzanię. Marynarka to w końcu skomplikowana konstrukcja. Zdecydowałem jednak, że ta nie jest w zbyt dobrym stanie – w sumie nie będzie mi bardzo żal, jeżeli się zniszczy. Jeżeli nie – zacznę się z nią bawić dalej, próbując odzyskać ją jako użyteczny element garderoby. I będę miał materiał na notkę.

To marynarka z tego wpisu. Kupiłem ją za nieduże pieniądze na Allegro. Nie leży najlepiej, więc nie nosiłem jej bez swetra lub kardigana umożliwiającego rozpięcie jej i udawanie, że nic się nie dzieje.

Coś jest nie tak koło kołnierza, coś w ramionach (chociaż marynarka ma ramiona zupełnie miękkie, bez poduszek – może to więc nie jej wina, tylko moja). No i jest zbyt obszerna w okolicach talii. Ale podoba mi się jej kolor, podoba mi się faktura materiału, nakładane kieszenie, no i jest idealna jeżeli idzie o długość. Zacząłem więc od próby wytaliowania jej, by ocenić, czy ten zabieg jej pomoże i czy dalsze próby uczynienia z niej fajnego ubrania są w ogóle opłacalne.

Na razie bardziej wygląda na obraz nędzy i rozpaczy.

1

Marynarka nie ma podszewki, co ułatwia dobranie się do szwów. Gdyby podszewkę posiadała – należałoby najpierw rozpruć trzymające ją szwy. Tu tymczasem nie ma tego problemu, jest za to inny. Wzdłuż szwów znajduje się ozdobne stębnowanie.

2

Zdjęcia przedstawiają je od zewnątrz i od wewnątrz. Zacząłem więc od usunięcia stębnowania na szwie idącym przez środek pleców.

1-1

O tym, oznaczonym na szkicu czerwoną linią.

3

Nie usuwałem samego szwu. Zebrałem go za to najpierw szpilkami, a po przymierzeniu tak i zobaczeniu, że efekt mi odpowiada – przeszyłem igłą z nitką, żeby było trochę solidniej.

4

Tak powstała fałda materiału utworzyła łuk, najszerszy właśnie w okolicy talii. Nowy szew będzie w tym miejscu biegł około dwóch i pół centymetra od starego – czyli obwód marynarki zmniejszy się tu o pięć centrymetrów.

Myk polega na tym, by utworzony z zebranego materiału łuk zaczynał i kończył się łagodnie. Nowy szew musi zaczynać się na linii biegu starego i bardzo powoli się od niego oddalać – inaczej tkanina zacznie się tu marszczyć nieestetycznie. Na zdjęciach powyżej widać, że roboczy szew nie biegnie równolegle do starego – rozchodzi się z nim. Zacząłem więc zwężanie bardzo wysoko na plecach i poprowadziłem szew niemal przez całe plecy.

1-2

Na szkicu – marynarka jest złożona wzdłuż tego szwu, tak by materiał pleców złożył się na pół. Granatowa linia to fabryczny szew – po lewej jest trochę zapasu materiału, oczywiście. Czerwona linia pokazuje, jak poszedł nowy szew. Ważne, żeby marynarkę tak właśnie ułożyć i by po obu stronach fabrycznego szwu nowym złapać tyle samo materiału – żeby nowy szedł przez plecy prosto.

Jednak po ruszeniu tylko tego szwu, pod pachami zrobiły mi się nieładne wybrzuszenia materiału. Pozbyłem się więc stębnowania i zebrałem też materiał na szwie, który idzie spod pachy do kieszeni.

1-3

Znowu czerwona linia na schemacie – poniżej zdjęcie.

5

Nowy szew powstał tu w odległości chyba z pół centymetra od starego (czyli zwężając marynarkę jeszcze o centymetr w obwodzie talii – a biorąc pod uwagę, że to samo zrobiłem pod drugą pachą – dwa). Obwód marynarki stał się więc w sumie o jakieś siedem centymetrów mniejszy. Technika podobna jak przy poprawce pierwszego szwu – łuk delikatnie odchodzący od fabrycznego szwu osiągający te pół centymetra w najszerszym punkcie.

Podobnie jak w przypadku szwu na plecach, tu też najpierw poprowadziłem szew ręcznie, igłą i nitką. Ale tylko z jednej strony. Z drugiej szyłem od razu na maszynie – jestem leniwy.

Te dwa robocze szwy poprawiłem, rzecz jasna, na maszynie.

Kolejnym krokiem było odtworzenie stębnowania. Stębnowanie w masowo produkowanych marynarkach też robi się, oczywiście, maszynowo – to imitacja ręcznego szycia. Moja marynarka będzie je miała rzeczywiście wykonane ręcznie. Tu nie ma filozofii, nie będę wsadzał rysunku – to ten najprostszy szew igłą i nitką, tylko że po zewnętrznej stronie wbijasz igłę blisko miejsca, skąd wyszła (żeby tylko trochę nitki było widać), a po wewnętrznej – w większej nieco odległości.

Polecam na tym etapie odpalenie sobie jakiegoś serialu albo podcastu (warto patrzeć, jak się szyje, więc coś, co nie będzie angażować wzroku będzie z zasady lepsze); ja lubię This American Life i The Skeptic’s Guide to the Universe. Inaczej jest raczej nudno.

Tak wygląda skończony szew:

6

A tak wytaliowana marynarka:

7

Oczywiście nie pozbyła się ona wszystkich swoich mankamentów, ale po kolei. Uważam, że to dobry pierwszy krok.

Zobacz też

8 komentarzy

  • Jakub pisze:

    Piękna koszula pin collar, można wiedzieć skąd pochodzi i jaka była jej cena? :)

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Dostaję o to ostatnio trochę pytań, prawdopodobnie więc prędzej czy później pojawi się o tym wpis ;]

  • anonim pisze:

    Czy każdą marynarkę da się wytaliować na szwie pod pachą? nie zdeformuje to kieszeni? Krawiec mi powiedział że ciężko to zrobić (co prawda marynarka ma podszewkę ale nie wiem czy to wpływa na poprawki)- że będzie się źle układać bo na pachy najeżdża boczny szew. Czy w tej marynarce co pan ją talkował było trzeba naruszać kieszenie czy nie?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Nie, zebrałem tylko troszkę materiału od pachy do kieszeni.

      Pozostają jeszcze szwy idące od rękawów do szliców.

  • yoachim pisze:

    Witam serdecznie,

    chciałbym przy okazji tematu związanego z marynarką poruszyć trochę inną kwestię.

    Mam pewną marynarkę i chciałbym „wyposażyć” ją w stębnowanie. Czy jest to trudne i kosztowne do wykonania? Wydaje mi się, że maszyną krawiecką można to obszyć w odpowiedni sposób i nie powinno to sprawić większego problemu. Czy mam rację?

    Dziękuję za poradę, pozdrawiam.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Stębnowanie generalnie udaje szew ręczny – nie jest ciągłe. Można obszyć brzeg marynarki maszynowo (będzie to mniej formalne i, IMHO, mniej estetyczne), z czym krawiec sobie poradzi (trzeba to obszyć równo). Ręcznie obszyć też krawiec da radę bez problemu. Czy krawcy przeważnie dysponują maszynami, które są w stanie wykonać stębnowanie udające ręczne, ale mniejszym nakładem pracy – nie wiem.