Od wczoraj oficjalnie wiosna, ciepło i świeci słońce. Jednak jeszcze kilka-kilkanaście dni temu pogoda nie była tak zdecydowanie sympatyczna. Poza tym kto wie, co jej jeszcze do łba strzeli. Więc ostatni zestaw z rzeczami, które niedługo wylądują w szafie, by światło dzienne ujrzeć dopiero na jesieni. Z wyjątkiem brogues. Kolejnych butów, których prezentacja jest wynikiem współpracy z firmą Paretnope.pl.

01

Na wierzchu szara bosmanka, kupiona na wyprzedażowych resztkach, kiedy zrobiło się za ciepło na mój ogromny wojskowy płaszcz – ale coś na grzbiet prócz marynarki wypada wrzucić, żeby nie przemarznąć. Wymieniłem jej guziki na metalowe, brązowe. Poza tym jest szara, miękka, ale traktuję ją raczej jako placeholder czegoś, co będzie lepsze jakościowo. Niemniej prezentuje się dość przyzwoicie jako nienarzucające się okrycie wierzchnie.

03

Szalik, takoż łup wyprzedażowy, to inna zgoła historia. Planuję go sobie zatrzymać na dłużej. Choć wykonany z jedwabiu, nie jest bynajmniej cienkim szaliczkiem, a mięsistym i fajnie grzejącym kawałkiem materiału, który jest na dodatek cudownie miękki.

04

Marynarka to ta, którą niedawno taliowałem. Urządzeniem nazwanym przez kogoś zmyślnego „golarką do odzieży” pozbyłem się kuleczek, efektem czego nabrała nieco świeżości; wymieniłem też guziki.

06

Słowo daję, że nie zakładałem bransoletki z kotwicą myśląc świadomie, że będzie do tych guzików pasować.

05

Wełniana poszetka, sweter v-neck z wełny merynosa, koszula kupiona w secondhandzie z błękitnej bawełny oxford oraz jedwabny knit dopełniają niezobowiązującego, ciepłego zestawu.

Tkaniny są matowe, o widocznej, ciekawej strukturze. To wszystko obniża formalność, ale nie jest nudne. Coraz częściej ostatnimi czasy skłaniam się raczej ku interesującym fakturom niż wyraźnym wzorom. Tu jedyne wzory jakie widać to duża krata na poszetce i paski na krawacie, ale to akcesoria, na dodatek w większości zakryte.

Faktury działają dużo subtelniej. Dziergany krawat i sweter mają widoczną strukturę; bawełna oxford koszuli jest matowa i trójwymiarowa, nie płaska i cienka jak koszule z popeliny. Włochata flanela marynarki aż chce się dać dotknąć.

10

Pozostaje obuwie. Do takiego codziennego smart casualu idealne będą brogues. Te pochodzą ze sklepu Partenope.pl; uszyte z cielęcej skóry w Neapolu, ze skórzaną podeszwą przyszytą metodą Blake Rapid.

07

Pełne brogues to buty z noskiem w kształcie skrzydełek (wingtip), z ozdobnym dziurkowaniem (medalionem) i perforacjami wzdłuż szwów (brogowaniem). Występują w różnych odmianach – semi-brogues mają nosek już normalnie nakładany, bez skrzydełek; quarter-brogues na dodatek pozbawione są medalionu. Odmian pośrednich i wariacji na temat jest multum i to temat na osobną notkę.

09

Im więcej zdobień, tym niższa formalność buta. Pełne brogues będą więc najmniej formalne – to nie są garniturowe buty, ale do marynarki i krawata jak najbardziej pasują.

Brogues występują też jako oxfordy i derby. Te pierwsze to buty z zamkniętą przyszwą – element z dziurkami na sznurowadła od dołu wszyty jest pod cholewkę buta i nie „otwiera się”. W derbach jest na odwrót. To derby są mniej formalnym rodzajem obuwia i to derby mam na tych zdjęciach właśnie na nogach, chociaż sam jestem fanem raczej oxfordów.

08

Brogues też najlepiej wyglądają w brązach. Te są wciemnym, czekoladowym brązie, który ładnie pasuje do granatowych spodni i szarości dominującej w reszcie zestawu.

Chociaż mam nadzieję, że na razie nie będę musiał znowu wyciągać tej flanelowej marynarki z szafy, to w tych broguesach planuję przejść przez wiosnę.

Wpis powstał przy współpracy z Partenope.pl.
Zdjęcia: Marta Nawrot

Zobacz też

17 komentarzy

  • Teo pisze:

    Gdzie kupiłeś taką bransoletkę ? szukałem podobnych w Polsce i niestety nie znalazłem nic

  • Paweł pisze:

    Jak sprawdza się podeszwa skórzana w butach ? Była podzelowana ?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Na razie nie była. Buty mam krótko, więc wiem tylko, że na razie są bardzo wygodne, a podeszwa miękka. Jak się będzie sprawdzać na dłuższą metę, dowiem się za jakiś czas.

      Do tej pory podzelowałem jedne buty, lotniki z Bexleya szyte metodą Blake, no i dopiero po ponad roku chodzenia (i raczej braku szczególnej pielęgnacji podeszwy). Mam nadzieję, że te będą sprawiać przynajmniej równie dobrze.

  • Kirk pisze:

    Fajne buty. Szkoda tylko, że u włoskiego producenta – http://otisopse.it/ – można je dostać prawie o połowę taniej niż w Polsce. Pozdrawiam.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Sto euro, plus przesyłka z Włoch, jeżeli uda ci się w ogóle zamówić w ich sklepie internetowym (mnie nie wpuszcza w ogóle z polskiego IP). No rzeczywiście, prawie połowę taniej. Dla bardzo, bardzo, bardzo szerokiego znaczenia słowa „prawie”.

      Dołóż do tego możliwość łatwych zwrotów czy wymiany, kontakt ze sprzedawcą po polsku i czas oczekiwania na przesyłkę dwóch-trzech dni, zamiast kilku tygodni.

  • Kirk pisze:

    Jasne, szybsza dostawa i ewentualna wymiana lub zwrot, a także lokalny kontakt to niewątpliwe atuty. Pytanie tylko, ile chcemy za te atuty zapłacić. Bo nie oszukujmy sie, zawsze decyzja o zakupie zależy od stosunku jakość/cena. A w cenie ok. 600 zł za parę możemy kupić sobie Meerminy albo nieco dołożyć i trochę poczekać, żeby wziąć dwie pary Bexleyów na wyprzedaży. Zresztą zakupy przez net z zagranicy to nie taki diabeł straszny – sam chyba o tym wiesz właśnie po zakupie Bexleyów.
    Poza tym można sprzedawać w Polsce zagraniczne buty z dużo mniejszym narzutem. Pierwszy przykład z brzegu:
    http://www.gordonbros.de/kollektion/
    http://sklep.klasycznebuty.pl/gordon-bros,123.html
    Tu, przy podobnej cenie wyjściowej, mamy różnicę na poziomie 40-80 zł, a nie 150-250 zł. Wiadomo, że Niemcy to co innego niż Włochy, ale jednak Włochy to nie koniec świata, z którego wysyłka będzie kosztować krocie.

    Tak czy siak, tak jak napisałem – buty ładne, ale przy takiej cenie w polskim sklepie się nie skuszę.Zamiast tego wolę wspomniane Gordon & Bros albo Bexley. Skoro jednak jesteś zadowolony ze swojej pary Otisope, to git 😉

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Wszystko zależy. Takie wyliczenia, za ile się da sprzedawać takie buty i z jaką marżą, są mało warte, jeżeli nie są oparte o jakieś sensowne dane. Bo idąc tym tokiem rozumowania, da się buty sprzedawać nawet taniej, niż w sklepie oryginalnym. Więc niektórzy chyba z konia spadli nakładając dwie i pół stówy marży!

      Tymczasem nie ma tak prosto – wszystko zależy, jak dużym jesteś graczem, jaki masz obrót, ile musisz zarobić, żeby się nie tylko utrzymać, ale i żeby interes był dla ciebie opłacalny, tj. żebyś wyszedł na więcej niż zero. Jeżeli jesteś małym sklepem, który sprzedaje fajne buty, ale stosunkowo mało znanej, niedużej marki (tu się urywa analogia do Gordon & Bros), to obawiam się, że 40-80zł różnicy w cenie na parze butów cię nie urządzi. Chyba, że uważasz, że dystrybutor powinien pracować charytatywnie, a najlepiej jeszcze dopłacać do każdej sprzedanej pary. Tylko obawiam się, że to nie będzie dający się utrzymać na dłuższą metę model biznesowy.

      Ja mam porównanie z Bexleyami – jakość jest podobna, ale kopyto Otisopse podoba mi się zdecydowanie bardziej niż to francuskie. A cena nie różni się bardzo, szczególnie wliczając przesyłkę.

  • Kirk pisze:

    Firma sprzedając produkt mało znanej marki za cenę, która jest dla przeciętnego Kowalskiego wysoka musi się liczyć z tym, że będzie mieć niewielu potencjalnych klientów. Dlatego żeby wyjść na swoje musi podciągnąć marże do góry (bo gdyby miała szerokie grono kupujących, to byłaby w stanie utrzymać się na niższych marżach, ale za większą liczbę produktów). To jest jasne i z tym się nie kłócę.
    Ja jednak patrzę na sprawę z punktu widzenia konsumenta, a nie sprzedawcy. A jako konsument chcę dostać produkt o jak najlepszej relacji jakość/cena. Cenowo (500-800 zł) buty Otisopse lokują się na tym poziomie co Gordon, Meermin, Bexley, Berwick, Loding, a może i Herring na jakiejś promocji. I to są znane marki, o których możemy naczytać się w necie do znudzenia. Problem z Otisopse jest taki, że ta firma jest właśnie bardzo mało znana – na BWB i Styleforum ktoś o nich napomknął ze dwa razy, są wpisy Twój i Mr Vintage, a poza tym nic sensownego nie udało mi się znaleźć. Tym samym jakość tych butów pozostaje dla mnie niewiadomą. A przed zakupem chciałbym zapoznać się z opinią kogoś, kto używał tych butów chociaż przez kilka miesięcy. Może to brzmi asekurancko, ale nie chcę popełnić błedu, który wcześniej popełniałem wielokrotnie kupując badziew od polskich producentów butów, który po kilku miesiącach nadawał się tylko na śmietnik – myślę, że wiesz, o czym mówię. Dlatego też zakup Otipose widzę jako zbyt ryzykowny. Co jednak nie oznacza, że nie zmienię zdania w przyszłości.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      W tym aspekcie rozumiem cię doskonale.

      Pozostaje mi rzec, że będę donosił, jak się te buty sprawują z czasem. Na razie na podstawie doświadczeń z kupionymi na jesieni trzewikami Otisopse jestem nastawiony pozytywnie – przechodziłem w nich zimę, chociaż łagodną, to tu i ówdzie mokrą; sprawują się bardzo fajnie. A jak będzie z tymi, okaże się.

  • Kirk pisze:

    Wobec tego życzę dalszego pomyślnego używania, czekam na dalsze relacje oraz porównanie do Bexleów (i ewentualnie innych nabytków) oraz pozdrawiam.

  • noname pisze:

    Czy guziki z kotwica byly plastikowe czy metalowe? (Czy plastikowe beda zle wygladac)

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Plastikowe niestety, i gdy marynarkę wyciągnę z szafy, to pewnie je wymienię raz jeszcze, na coś innego, bo jednak nie do końca mi odpowiada ich wygląd.

  • Artix pisze:

    Jakiej firmy jest ta bosmanka? Takiej właśnie szukam.

  • Cube. pisze:

    Możesz podać link do tej bosmanki? Nie mogę jej znaleźć na stronie Pull & Bear…