Pisałem przy okazji ostatniego wpisu o granatowym garniturze, że lubię spodnie na szelki. Są wygodne – utrzymują spodnie w należnym miejscu przez cały dzień, więc nie ma między innymi problemu ze zmienną długością nogawek. 

Chociaż klasycznie szelki poleca się mężczyznom posiadającym trochę za dużo centymetrów w obwodzie brzucha, pozwolę sobie nie zgodzić się z tym tak do końca. To znaczy: oczywiście, spodnie leżące w pasie, a więc na brzuchu, będą u nich wyglądać korzystniej, niż zapięte pod wystającym brzuchem. A żeby się w tym pasie trzymały, muszą być szelki – bo pasek nie da rady.

Ale i szczupli mężczyźni o wąskich biodrach skorzystać mogą z szelek. Spodnie zapinane paskiem potrafią zjeżdżać na biodra mimo wszystko – co ma znaczenie szczególnie w spodniach z normalnym i wyższym stanem (garniturowych), a nie modnych współcześnie biodrówkach. W ogóle preferuję takie spodnie – uważam, że dzielą one sylwetkę w sposób dużo bardziej optycznie korzystny, nadając jej prawidłowych, ładnych proporcji, zamiast wydłużać tułów niepotrzebnie. Spodnie z wyższym stanem mają jeszcze jedną zaletę – zdecydowanie lepiej trzyma się wsadzona w nie koszula, nie wybrzuszając się tak nad paskiem wraz z kolejnymi ruchami, a szelki jeszcze lepiej ją na swoim miejscu przytrzymują. Noszenie spodni z niskim stanem na szelkach jest technicznie wykonalne, ale nie będzie aż tak komfortowe.

szelki

Szelki mają prostą konstrukcję – uchwyty na guziki, przeważnie dwa z przodu i jeden z tyłu, oraz paski powodujące, że spodnie nimi podwieszone opierają się na ramionach. Paski te mogą być wykonane w całości z elastycznej gumy, lub też z materiału nieelastycznego (np. jedwabiu), zostawiając tylko jeden fragment gumy, niezbędny, by podczas siadania nie wyrwać guzików ze spodni.

szelki2

Najpopularniejsze są szelki w kształcie litery Y, czyli posiadające jeden pasek z tyłu, ale występują także w kształcie X, jak na rysunku powyżej.

Jedwabne szelki są niewątpliwie ładniejsze – spotkałem się też z opiniami, że lepiej trzymają spodnie na miejscu niż te wykonane w całości z elastycznego materiału. Są jednakże droższe, co ma dla studenckiego budżetu niebagatelne znaczenie.

szelki3

Uchwyty na guziki mogą wyglądać różnie; ten pierwszy na rysunku powyżej to bodaj najpopularniejsza opcja. Może być jednak tak, że uchwyt nie jest wykonany ze skóry, a na przykład z grubej tkaniny. Takie szelki spotkać można czasem w komplecie z casualowymi spodniami z sieciówek. Nie jest to całkiem głupie rozwiązanie, bo powinny ładnie komponować się ze spodniami na przykład z lnu czy bawełny – być spójne w casualowej lub smart-casualowej estetyce.

szelki4

Zupełnie nie przekonują mnie za to szelki na metalowe żabki. Oprócz tego, że mogą one zniszczyć tkaninę spodni, uważam je za rozwiązanie podobnie stylowe, jak zawiązana fabrycznie mucha czy krawat na gumce. Nie każdy podziela moją opinię, dodam gwoli uczciwości, niemniej ja mam dokładnie takie skojarzenia i nic już z tym nie zrobię.

Spodnie noszone z szelkami powinny mieć guziki. Spodnie garniturowe nie powinny mieć szlufek – da się je wypruć, przy czym warto poprosić o to krawca, jeżeli nie czujesz się na tyle pewnie, by zrobić to samodzielnie. Przy bardziej każualowych spodniach, obecność szlufek na pasek tak nie razi, ale ważne jest, by nigdy, przenigdy nie zakładać szelek i paska jednocześnie. Po prostu nie.

Guziki można sobie przyszyć samemu – te w różnych moich spodniach mają 15-20mm średnicy i rozmieszczone są z przodu: nad kieszenią i nad najbliższą szlufką znajdującą się bardziej do środka, co w tym wypadku oznacza 8-9cm od kieszeni. Z tyłu sytuacja jest prostsza – dwa guziki w równej odległości od tylnego szwu.

szelki5

Wszyte są od wewnątrz. Niektórzy guziki z przodu wszywają od wewnątrz, a z tyłu – dla komfortu – od zewnątrz. Generalnie przy spodniach garniturowych powinny być one wszyte od środka, przy każualowych – jak wolisz.

Pozostaje pytanie, gdzie nabyć takie akcesorium. Jak wspomniałem, część sieciówek miewa w ofercie spodnie z szelkami, które nadają się do niezbyt formalnych zestawów. Takie do garniturów oferuje, oprócz zagranicznych sklepów typu SuitSupply, sklep internetowy PewienPan.pl. Jeżeli należysz do bardziej zamożnej części studenckiej braci, lub też w ogóle opuściłeś ten stan i zarabiasz dużo pieniądzów, możesz w sklepie internetowym Zaremby kupić szelki Alberta Thurstona, firmy słynnej właśnie z produkcji tego dodatki. Dla tych mniej zamożnych istnieje jeszcze opcja skomponowania z różnych elementów może nie tak ładnych, ale całkiem funkcjonalnych szelek od gościa, który sprzedaje je na Allegro.

Zobacz też

15 komentarzy

  • J. pisze:

    Bardzo fajny artykuł, ale mam czepialski komentarz językoznawczy, który dojrzewał już od pewnego czasu. 😉 Słowo „każualowy/każualowe” – z tego, co wiem, ukute na blogu Szarmant i uporczywie promowane przez właściciela tegoż. Nie mieści się w systemie języka polskiego, ani w żadnej z norm (nigdy zresztą nie zostanie skodyfikowane, ponieważ to typowy błąd językowy). Osobiście chciałbym, żebyśmy wszyscy mogli jak najprędzej zapomnieć o tym potworku, co wymaga świadomego wypraszania go z tekstów. 😉 „Każualowy” nie zgadza się z żadnym z kryteriów poprawności językowej (np. funkcjonalnie lepsze słowo to po prostu „swobodny”, wraz z synonimami; podobnie „nieformalny”, „mniej formalny” itp.), nie wypełnia luki w określeniach związanych z nazywaniem czegoś, zupełnie nie brzmi i jest po prostu… brzydkie. Może narażać użytkownika na podejrzenia o niską świadomość językową, co zupełnie nie zgadza się z twoim przemyślanym, porządnym stylem wypowiedzi. :)

    TLDR: „Każualowy” – słowo mniej eleganckie niż szelki na żabki i krawat na gumce w jednym.

    😉

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Pozwolę sobie wyrazić opinię odmienną – otóż moja świadomość językowa dopuszcza istnienie idiolektu niechętnie zamykającego się w ramach skodyfikowanych norm poprawności języka. I chociaż, rzecz oczywista, nie wszędzie na ten idiolekt jest miejsce (na przykład w oficjalnej korespondencji), to jednak blog jest na tyle osobistą i nieformalną (ha!) platformą, że pozwalam mu tu grasować. Bo go lubię.

      PS. „TLDR” chyba też nie mieści się w systemie języka polskiego.

  • Symeon pisze:

    Słowo „każualowy” jest brzydkie, ale w kontekście ubraniowym chyba jednak dopuszczalne. Słowa typu „swobodny” i „mniej formalny” nie są tak celne, jak „każualowy” – wystarczy użyć tego ostatniego, a zorientowani w temacie od razu wiedzą, o czym mowa.

    Słowo „każualowy” nie jest błędem językowym jako takim, tylko zapożyczeniem. O zasadności zapożyczeń i ich przystawalności do rodzimej mowy można oczywiście dyskutować, ale nie wiem, skąd pojawiła się kategoryczna opinia, że słowo to nigdy nie zostanie skodyfikowane. W słowniku języka polskiego można spotkać większe potworki.

    Z dwojga złego lepiej „każualowy” niż „casualowy”. No i nie ma co fetyszyzować tego słowa. O ile jest ono bardzo hasłową, skondensowaną nazwą dla swojego desygnatu, o tyle w dłuższej wypowiedzi radziłbym go nie nadużywać, pamiętając o „swobodnym” i „mniej formalnym”.

    • luk pisze:

      Świetny blog, Panie Szymonie! A z ‚każualem’ – nie pierwszy, nie ostatni to anglicyzm zasymilowany. Poza oczywistym dla Europy pochodzeniem od łaciny i greki, język polski jest pełen francuszczyzny, germanizmów i rusycyzmów, na których pochodzwenie nikt już nie zwraca uwagi. Butonierka, degażówka, czy też ‚zwyczajne': garaż i kartofle? Zgadzam się, że powinniśmy dbać o kulturę języka i używać odpowiednich rodzimych sformułowań, zamiast nasycać go sztucznie makaronizmami, sugerującymi światowość autora tekstu? A może po prostu leczącymi nas z naszych polskich kompleksów. Określenia „styl swobodny”, „styl luźny” budzą u mnie luzacko-bałaganiarskie konotacje. Bardziej trafnym znaczeniowo określeniem byłoby „styl nieformalny”, bądź „półformalny”, albo może „styl codzienny”?

  • Bartosz pisze:

    Marka Trafalgar oferuje także ciekawe wzory i równie ciekawą cenę za swoje wyroby (195$), ale jeżeli ktoś nie szczędzi na sobie to warto rozpatrzyć to. :) Kupno szelek A. Thurston to moje marzenie, ale póki co zadowalam się tym, co posiadam – 4 na guziki i tyle samo na „żabki”, które planuje przerobić na ten pierwszy typ. ^^

    Ten gość z Allegro ma swojej ofercie również szelki jedwabne i żakardowe, kiedyś może było je nawet tam kupić, ale chyba nie zdobyły dużej popularności, ale na jego stronie chyba nadal można je nabyć; a te oferowane na PewienPan.pl ładne są, ale jedno w nich mi się nie podoba – łączenie metalowymi nitami skórzanych elementów z przodu, zdecydowanie preferuję zszywanie tego, wg mnie wygląda to zdecydowanie estetyczniej.

  • KarloS pisze:

    Mnie w szelkach przerażają dwa aspekty, ale jestem teoretykiem w tej kwestii, bo noszenia szelek 20 lat temu nie liczę 😉

    1. W gorące dni szelki sprawiają, że koszula jest bardziej przylepiona do ciała (tak, przylepiona do człowieka, który się poci). Innymi słowy utrudniają przepływ powietrza wewnątrz.
    2. Szelki sprawiają, że koszula się deformuje i gniecie w miejscach, gdzie szelki ją przyciskają.

    Jak wyglądają te kwestię z praktycznego punktu widzenia?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      1. Nigdy nie poczułem, żeby szelki robiły mi naprawdę różnicę w obiegu powietrza. Jeżeli jest dość gorąco, by było to poza moją strefą komfortu, to szelki nic nie zmieniają.

      2. Owszem, może się trochę gnieść na ramionach. Ale to nie są duże rzeczy, a po założeniu marynarki – niewidoczne. Poza tym to nie uszkadza koszuli. Koszula nie ma przecież na ramionach wkładów jak marynarka, które mogłyby się na dłuższą metę deformować.

  • Kuba pisze:

    Chciałbym zadać pytanie o kolor szelek noszonych do garnituru. Czy mają być one w kolorze koszuli (białe) czy też w kolorze marynarki ?

    Pozdrawiam

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Jako, że szelki są z reguły niewidoczne, mogą być w dowolnym kolorze. Trochę jak krawat – dobrze, jak się ładnie zgrywają z resztą stroju, ale nie muszą być w tym samym kolorze, co jakieś konkretne jego elementy.

    • Kuba pisze:

      Dziękuję za informację. Czy wielkim błędem jest noszenie szelek na guziki do spodni garniturowych ze szlufkami ?
      Szelki to fajna sprawa ale trochę szkoda mi pozbywać się możliwości założenia paska. Pozostaje albo kupno drugiej pary spodni, przeznaczonej tylko na szelki (niestety istnieje ryzyko, że wystąpi różnica w kolorze spodni i marynarki) lub kupno drugiego garnituru.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Generalnie w przypadku garnituru lepiej to wygląda, gdy nie ma szlufek. W przypadku casualowych spodni nie ma takich obostrzeń.

      Natomiast tak naprawdę krzywo nikt na ciebie nie powinien patrzyć za bardzo.

  • Lepki pisze:

    Cześć, zastanawiam się właśnie nad szelkami do spodni garniturowych, ale…. Nie mam w swojej okolicy sprawdzonego krawca, sam też nie chcę się brać za wszywanie guzików i usuwanie szlufek, klipsy odpadają, bo jednak ząbki mogą zniszczyć materiał spodni w miejscu przypięcia i tutaj nasuwa się myśl o szelkach z karabińczykami przypinanymi do szlufek. Co Pan o tym sądzi? Wg mnie wygląda to lepiej niż „żabki” (chociaż gorzej niż szelki na guziki) i nie muszę ingerować w spodnie (szycie, odpruwanie, noszenie do krawca) . Wspomniany w końcówce postu sprzedawca z allegro właśnie takie ma w swojej ofercie.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Można wszyć guziki zostawiając szlufki, w mojej opinii ze wszystkich rozwiązań pośrednich ta razi najmniej (a w spodniach mniej formalnych – w zasadzie wcale). A guziki przyszywa się do wewnętrznej warstwy materiału w pasie – nie przebijając się na wylot. Od zewnątrz nic wtedy nie widać – więc ryzyko zepsucia czegokolwiek jest niewielkie. Sądzę, że każdy sobie z przyszyciem kilku guzików poradzi, to nie jest jakaś sztuka – i tę opcję rekomenduję, bo wygląda najlepiej.