Bardzo lubię marynarki – stały się podstawą moich codziennych zestawów. Ubieranie się w takim stylu jest tak naprawdę bardzo proste, zwłaszcza gdy przy kompletowaniu szafy stawia się na uniwersalne klasyki – wystarczy chwycić oprócz niej jakieś spodnie i koszulę, dobrać dodatki w postaci butów, krawata i poszetki, et voila. Czasem jest jednak po prostu za gorąco.

Nie lubię jednak nosić koszuli bez niczego na wierzchu. Tu z pomocą przyszła lniana kamizelka, będąca jedynym elementem trzyczęściowego garnituru, jaki udało mi się kupić w tym sezonie (marynarek w moim rozmiarze już nie było, kiedy uznałem cenę za sensowną).

Nie bardzo mi to jednak wadzi, bo fajny materiał i dość neutralny kolor pozwalają nosić ją także w innych zestawieniach, jako zdekompletowaną kamizelkę. Plecy, wykonane także z lnu, a nie materiału podszewkowego, dają zaś pewien komfort w noszeniu jej solo.

Koszula, która jest pod nią to biały royal oxford. Po powiększeniu zdjęcia powyżej powinna ładnie być widoczna jej faktura – gładsza i delikatniejsza niż zwykły oxford, za to o jeszcze bardziej bodaj otwartym i przewiewnym splocie. Szybko stała się moją ulubioną.

01

Brązowe chino kupione przy okazji likwidacji salonu Cottonfield pojawiły się tu już. Brąz z beżem i bielą to bardzo bezpieczne i może trochę nudne połączenie, ale też nie każdy zestaw musi od razu być krzykliwy kolorystycznie, szczególnie, jeżeli zawiera w sobie takie fajne faktury.

Na nadgarstku bransoletka z Trashness, a w dłoni przechodząca ekstensywne testy polowe własnoręcznie uszyta płócienna torba ze skórzanymi uchwytami. Jak na razie sprawdza się fajnie, mieszcząc swobodnie kilka książek, szpitalne ubranie i buty na zmianę niezbędne na wakacyjne praktyki, oraz parę innych drobiazgów.

02

Zamszowe brogues pasują do ogólnej swobody zestawu – pozbawionego marynarki i krawata – ponadto są naprawdę wygodne, co skłania mnie do ich częstego użytkowania.

Zdjęcia: Mr Faceless

Zobacz też

9 komentarzy