W poprzednim wpisie mieliście okazję zobaczyć mój pierwszy garnitur uszyty u krawca. Dzisiaj postaram się opisać, jak przebiega zamówienie marynarki na miarę. Nie kreuję się na specjalistę w dziedzinie bespoke – ale mam nadzieję, że moje doświadczenia okażą się komuś pomocne.

Szycie na miarę to w ogóle specyficzne doświadczenie. Powstawanie ubrania w ten sposób trwa długo – masz mnóstwo czasu na to, by każdy detal przemyśleć sobie jeszcze na etapie powstawania, a jednak dopiero przy odbiorze dowiesz się, jaki jest efekt końcowy.

Są pracownie krawieckie, które mają swoją renomę i wyrobiony styl – idąc tam, mniej więcej wiesz, czego się spodziewać. Krakowska pracownia Turbasy szyje raczej ciężko i sztywnie, natomiast warszawski Zaremba idzie w stronę włoskiej lekkości. Ale umówmy się – ceny w tych pracowniach są dla większości normalnych śmiertelników nieosiągalne, tym bardziej nieosiągalne są dla studenta takiego jak ja.

Co nie oznacza, że szycie u tańszego krawca to nie jest poważny wydatek. Jest. Ale z pewnością nie aż tak kosmiczny. Problem polega na tym, że starej daty krawiec w pracowni znanej tylko lokalnie może mieć zupełnie inne wyobrażenie na temat tego, jak ma wyglądać garnitur, niż jego młody, oglądający zdjęcia z Pitti Uomo i rozmaitych modowych tumblrów klient. I tu zaczynają się schody – bo trzeba dobrze wiedzieć, czego się chce i umiejętnie pokierować krawca, by to otrzymać.

Przygotowanie do zamówienia

Gdy przekroczysz progi pracowni, porozmawiasz z krawcem, w próbnikach znajdziesz materiał, z którego chcesz uszyć marynarkę czy garnitur – warto przygotować się do rozmowy, którą odbędziesz zamawiając ubranie na miarę.

Zapytaj krawca, czy szyje na płótnie, czy klei (używa fizeliny, przyklejanej do materiału celem jego usztywnienia). Płótno jest lepsze – lepiej się układa, lepiej zachowuje kształt, lepiej oddycha. Dopytaj o takie rzeczy, jak poprawki już po odbiorze, albo co, jeżeli z efektu nie będziesz zadowolony.

Omówić trzeba ogólny zarys. W moim przypadku – że ma to być marynarka na dwa guziki, dość krótka, mocno dopasowana, z klapami w szpic. Guzik nisko, kozerka wysoko. Kieszenie cięte, proste, z patkami. Dwa szlice. Mała pacha – czyli otwór, w który wszyty będzie rękaw. Delikatnie, symbolicznie wręcz wypełnione ramiona. Przecięte dziurki na rękawach – lubię ten detal, ale nie każdy krawiec traktuje je jako standard, czasem trzeba o nie wyraźnie poprosić.

Niektóre z tych rzeczy będzie się dało poprawić na przymiarkach. Ale innych raczej nie ruszysz. Wysoką kozerkę trzeba często akcentować i to już na tym etapie – podniesienie jej może się okazać niewykonalne po pierwszej przymiarce.  Podobnie z małą pachą – zawsze da się ją poszerzyć, ale zmniejszyć już nie. Z racji braku całkowitej jednolitości nazewnictwa w polskim krawiectwie, możesz być zmuszony do opisania niektórych detali dokładniej.

Dobrze jest przynieść zdjęcia ubrań, które ci się podobają i na których chcesz się wzorować. Pokazać krawcowi, co jak ma wyglądać, zwrócić uwagę na każdy detal.

Możesz napotkać na opór – stanowczo, ale grzecznie i z szacunkiem stawiaj na swoim. W końcu to będzie twoje ubranie.

Przymiarki

Tradycyjnie są trzy. Praktycznie może okazać się, że będzie ich więcej lub mniej. Nie u każdego krawca wyglądają tak samo – ja opiszę, jak wyglądały w moim przypadku, u pana Andrzeja Kuci, mającego pracownię na Gertrudy 8 w Krakowie.

Na przymiarki najlepiej przychodzić w rzeczach, które będziesz nosić z ubraniem, które szyjesz. To znaczy, w przypadku marynarki – koszula i krawat pozwolą dużo lepiej ocenić, jak leży całość, jak długie są rękawy i jak układa się kołnierz, niż gdybyś miał na sobie t-shirt. Jeżeli szyjesz spodnie – przyjdź w skórzanych półbutach, a nie sandałach albo roboczych trzewikach, żeby móc dobrze dobrać długość.

Pierwsza przymiarka

pierwsza-przymiarka

Na pierwszej przymiarce marynarka niekoniecznie wygląda jeszcze jak marynarka. Raczej jak pozszywane ze sobą kawałki materiału, które kiedyś nabiorą kształtu. Jest trochę dłuższa, trochę luźniejsza niż będzie finalnie – na tej przymiarce właśnie długość i stopień dopasowania można dostosować do preferencji klienta. Klapy są niewykończone – powinieneś widzieć zamiast nich nieokryte materiałem płótno. Warto podczas pierwszej rozmowy z krawcem ustalić szersze nawet klapy, niż chcesz je docelowo – podczas przymiarki można je zwęzić, ale poszerzyć już nie.

Kieszenie są już przecięte, ale zafastrygowane – nie da rady więc zamienić prostych na skośne, lub ciętych na nakładane. Natomiast możesz jeszcze zadecydować, czy chcesz patki, czy nie.

Warto też omówić wielkość, umiejscowienie i kształt brustaszy – kieszonki piersiowej. Krawiec powinien narysować ją kredą na materiale, by pomóc ci ją sobie zwizualizować.

Druga przymiarka

druga-przymiarka

Podczas drugiej przymiarki marynarka powinna być odpowiedniej długości i lepiej dopasowana. Taliowanie można dostosowywać w zasadzie na każdym etapie, nawet po zakończeniu pracy nad ubraniem, niemniej warto postarać się o to, by osiągnąć pożądany efekt już teraz. Warto porozmawiać o szerokości marynarki w ramionach, wypełnieniu ramion i wszyciu rękawa – ja chciałem uzyskać możliwie naturalny efekt, bez dodatkowego podkreślania linii ramion poduszkami.

Omówić można stopień rozchodzenia się marynarki poniżej zapięcia guzika. Zwróć też uwagę, jak marynarka leży na plecach.

U mnie na drugiej przymiarce marynarka miała już podszewkę, a także kieszonkę piersiową.

Trzecia przymiarka

trzecia-przymiarka

Na trzeciej przymiarce marynarka ma już rękawy. Są przyszyte fastrygami, a przymiarka pozwala skorygować ich długość, a także ocenić, jak marynarka leży w ramionach.

Gotowy jest też kołnierz i marynarka ogólnie bardzo przypomina finalne ubranie. Pozostają jeszcze detale, które warto omówić z krawcem. Ostatecznie można zadecydować o umiejscowieniu guzika, wielkości i kształcie butonierki (ja chciałem prostą, bez kółeczka, przeciętą), wspomnieć raz jeszcze o przeciętych dziurkach na rękawie, o stębnowaniu. Kolor nici, którymi obszyte są dziurki akurat pozostawiłem panu Andrzejowi – użył nici w kolorze kratki na materiale. Korekty dotyczące stopnia taliowania są nadal możliwe.

Odbiór gotowej marynarki

odbior

Gotowa, skończona i wyprasowana marynarka powinna nadawać się bez problemu do założenia i leżeć, cóż, jak uszyta na miarę.

Dobrze jest ponosić nowe ubranie, przyzwyczaić się do niego przez kilka tygodni. Jeżeli zauważysz przez ten czas jakieś mankamenty, przejdź się do krawca, by je jeszcze omówić i poprawić. I ciesz się swoim nowym ubraniem.

Jeszcze garść porad

Warto przed rozpoczęciem zamówienia znaleźć dobre zdjęcia ilustrujące rozwiązania stylistyczne, które ci się podobają, i które chciałbyś zobaczyć w swoim ubraniu. Pokaż je krawcowi, żeby powiedział ci, czy da radę to zrobić dokładnie tak jak chcesz.

Nie bój się zadawać pytań i zgłaszać uwag. Nie zostawiaj wątpliwości do momentu, kiedy będzie za późno – jeżeli kozerka na przymiarce wydaje ci się za nisko, jeżeli marynarka jest za luźna, rękawy za szerokie, kołnierz odstaje, jeżeli cokolwiek jest nie tak – powiedz to krawcowi, zapytaj, co da się z tym zrobić.  Mam nadzieję, że nie muszę przypominać, że robić to należy grzecznie i spokojnie, bo awanturowanie się nic ci nie da – w końcu jeżeli zamawiasz garnitur na miarę, jesteś najpewniej dorosłym człowiekiem. Jednak ostatecznie to twoje ubranie i ty masz być z niego zadowolony.

Dobrze mieć numer telefonu do pracowni i dzwonić, jeżeli coś istotnego przyjdzie ci do głowy przed lub po przymiarce. Jasne, zadręczanie krawca dziesięcioma telefonami dziennie to może nie jest najlepszy pomysł, ale ja cieszę się, że sięgnąłem po telefon, by np. poprosić o szersze niż wcześniej się umówiliśmy klapy.

To wszystko nie gwarantuje oczywiście sukcesu. Jest duża szansa, że o czymś zapomnisz i niektóre detale umkną ci na przymiarkach, więc nie będziesz z nich do końca zadowolony. Ale jeżeli decydujesz się szyć na miarę – życzę ci, by tych nieperfekcyjnych detali było na tyle mało, żeby nie burzyć ci przyjemności z posiadania jedynego w swoim rodzaju ubrania.

To tyle – jeżeli macie swoje doświadczenia, uwagi lub pytania, zostawcie komentarz.

Zobacz też

16 komentarzy

  • bepe pisze:

    Za takie wpisy cenie tego bloga. Kiedyś mialem wrazenie, ze razem z SD bedziecie zapelniac wzglednie taka sama nisze, ale twoj blog ze wzgledu na praktycznie niespotykane w internecie porady, absolutna bezpretensjonalnosc i sposob porcjowania wiedzy wyrasta na jeden z najlepszych (i to nie tylko w porownaniu z SD, ktory stal sie jako zrodlo kontentu męczący w odbiorze). Kazdy wpis cos ze soba niesie, nie ma strojenia sie dla strojenia sie i popychania glupot pseudointelektualnym belkotem. Poprawnosc jezykowa, pragmatyzm, merytoryka, odkrywczosc. Fachura. Mysle, ze brak popularnosci na poziomie vintydża to jest dowod na niesprawiedliwosc tego swiata.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Łał, dzięki! Chociaż oczywiście uważam, że przesadzasz, to bardzo miło jest coś takiego przeczytać.

    • Każdy czytelnik mojego bloga wie, że jestem jak najbardziej otwarty na krytykę (nie „konstruktywną krytykę”, bo to pleonazm) wyrażoną w konkretny sposób, bo to ona jest niezbędnym elementem rozwoju. Sformułowania „strojenie się dla strojenia”, „kontent męczący w odbiorze” i „podpieranie głupot pseudointelektualnym bełkotem” są puste, nie niosą niczego, na czym można by oprzeć ewentualną analizę. Byłbym wdzięczny za doprecyzowanie wyrażonego stanowiska, w nieco mniej zdawkowej formie 😉

      PS: Z opinią co do pracy Szymona w stu procentach się zgadzam.

      Pozdrawiam :)

  • Przemek pisze:

    Podpisuję się pod pochlebnym komentarzem wyżej, ale akurat w tym tekście znajdzie się kilka niedoróbek edytorskich. ‚Warto porozmawiać szerokości marynarki w ramionach’ i kilka innych, podobnych kwiatków.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Wdzięczny jestem za wskazanie wszelkich takich potknięć – będę poprawiał, także jeżeli sam zauważę.

  • Rafał pisze:

    Cześć, mam pytanie a propos granatowego wojskowego płaszcza, który prezentowałeś w poprzednim roku. Pisałeś,że rozmiary podane przez sprzedawcę były niedokładne i płaszcz był o wiele za duży. Jak bardzo? Pytam, ponieważ jestem zainteresowany kupnem takiego płaszcza o rozmiarach 88/180/78,a mam w klacie 104cm i ok.97cm w pasie. Czy płaszcz ten jest na tyle obszerny,by ten rozmiar pasował na mnie? Pozdrawiam!

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Przypuszczam, że będzie OK, chociaż i tak pewnie nie obejdzie się bez pewnych przeróbek (np. rękawy są w tych płaszczach potwornie szerokie, warto je oddać do krawca do zwężenia).

    • Rafał pisze:

      Na poprawki jestem przygotowany, nie chcę tylko, by okazał się za mały, dziękuję za odpowiedź.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Na wszelki wypadek poczytaj jednak warunki zwrotu, żebyś potem nie winił mnie za nieudany zakup ;] Kupiłem ten płaszcz jednak dość dawno i nie mierzyłem o ile dokładnie jest za duży.

    • Rafał pisze:

      Jeszcze jedno pytanie związane z płaszczem, mógłbyś powiedzieć, ile cm masz w klatce piersiowej? Pozdrawiam!

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Właśnie nie mogę wygrzebać nigdzie centymetra krawieckiego 😉 ale właśnie niewiele, w okolicach 90

  • P. pisze:

    Wysokość kozerki należy uzgodnić podczas pierwszej rozmowy, ale – jak dowiedziałem się niedawno od pana Andrzeja – można ją znacznie podnieść nawet po drugiej przymiarce. Wtedy krawiec skraca marynarkę z góry, zamiast odcinać zapas materiału z dołu, oczywiście pod warunkiem, że taki zapas jeszcze istnieje.

  • luk pisze:

    Bardzo solidne krok-po-kroku, Panie Szymonie. Poparte przykładami i szkicami ustalanie wymagań i detali pomocne jest obu stronom, jednocześnie stanowiąc dokument przydatny w przypadku ewentualnych reklamacji.
    Gratulacje i dalszych sukcesów modowo-blogerskich!
    Luk

  • MrMan pisze:

    Świetny tekst, pełen naprawdę przydatnych porad. Możecie obrzucić mnie błotem ale czy takiej wiedzy nie powinni dostarczać w sklepach, w których decydujemy się na zakup na miarę? Ostatnio byłem w [nazwa firmy], nie wiem czy ktokolwiek zna tę markę, jednakże wybrałem garnitur na miarę [link do strony] o, taki, właśnie czekam na jego odbiór, pomiary zostały zdjęte ze mnie niezwykle dokładnie, sam byłem zdziwiony. Sama ekspedientka tłumaczyła mi jakie długości i po co ze mną zdejmują. Tak chyba powinno być wszędzie, czy się mylę?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Po pierwsze, to co opisujesz to nie szycie miarowe (bespoke), tylko pasowane (made to measure, MTM). W prawdziwym bespoke masz przymiarki, miarę zdejmuje krawiec, który będzie szył ci ubranie, w zdecydowanie większym stopniu ręcznie niż w MTM, a nie „ekspedientka”. I tego dotyczy ten wpis.

      Usunąłem nazwę firmy i link; proszę pracowników tej – i dowolnej innej – firmy o wstrzymywanie się z komentarzami reklamowymi, które do tego wprowadzają czytelników w błąd. Zwyczajnie nie będę ich puszczał przez moderację.