Sytuacja szwaczek z myślenickich zakładów Trend Fashion opisywana była szeroko w mediach – ale na blogach poświęconych męskiej modzie ciężko znaleźć jakiś komentarz. A wydawałoby się, że temat traktowania kobiet szyjących dla Vistuli czy Próchnika jest interesujący. No cóż, dla mnie jest.

Rzecz wygląda tak, że szwaczki z Trend Fashion, zarabiające pieniądze ledwo pozwalające się utrzymać (a w większym mieście nawet i to nie – bo około 1300zł miesięcznie) poprosiły o pierwszą od siedmiu lat podwyżkę – 1 grosz od normominuty, co przekładałoby się na około 100zł na miesiąc. Pracodawca zaproponował połowę tego, ponadto pod warunkiem zwiększenia wydajności o 10%. Jak można się spodziewać, nie spotkało się to ze szczególnym entuzjazmem i zaowocowało dwugodzinnym strajkiem ostrzegawczym pod koniec lipca. Który zakończył się zwolnieniami.

Zwolnione szwaczki niechętnie podają swoje nazwiska mediom – bo chcą wrócić do pracy. Nie mają szczególnej alternatywy – sytuacja w Trend Fashion ponoć i tak należy do jednej z lepszych (przynajmniej zatrudniają na umowę o pracę i płacą te pensje, w przeciwieństwie do innych firm).

Znakomity wybór dla doświadczonych i wykwalifikowanych szwaczek, o których Vistula w swoim oświadczeniu pisze, że „potrafią sprostać nawet najwyższym wymaganiom jakościowym w zakresie konfekcjonowania”: pracować za kiepskie pieniądze, bez realnej możliwości wzięcia urlopu i koniecznością dodatkowej pracy w soboty, u pracodawcy zalegającego ze składkami ZUS, w pozbawionej klimatyzacji hali – albo w podobnych warunkach, ale za pieniądze kiepskie i do tego niepewne.

Co na to Próchnik i Vistula? Umywają ręce. Zakłady Trend Fashion, które kiedyś należały do Vistuli są teraz osobną firmą i podwykonawcą dla tych marek, które twierdzą, że nie mają żadnego wpływu na warunki pracy tam panujące. Twierdzą za to, że i tak należą im się propsy za sam fakt szycia w Polsce, skoro mogą w Chinach czy Bangladeszu.

„Pomimo utrzymującej się nadal tendencji wyprowadzania produkcji odzieżowej poza Polskę i szerzej poza Europę, pragniemy zaznaczyć, iż Vistula Group S.A. nadal lokuje w polskich zakładach, w tym także w Myślenicach, produkcję swojego podstawowego asortymentu czyli klasycznych męskich garniturów. (…) W naszej ocenie należy to traktować również jako przejaw społecznej odpowiedzialności naszej spółki” pisze Vistula w oficjalnym oświadczeniu.

Minimalizacja kosztów to praktyka na tyle powszechna, że wydaje się niezbędna. „Jakkolwiek szlachetnie motywowane są te działania, w efekcie prowadzą donikąd: podwykonawcom można płacić wyłącznie tyle, ile zechce za produkt zapłacić klient” mówi o protestach szwaczek Natalia Witczak z Próchnika. Czyli to wina po trosze nas, klientów, po trosze ogólnej sytuacji rynkowej i trudno, należy zacisnąć zęby i zasuwać, może kiedyś będzie lepiej.

Nie wiem jak was, mnie to słabo przekonuje. Coraz mniejszy udział w końcowej cenie produktu ma koszt jego wytworzenia – musi się w niej bowiem jeszcze zawierać marketing, wynajem powierzchni na salony i sklepy, wynagrodzenie pracowników firmy, et cetera.

Musi się także w niej zawierać dość zapasu, by prowadzić regularne akcje wyprzedażowe, sięgające 50% ceny wyjściowej – tak, by pokryć wspomniane wyżej koszta i jeszcze zarobić. A te akcje wyprzedażowe to nie tylko prowadzone dwa razy do roku na koniec kolekcji, ale i śródsezonowe obniżki wprowadzane przez polskie marki tak często, że zupełnie zniechęcają do zakupów w oryginalnych cenach. Vistula (i należąca do tej samej grupy Wólczanka i Lambert) w momencie, gdy piszę tę notkę, zaprasza na jesienne zakupy z obniżkami sięgającymi 50%.

Takie akcje, obliczone na zwiększenie sprzedaży i zarobienie pomimo mniejszej marży na pojedynczym produkcie, zmuszają do zmniejszenia kosztów jego wytworzenia. Firmy nie zapłacą podwykonawcom więcej – bo chcą mieć dość swobody, by móc sprzedawać z zyskiem rzeczy nawet o połowę taniej, niż w pierwotnej cenie. Boją się prawdopodobnie, że gdyby nie to, klienci omijaliby ich salony szerokim łukiem. I nie chcą zmieniać tej strategii – dla Vistuli ona działa, według sprawozdań finansowych z ostatnich lat firma notuje wzrost.

Tyle tylko, że to nie ma nic wspólnego z prowadzeniem biznesu w sposób społecznie odpowiedzialny. Wręcz przeciwnie – to narzucenie rynkowi konfekcji takich warunków, w których firma kontrolująca jakąś istotną jego część wychodzi najlepiej, natomiast tracą podwykonawcy i – na samym końcu – szwaczki, które są w stanie co prawda „sprostać nawet najwyższym wymaganiom”, ale zawsze znajdzie się ktoś w Chinach czy Bangladeszu, kto też da radę, tylko taniej. I gdy w końcu okaże się, że nie da się takiego modelu utrzymać tu w nieskończoność – marka zawsze może się tam przenieść z produkcją. Ona ma wybór, szwaczki – nie.

To powoduje, że nie wierzę w zapewnienia, jakoby marki nie miały żadnych możliwości wywierania nacisku na podwykonawców – raczej po prostu im się nie opłaca. Sieciowi giganci w stylu H&M i Inditexu podjęli działania mające na celu poprawę warunków pracy u ich podwykonawców w Bangladeszu. Można oczywiście mieć szereg uwag – że too little and too late, że to tylko pijarowy damage control – ale nasze marki są na tyle pewne swego, że nie chce im się nawet stwarzać pozorów.

I wydaje mi się, że decydując się na zakupy u firm szczycących się tym, że szyją w Polsce, a nie w Bangladeszu warto mieć na uwadze, co to oznacza w rzeczywistości. Czyli: zamiast wykorzystywać pracowników gdzieś na Dalekim Wschodzie, wykorzystujemy ich w Polsce.

Więcej można przeczytać tu, tu czy tu.

Zobacz też

63 komentarzy

  • KarloS pisze:

    Mimo tych wzniosłych ideałów społecznej odpowiedzialności, na koniec i tak my, klienci, zagłosujemy – pieniędzmi, a dla tych firm produkcja za granicą stanie sie faktem.
    O aferze z LPP już dawno wszyscy zapomnieli.

    Natomiast smutne jest to, ze z braku innych kwalifikacji w tamtym miejscu muszą pracować za głodowe pensje.

  • kotFilemon pisze:

    Pst! „i należąca do tej samej gruby Wólczanka i Lambert” grupy :)

  • Symeon pisze:

    Fajnie, że o tym napisałeś. Raz, że to odskocznia od typowo modowych wpisów. Dwa, że na innych tego typu blogach temat faktycznie przeszedł niezauważony.
    Niestety nie widzę możliwości rozwiązania tego problemu. Dla nas, jako konsumentów, liczy się przede wszystkim cena. Oczywiście możemy kupować u tych, co lepiej traktują pracowników, ale: 1) jesteśmy zbyt biednym społeczeństwem; 2) wszyscy globalni gracze dążą do produkowania jak najtaniej. Pozostają rzemieślnicy, produkty ultrapremium, gdzie ten, kto obsługuję maszynę do szycia, jest godziwie wynagradzany, ale to z definicji dotyczyć może garstki wytwórców i sytuacji myślenickich szwaczek nie zmieni.

    Dodatkowo dwie uwagi.
    1) Blog super, ale tytuł słaby. „Studenckość” sugeruje jakąś taniość, prowizorkę, gorszość, podrzędność (wbrew zawartości bloga – który bije na głowę wiele innych).
    2) Czy znasz serial „The Knick”? Powinien Cię zainteresować jako studenta medycyny (chirurgia na przełomie XIX/XX w.), ale też jako miłośnika mody – bohaterowie płci męskiej noszą ciekawe ubrania, warto by na blogu może pewne rozwiązania opisać i omówić!

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Vistula czy Próchnik to marki celujące w segment premium przecież, nie chcą konkurować z Zarą czy H&M. Inne marki premium nie dają takich akcji rabatowych, wyprzedaże nie dochodzą do takiego poziomu. Suit Supply, które zbiera coraz więcej klientów na calym świecie (w tym i Polsce) oferuje produkty w cenach zbliżonych do pierwotnych cen Vistuli – ale nie prowadzi żadnych akcji wyprzedażowych (kwestia ich etyki to rzecz osobna, szyją w Chinach, choć ponoć na kwestię odpowiedzialności społecznej zwracają uwagę; używają za to lepszych materiałów i ich rzeczy są lepiej wykończone, koszt ich wytworzenia musi być więc większy tak czy siak).

      Działając w takim modelu biznesowym polskie firmy same psują rynek. Doprowadziły do sytuacji, gdzie rzeczywiście klienci będą niechętni kupowaniu w cenach pierwotnych – i trzeba trochę czasu, by to zmienić, ale nie ma do tego motywacji. Klienci bardzo niechętnie jej dostarczają, nabierając się na hasła o tym, że kupując u nich wspierają polską przedsiębiorczość.

      W sprawie kolejnych uwag:
      1. Wiem, ale na razie nie planuję zmieniać. Wręcz przeciwnie – trochę chcę tę „studenckość” odczarować z tych skojarzeń, których nie lubię ;]
      2. Znam, lubię, pisałem na facebooku.

  • Piotr pisze:

    Tutaj jest kilka kwestii:

    1. Warunki panujące w zakładach podwykonawców w dużej mierze wynikają z tego, że podwyżka pensji odbije się na cenie, a tą ustalają klienci kiedy decydują się na zakup. W Polsce dalej marynarkę za 1300 zł uważa się za drogą, więc lepiej nie będzie. Ktoś mógłby powiedzieć, że w takim razie Vistula, Próchnik czy Trend Fashion są zbyt chciwi. Może tak, może nie. Jednak gdyby ktoś inny był w stanie robić to samo za mniejsze pieniądze to już by to robił, ponieważ każda opisywana szwaczka chciałaby u niego pracować albo każdy chciałby u niego kupować ubrania.

    2. Niskie pensje w Polsce wynikają z wysokiego bezrobocia(nadpodaż chętnych do pracy) przez co można oferować niższe płace. Bezrobocie natomiast wynika z wysokich kosztów pracy, które wynika z wysokiego opodatkowania pracy, i z sztywnego Kodeksu Pracy. Szwaczka, która zarabia niecałe 1300 zł ma na umowie 1680 zł, natomiast pracodawcę kosztuje to 2200 zł(ZUS, PFGŚP, NFZ).

    3. Rzeczywiście decyzja o produkcji w Polsce jest pewnym poświęceniem, ponieważ produkcja w Chinach byłaby o wiele tańsza, a Polskie szwaczki zamiast 1300 zł zarabiałby 0 zł. Nawiasem mówiąc trudno nazwać pracę w Chinach wykorzystywaniem, ponieważ trwa tam emigracja ze wsi do miast gdzie taka praca jest. Oznacza to, że Chińczycy wolą pracować w takich, dla nas nieprzyjemnych, warunkach niż cierpieć sezonowy głód na wsiach.

    4. „H&M i Inditexu podjęli działania”. To tylko PR Bullshit.

    Krótko mówiąc: nie zazdroszczę szwaczkom, ale nie ma prostej recepty na poprawę ich sytuacji z dnia na dzień.

    To taki komentarz studenta ekonomii dla studenta medycyny 😉

    Pozdrawiam

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Bardzo po krótce:

      1. Wydaje się, że nie przeczytałeś notki. Koszt wytworzenia ubrania stanowi coraz mniejszy procent ostatecznej ceny, co jest wymuszone polityką polskich marek i warunkami na rynku, do wytworzenia których owe marki same się przyczyniły.

      2. Nonsens. Marki premium zaś potrafią prowadzić w tych warunkach produkcję (Hugo Boss szyje m.in. u siebie w Niemczech – gdzie koszty pracy są dużo wyższe, pozycja związków zawodowych silniejsza, etc).

      3. Jeżeli wybór jest między pracą w szkodliwych dla zdrowia lub zagrażających życiu (vide Bangladesz) warunkach a głodem, to nie jest to wybór.

      4. Czytaj uważniej.

      Prostych recept nie ma, toteż i nie podaję. Natomiast jestem zdania, że nie zaszkodziłoby, gdyby firmy wycierające sobie gębę społeczną odpowiedzialnością zaczęły traktować ją serio.

    • Piotr pisze:

      „1. Wydaje się, że nie przeczytałeś notki. Koszt wytworzenia ubrania stanowi coraz mniejszy procent ostatecznej ceny, co jest wymuszone polityką polskich marek i warunkami na rynku, do wytworzenia których owe marki same się przyczyniły.”

      Notkę oczywiście przeczytałem. Sam w niej wymieniłeś dodatkowe koszty, które przedsiębiorstwo musi ponosić. Natomiast warunki na rynku dyktują konsumenci. Wielokrotnie spotykałem się z opiniami, że buty powyżej 300 zł to majątek, że marynarka za 1200 zł to luksus etc. Większość konsumentów nie chce wydawać dużo i cieszy się gdy widzisz obniżkę 50%.

      „2. . Marki premium zaś potrafią prowadzić w tych warunkach produkcję (Hugo Boss szyje m.in. u siebie w Niemczech – gdzie koszty pracy są dużo wyższe, pozycja związków zawodowych silniejsza, etc).

      Koszty pracy w Polsce to nie tylko pensje, a większości pozapłacowe koszty pracy. Gdy omawiana szwaczka pracuje na umowę o pracę za pensję minimalną to na umowie ma 1680 zł, pracodawca musi wyłożyć 2200 zł, natomiast szwaczce zostaje tylko ok. 1 237 zł(w zależności od rozliczenia). W drodze od pracodawcy do szwaczki znika ponad 900 zł. Prawie we wszystkich krajach Europy takie dochody są zwolnione z opodatkowania.

      3. Jeżeli wybór jest między pracą w szkodliwych dla zdrowia lub zagrażających życiu (vide Bangladesz) warunkach a głodem, to nie jest to wybór.

      To jest wybór. Z naszej perspektywy nieciekawy, natomiast to jedyne co mają. Wolą pracować niż przymierać głodem. Wynika to z tego, że oni dopiero się rozwijają. Świat zachodni też przed to przechodził dawno temu. Dziś to jest tak widoczne, bo patrzymy z wyższego poziomu rozwoju. Oczywiście fajnie by było machnąć różdżka i podnieść ich poziom, ale to niemożliwe. Natomiast przyszłość jest raczej optymistyczna, ponieważ będzie działo się to samo co w China, czyli praca będzie stawała się coraz droższa, więc i poziom będzie rósł. Kwestia czasu. To jak z pracą dzieci co świetnie opisał von Mises:
      „Ma się rozumieć – z naszego punktu widzenia – standard życia robotników był nieskończenie niski; warunki życia w czasie wczesnego kapitalizmu były absolutnie przerażające, ale nie dlatego, że rozwijający się kapitalistyczny przemysł wyrządzał krzywdę robotnikom. Ludzie wynajęci do pracy w fabrykach już przedtem wegetowali na poziomie faktycznie nie do zniesienia dla człowieka.
      Sławne stare opowiadania, powtarzane setki razy, że fabryki zatrudniały kobiety i dzieci, żyjące wcześniej, przed podjęciem pracy w fabrykach, w dostatecznych warunkach, są jednym z największych fałszerstw w historii. Matki, które pracowały w fabrykach nie miały co do garnka włożyć; one nie opuszczały swoich domów i ich kuchni udając się do fabryk, one poszły do fabryk, ponieważ nie miały kuchni, a jeśli je miały, to nie miały w nich czego przyrządzać. Dzieci nie przychodziły do fabryk z wygodnych ochronek. One głodowały i umierały. I całe to gadanie o nie-do-wypowiedzenia okropnościach wczesnego kapitalizmu można obalić przez tylko jedną statystykę: dokładnie w tych latach, w których brytyjski kapitalizm się rozwijał, ściśle w wieku nazwanym Rewolucją Przemysłową w Anglii, w latach od 1760 r. do 1810 r. ludność w Anglii podwoiła się, co oznacza, że setki lub tysiące dzieci – które byłyby umarły w poprzednich czasach – przeżyły i rosły.”

    • Szymon Jeziorko pisze:

      1. To są marki premium, nie celują w tego samego klienta co sieciówki.

      2. Zalinkowany wykres podaje koszty pracy uwzględniający pensje ORAZ koszty pozapłacowe. Nadal jesteśmy gdzieś pod koniec. (Zwiększenie kwoty wolnej od podatku – jestem za, BTW).

      3. Sorry, ale rozmijamy się chyba fundamentalnie na gruncie etyki. Dla mnie wykorzystywanie pracy ludzi w warunkach zagrażających ich zdrowiu i życiu jest nieetyczne i godne potępienia, dla ciebie najwyraźniej to normalka skutecznie usprawiedliwiona interesem ekonomicznym firmy. Mam więc przeczucie, że chyba się nie dogadamy.

      (@Mises: wysoki przyrost naturalny rzadko świadczy o tym, że ludziom jest dobrze).

    • Piotr pisze:

      1. Niby tak, nie znam dokładnej struktury konsumentów Vistuli czy Próchnika, ale polegałem na swoich obserwacją. To może być prawda, ale nie zmienia fakty, że jeśli pojawiłby się inny podmiot ukierunkowany na tą samą grupę docelową z droższymi ubraniami i wyższymi płacami albo takimi samymi canami, ale dalej z wyższymi płacami to natychmiast by przyciągnął wielu pracowników lub mógłby mieć jeszcze niższe ceny. Z tego wynika, że gdyby to było możliwe to byłoby to bardzo lukratywne. Fakt, że nikt tego nie robi musi oznaczać, że jest to niemożliwe.

      2. Tak, ale tylko po stronie pracodawcy, a to nie wszystko. Poza tym nie można wyciągać pochopnych wniosków z porównania kosztów pracy w Polsce i w Niemczech, chociażby dlatego, że PKB per Capita jest tam 2 razy wyższe i to zmienia strukturę popytu na wszystko (zwłaszcza w zglobalizowanym świecie). Nie należy też porównywać Polski i Niemiec, ponieważ mamy inne stadia rozwoju. U nas najważniejszym czynnikiem jest praca i dlatego powinna być mało obciążona kosztami, natomiast u nich większą rolę odgrywają już dobra kapitałowe.

      3. Raczej się nie rozmijamy. Też wolałbym by mogli oni pracować w lepszych warunkach. Natomiast nie da im się podwyższyć standardu z dnia na dzień. Ludzie w Europie też pracowali w ciężkich warunkach, ale nie było lepszych, więc nikt tego tak nie odbierał. Oni są na tym poziomie, który my przeszliśmy i z naszej perspektywy to są okropne warunki. Tak samo nie możemy nazywać dziewiętnastowiecznych lekarzy debilami, bo nie umieli wyleczyć chorób, które dzisiejsi potrafią. To tak jakby powiedzieć, że gdyby nie liceum to już skończylibyśmy studiach. Jest to etap, który każdy musi przejść. Historii nie można oceniać z dzisiejszej z perspektywy – to samo z oceną warunków pracy krajów, które się rozwijają(chyba, że się nie rozwijają i poziom stoi w miejscu przez inne czynniki)
      Nie znam dokładnie sytuacji w np. Bangladeszu i pewnie jakieś reformy tam są potrzebne by można było szybciej wspinać się po drabinie rozwoju. Tak jak wspominałem, Chiny(w których nie wszystko jest ok) rozwijają się i poziom życia rośnie. Najpierw, pod ostrym komunizmem, mieli tylko pola ryżowe na wsiach i głód, później doszła możliwość pracy w fabrykach, a teraz jest coraz więcej miejsc pracy niefizycznej.

      4. „wysoki przyrost naturalny rzadko świadczy o tym, że ludziom jest dobrze”

      Ok, nie jest to wprost implikacja, ale w przykładnie, który podawał von Mises był prawidłowy. Gdy dziś patrzymy na tamte warunki to mamy gęsią skórkę, natomiast nie rozumiemy, że dla nich to była szansa na przeżycie, że to była zmiana na lepsze. Za 200 lat ktoś spojrzy na nas i też nazwie obecne warunki okropnymi.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      1. Znikasz bariery wejścia dla potencjalnej konkurencji. To nie jest tak, że jakbym teraz założył firmę produkującą garnitury, to mógłbym prowadzić biznes jak Vistula, z wyjątkiem jednej zmiennej, czyli budżetu na podwykonawców.

      2. Piszesz, że mamy wysokie koszty pracy. W odniesieniu do innych krajów OECD – nie mamy. Chyba, że rzeczywiście chcesz nas odnosić do Bangladeszu, ale nie jest to chyba pożądany kierunek rozwoju.

      3. Kraje o których mówisz są dla Zachodu źródłem taniej siły roboczej. Zachodnie firmy przenoszą tam produkcję, bo jest taniej – kosztem wynagrodzeń, przestrzegania zasad bezpieczeństwa pracy i tak dalej. To jest postępowanie z gruntu nieetyczne – bo oznacza, że wysokie cyferki na raporcie kwartalnym są ważniejsze, niż zdrowie i życie tych ludzi. Jeżeli spojrzysz na rynek konfekcyjny – ogromna większość ceny to marża, czego dowodem są sięgające 50-70% wyprzedaże, na których firmy nadal zarabiają. Nie jest więc tak, że nie mogłyby utrzymać cen, podnosząc płace lub zapewniając lepsze warunki pracownikom i nadal być (mocno) na plusie – po prostu tego nie robią, bo nie opłaca im się to w najbardziej prymitywnym sensie ciągłego zwiększania przychodów. I fakt, że to tak działa, to nie są niezmienne prawa fizyki – to są ludzkie decyzje.

      4. Nie był prawidłowy; opierając się na tym argumencie można stwierdzić, że Afryka subsaharyjska zajebiście się rozwija.

    • Boruta pisze:

      > Ludzie w Europie też pracowali w ciężkich warunkach, ale nie było lepszych, więc nikt tego tak nie odbierał.

      Doprawdy? Może sobie poczytaj coś o protestach społecznych, czy ruchu robotniczym.

      >Oni są na tym poziomie, który my przeszliśmy

      Nie, nie są.

      > Jest to etap, który każdy musi przejść.

      Bzdura.

      > Historii nie można oceniać z dzisiejszej z perspektywy

      Najpierw trzeba ją poznać, do czego Cię zachęcam.

      >Nie znam dokładnie sytuacji w np. Bangladeszu i pewnie jakieś reformy tam są potrzebne by można było szybciej wspinać się po drabinie rozwoju. Tak jak wspominałem, Chiny(w których nie wszystko jest ok) rozwijają się i poziom życia rośnie.

      Twój problem, to właśnie to, że się nie znasz. Poziom życia w Chinach nie rośnie.

      >Najpierw, pod ostrym komunizmem, mieli tylko pola ryżowe na wsiach i głód, później doszła możliwość pracy w fabrykach, a teraz jest coraz więcej miejsc pracy niefizycznej.

      ROTFL! Głód mają dalej, bo marnują rocznie (wg oficjalnych danych) 35 mln ton ziarna. W latach 2011-13 na niedożywienie cierpiało 11,4% populacji. A jak ci zabierają przemocą ziemię, to nie masz „możliwości” pracy w fabrykach, a przymus. Tu sobie możesz poczytać jak to wygląda: http://zawielkimmurem.net/2014/10/17/chlopi-spalili-czterech-robotnikow/

      >Ok, nie jest to wprost implikacja, ale w przykładnie, który podawał von Mises był prawidłowy.

      Nie jest.

      >dla nich to była szansa na przeżycie, że to była zmiana na lepsze.

      Nie była.

    • Boruta pisze:

      > Świat zachodni też przed to przechodził dawno temu.

      Świat zachodni był kolonia dostarczającą tania siłę roboczą obcym koncernom? Chyba reptiliańskim.

      > Natomiast przyszłość jest raczej optymistyczna, ponieważ będzie działo się to samo co w China, czyli praca będzie stawała się coraz droższa, więc i poziom będzie rósł.

      W Chinach jedyne co rośnie to dewastacja kraju.

      > co świetnie opisał von Mises:
      „Ma się rozumieć – z naszego punktu widzenia – standard życia robotników był nieskończenie niski; warunki życia w czasie wczesnego kapitalizmu były absolutnie przerażające, ale nie dlatego, że rozwijający się kapitalistyczny przemysł wyrządzał krzywdę robotnikom. Ludzie wynajęci do pracy w fabrykach już przedtem wegetowali na poziomie faktycznie nie do zniesienia dla człowieka.
      Sławne stare opowiadania, powtarzane setki razy, że fabryki zatrudniały kobiety i dzieci, żyjące wcześniej, przed podjęciem pracy w fabrykach, w dostatecznych warunkach, są jednym z największych fałszerstw w historii.

      Jest takie powiedzenie, że jak ktoś rozumie ekonomię, to zakłada interes i zbija majątek, a jak nie, to zostaje ekonomistą i wymyśla teorie. To co zacytowałeś to potwierdzaj.
      Po pierwsze emigracja zarobkowa do miast nie wynikała ze znajomości realiów, lecz z wyobrażeń, kiedy okazywało się, że realia rozmijają się z wyobrażeniami powrót często nie był możliwy.
      Po drugie, chyba na studiach ekonomicznych powinni uczyć, że produkcja przemysłowa wypiera manufaktury i rzemiosło, co prowadzi do bezrobocia i ubożenia zatrudnionych tamże. Jeśli nie to taki komentarz do studenta ekonomii od byłego studenta historii i psychologii: „zmień uczelnię”.

      >w latach od 1760 r. do 1810 r. ludność w Anglii podwoiła się, co oznacza, że setki lub tysiące dzieci – które byłyby umarły w poprzednich czasach – przeżyły i rosły.”

      Po pierwsze pierwszy spis ludności to 1801 rok, wszystko wcześniejsze to szacunki. Po drugie nie znam szacunków, które dawałyby podwojenie. Po trzecie wzrost ludności jest czymś naturalnym, jeśli w danym okresie na omawianym terenie nie ma dużych epidemii, albo szczególnie wyniszczających wojen.

    • komias pisze:

      @ Boruta,

      chciałem zauważyć, że do 18/19 wieku nie było przyrostu ludności ani szeroko stosowanych środków antykoncepcyjnych. Ludzie rozmnażali się, rodzili dużo dzieci, ale sporo z nich wymierało. Dopiero system kapitalistyczny pozwolił na skok poziomu życia i to, że ludzie mogli przezyć.

      Emigracja do miast była opłacalna, bo lepiej było przenosić się do miast ze wsi. Zarobki przez cały wiek XIX znacząco wzrosły, podobnie jak konsumpcja klas biedniejszych. Jak tak lubisz historię gospodarczą, to zerknij do statystyk. Tym faktom nawet marksiści nie przeczyli.

      Dokładnie z tych samych przyczyn dzisiaj w Azji ludzie chętnie zatrudniają się w fabrykach Nike i innych, a Amazon robi świetną robotę dla polskich pracowników.

    • Boruta pisze:

      >Dopiero system kapitalistyczny pozwolił na skok poziomu życia i to, że ludzie mogli przezyć.

      Bzdura. Wzrost przeżywalności wynika z postępu medycyny, a nie systemu gospodarczego.

      > Emigracja do miast była opłacalna, bo lepiej było przenosić się do miast ze wsi. Zarobki przez cały wiek XIX znacząco wzrosły, podobnie jak konsumpcja klas biedniejszych. Jak tak lubisz historię gospodarczą, to zerknij do statystyk. Tym faktom nawet marksiści nie przeczyli.

      Jakim faktom? Emigracja do miast miała miejsce zawsze.

      > Dokładnie z tych samych przyczyn dzisiaj w Azji ludzie chętnie zatrudniają się w fabrykach Nike i innych,

      A potem popełniają samobójstwa.

      > a Amazon robi świetną robotę dla polskich pracowników.

      To się w nim zatrudnij. Na co czekasz?

    • komias pisze:

      Boruta – z przykroscia czytam komentarze, ktore w masowym wymiarze powoduja np. zwiekszanie prostytucji wsrod nieletnich w krajach rozwijajacych sie. Ludzie krytykuja korporacje wchodzace do krajow trzeciego swiata i potem np. Nike pod presja wycofuje sie z jednego z krajow. A niedlugo pozniej nagly skok prostytucji wsrod nieletnich. Przypadek? Nie, dla wielu ludzi to jest po prostu szansa, tak samo jak dla wielu ludzi ogromna szansa jest praca w Amazonie. Moze i nie jest cudowna, ale na pewno lepsza od tego co maja w zamian.

      Szacunki ludnosci sa i to calkiem sensowne i nastepujace fakty kluja w oczy: do okolo 1800 roku populacja praktycznie nie rosla, a ludzie przez setki lat zyli ciagle na tym samym minimalnym poziomie. Malthuzjanska wizja byla prawdziwa i to nie tylko za sprawa wojen, ale calego modelu gospodarczego.

      Potem sie „cos” stalo i to stalo sie niebywalego, bo w pewnej czesci swiata nagle doszlo do radykalnego wzrostu gospodarczego. Stopa zycia podniosla sie szokujaco przez 200 lat. Teraz pozostaje wyjasnic, jakim „cudem” stalo sie cos tak niebywalego i nigdy w historii niespotykanego.

      Nie mam nic przeciwko Waszej akcji, zeby wspierac producentow, ale nie odwracajmy sprawy w druga strone.

    • Boruta pisze:

      > z przykroscia czytam komentarze, ktore w masowym wymiarze powoduja np. zwiekszanie prostytucji wsrod nieletnich w krajach rozwijajacych sie. Ludzie krytykuja korporacje wchodzace do krajow trzeciego swiata i potem np. Nike pod presja wycofuje sie z jednego z krajow. A niedlugo pozniej nagly skok prostytucji wsrod nieletnich. Przypadek?

      Bzdura. Prostytucja pojawia się tam, gdzie jest na nią zapotrzebowanie. Seksturystyka, rozwój ośrodków miejskich, powstawanie baz wojskowych, etc.

      > Nie, dla wielu ludzi to jest po prostu szansa, tak samo jak dla wielu ludzi ogromna szansa jest praca w Amazonie. Moze i nie jest cudowna, ale na pewno lepsza od tego co maja w zamian.

      Przejdź się po dziewczynach do towarzystwa i powiedz im, żeby się zatrudniły w Amazonie, a potem pochwal się ile skorzystało z rady, a ile razy wyjechałeś z pantoflem w … . 😀

      >Szacunki ludnosci sa i to calkiem sensowne i nastepujace fakty kluja w oczy: do okolo 1800 roku populacja praktycznie nie rosla, a

      A potem pojawiły się nowe uprawy jak ziemniaki, fasola i kukurydza, nowe techniki upraw, jak płodozmian norfolski, a do tego nie było żadnych większych epidemii, czy wojen. Pisałem już o tym, ale jak ktoś ma oczy zasłonięte ideologią, to najwyraźniej ma problem z czytaniem.

      >Stopa zycia podniosla sie szokujaco przez 200 lat. Teraz pozostaje wyjasnic, jakim „cudem” stalo sie cos tak niebywalego i nigdy w historii niespotykanego.

      Ten cud nazywał się ruch robotniczy.

    • komias pisze:

      Boruta, ruch robotniczy?
      Mylisz się. Cud nazywa się BURŻUAZJA. Bo to burżuazja dała wzrost w Niderlandach, od wieku siedemnastego i najwyższe płace w historii. Potem burżuazyjny ład wprowadzono w Anglii, płace zaczęły dynamicznie rosnąć od początku wieku XIX zanim ktokolwiek śnił o sukcesach politycznych związków zawodowych. Polityczny ruch robotniczy pojawił się dopiero później, w zasadzie dopiero na dobre daleko w XIX wieku, w drugiej połowie.

      Wyprostuj swoje fakty, bo grzeszysz anachronicznym myśleniem. Płace rosły na długo przed polityzacją ruchów robotniczych.

    • komias pisze:

      PS A prostytucja owszem, zależy też od popytu – tam gdzie jest zapotrzebowanie – ale również zależy od podaży. A wola do prostytuowania się zależy z kolei od kombinacji czynników religijnych, kulturalnych, moralnych i również bardzo często ekonomicznych. A zabieranie ludziom szansy na pracę w rzekomo ich wyzyskujących korporacjach, zmniejsza im możliwość zarobku, tym samym zwiększa ekonomiczną opłacalność prostytuowania się. Zrób wywiad w Azji i spytaj nieletnich prostytutek, czy nie woleliby/wolałyby pracować po kilkanaście godzin dziennie w Nike’u zamiast sprzedawać swoje ciało.
      Może by woleli? Może! Ale dlaczego im ten wybór odbierać? Tym bardziej, że kapitał zagraniczny płaci więcej niż biznes lokalny. Tak samo jak Amazon płaci więcej niż lokalni sprzedawcy w Polsce, oferuje więcej niż płacę minimalną z bonusami za pracę, która wcale nie polega na dźwiganiu 20 kilo na plecach.

    • Boruta pisze:

      > Boruta, ruch robotniczy?
      Mylisz się. Cud nazywa się BURŻUAZJA.

      ROTFL! Burżuazja ciągnęła dla siebie.

      > Bo to burżuazja dała wzrost w Niderlandach, od wieku siedemnastego i najwyższe płace w historii. Potem burżuazyjny ład wprowadzono w Anglii, płace zaczęły dynamicznie rosnąć od początku wieku XIX zanim ktokolwiek śnił o sukcesach politycznych związków zawodowych. Polityczny ruch robotniczy pojawił się dopiero później, w zasadzie dopiero na dobre daleko w XIX wieku, w drugiej połowie.

      ROTFL! Poucz się trochę historii. To nie boli.

      > Wyprostuj swoje fakty, bo grzeszysz anachronicznym myśleniem. Płace rosły na długo przed polityzacją ruchów robotniczych.

      Dziecko drogie, poucz się faktów.

    • Boruta pisze:

      Pytałeś już dziwki, czy by wolały niewolnictwo w Twoich korporacjach? Skoro opuchnięte od plaskaczy ślepka nie przeszkadzają Ci w wypisywaniu banialuków, to chyba nie, więc może spróbuj. Co Ci szkodzi? Najwyżej w zęby zarobisz. 😀

    • Janusz pisze:

      Bzdura totalna Boss nie szyje w Niemczech ani sztuki. notabene tan już od kilku lat nie ma szwalni. Szył przez pewien czas w Polsce miedzy innymi koszule z wszywka pomarańczową w szwalni Wólczanki w Ostrowcu. obecnie szyje w Azji i w Turcji

    • Szymon Jeziorko pisze:

      OK, według ich własnych informacji, w Niemczech szyją prototypy i MTM. Ale:

      HUGO BOSS produces a substantial share of its classical clothing range like prototypes, sample pieces, individual orders and especially its “Made to Measure” suits in-house in Metzingen. Further company owned production facilities are located in Turkey (Izmir), Poland (Radom), Italy (Morrovalle), and the USA (Cleveland). These manufacturing plants produce in particular the HUGO BOSS core product, the suits, and womenswear collection pieces as well as a broad spectrum of accessories and bags.

    • Boruta pisze:

      > Warunki panujące w zakładach podwykonawców w dużej mierze wynikają z tego, że podwyżka pensji odbije się na cenie

      Czasem warto przeczytać inne komentarze, zwłaszcza jak się samemu nie chce policzyć. Pisałem o tym dzień przed Tobą. Dwa złote.

      > Nawiasem mówiąc trudno nazwać pracę w Chinach wykorzystywaniem, ponieważ trwa tam emigracja ze wsi do miast gdzie taka praca jest. Oznacza to, że Chińczycy wolą pracować w takich, dla nas nieprzyjemnych, warunkach niż cierpieć sezonowy głód na wsiach.

      Czyli jak dziecko dostanie kasę, albo snickersa za seks, to to nie jest wykorzystywanie?

    • Piotr pisze:

      „1. Znikasz bariery wejścia dla potencjalnej konkurencji. To nie jest tak, że jakbym teraz założył firmę produkującą garnitury, to mógłbym prowadzić biznes jak Vistula, z wyjątkiem jednej zmiennej, czyli budżetu na podwykonawców.”

      Oczywiście, że w skali mikro, czyli że w tej chwili we dwójkę zakładamy firmę, płacimy lepiej szwaczkom i robimy super produkty, jest to nie możliwe. Chodzi o skalę makro. Natura nie lubi próżni i jeśli gdzie dałoby się obniżyć koszty, ceny czy być lepszy pracodawcą to jakieś przedsiębiorstwo by to wykorzystał. Tak się dzieje gdy jakieś przedsiębiorstwo(najczęściej spółka giełdowa) ma lukę wartości i przejmuje ją drugi podmiot, bo wie, że może lepiej zarządzać tym pierwszym.

      „2. Piszesz, że mamy wysokie koszty pracy(…)”

      Tak, oprócz problemów z komparatystyką tego typu danych(różne stadia rozwoju), to tak jak pisałem wcześniej, podlinkowany przez Ciebie wykres Eurostatu pochodzi z badań, w których metodologia nie uwzględniała wszystkich .kosztów pracy. Dane Eurostatu, według których pozapłacowe koszty pracy w Polsce wyniosły w 2013 r. 16,7% całkowitych kosztów pracy, zawierają dwa wskaźniki: nominalną wysokość średnich kosztów pracy oraz procentowy w nich udział pozapłacowych kosztów pracy. Tymczasem Eurostat nie wlicza do pozapłacowych kosztów pracy części płaconej przez pracownika, która wynosi 15,3% i jest 3. najwyższą stawką w krajach OECD. Przy uwzględnieniu tej wielkości, okazuje się, że pozapłacowe koszty pracy w Polsce są 11. najwyższymi w całym OECD, większymi niż w krajach takich jak Szwecja, Finlandia, Norwegia, czy Wielka Brytania. Składki na ubezpieczenia społeczne stanowią aż 29,7 proc. kosztów pracy w Polsce, co daje jedenasty najwyższy wynik wśród 34 krajów członkowskich OECD. Rozbieżności OECD z Eurostatem bardzo często są w Polsce duże, bo mamy trochę inną charakterystykę różnych zjawisk. Raporty OECD lepiej oddają to co w Polsce się dzieje. Właśnie OECD podaje, że Polska ma największą lukę rozwoju, która powodowana jest zbyt dużym obciążeniem pracy. Nie ma co przerzucać się raportami, wystarczy spojrzeć, że z 2200 zł od pracodawcy do pracownika dociera ok. 1300 zł na płacy minimalnej. Nie wiem czy Trend Fashion kisi pieniądze czy nie, ale wiem, że dużo pieniędzy ginie w klinie podatkowym. Już nie wspominając o wysokim bezrobociu, które niestety wcale nie motywuje do podnoszenia płac. Szwaczki usłyszą, że jest 10 innych na ich miejsce i do widzenia.

      3. Kraje o których mówisz są dla Zachodu źródłem taniej siły roboczej…

      Tak, oczywiście te kraje przyciągają takie inwestycje, bo praca jest tania i nie ma tam warunków porównywalnych z naszymi. Nigdy nie było tam takich warunków. Nie jest tak, że nagle zrezygnowano z super ubezpieczeń, wygodnych stanowisk pracy i krótkiego dnia pracy. Po prostu w pewnym momencie uznano, że na zachodzie jest tak na tyle drogo, że koszt przeniesienia się do tanich krajów jest bardzo opłacalny, tak też się stało. W tych krajach doszły po prostu możliwości pracy w takich miejscach. Czy to jest dobre? Nie będę osądzał tego, to zwykła decyzja, która przy okazji dała trochę miejsc pracy. Na pewno mogliby dać im lepsze warunki tylko, też bym tego chciał, tylko że to nie byłby biznes, a charytatywność. Analogicznie pracownikom w McDonald’s mogli by dać podwyżki tylko dlaczego skoro chętnych nie brakuje? Nie lubię rozporządzać się czyimiś pieniędzmi, szczególnie gdy wszystko odbywa się dobrowolnie. Każdy wytwórca minimalizuje koszty lub maksymalizuje zysk, a pracownik maksymalizuje dochód i minimalizuje wkładaną prace, to są prawa tak stałe jak prawa fizyki.

      „4. Nie był prawidłowy; opierając się na tym argumencie można stwierdzić, że Afryka subsaharyjska zajebiście się rozwija. ”

      Dla nas pewnie tam jest cały czas bieda, bo z 10 zł przy 100% wzroście będzie tylko 20 zł, ale dla nich to może być dużo, bo biedny ceni każdy dodatkowy dochód. To może być odpowiedź. Nie znam tak dobrze ich sytuacji by powiedzieć dokładniej. Mimo wszystko rewolucja przemysłowa nie wpędził dzieci do pracy tylko dała im możliwość przeżycia.

      @Boruta

      „Doprawdy? Może sobie poczytaj coś o protestach społecznych, czy ruchu robotniczym.”

      Tak tak, Ci wszyscy przeciwnicy maszyn parowych…

      Co do sytuacji Chin. Tak jak mówiłem. Nie znam dokładnie ich sytuacji. Zabieranie ziemi etc. jest oczywiście niedopuszczane. Inną kwestią jest to, że niepodważalnie poziom życia od czasu reform Xiaopinga rośnie.

      „Czasem warto przeczytać inne komentarze, zwłaszcza jak się samemu nie chce policzyć. Pisałem o tym dzień przed Tobą. Dwa złote.”

      Bardzo ciekawe. Możesz nam pokazać swoje obliczenia? Z góry ostrzegam, że to nie jest stoisko z oranżadą.

      Reszty nie komentuję, bo argumenty typu ” bo tak” są słabe.

      Dyskusja rozlała się na wiele wątków, a system komentarzy jest mało wygodny do takich rozpraw. Ponadto teraz rozmawiamy we trójkę.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      1. Model biznesowy Vistuli et consortes doprowadza do tego, że wejście na ten rynek z innym modelem jest ciężkie i ryzykowne – przetrwają ci, co mogą zaoferować podobny. Mój oryginalny argument jest przecież taki, że a) prowadzenie biznesu w ten sposób do tego doprowadziło, a ten model nie jest wynikiem praw fizyki, tylko podjętych decyzji, b) jest poparte nieuczciwym marketingiem – bo przecież ich społeczna odpowiedzialność to zwykłe kłamstwo.

      2. Co zmienia stosunek procentowy kosztów płacowych i pozapłacowych, ale przecież nie całkowite koszty poniesione przez pracodawcę. Te są nadal w porównaniu do innych krajów OECD niskie.

      3. Pracownikom McDonald’s da się dać podwyżki i zapewnić lepszy standard pracy, (jeżeli McDonaldsa się do tego zmusi). I patrz, jakoś nie bankrutują.

      I nie, to co opisujesz to nie są prawa fizyki – niektóre szkoły ekonomii, owszem, chętnie sobie przypisują zdolność do formułowania takich praw. Tyle, że fizyka swoje prawa potwierdza eksperymentalnie; ekonomia nie ma do tego metodologii.

      4. Na litość, weźże poczytaj jakąś inną książkę niż Misesa, bo powoli tracę cierpliwość. Wzrost liczebności populacji nie jest miernikiem ekonomicznego dobrobytu obywateli – nie był w czasach rewolucji przemysłowej, nie jest teraz.

    • Piotr pisze:

      1. W większości się zgadzam. Kwestią otwartą pozostaje czy inny model były możliwy, obecna sytuacja jest poszlaką mówiąc, że nie.

      2. Tzw. koszty pracownika i tak ponosi pracodawca. Pracownik nigdy tych pieniędzy nie widzi.

      3. No pewnie, że się da tylko, że jest dużo chętnych na jedno miejsce pracy, więc nikt nie ma motywacji do tego. Skuteczne akcje społeczne mogę na to wpływać, to jest jasne.

      4. Nikt nie mówi, że to jakiś miernik. Trudno także abstrahować od wkładu Misesa, ponieważ akurat w tego typu dyskusji, bo opisał teorie ludzie działanie(prakseologia) w dosyć sporej książce „Ludzkie działanie: Traktat o ekonomii”.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      1. Zagraniczne marki premium działające na polskim rynku go nie stosują. Tyle, że mają już zbudowaną markę – prowadzenie biznesu w ten sposób ogranicza za to konkurencję w postaci nowych polskich firm, które nie mogą przyciągnąć klienta marką (bo jej jeszcze nie mają), ani ceną (bo nie mają pozycji i możliwości jej cięcia, jak Vistula et al).

      2. Podajesz koszty pozapłacowe jako procent całości kosztów w odpowiedzi na dane Eurostatu – podające koszt na godzinę pracy. Wiesz, że tak przedstawionych danych nie da się porównać?

      3. O, widzisz, akcje społeczne. Te zaczynają się od uświadamiania klientów. Czyli może jednak da się zrobić coś innego niż wzruszać ramionami, mówiąc, że „byznes iz byznes”.

      4. To co jeszcze Mises napisał jest zupełnie irrelewantne – przytoczyłeś cytat, który pokazuje wniosek oparty na błędnej przesłance. Gdyby Mises wynalazł lek na raka, to nadal byłby wniosek oparty na błędnej przesłance. Ale dlaczego ta przesłanka jest błędna – no cóż, nie dowiesz się, ograniczając swoje lektury do Misesa.

    • Boruta pisze:

      > Trudno także abstrahować od wkładu Misesa, ponieważ akurat w tego typu dyskusji, bo opisał teorie ludzie działanie(prakseologia) w dosyć sporej książce „Ludzkie działanie: Traktat o ekonomii”.

      W tego typu dyskusjach Mises nie ma żadnego wkładu, bo wypisywał bzdury. Większe już miałby Roscher, tylko, że on wzrost demograficzny wiązał wyłącznie z uprawą ziemniaków, a to tylko jeden z elementów rewolucji żywnościowej.

    • Piotr pisze:

      1. Myślę, że nie zależy im rosnącej konkurencji 😉

      2. Najlepiej jak sięgniesz do raportu OECD, a nie Eurostatu. Wystarczy jednak spojrzeć na sytuację przy umowie o pracę za płacę minimalną. 2200 zł pracodawcy to 1300 zł pracownika. 40% klin to nie jest dobra sytuacja.

      3. Akcje społeczne mogą być skuteczne, bo przedsiębiorstwa chodzą na pasku konsumentów. Kwestia tego czy da się coś zmienić, czy polscy klienci coś zrobią no i czy działania będą wystarczające. Inni słowa pomoże lub nie. Natomiast zmniejszanie kliny podatkowego pomoże wszystkich pracownikom w Polsce w najbardziej odczuwalny sposób – parę stów więcej w kieszeni.

      4. Przywołałem dorobek Misesa by wskazać czemu go przywołałem. To on opisał ludzkie działanie w kontekście ekonomii, a o tym rozmawialiśmy. Natomiast ja uważam jego wniosek za poprawy. Czytałem różnych autorów. Przytocz jakiś kontrprzykład, jakiś konkret, bo nie jestem Bogiem i nie wiem jakąś książkę masz na myśli.

      @Boruta
      >A odeszły w innych.

      To chyba jasne, no i co z tego?

      >Dostałeś podany link, że nie i dalej nie dociera?

      A czy to zmienia fakt, że jak Chiński rząd zabrał komuś ziemie, to dla niego lepiej pracować w średnich warunkach czy żyć bez ziemi? Mówimy o tym, że pracują akurat tam dobrowolnie, a nie, że ktoś ich wyrzucił skądś. Jednych wyrzucili, innych nie proste.

      >Bzdura. Tłumaczyłem Ci już jak to działa.

      No chyba jednak nie.

      >I to jest Twój problem. Nie masz pojęcia jak wygląda sytuacja w tych krajach, ani jak wyglądało to w historycznej Europie i wypisujesz swoje widzimisię.

      Nie muszę znać szczegółowo Chin(Ty także nie znasz) by zauważyć, że na wybrzeżu gdzie rząd rozluźnił gospodarkę jest zdecydowanie lepiej niż w interiorze gdzie dalej w większości panują stare, komunistyczne porządki i jest bieda. No jak wyglądało to w Europie? Twój styl wypowiedzi zniechęca do odpowiedzi.

      >Rok temu w Habrinie poziom zanieczyszczenia powietrza osiągnął 1000 jednostek PM2.5. Półtorej roku temu w Pekinie zmierzono 469. Ponieważ zapewne tego też nie wiesz, to wyjaśniam, że WHO przyjmuje przekroczenie 300 za zagrożenie dla zdrowia i życia, a za normę 20. Dla porównania maksymalne skażenie w Warszawie to 35 jednostki, a poziom dopuszczalny określony jest na 25. Tylko w Pekinie, Szanghaju, Guangzhou i Xi’an było w 2012 roku 8 500 zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza.

      A więc jednak przypomina rewolucję przemysłową

      >Z matematyką tez studenci ekonomii są na bakier? w podlinkowanych artykułach znajdziesz informację o liczbie wykonywanych garniturów i wysokości podwyżki o jaka walczą dziewczyny.

      Przecież mówiłem, że to nie stoisko z oranżadą i tego tak się nie liczy.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      1. Za to nam powinno.

      2. To nadal nie mówi nic o tym, jak wysokie są całkowite koszty pracy poniesione przez pracodawcę i czy są one wysokie czy niskie na tle innych krajów.

      3. To temat na osobny spór, w który nie chce mi się teraz wdawać.

      4. Sorensy, ale to nie hipotezę odwrotną do postawionej się udowadnia.

    • Piotr pisze:

      2. Nie ważne czy na tle innych są niższe tylko czy są odpowiednie do specyfiki naszej gospodarki. Natomiast OECD raportuje, że i tak są bardzo wysokie.

      4. Ok, ale ty powiedziałeś, że Mises pisze głupoty, bo ktoś inny pisze inaczej i nawet nie powiedziałeś kto. Nie da się tak rozmawiać, nie znam wszystkich książek i autorów.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      2. Jasne, i to, że zaliczająca z roku na rok coraz większy wzrost Vistula nie chce przeznaczyć nawet minimalnie więcej na płacenie podwykonawcom to właśnie wina tych kosztów pracy, które (i jeszcze wyższe) jakoś są w stanie ponosić zagraniczne firmy funkcjonujące na polskim rynku, ale naszą spółkę by zarżnęły.

      I skoro nagle nie można porównywać ich z kosztami w innych państwach – to dlaczego procentowy udział pozapłacowych kosztów można?

      4. Mises ignoruje czynniki wpływające na wzrost populacji, jak poprawienie warunków sanitarnych i dostęp do czystej wody; brak dużych epidemii wpływających na dużą śmiertelność w innych okresach; pewne kamienie milowe w medycynie (Edward Jenner i pierwsze szczepionki chociażby). Dla niego – nope, wzrost populacji oznacza, że ludziom jest lepiej niż było, a jest lepiej, bo praca w fabrykach. Nie odsyłam cię do jednej książki zajmującej się krytyką Misesa, odsyłam cię do zdobycia elementarnej wiedzy, której ewidentnie w książkach Misesa nie ma. Inne argumenty miałeś podane wcześniej przez Borutę, ale je wygodnie zignorowałeś.

    • Boruta pisze:

      > Natomiast ja uważam jego wniosek za poprawy.

      Twoje widzimisię nie zmienia faktu, że to bzdura.

      > To chyba jasne, no i co z tego?

      Jeśli nie rozumiesz, to nic na to nie poradzę. :-(

      > A czy to zmienia fakt, że jak Chiński rząd zabrał komuś ziemie, to dla niego lepiej pracować w średnich warunkach czy żyć bez ziemi?

      Odbiera, żeby dać fabrykantowi. Czego nie rozumiesz?

      > Mówimy o tym, że pracują akurat tam dobrowolnie, a nie, że ktoś ich wyrzucił skądś. Jednych wyrzucili, innych nie proste.

      Nie pracują dobrowolnie. Proste?

      > No chyba jednak nie.

      Chyba jednak tak.

      > Nie muszę znać szczegółowo Chin(Ty także nie znasz) by zauważyć, że na wybrzeżu gdzie rząd rozluźnił gospodarkę jest zdecydowanie lepiej niż w interiorze gdzie dalej w większości panują stare, komunistyczne porządki i jest bieda. No jak wyglądało to w Europie?

      Ty nie tylko nie znasz szczegółowo Chin. Ty nie masz podstawowej wiedzy.

      > Twój styl wypowiedzi zniechęca do odpowiedzi.

      I taki jest jego cel, bo brakuje Ci podstawowych informacji, aby zabierać głos. Doucz się najpierw.

      > Przecież mówiłem, że to nie stoisko z oranżadą i tego tak się nie liczy.

      Czego się nie liczy? Chodzi o rząd wielkości, tego też nie rozumiesz?

    • Boruta pisze:

      > W tych krajach doszły po prostu możliwości pracy w takich miejscach.

      A odeszły w innych.

      > szczególnie gdy wszystko odbywa się dobrowolnie

      Dostałeś podany link, że nie i dalej nie dociera?

      > Mimo wszystko rewolucja przemysłowa nie wpędził dzieci do pracy tylko dała im możliwość przeżycia.

      Bzdura. Tłumaczyłem Ci już jak to działa.

      > Tak tak, Ci wszyscy przeciwnicy maszyn parowych…

      Czego nie zrozumiałeś?

      > Co do sytuacji Chin. Tak jak mówiłem. Nie znam dokładnie ich sytuacji

      I to jest Twój problem. Nie masz pojęcia jak wygląda sytuacja w tych krajach, ani jak wyglądało to w historycznej Europie i wypisujesz swoje widzimisię.

      > Inną kwestią jest to, że niepodważalnie poziom życia od czasu reform Xiaopinga rośnie.

      465% wzrostu zachorowalności na raka. Tylko 1% z 560 milionów mieszkańców regionów zurbanizowanych oddycha powietrzem do tego się nadającym. Rok temu w Habrinie poziom zanieczyszczenia powietrza osiągnął 1000 jednostek PM2.5. Półtorej roku temu w Pekinie zmierzono 469. Ponieważ zapewne tego też nie wiesz, to wyjaśniam, że WHO przyjmuje przekroczenie 300 za zagrożenie dla zdrowia i życia, a za normę 20. Dla porównania maksymalne skażenie w Warszawie to 35 jednostki, a poziom dopuszczalny określony jest na 25. Tylko w Pekinie, Szanghaju, Guangzhou i Xi’an było w 2012 roku 8 500 zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza.

      >Bardzo ciekawe. Możesz nam pokazać swoje obliczenia? Z góry ostrzegam, że to nie jest stoisko z oranżadą.

      Z matematyką tez studenci ekonomii są na bakier? w podlinkowanych artykułach znajdziesz informację o liczbie wykonywanych garniturów i wysokości podwyżki o jaka walczą dziewczyny.

      >Reszty nie komentuję, bo argumenty typu ” bo tak” są słabe.

      Jedynym, który argumentuje „bo tak” jesteś Ty. I to pomimo, że masz wyjaśniane, że rzeczywistość nie wygląda tak jak sobie wyobrażasz..

    • komias pisze:

      A produktywnosc w rolnictwie to sobie ot tak sama z siebie podskoczyla, czy tez moze dlatego, ze ktos produkowal narzedzia (masowo w fabrykach), ktore zastosowano z powodzeniem w rolnictwie?

    • Boruta pisze:

      > A produktywnosc w rolnictwie to sobie ot tak sama z siebie podskoczyla, czy tez moze dlatego, ze ktos produkowal narzedzia (masowo w fabrykach), ktore zastosowano z powodzeniem w rolnictwie?

      Sugeruję doczytać o wprowadzeniu nowych upraw i metod rolnictwa.

    • komias pisze:

      Nowe metody nie biora sie znikad. Ja o tym czytalem. Pytanie, czy Ty czytales o tym, dlaczego nagle od 1800 roku nastapilo cos w swiecie zachodnim, co NIE NASTAPILO NIGDY I NIGDZIE WCZESNIEJ: populacja eksplodowala, a stopa zycia podniosla sie radykalnie i niewyobrazalnie. Mamy np. statystyki dotyczace tego, ile zarabial robotnik na poczatku XIX wieku, a ile zarabial na jego koniec. Place realne w systemie zachodnim od 1800 podnosza sie w sposob niebywaly. Wielu traktuje to wzruszeniem ramion, ale nie zdaja sobie sprawy, ze czegos takiego nigdy w historii nie bylo. To jest najwazniejsze wydarzenie historyczne, ktore trzeba wyjasnic.

      Gadzety i nowe metody byly znane od zawsze, a jednak postep w nich nie nastapil w tak astronomicznym tempie. Cos musialo nastapic w zmianach porzadku spolecznego, ze ludzie mogli zaczac te metody IMPLEMENTOWAC.

      Bo od inwencji do realnej innowacji droga bardzo daleka. Polecam Schumpetera.

    • Boruta pisze:

      > Nowe metody nie biora sie znikad.

      Owszem, tylko to bez związku.

      >Ja o tym czytalem.

      Śmiem wątpić.

      > Pytanie, czy Ty czytales o tym, dlaczego nagle od 1800 roku nastapilo cos w swiecie zachodnim, co NIE NASTAPILO NIGDY I NIGDZIE WCZESNIEJ: populacja eksplodowala, a stopa zycia podniosla sie radykalnie i niewyobrazalnie. Mamy np. statystyki dotyczace tego, ile zarabial robotnik na poczatku XIX wieku, a ile zarabial na jego koniec. Place realne w systemie zachodnim od 1800 podnosza sie w sposob niebywaly. Wielu traktuje to wzruszeniem ramion, ale nie zdaja sobie sprawy, ze czegos takiego nigdy w historii nie bylo. To jest najwazniejsze wydarzenie historyczne, ktore trzeba wyjasnic.

      Więc Ci wyjaśniam. To efekt walki ruchu robotniczego o poprawę swojej sytuacji.

      > Gadzety i nowe metody byly znane od zawsze.

      Nie nie były. Sprawdź sobie chociażby skąd w europie wzięły ziemniaki.

      > Cos musialo nastapic w zmianach porzadku spolecznego, ze ludzie mogli zaczac te metody IMPLEMENTOWAC

      Bez związku.

      > Bo od inwencji do realnej innowacji droga bardzo daleka.

      I dlatego trochę czasu minęło od wyprawy Kolumba.

      > Polecam Schumpetera.

      I to wyjaśnia bzdury, które wypisujesz. „Z apteki poszła do praczki kupować pocztowe znaczki”. Poczytaj prace historyczne, a nie bajdurzenia ignorantów.

    • komias pisze:

      Nie kpij, bo tylko samego siebie w ten sposób ośmieszasz. Schumpeter był nie tylko jednym z wybitniejszych ekonomistów, ale również wybitnym historykiem gospodarczym.
      Nie wiem, jakich historyków czytałeś, ale raczej wygląda mi to na polskich marksistów, albo na opowieści Charlesa Dickensa.

      Już Ci pisałem, że nie trzeba być wrednym „liberałem gospodarczym”, żeby zauważyć, że czynniki materialne, ziemniaki, fasola, nie wyjaśniają wzrostu płac i ogromnego postępu gospodarczego. Ruch robotniczy też nie. To anachronizm.

    • Boruta pisze:

      > Nie kpij, bo tylko samego siebie w ten sposób ośmieszasz. Schumpeter był nie tylko jednym z wybitniejszych ekonomistów, ale również wybitnym historykiem gospodarczym.

      ROTFL! Przestań z siebie robić głupka. Nie był historykiem. Nawet nie stał koło historii.

      > Nie wiem, jakich historyków czytałeś, ale raczej wygląda mi to na polskich marksistów, albo na opowieści Charlesa Dickensa.

      Pierwszy z brzegu: Fernand Braudel. I skończ z pluciem ideologicznym jadem, bo tylko się ośmieszasz.

      > Już Ci pisałem, że nie trzeba być wrednym „liberałem gospodarczym”, żeby zauważyć, że czynniki materialne, ziemniaki, fasola, nie wyjaśniają wzrostu płac i ogromnego postępu gospodarczego. Ruch robotniczy też nie. To anachronizm

      Trzeba być ignorantem, aby tego nie dostrzegać. I Ty, i Twoi idole nimi jesteście.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Proszę państwa, kolejne komentarze składające się z inwektyw i one-linerów będą wylatywać. Tyczy się to tak jednej, jak i drugiej strony.

  • Boruta pisze:

    Przy dwóch garniturach dziennie podwyżka o 100 zł miesięcznie przeniesiona na koszt garnituru oznaczałaby wzrost jego ceny o ok. 2 zł. Słownie: dwa złote.

  • Nataszam pisze:

    Hm nie wiedziałam o tej aferze aczkolwiek faktycznie podejście firmy jest dla mnie śmieszne. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jak dużo wykwalifikowanych osób ucieka do pracy zagranicę o dobrego pracownika trzeba dbać. Skoro te panie wyrabiały normę i chciały tylko minimalną podwyżkę (bo 100 złotych uznaję za naprawdę niedużo) to firma powinna przemyśleć ich prośbę i pójść im na rękę. Nawet dając połowę, ale przy tych samych normach.

  • Michał pisze:

    Drogi Szymonie,

    bardzo dobrze, że poruszyłeś ten temat. Jeśli chodzi o Próchnik i Vistulę, to temat mnie średnio dotyczy, to jednak Wólczankę i Lambert lubię i kupuję. Miałem jednocześnie nadzieję, że dzięki temu, że kupuję produkt zrobiony w Polsce (mam alergię na wszelkie made in china, bangladesch), wspieram naszą gospodarkę. WIdać, że z tego mojego wsparcia nikła część leci do osób, które faktycznie tworzą te produkty.

    Postawa firmy jest zaskakująca o tyle, że przecież gdyby żaden pracownik nie chciałby pracować za tak niską stawkę, to nie mieliby, co sprzedawać (to jest moje podejście do świata z podobnej półki jak „gdyby wszyscy żołnierze na świecie nie chcieli walczyć, to by rządzący/dyktatorzy/prezydenci nie mogli prowadzić wojen”). No ale cóż.

    Po przeczytaniu tego artykułu zastanawiam się nad jedną rzeczą. Co my możemy z tym zrobić? Kupować produkty tylko po regularnych cenach? A jaką mamy gwarancję tego, że wyższe zyski towarów przełożą się na wyższe zarobki szwaczek, a nie tylko tych na najwyższych stołkach? Wydaje mi się, że właśnie tak właśnie będzie (przecież globalne koncerny właśnie po to przeniosły produkcję do Chin/Wietnamu/itd., żeby znacznie obniżyć koszta produkcji przy zachowaniu takich samych, jeśli nie wyższych, cen produktów). A może kupować tylko na wyprzedażach? A może w ogóle nie kupować takich produktów? Nie znam się na marketingu i ekonomii, ale jakby ktoś znalazł dobry sposób, w jaki konsumenci mogliby zaprotestować przeciw takim praktykom, z chęcią bym się przyłączył.

    Ot i moje trzy grosze w sprawie.

    Pozdrawiam,
    Michał

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Chyba nic z tym nie zrobisz. Zmiana musiałaby wyjść od firm, a dobre traktowanie pracowników musiałoby być równie istotnym punktem pijarowym jak produkcja w kraju. Ale to dla firm niezbyt opłacalne, bo obecny model pozwala minimalizować koszty i ustawić wysoką barierę wejścia dla konkurencji. Po prostu nie daj się łapać na bzdurne hasła o „społecznej odpowiedzialności” tego biznesu.

    • Boruta pisze:

      Co możemy zrobić? W wersji minimum napisać maila do firm, że do czasu jak nie zmienią podejścia rezygnujemy z kupowania ich produktów. Jeden taki list nikogo nie obejdzie, ale przy kilkuset i więcej powinno dotrzeć. W wersji maksimum wziąć udział w pikiecie pod salonem/siedzibą danej marki. W wersji extremum spakować wszystkie ciuchy danej marki i wysłać na adres biura z informacją gdzie i dlaczego maja sobie je wsadzić.

    • adam pisze:

      Wersja ekstremum najlepsza, ale znowu trzeba sie ciuchow pozbyc

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Za które już zapłaciłeś na dodatek. Mam wątpliwości co do skuteczności takiej akcji – zwłaszcza, że z konieczności odbędzie się na bardzo małą skalę.

    • Boruta pisze:

      Skuteczność jest związana z masowością. Im więcej uczestników, tym większe szanse na sukces.

    • Inny Michał pisze:

      To kiedy piszemy tego maila?

  • Drizzzt pisze:

    Czyli co lepiej żeby te kobiety nie zarabiały nic ? Jaką mają alternatywę ? Albo Vistulla albo bezrobocie generalnie może nie jest to jakoś fair ale no cóż świat też nie jest fair. Jeżeli im to nie pasuje mogą się zwolnić i szyć na własną ręke 😉

  • Piotr pisze:

    @szymon
    Już nie mogę odpowiadać w wątku, w którym omawialiśmy kilka kwestia, więc nie będę robił tu bałaganu i zaczynał wątku w nowym komentarzu. Pozdawiam

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Możesz odpowiadać na ostatni komentarz, przy którym masz link „Odpowiedz” – komentarz wyląduje w tym wątku. Nie mam nieograniczonego zagnieżdżenia komentarzy, bo by to w pewnym momencie mocno utrudniało czytanie.

  • Paweł pisze:

    Bardzo smutne to co opisałeś, szkoda że ładne rzeczy łączą się z czyjąś niedolą….

  • jdas pisze:

    Można by tu zadać pytanie ile zatem powinna kosztować koszula, by szwaczki zostały godziwie wynagrodzone? Według mnie niskie wynagrodzenia wynikają z chciwości firmy, sklepu, pośredników itp, a nie z tego że cena sklepowa jest za niska.
    Czy 300 złotych za koszulę Lambert to mało? Nie to bardzo dużo. Jestem ciekaw ile taka szwaczka zszywa takich koszu miesięcznie. Załóżmy że 50 (czyli 2 dziennie). Daje to w detalu 15000 złotych. Kto bierze więc te 12500? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że takie są koszta surowców, energii, transportu, wynajmu sklepu itp.
    Dla mnie 300 złotych za koszulę to cena maksymalna, a kupowanie gotowej za większe pieniądze nie ma sensu, bo za 400-450 można mieć uszytą na miarę przez krawca.

  • Boruta pisze:

    „Dzisiaj w Polsce odbyły się pikiety pod sklepami Vistuli – marki, która zamawia odzież w firmie Trend Fashion. Szwaczki z Trend Fashion szyją w warunkach podobnych do tych w Bangladeszu (brak klimatyzacji, przeciekający dach), a po proteście w którym rządały 1gr podwyżki na akordzie (czyli ok 100zł miesięcznie) 8 z nich zostało zwolnionych. Chcemy aby Vistula, Wólczanka i Próchnik zażądały od TF przestrzegania praw pracowniczych, przywrócenia zwolnionych i zapewnienia podwyżek! Przedstawiamy relację z Krakowa, niebawem będzie relacja z Wrocławia.”
    http://ipkrakow.wordpress.com/2014/12/10/pikieta-clean-clothes-i-ip-w-krakowie/