Są w świecie męskiego ubioru słowa, które kojarzą się z luksusem od razu. W przypadku butów będzie to na przykład shell cordovan, niesamowicie trwała i droga końska skóra. Innym kolana miękną na dźwięk terminu “bespoke” określającego garnitur na miarę. W świecie tkanin – wystarczy powiedzieć kaszmir.

Kozy kaszmirskie, z których pochodzi ten materiał, wypasane są w temperaturach sięgających -30 stopni celsjusza – wytwarzają więc ochronną warstwę sierści zimowej, skrytą pod zewnętrzną warstwą sierści całorocznej. Ta pierwsza różni się od tej drugiej delikatnością i puszystością włosa, oraz znakomitymi właściwościami termoizolacyjnymi – i to właśnie z niej wytwarzane są kaszmirowe tkaniny i dzianiny.

Kaszmir chroni od chłodu bodaj najlepiej z używanych w produkcji ubrań materiałów naturalnych, jest też niezwykle miękki i przyjemny w dotyku. Produkuje się z niego zarówno dzianiny – swetry i kardigany; tkaniny do produkcji marynarek, spodni czy płaszczy, oraz akcesoria jak szaliki czy krawaty.

Kaszmirowy płaszcz (fot. SuitSupply)

Kaszmirowy płaszcz (fot. SuitSupply)

Jest też generalnie potwornie drogi. Choć i to się zmienia – w takim H&M kupić można kaszmirowe swetry w cenie około trzystu złotych, na wyprzedaży zaś – jeszcze mniej. To rodzi naturalne pytanie: czy cena kaszmiru była windowana sztucznie, skoro da się taniej? Czy chodzi o kreowanie aury dobra luksusowego, czy za wysoką ceną rzeczywiście coś stoi?

Jakość

Sytuacja jest podobna jak z butami – cena jednak przekłada się na jakość. Buty za 300 i 1300zł to dwie zupełnie inne półki i podobnie będzie z kaszmirowymi ubraniami. 100% kaszmiru na metce nie mówi bowiem wszystkiego.

Kaszmirowa marynarka (fot. SuitSupply)

Kaszmirowa marynarka (fot. SuitSupply)

Tańszy kaszmir pochodzi w przeważającej większości z Chin, które rozpoczęły jego produkcję na masową skalę stosunkowo niedawno, bo w latach dziewięćdziesiątych. W 2005 zmieniły się zasady jego importu do krajów Unii Europejskiej, więc europejski rynek zyskał dostęp do taniego kaszmiru.

Różnica między tym tańszym, a tym droższym kaszmirem widoczna jest w kilku najważniejszych obszarach. Ten tańszy składa się z krótszych – 28-30mm – i nieco grubszych włókien; jest też luźniejszy w spocie, co powoduje, że można użyć mniej surowca. Kaszmir marek premium zawiera włókna dłuższe niż 36mm, o średnicy do 15,5 mikrometra (często piszą “mikrona”, ale fuj, trzymajmy się jednostek SI) i używa gęstszego splotu. Użycie krótkich włókien nadaje co prawda dzianinie puszystości, która powoduje, że tani kaszmir jest w dotyku nawet przyjemniejszy od nowego kaszmiru wysokiej klasy, ale powoduje też szybsze niszczenie i tworzenie kuleczek (podczas gdy droższy produkt z czasem będzie tylko zyskiwać na miękkości i komforcie użytkowania). Te kuleczki na kaszmirze premium też mogą się pojawić – ale i powinny zniknąć po pierwszym praniu. Luźny splot oznacza też słabszą sprężystość (dzianina łatwiej traci kształt) i gorszą ochronę przed chłodem.

Kaszmirowy szalik

Kaszmirowy szalik z oferty Mahogany.pl

Do tego oczywiście dochodzi jeszcze wykonanie – na rzeczy marek premium składa się przeważnie więcej pracy ręcznej; lepszej jakości są inne użyte elementy, jak nici czy guziki.

Warto więc, jeżeli zaobserwujesz gdzieś wspaniałą okazję do kupienia niedrogich rzeczy ze stuprocentowego kaszmiru, upewnić się z czym masz do czynienia. Pomacaj; potrzyj o siebie warstwy materiału – tworzenie się kuleczek już na tym etapie nie wróży za dobrze. Rozciągnij materiał i zobacz, czy wraca do swojego pierwotnego kształtu (dobrze), czy pozostaje rozciągnięty (niedobrze). Obejrzyj pod światło i zobacz, jak bardzo jest prześwitujący – cienki kaszmir o luźnym splocie to domena taniej chińskiej produkcji masowej.

Nie oznacza to, że tani kaszmir uważam za bezużyteczny – sam mam kilka takich rzeczy i nadal noszą się bardzo przyjemnie i zdecydowanie łatwiej zmieścić go w budżecie, w którym nie masz osobnej przestronnej rubryki na dobra luksusowe. Tylko lepiej robić to ze świadomością, co kupujesz – bo w przeciwnym wypadku łatwo możesz dojść do przekonania, że ten cały kaszmir jest potwornie przereklamowany.

Bardziej osiągalne cenowo są też rzeczy z dodatkiem kaszmiru – już kilka procent w wełnianej tkaninie nada jej przyjemnej miękkości.

Dbanie o kaszmir

Dzianiny kaszmirowe pierze się ręcznie w zimnej wodzie, z dodatkiem bardzo delikatnego detergentu. Brudne łatwiej przyciągają mole, których zdecydowanie nie chcesz na swoich ubraniach, bo z raz zrobioną dziurą wiele już nie zrobisz. Nie wyżymaj i nie wykręcaj – połóż na płasko na ręczniku, zwiń ten ręcznik ze swetrem w rulon, przyciśnij lekko żeby odciągnąć nadmiar wody i rozwiń. Następnie przełóż sweter na nowy, czysty i suchy ręcznik, rozłóż na płasko i zostaw do wyschnięcia.

Przechowuj złożone na półce, a nie na wieszaku – jak zresztą wszystkie dzianiny, żeby uniknąć trwałych odkształceń.

Tkaniny używane w płaszczach, marynarkach i spodniach czyści się – podobnie jak wełnę – chemicznie.

Konkurs

Mam dla was szybki konkurs – wraz ze sklepem Mahogany.pl, zajmującym się sprzedażą 100% kaszmirowych dzianin wysokiej jakości. Sklep stawia na rzeczy wykonane ręcznie, tradycyjnymi metodami w Nepalu, skąd pochodzi też surowiec. Otrzymać w konkursie możecie szalik z gęsto tkanej, miękkiej i ciepłej kaszmirowej dzianiny w wybranym przez siebie kolorze – idealny na zimę.

02

Wystarczy, że zostawicie pod tym wpisem komentarz z odpowiedzią na pytanie:

Jaki jest twój sposób na zimowe mrozy?

Wybiorę osobę, która udzieli najciekawszej, oryginalnej, zabawnej, bądź w inny sposób przyciągającej moją uwagę odpowiedzi. Nie musicie ograniczać się do tekstu – może to być link do zdjęcia, grafiki, etc. Liczę, że wymyślicie coś fajnego :)

Na zgłoszenia czekam przez tydzień – czyli do godziny 23:59 soboty 13 grudnia 2014. Zwycięzca zostanie ogłoszony w tym poście do środy 17 grudnia.


 

Wyniki

Przeczytałem wszystkie zgłoszenia – prawie pięćdziesiąt, nieźle! – i kilka z nich rzeczywiście przykuło moją uwagę. Ciekawe, dowcipne, oryginalne – aż szkoda, że mam do oddania tylko jeden prezent. Musiałem więc zdecydować.

I zdecydowałem – zwycięzcą zostaje Rafał K. – za pomysł i wykonanie, które kosztowało trochę wysiłku (oraz za władowanie rekordowej ilości popkulturowych nawiązań do dwustronicowego komiksu – to nie mogło przejść niezauważone).

W odpowiedzi na pytanie konkursowe przygotowałem dwustronicowy komiks.

Strona pierwsza:
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/e68625ea04e58ce9.html

Strona druga:
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/2a2e9fdcbd03f574.html

scenariusz: Rafał Kołsut
w roli narratora: Rafał Kołsut
rysunki: Krzysztof Małecki
występy gościnne: Człowiek Bez Szyi
i Robert Downey Jr. (jako on sam)

Miłej lektury!

Komiks pozwolę sobie wkleić poniżej:

e68625ea04e58ce9

2a2e9fdcbd03f574

Gratuluję zwycięzcy – i proszę o kontakt mailowy z wybranym kolorem szalika i adresem przesyłki :)

Zobacz też

52 komentarzy

  • Szymon pisze:

    Ubieranie sie warstwami 😉

  • Alex pisze:

    Jednymi ze skuteczniejszych metod, które sam praktykuje to przede wszystkim kubek termiczny z herbatą/kawą z odrobiną whisky (oczywiście otrzymaną w prezencie) lub innego rozgrzewającego trunku lub grzane wino. Niestety jestem studentem, więc taki rodzaj rozgrzewacza jest dla mnie tańszą opcją niż super ciepły szalik z kaszmiru, na który zwyczajnie mnie nie stać :(

    • komias pisze:

      Rozgrzewajace wlasciwosci alkoholu to jeden wielki mit. Alkohol rozluznia miesnie i uwalnia cieplo – po krotkim czasie mamy cieplejsze rece, bo gromadzone wewnatrz ciala cieplo ucieka na zewnatrz. Potem szybko robi sie bardzo zimno.

      Alkohol wychladza organizm, a nie go ociepla.

  • Awilod pisze:

    Czapka, zdecydowanie. Czapka to podstawa zimowej egzystencji.

  • karlo pisze:

    ukochana u boku. wiadomo, że we dwoje cieplej 😀

  • WOOKIE pisze:

    Świadomość dobrego ubioru i dla mody można przecierpieć największe chłody.

  • Freyu pisze:

    Trzymanie za łapki ukochanej swoją łapką oraz oczywiście herbatka z wkładką :)

  • Johnny pisze:

    Ogry mają warstwy, więc ubieram się na cebulkę ;D

  • James_Twist pisze:

    Niezastąpionym sposobem na zimowe mrozy jest natłok pracy. Gdy mamy wiele na głowie najzwyczajniej nie mamy czasu na myślenie o otaczającym nas mrozie ! Niestety skutkuje to tym, że ignorując mróz, łatwo można się przeziębić, w czym powinien pomóc ciepły kaszmirowy szalik i nie tylko on.

  • Dominik pisze:

    Nie będę silił się na oryginalność i po prostu opiszę swój sposób na mróz w zimie przy wyjściach z domu.Nogi: ciepłe skarpety i buty (np. Camper) na grubej podeszwie o pół/czasem numer za duże (w drugim przypadku grubsze skarpety) – nic tak nie izoluje jak powietrze. Od kolan do kostek jestem zimnoodoporny, a ważniejszy jest obszar od kolan w górę: tutaj nieodzowny jest płaszcz do połowy uda (u mnie np. Matinique). Najchętniej wełniany, a pod nim kolejna wełniana warstwa w postaci kardiganu lub marynarki. Oczywiście spodnie w zimie najchętniej z wełny – lubię ciepłą elegancję w zimie. Na szyję obowiązkowo szalik uszczelniający prześwity pomiędzy kołnierzem a szyją. Na głowę natomiast piękna futrzana czapka – i ciepło, i elegancko. Dłonie: bez wyjątku rękawiczki, albo skórzane na lekkie mrozy, albo wełniane norweskie mitenki Johaug na mrozy potężniejsze. Czyli ogólnie rzecz biorąc uszczelniam wszelkie odpływy ciepła z ciała. Aha, na twarz krem lekko natłuszczający bo mróz potrafi wysuszyć skórę.

  • Bartosz pisze:

    W mroźne dni za pancerz służy mi dzielnie upchany w zwały gęsi puch, z kapturem o obwolucie z króliczego pysznego futerka. Na dłonie przywdziewam skórzane rękawiczki, które są pomyślane na tyle wygodnie iż od środka ręce niczym całun zgrabnie owija leciuchna warstwa kaszmiru, grzejąc jak należy.Czapka to wełniany klasyk wydziergany przez babcię 😉

  • Daniel pisze:

    Niewychodzenie z domu i przytulanie się do najukochańszej osoby na świecie !

  • Czytelnik pisze:

    Dla mnie najprostszym i zarazem najbardziej naturalnym sposobem na zimowe mrozy jest ruch! Stojąc bezczynnie niesamowicie marzniemy. Ale energicznie maszerując, z torbą czy plecakiem na ramieniu nawet zimą może być całkiem ciepło!

  • Bartek pisze:

    Idealny sposób na mrozy to: przystanek Uniwersytet Rolniczy, ewentualnie Nowy Kleparz, proszę wybrać według uznania, do tego autobus linii 139/159 i piękny, mglisty poranek przed godziną 8. Jeżeli uda nam się wcisnąć do przejeżdżającego pojazdu, zapewne nie zmarzniemy, zaznamy mnóstwa bliskości, a prócz tego nie ominą nas jeszcze interesujące doznania estetyczne :)

  • Wojt pisze:

    Cebula, czosnek i zimny prysznic! 😉

  • Heres pisze:

    Sposób na zimowe mrozy? Może uda mi się go zawrzeć w krótkiej historyjce.

    Kolejny zimowy dzień. Rozpoczyna się wstaniem z łóżka o 6:00, kiedy umysł nie do końca wybudzony próbuje mówić „Po co iść na ten wykład o 8:00?”. Szybkie przejście z łózka do kuchni, uruchomienie ekspresu do kawy. Spojrzenie za okno i widok tak przeraźliwie białego śniegu skontrastowanego z czernią jeszcze nie rozjaśnionego poranka skutkuje filozoficznymi rozmyślaniami nad łóżkowym ciepłem. Kawa zrobiona – dolane do niej mleko wybiela ją jak pierwsze promienie wschodzącego słońca przeganiają resztki mroźnej i wietrznej nocy. Kolejne łyki kofeiny energetyzują umysł zmuszając go do sprawnego działania. Na taki ziąb – tylko bawełniane chinosy, błękitna koszula OCBD, wełniany sweter. Knit pod szyją. Wełniany płaszcz idealnie wpasowuje się w fakturę pozostałych tkanin. Pod szyją, kaszmirowy szalik ocieplający tak bardzo newralgiczną szyję, której niewystarczające zabezpieczenie w czasie mrozu skutkuje tragedią dla studenta – brakiem możliwości aktywnego udziału w zajęciach.

    Wyjście za drzwi – równie nieśmiało i niepewnie jak student wychodzący za drzwi, na horyzoncie nad budynkami zaczyna wysyłać swe promienie słońce. Choć niezbyt grzejące, dodają trochę motywacji. Ciepły ubiór zaczyna spełniać swą rolę, chroniąc przed drobnymi sztylecikami mrozu, szukającymi każdej możliwej drogi.

    Po pierwszym porannym wykładzie, w trakcie którego umysł, jeszcze ospały i nie do końca kierujący swe tory tam gdzie powinien, ulega całkowitemu wybudzeniu. Wyjście przed budynek Uniwersytetu, zapalenie pierwszego papierosa i obserwacja pędzących wszędzie ludzi, marznąco zabieganych. Nogi, trochę żyjące własnym życiem, automatycznie zwracają się w stronę ulubionej herbaciarni. Jest to ostatni moment na relaks przed oddaniem się w wir zajęć, notowania, powtórek i rozwiązywania ukochanych kazusów. Korzenna herbata ogrzewa ciało, lektura porannej prasy rozgrzewa szare komórki. Ostatni łyk i powrót na uczelnię.

    Szczęk kluczy w zamku drzwi domu zwiastuje koniec dnia pracy – czy też uczelni. Powrócił zły, nieodłącznie związany z chłodem mrok, choć noc jeszcze nie nastąpiła. Czas na odpoczynek, wyczekiwany i upragniony – pragnienie to dodatkowo spotęgowane atakiem zimy. Z głośników zaczyna płynąć Jazz. Charakterystyczne rytmy odprężają i pozwalają zebrać myśli. Świeżo rozpalony ogień zaczyna trzaskać w kominku, wysyłając strumień ciepła ogrzewającego świadomość. Fajka nabita słodkim, lekko wiśniowym tytoniem firmy Peterson po chwili emituje kłęby otulającego, aromatycznego dymu. Codzienny, zimowy rytuał znajduje swój koniec w momencie powrotu do początku – tak pociągającemu, budzącego poczucie bezpieczeństwa łóżku.

    Pierwszy raz coś takiego napisałem (na szczęście zmotywowany anonimowością i konkursem), w pewnym sensie zawarłem tu myśl – jak radzić sobie z mrozem. Może niewiele (poza pewnymi elementami) ma to wspólnego z ochroną przed zimnem sensu stricto. Mimo wszystko, takie drobne rzeczy, jak poranna kawa, ciepła herbata między zajęciami – czy relaks przy muzyce i fajce w połączeniu z zimą za oknem, powoduje to – że uwielbiam zimę i jej „klimat”, pomimo ewidentnej niechęci do mrozu :)

  • Konrad P pisze:

    Męskie legginsy czyli kalesony!

    Pomimo swoich 22 lat, gdy nadchodzi zima słyszę od mojego taty jedno „Jest mróz ubierz kalesony!” i wbrew wszystkim śmiechom i chichą gdy jest naprawdę duży mróz zakładam ten jakby nazwać „obciachowy” element garderoby.
    Naprawdę dają dużo ciepła, może tak jakiś artykuł o tym elemencie ubioru? Dużo dzisiejszych spodni które można kupić w sieciówkach nie daje zbyt dużego komfortu termicznego.

    I obrazek na zakończenie: http://img7.demotywatoryfb.pl//uploads/1260217756_by_kulpowis_600.jpg

  • Marcus B. pisze:

    Na mróz nigdy nie wychodzę bez czapki i rękawiczek. Po powrocie do domu – herbatka z rumem.

  • mila pisze:

    Jeśli jest mi zimno, to nie wychodzę z domu.

  • Kacper pisze:

    Najlepszy sposób na zimowe dni, a w szczególności wieczory, to zmartwienie każdego studenta, czyli sesja. Dużo nauki, też może wydawać się (o zgrozo!) przyjemne, gdy za oknem widzimy zniechęcające nas warunki pogodowe (gorzej może być z wynikami, bo to, że się uczymy nie znaczy, że się nauczymy i zaliczymy… :( ). Ta nieprzyjemna czynność, poszerzania swoich horyzontów myślowych pod przymusem, może stać się miła gdy przywdziejemy ciepły i elegancki szlafrok (dobrze wyglądać trzeba zawsze!), zrobimy sobie filiżankę ciepłej herbaty z miodem i cytryną, bądź kakao albo grzane wino na poprawę koncentracji, kochający nas kompan (w moim przypadku Labrador Retriever), będzie nam leżał na kolanach i dodatkowo nas ogrzewał, a w tle będziemy słyszeli delikatne trzaski palącego się drewna w kominku. Czegóż więcej trzeba, żeby było nam ciepło? 😉

  • Paweł R. pisze:

    Bawię się modą, lubię mieć dobre rzeczy, trwałe, eleganckie, zimą nosze grubsze rzeczy, z wełny, kaszmiru, tweedowe, takie cięższe materiały. Chronią one dobrze przed mrozem. Jednak uważam, że jest to niewystarczające, dodatkowo trzeba się zahartować, dodatkowo ważne jest dobre odżywianie się. Oprócz fascynacji modą mam bzika na punkcie zdrowego odżywiania, latem zrobiłem mnóstwo dżemów, konfitur, soków i nalewek z naszych polskich owoców, trochę czasu trzeba było nad tym spędzić, gdy na zewnątrz był upadł, ale teraz można delektować się pysznym smakiem, a dodatkowo organizm otrzymuje wsparcie w postaci witamin i innych niezbędnych składników. Uważam, że samo ubieranie się „na ciepło” to za mało. Organizm musi być wzmocniony. Dodatkowo urzekła mnie historia pewnego pana, już chyba ponad 80-letniego, w zeszłym roku było on nim głośno, na yuotubie był filmik jak ten pan ćwiczy pomimo tylu lat na karku. Nadto przeczytałem wywiad z tym panem, gdzie mówił, że ma wysoką odporność na zimno, bo się hartuje, bierze zimny prysznic, biega boso po śniegu, zachęca do tego swoich wnuczków, ale oni podobno pukają się w czoło, jak mówi im, żeby wzięli zimny prysznic. Ja wziąłem sobie jego rady do serca, ale i tak już wcześniej hartowałem się, nie przegrzewam pomieszczeń, w których przebywam, zyskuję naturalną odporność. Także wszystkich zachęcam – ubierajcie się dobrze, elegancko, ciepło, używajcie dobrych tkanin, ale też dobrze się odżywiajcie i hartujcie, a żadne choróbska i przeziębienia Was nie dopadną. Pozdrawiam.

  • Jakub Kramarz pisze:

    Pomijając rozwiązania oparte o cebulę (czy to w pożywieniu czy ubiorze), czosnek (który pomoże choć w izolacji od jednostek chorych) czy napoje procentowe (bo o dobrej herbacie to nasze pokolenie raczyło zapomnieć) chciałbym polecić rozwiązanie daleko niekowencjonalne, ale doskonałe na nasz piękny, brudny i zakorkowany Kraków: rower.
    O lepsze źródło ciepła niż nasze własne oraz sposób na odgonienie złych w ciemne dni myśli niż aktywność fizyczna ciężko.
    Nie musimy się posuwać przy tym do znaczących kompromisów w ubiorze, a na szczęście już jedynie drobnych modyfikacji – coraz więcej marek proponuje ubrania z niebrudzącym się, nie zamakającym i ciekawym w dotyku wykończeniem Nanosphere, np. w postaci bardzo cywilnej w wyglądzie serii Levi’s Commuter: https://www.youtube.com/watch?v=svytr6Ud5zY

  • moi pisze:

    Zaglądam tu co jakiś czas, ale dziś, z okazji konkursu, pozwolę sobie się przywitać towarzystwu i skomentować :)

    Mój sposób na zimowe mrozy:
    Okrywanie się wełną. Przede szystkim zasada: „ain’t no coat like duffle coat!” :). Szara budrysówka (Gloverall z secondhandu) to moje zdecydowanie najulubieńsze okrycie na niskie temperatury. Jest to przecież ciepły wełniany płaszcz, który (mój egzemplarz) sięga do kolan czyli okrywa dużo więcej niż puchowa kurtka. Do tego ma kaptur, który w absolutnej ostateczności (czyli duże mrozy) zapewnia dodatkową warstwę ochronną dla głowy obok wełnianej czapki. Do tego skórzane rękawiczki na dłonie, a poza tym trzewiki półeleganckie lub sztyblety co by mi śnieg nie wpadł do butów. Na nogi ciepłe sztruksy, a na górę marynarka z wełnianej flaneli (Tiger of Sweden z secondhandu), szary wełniany krawat i niebieska koszula oksford (TM Lewin z secondhandu). Szyję okrywam jeszcze starym szlikiem, który mam nie wiem skąd, ale chętnie zmieniłbym na kaszmirowy :). Czyli, podsumowując, wełniane: płaszcz, czapka, krawat, szalik i marynarka.
    Do tego warstwa kremu na twarz, żeby zimne powietrze nie ocisnęło swego piętna na cerze (kominiarka nie bardzo się komponuje :D), a na wargi specjalna pomatka ochronna.

    I można ruszać w miasto!

  • Levy pisze:

    Gdy spadnie pierwszy śnieg, to odkręcam grzejniki w całym mieszkaniu na full i otwieram wszystkie okna. W marcu udaje mi się już roztapiać śnieg i nagrzać okolicę.

  • Antoniusz pisze:

    Gdy Ci chłodno, gdy jest Ci źle
    wdziej swój stary kubrak i okryj się
    Wnet Twa Luba puści w niepamięć
    Twoje kaprysy i kwestie nagięć
    Zrozumie przeto żeś jest stylowy
    Musisz mieć szal zupełnie nowy
    Nie możesz przecież marznąć na mrozie
    To może zaszkodzić Twej szarmanckiej pozie,
    Gdybyś miał szal- wytworny kaszmirowy
    Nie byle jaki- nie akrylowy,
    Ciepło by szyję Twą okalało
    Nic by Cię już więcej nie frasowało!
    Gdy zamieć wielka i śnieg po szyje,
    Gdy mroźne noce i wiatr też wyje,
    Miałbyś swą przystań przytulną, wygodną
    Delikatną, gustowną – nie staromodną.
    Jednak obecnie dla walki ze sztormem
    Muszę się zadowolić mym wełnianym uniformem
    Zdjęcie jego poniżej załączam
    Sami przyznacie, słabo wyglądam!
    Zatem kaszmirowy szal jak mało komu
    Doda mej biednej postaci splendoru!

    http://zapodaj.net/6518e43d958d1.jpg.html

  • J. pisze:
  • M.S. pisze:

    W domu cieplutki kocyk i termofor :) Gdy życie zmusza do wyjścia na zewnątrz, np. na uczelnie, czy do pracy, ubieram się na tzw. cebulkę. Standardowo, koszula, sweter, marynarka (kardigan) i gruby płaszcz. Wszyscy też wiedzą, że najlepszym sposobem, aby się ogrzać w zimowe wieczory jest gorąca herbatka z ukochaną osobą :)

  • Marcin pisze:

    Kaszmir jest świetny, tylko szkoda, że taki drogi. Od czasu do czasu pozwalam sobie na kaszmirowy zakup z wyższej półki i mam nadzieję, że moje delikatne sugestie znajdą odpowiedź w postaci gwiazdkowego prezentu od mojej dziewczyny;)

  • Artur pisze:

    A ja podchodzę do tematu po męsku, czyli stawiam na hart ciała i ducha. Do momentu aż naprawdę nie da sie wytrzymać dłużej bez czapki to jej nie zakładam i do temperatur do 0 stopni praktycznie chodzę ubrany tylko w koszulę nie ociepalny płaszcz i rękawiczki (niestety moje dłonie za szybko mi marzną). Tak przyzwyczajam organizm do niższych temperatur, żeby nie płakać jak moje znajome, że zimno, mróz i w ogóle one chcą na Majorkę – kto by nie chciał 😉
    Dopiero przy najdejściu temperatur jak jest teraz przerzucam się na kolejną warstwę czyli swetry, a potem na ubrania typowo zimowe. I tak do tempetatur rzędu -10 można przeżyć z porządnymi skórzanymi rekawiczkami, dobrą czapką wełnianym swetrem i budrysówką i dobrymi ocieplanymi butami (polecam timberlandy proseries http://shop.timberland.com/product/index.jsp?productId=4208638).
    Ponieważ jeszcze mniejsze temperatury są przez klika dni w roku to wtedy ubieram się na cebulkę i bieliznę termoaktywną i tyle :)

  • Mandrk pisze:

    Po prostu kalesony 😀

  • Witek pisze:

    Bez względu na to czy są to skandynawskie mrozy, czy wilgotne, angielskie spadki temperatury niezastąpione zawsze pozostanie ciepłe okrycie. Podobnie jak zamieszkujący przy Baker Street 221b Sherlock Holmes, gdy mróz przenika do pomieszczenia a do kominka dalej mi niż tytułowemu bohaterowi powieści A.C. Doyla najbardziej polecam gorącą, liściastą herbatę z odrobiną imbiru. Łyk lekko-cierpkiego naparu rozgrzewa od środka całe ciało, a te – najlepiej chroni od zewnątrz stylowy szlafork lub bonżurka. Gdy za oknem zawyje wiatr a w pokoju jedynie punktowe światło odsłania litery kolejnej strony ulubionej książki doceniam każdy moment, kiedy sięgam po filiżankę, ponad którą unosi się mały obłok pary. Do pełni szczęścia wystarcza oparcie fotela i czasem koc a mroźny powiew bijący śniegiem w okno staje się jedynie przyjemnym przerywnikiem.
    Polecam wtedy lekturę Stiega Larssona lub którąś z opowieści o wspomnianym detektywie a gwarantuję, że chłód za oknem stworzy wyjątkową atmosferę.

  • Daniel pisze:

    Przede wszystkim trzeba się wyspać, bo wyspany lepiej radze sobie na mrozie!
    Poza tym, nigdy nie stoję, bo wtedy nawet ciepły sweter babci nic mi nie pomoże – trzeba się dużo ruszać na mrozie, wtedy pobudzamy krew do lepszego krążenia!
    Nosze ze sobą pingwinka – tak nazwałem swój mały kieszonkowy termofor, który chowam do kieszeni i wyciągam, gdy temperatura jest na prawdę tragiczna. 😀
    Podstawą jest jednak dobry humor i kobieta obok – wtedy nawet przy -80 może być ciepło! :)

  • Grzegorz pisze:

    Ja mam bardzo prostą metodę.

    Ubieram się ciepło jak należy: koszula, wełniany sweter, wełniany płaszcz, szalik i czapka, grubsze skarpety, ewentualnie kalesony. Mimo chłodu trzymam szyk. Z zewnątrz wyglądam schludnie i elegancko.
    Jednak to, co mnie prawdziwie rozgrzewa to muzyka, której słucham jadąc na uczelnię.
    Nic tak nie rozgrzewa jak rasowy rock, patrz : AC/DC. Szczególnie mnie teraz cieszy ich nowa płyta, świeżutka rzecz idealna na pojawiający się powoli zimowy klimat.

  • Olciaa pisze:

    Uwielbiam też taki styl u mojego chłopaka. Ostatnio szukałam ciepłych dodatków, a w sklepach posucha…w koncu trafiłam na coś ciepłego z rossignola. Rękawiczki i czapka podszyte polarem kupione. Przydadzą się nie tylko nna stok, bo jedziemy w lutym na narty 😉

  • Ufiak pisze:

    Oszczędzę czytania i po prostu zobrazuję mój sposób na zimowe mrozy narysowaną ilustracją:

    http://ufiakah.deviantart.com/art/Christmas-Card-499599654

    Najlepszym sposobem na zimowe mrozy jest je polubić i czerpać z nich tyle radości ile się da!
    Można założyć ciepły wełniany płaszcz, futrzaną czapkę, porządne skórzane rękawice i świetne buty. Oraz oczywiście szalik. Kaszmirowy 😉
    Można jeszcze na zimę zapuścić brodę!
    I tak, ciepło ubranym, można korzystać z życia wraz z bliskimi i ukochanymi. Rozgrzewać się przez sporty zimowe, ruch, spacery. A później w domu razem odpoczywać i siedzieć pod choinką z wielkim kubkiem gorącej czekolady i książkami :)

  • Rafał K. pisze:

    W odpowiedzi na pytanie konkursowe przygotowałem dwustronicowy komiks.

    Strona pierwsza:
    http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/e68625ea04e58ce9.html

    Strona druga:
    http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/2a2e9fdcbd03f574.html

    scenariusz: Rafał Kołsut
    w roli narratora: Rafał Kołsut
    rysunki: Krzysztof Małecki
    występy gościnne: Człowiek Bez Szyi
    i Robert Downey Jr. (jako on sam)

    Miłej lektury!

    • Witas pisze:

      Odważny wybór i nie każdemu się spodoba ale wykonanie komiksu mistrzowskie, pozdrawiam i powodzenia w konkursie :)

  • Bartek pisze:

    http://wrower.pl/images/strony/004/full/zima_ogrzewacz.jpg

    Sposób na zimno? Wetknięcie kilku takich w strategiczne miejsca ^^

    Dodatkowo przyjechanie codziennie na trening 15 minut wcześniej, rozłożenie ręcznika na podłodze i położenie stóp na kaloryferze. Ciepłe stopy podczas skakania to ogromny komfort.

  • soradek pisze:

    Warstwy.

    Zimowa aura to nie jest czas na eksponowanie swojego męskiego torsu przy pomocy rozpiętego płaszcza (kurtki z dmuchanego, świecącego materiału?) i trzech guzików koszuli, ukazujących imponujący „dywan”. To, że klasa nie musi tracić na rzecz komfortu termicznego, jest często zapominane. Kardigan pod marynarką? Załóż. Wysokie brogues’y zamiast Twoich ulubionych półbutów? Załóż. Myśl o sobie odpowiedzialnie, mężczyzno. Miej klasę, bez względu na to, czy za oknem mamy właśnie do czynienia ze scenami rodem z epoki lodowcowej, czy też strugi deszczu przypominają powódź, której sam Noe by się nie powstydził. Koszula, sweter, płaszcz, szalik.

    Mężczyzno- warstwy.

  • Rtu pisze:

    Najlepszy sposób na mrozy postaram się zobrazować starym dowcipem:

    Para wybrała się na zimowe ferie do małego, romantycznego domku gdzieś w górach.
    On od razu poszedł do drewutni po drwa do kominka.
    Po powrocie krzyczy:
    – Kochanie, jak strasznie zmarzły mi ręce!
    – Włóż je między moje uda i ogrzej – odpowiada ona czule.
    Jak powiedziała, tak zrobił i to go rozgrzało.
    Zjedli obiad i on poszedł narąbać jeszcze trochę drewna.
    Po powrocie woła:
    – Kochanie, ależ mi zimno w ręce!
    – Włóż je między moje uda i ogrzej – odpowiada ponownie dziewczyna.
    Nie trzeba mu było dwa razy powtarzać.
    Po kolacji chłopak udał się po zapas drewna na całą noc.
    Ledwo wrócił, od razu woła:
    – Kochanie, jak mi zimno w ręce!
    – Ręce, ręce! – nie wytrzymuje dziewczyna – A uszy to ci nie marzną?

  • Silverix pisze:

    Robię herbatkę z cytryną oraz biorę słoiczek miodu. Łyżeczką czerpię miodzik ze słoika, którą następnie kieruję prosto do moich ust. Gdy miód znajdzie się już w buzi, biorę łyk albo dwa ciepłej jeszcze herbatki. Efektem jest niebiańska rozkosz z miodowej słodyczy rozpływającej się w ustach oraz z rozlewającego się po całym ciele ciepła.

  • Adam pisze:

    Właściwie to nigdy nie miałem specjalnych problemów z zimowymi mrozami. Aż do tej zimy… W ciągu roku udało mi się zrzucić prawie 25 kg, a to sporo zmienia – nie tylko wszystkie ubrania zrobiły się na mnie bardzo za duże i kompletuję garderobę od nowa, ale też dotkliwiej odczuwam niższe temperatury.

    Teraz przede wszystkim noszę ciepłe buty i skarpety, wełniany płaszcz, wełniany sweter. Obowiązkowo szalik, czapka (niestety nie kaszmirowe 😉 ) i rękawiczki. Jeśli zrobi się dużo zimniej (chociaż mam nadzieję, że tak nie będzie), to będę musiał się przeprosić z kalesonami, za którymi nie przepadam…

    Po przyjściu z dworu (jeśli to tylko możliwe) ciepła kawa/herbata. A wieczorami przytulenie się do narzeczonej (od tych mikołajek już narzeczona :) ) i grzane wino. Tylko kominka brakuje, ale w bloku to się raczej niestety nie uda…

  • Terminator Conan pisze:

    Sposób na zimę ? To proste. Odpalam kaloryfer. Ten na brzuchu, ma się rozumieć. Nic tak nie rozgrzewa jak widok konkretnie wyrzeźbionych mięśni (dziewczyna jest zawsze gorąca na ten widok :E). Zima zaś nie jest żadnym pretekstem do hodowania baniaka – poziom trzeba trzymać cały rok, a nie tylko na wakacje :-)

  • Piotr pisze:

    Jestem Piotrek, jestem biedny, chcę kaszmirem oblec szyje.
    Do tej pory kiedy marzłem, to herbatkę sobie piłem.

    Ta herbatka była z prądem, co to znaczy sami wiecie.
    Nie jest dobre to dla zdrowia, trudno pierwszym być na mecie.

    Także lekarz mi powtarzał: chłopie chyba czas na zmiany.
    Zresztą kiedy rzucę picie, zaplusuje tez u mamy.

    Bez herbatki będzie zimno, trzeba ubrać się porządnie.
    Mam już kurtkę, ciepłą czapkę i sztruksowe spodnie.

    Ale szyja ciągle marznie, bo na szalik nie mam kasy.
    Miałem jakiś z poliestru, lecz totalnie brak mu klasy.

    Wciąż myślałem, jak rozwiązać problem ten niemały,
    a tu Szymon, na swym blogu, konkurs daje przewspaniały.

    Długo weny dziś szukałem, aby powstał ten poemat.
    Był zabawny i ciekawy i wyczerpał także temat.

    W końcu, z trudem, kilka zwrotek utworzyłem.
    Na więcej nie mam weny i tak się już spociłem 😉

  • maciek pisze:

    Miodowe Timberland 7 na nogi plus dużo kremu ochronnego/pielęgnacyjnego na wszystkie miejsca nie osłonięte stertą odzienia !

  • Denior pisze:

    Ciepły nadmuch w aucie.

  • Mariusz pisze:

    Na zimowe mrozy najlepiej sprawdza się warstwowy ubiór i ciepłe tkaniny. Dlatego w swoich zimowych zestawach wybieram ciężkie tkaniny, które nie tylko sprawiają, że jest mi ciepło, ale także wyglądają stylowo. Zamieszczam kilka zdjęć proponowanego przeze mnie zestawu na zimę.
    Z góry przepraszam za jakość( zdjęcia robione sokowirówką) i scenerię. Niestety do końca konkursu zostało niewiele czasu, technika nie chciała współpracować, a także nie mogłem znaleźć lepszej lokalizacji 😉
    Pozdrawiam
    Mariusz

    http://imgur.com/3nUuJTw
    http://imgur.com/gbtNnGP

    Spis wykorzystanych ubrań:

    Bosmanka z mieszanki wełny, kaszmiru i poliamidu
    Wełniany szalik w kratkę
    Czapka dzianinowa z alpaki(handmade)
    Skórzane rękawiczki
    Trzewiki brogues
    Bordowe sztruksy
    Koszula z bawełny oxford
    Gruby, wełniany kardigan przypominający marynarkę
    Krawat z wełny w kolorze ciemnej zieleni
    Poszetka we wzór paisley kolorami nawiązująca do krawata i spodni

  • Artur pisze:

    Powiem zupełnie inaczej. Jestem chudzielcem i kompletnie nie potrafię uchronić się przed zimowymi mrozami. Może jest to spowodowane słabym krążeniem, albo brakiem dostatecznej ilości tkanki tłuszczowej?
    Buty trekkingowe, bielizna termoaktywna, kurtki z milionami membran? To wszystko na nic. Po co mi możliwości odprowadzania hektolitrów potu, skoro nie potrafię rozgrzać się nawet do ‚temperatury pracy’?
    Jednym z ostatnich pomysłów było zainwestowanie w naturę. Ubranie wełny, kaszmiru, alpaki, moheru i wszystkiego, co w składzie nie zawiera poliestru, elastanu i tym podobnych. Ludzie, to faktycznie działa! Kluczem do uniknięcia przemarznięcia jest ubranie warstw z takich materiałów, które pozwalają zgromadzić pęcherzyki powietrza będącego świetnym izolatorem. Dlatego warto czasami zainwestować w coś naturalnego, warto mieć wełniane skarpety (no i trochę wolnego miejsca w bucie), grube swetry, szaliki, tylko po to, żeby nie przemarzać. (do ich charakterystycznego gryzienia można się przyzwyczaić) Polecam!

    PS. Życzę wszystkim, aby częściej zaglądali na etykiety ze składem ubrań 😉

  • Adam pisze:

    Rękawiczkowa skleroza

    po porannych pielęgnacjach
    uroczystości prysznica
    ceremonii golenia
    rytuale grzebienia

    po jutrzenkowych kanapkach
    z miodem lub sałatą

    czas nadchodzi
    wyjść w co-dzień zajęć

    a że za progiem ziąbi
    szafa grubsza do otwarcia

    z szafy ręka moja wyciąga
    twill błękitu z collar spread
    smakujący jak greckie domy

    otarłem się o dwie krwiste nogawki
    splamione szminką zmysłowej kobiety

    z półki spadła wełniana obroża
    knit – mikrowzór w codziennej szarości

    wzrok padł na od liści ubarwiony kardian
    minął go z obojętną twarzą
    stanął przy beżu swetra z kaszmiru

    z wieszaka zaświecił Italijski brąz
    dwa guziki i pół trzeciego
    – powrót w letnie wspomnienia

    brustacza zachłysnęła się kwadratem
    zapluła zakrzepłą krwią

    z lenistwa z górnej półki podniosłem
    i wzułem trzewiki od koloru moich mebli

    zimowym niechceniem
    wsunąłem ręce w rękawy
    granatu dyplomaty
    – owca szkocka owca mongolska

    delikatnie wsunięty pod kołnierz
    szal fioletem upstrzony

    czapka – od babci prezent
    w kieszeni sobie już czeka
    rękawiczki ubrązowione
    lecz jeszcze nie na rękach

    ostatni łyk kawy
    wzrok na zegarek
    – codzienne spóźnienie

    (na przystanku autobusowym)

    rękawiczki zostały na blacie
    znowu!
    kiedy je w końcu założę?

  • Witek pisze:

    Nie wygrałem ale warto było – fajny konkurs a wygrana zasłużona. Gratuluję zwycięzcy!  :)

  • Rafał K. pisze:

    Bardzo dziękuję za wyróżnienie i gratulacje.