Mam młodszego brata – jakoś tak ostatnio, zanim zauważyłem, zrobił się dorosły, a tydzień temu miał studniówkę. Jako, że jego codzienny styl różni się od mojego bardzo znacznie, pomogłem mu skompletować na nią strój – na który, warto zauważyć, w większości sam uzbierał fundusze. Oto jak się zaprezentował podczas tej imprezy.

Studniówka ma stosunkowo formalny charakter – garnitur jest standardem. Że to impreza wieczorowa, nie widzę dużego sensu w uciekaniu od sprawdzonych klasyków: białej koszuli, ciemnego garnituru, czarnych butów. Próba umłodzieżowienia tego ubrania na siłę, poprzez wybór modnych rozwiązań stylistycznych (wąskie klapy i krótka marynarka na przykład, rezygnacja z krawata, dziwne buty) skończy się tym, że gdy będzie się za lat ileś oglądać zdjęcia z imprezy, będzie się można najwyżej uśmiechnąć z zażenowaniem. Jednocześnie klasyczne rzeczy kupione z okazji studniówki mogą służyć bardzo długo – garnitur i ładne buty, w które zainwestowało się teraz mogą spokojnie wystarczyć na wszystkie egzaminy na studiach, rozmowę kwalifikacyjną w pracy czy ślub znajomego. Nie można tego powiedzieć o zestawie składającym się z ultrazajebistych kicksów do fabrycznie wygniecionego garniaka.

piotrek1_3

Piotrek – bo tak Młodemu na imię – zdecydował się odejść od najbardziej zachowawczych zasad na krok. Wybrał garnitur w odcieniu jaśniejszym niż polecany głęboki granat, i krawat w dość żywym kolorze. W tym garniturze czuł się lepiej niż w ciemniejszym modelu i to decyzja, którą gotów jestem uszanować – w końcu samopoczucie w eleganckim stroju to jedna z ważniejszych rzeczy wpływających na to, jak się prezentujemy. Szczególnie, że cały czas poruszamy się w polu dość bezpiecznej klasyki – to nie jest przesadne kombinowanie.

Problemem był rozmiar – Młody jest bardzo szczupły, a przy tym wysoki. Garnitur był więc poprawiany u krawca. Sądzę, że jego proporcje wyglądają nieźle – długość jest odpowiednia, klapy nie za wąskie, ramiona wyglądają OK (są niestety dość mocno wypełnione, ale taka uroda marynarek od polskich producentów).

piotrek1_2

Krawat to czerwony mogador z kolekcji Poszetka.com – nie jest to co prawda najbardziej formalna z możliwych tkanin, ale mieszanka jedwabiu i bawełny bardzo ładnie prezentuje żywy i głęboki kolor. Polowaliśmy na burgundową grenadynę – niestety, ta zniknęła ze skelpu zanim udało nam się ją zamówić. Młody musi co prawda popracować jeszcze nad wiązaniem tego krawata, ale myślę, że przyjdzie mu to z czasem.

piotrek1_1

Na nogach – czarne lotniki z Partenope.pl. To piękne buty, z cholewką wykonaną w całości z jednego kawałka skóry, z medalionem na nosku przełamującym ich czystą i gładką linię. Oczywiście na skórzanej podeszwie. Są dobrą alternatywą dla czarnych oxfordów, a zaprezentują się o niebo lepiej niż buty z galerii handlowej. Nawet nasza Mama, kręcąca trochę nosem na przesadzone jej zdaniem wydatki na strojenie się była zachwycona, gdy zobaczyła je na żywo.

piotrek1

Garnitur – Bytom // Koszula – Lambert // Krawat i poszetka – Poszetka.com // Buty (lotniki) – Partenope.pl

Zdjęcia: Barwnie.com

Zobacz też

40 komentarzy

  • Michał pisze:

    mam podobny krój garnituru, także krojony na miarę i przyznam szczerze, iż wolę bardziej otwarte marynarki, z guzikami przesuniętymi w dół, które lepiej odsłaniają krawat i koszulę i węższe klapy. Trochę mnie kosztował, a i tak wolę częściej zakładać inny kupiony w H&M za drobne. Sylwetka wtedy sprawia lżejsze wrażenie, a sama marynarka nie wygląda jak zdjęta ze starszego brata. Do tego węższy krawat wiązany four-in-hand i klasyczny kołnierzyk w miejsce włoskiego…

    …no i mam nadzieję, że buty przed wyjściem do ludzi dostały odrobinę pasty 😉

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Generalnie się zgadzam – mniej wypełnione ramiona, niżej osadzony guzik (ale wąskie klapy – nie; ten detal mi się nie podoba). Ale pracujemy z tym co mamy, nie było budżetu na szycie miarowe (ani nawet na garniak z SuitSupply, który był w planach, ale niestety zwyciężyły kwestie finansowe).

      Ale marynarki z H&M wcale nie mają lepszej sylwetki – poduszki w ramionach, wysoko osadzony guzik i malutkie klapy rozwalają sylwetkę w większości z nich. Dlatego marynarek tam nie kupuję nawet za nieduże pieniądze na wyprzedaży, nawet gdy są z dobrych materiałów (tweed!).

  • parostatek pisze:

    Wydaje mi się, że garnitur pojmowany jako inwestycja na lata jest w pewnym sensie przeciwieństwem tego, jak się zachowuje człowiek, który jest na tyle świadomy, że na studniówkę zakłada lotniki z ażurem. Pewnie na 2-3 roku studiów Młody kupi sobie kolejny garnitur, który – w detalach – będzie lepszy. Bo ten go nie zadowoli (albo po prostu będzie irytował, zakładając, że rozwinie swoją wiedzę), o ile w pewnym momencie nie stwierdzi, że w sumie to ma w dupie, jak wygląda. Jeśli Młody postawi na rozwój w tej dziedzinie, to nie widzę innej opcji aniżeli mnogość inwestycji 😀 To mnie właśnie zawsze bawiło w tekstach np. Szarmanta czy innych internetowych elegantów – niby ubranie/obuwie na lata uniwersalne i w ogóle, a tak naprawdę i tak mu się znudzi turboszybko i sobie kupi coś nowego za parę koła, bo ‚dobra jakość na lata’. Uroboros.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Całkiem możliwe, że Młody postanowi sobie z czasem kupić inny garnitur. Ale ten spełni swoją rolę do tego czasu – ja wiem, że mojego maturalnego zwyczajnie nie nosiłem, bo był w prążki i z paliwa lotniczego zamiast wełny. W tym przypadku jest lepiej, ten garnitur da się nosić bez wstydu.

  • Franek pisze:

    Dość zachowawczy, bezpieczny, aczkolwiek ciekawy zestaw. Nie jest udziwniony jak wiele zestawów które dziś można spotkać na studniówkach. Sam miałem w tym roku studniówkę, rok temu byłem na studniówce mojej dziewczyny i zauważyłem, że stylizacje takie jak koszula z kołnierzykiem typu stójka do garnituru na tego rodzaju imprezie nie są niczym dziwnym. Tym bardziej fajne jest to, że pokazuje Pan, iż klasyczna męska elegancja może być również szalenie cieka

    Nawiązując do powyższej stylizacji chciałbym zapytać Pana o buty ze sklepu Partenope, które często pokazuje Pan na blogu. Jakie ma Pan z nimi doświadczenia? Czy ich jakość w jakiś sposób ustępuje jakości takich firm jak Gordon&Bros, czy Berwick?

    Pozdrawiam :)

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Nie mam G&B ani Berwicków; mogę powiedzieć, że noszę buty od nich i użytkuję intensywnie. Są bardzo fajne, ładnie zaprojektowane, na smukłym, eleganckim kopycie. Do minusów zaliczyłbym jakość kruponu podeszwowego – szybko się ściera, i fabrycznych fleków (do wymiany po kilku raptem założeniach). Ale generalnie uznaję, że oferują uczciwą cenę za ten towar (a ich brązowe trzewiki brogue noszę bardzo intensywnie i to moje ulubione jesienno-zimowe buty).

  • gosc obuwniczy pisze:

    Który jest to model butów z tego sklepu?

    Z góry dziękuje za ew. info.

    Pzdr.

  • Krystian pisze:

    Co z tego, że zestaw całkiem ładny i nawet dobrze leży, skoro uwagę rozprasza niedociągnięty krawat, wygląda to strasznie niechlujnie i rozprasza uwage od twarzy.

  • Yourek pisze:

    „mojego maturalnego zwyczajnie nie nosiłem, bo był w prążki i z paliwa lotniczego zamiast wełny.”

    Paliwo lotnicze – zrozumiałe, ale powiedz mi Szymonie, co według Ciebie jest nie tak z garniturami w prążki?

    Młody wygląda świetnie, jaśniejszy kolor niż granat plus kolor krawata dodają mu pazura, dzięki czemu ma bardziej młodzieżowy look, a to z kolei  pasuje komuś, kto – jak wspomniałeś – jest przyzwyczajony do innego stylu ubierania na co dzień.  I  jest to bardziej spójne wizerunkowo :)

    Dużo było poprawek? Sama marynarka czy spodnie też? Jakiego rodzaju były poprawki? Pytam, bo wygląda na to, że krawiec świetnie wywiązał się ze swojej roboty, stąd ciekawość jak duża była ingerencja.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Nic w samych prążkach, ale niezbyt się to nadaje na garnitur na jakieś uroczystości, to dzienny/biznesowy wzór; gładki jest bardziej uniwersalny. No i ja sam ich po prostu nie lubię szczególnie.

      Spodnie były zwężane w pasie i lekko skracane; marynarka taliowana, zebrana w ramionach i poprawiona na plecach, bo trochę nieestetycznie wisiała.

  • Yourek pisze:

    Zebrana w ramionach? Ten temat szczególnie mnie interesuje, udało mi się kupić na allegro całkiem fajną sportową szarą marynarkę. Niestety, wymaga drobnych poprawek, a ma duże wypełnienie w ramionach (w opisie tego nie było, a na zdjęciach nie rzucało się w oczy). Po spięciu szpilkami  (na próbę, żeby zobaczyć jak będzie to wyglądało) okazuje się,  że to wypełnienie się uwidacznia i ramiona są wręcz przerysowanie potężne.

    Skoro piszesz, że zebrana w ramionach, a na Twoim bracie układa się ładnie i dość naturalnie, to może jest szansa na to, że krawiec da sobie z czymś takim radę i nie są to wywalone pieniądze? Robi się takie rzeczy? Można trochę to „wypchanie” zneutralizować?

    Być może nie powinienem pisać o tym w komentarzu, tylko wysłać do Ciebie mail z zapytaniem o to, ale zrobiłem to świadomie – otóż przeglądając Twojego bloga czytam też komentarze, a jest tam wiele pytań, które i mnie nurtowały, może więc komuś, kto tutaj trafi, przyda się i taka informacja.

    pozdrawiam

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Niektórzy krawcy potrafią sobie poradzić z dość poważnymi przeróbkami w obrębie ramion. Wiąże się to z wypruciem rękawów, podkrojeniem poduszek, wszyciem rękawów na nowo. Z tego co wiem, nie każdy krawiec się takiej zabawy podejmie. Ja nieodmiennie polecam pracownię pana Andrzeja Kuci przy Gertrudy 8 w Krakowie, jeżeli masz blisko – zajrzyj, bo on potrafi dobrze takie przeróbki wykonać.

  • wuc pisze:

    Na pierwszym zdjęciu marynarka wygląda tak (prawa klapa, patrząc od strony „nosiciela”) jakby wciąż była zbyt obszerna w klatce.

  • nowy pisze:

    Nie lepiej byłoby dobrać skarpety do koloru spodni? 😉

    A tak przy okazji – wiem, że jedną z głównych zasad noszenia marynarki jest niezapinanie ostatniego guzika. Ale czy nie lepiej byłoby odstąpić od tej zasady i nie mieć w zamian wystającego krawata na końcu (por. zdj. nr 2)? Argumenty jakie znam za niezapinaniem ostatniego guzika, to właściwie jeden argument – tak lepiej wygląda. Wydaje mi się, że jednak zdecydowanie lepiej wygląda zapięty ostatni guzik i brak wystającego krawata 😉

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Nie, zapięty dolny guzik razi. Inaczej się też układa taka marynarka, zwłaszcza w ruchu, wygląda to bardzo nieestetycznie. Nie mówiąc o tym, że duża część marynarek jest obecnie szyta w taki sposób, że drugi guzik i dziurka nie nakładają się na siebie – zapięcie będzie powodować zaciąganie i marszczenie materiału.

      Co do skarpet – może, ale nie było mnie na miejscu robienia zdjęć do przypilnowania wszystkiego (vide ten nieszczęsny krawat, którego się wszyscy czepiają), zresztą – w kolorze butów nie są błędem.

  • Grzegorz pisze:

    Dorzucę kilka uwag od siebie:
    1. Niełatwo ocenić na podstawie zdjęć, ale możliwe, że kołnierzyk koszuli jest o rozmiar za duży (Zdjęcie 1 i 2).
    2. Jeżeli krawat byłby dociągnięty do kołnierza być może wszystko wyglądałoby perfekcyjnie.
    3. Uważam, że marynarka w ramionach mogłaby być minimalnie węższa. Być może to wina zbyt dużych wypełnień, ale jak wiemy, ciężko dostać marynarkę RTW, która leży na ramionach tak jakbyśmy tego chcieli. Podejrzewam, że tylko osoby, które są w temacie zauważą tą subtelną różnicę (Zdjęcie 2 i 4).
    4. Mam wrażenie, że rękawy marynarki są zbyt obszerne w okolicy przedramion i być może ramion (Zdjęcie 1,2 i 4).
    5. Skróciłbym spodnie o 1-2 cm. Widać kilka załamań w pozycji stojącej. Myślę, że są również zbyt obszerne na udach, dlatego widocznych jest kilka zmarszczek (Zdjęcie 1 i 2).
    6. Do skarpetek nie mam zarzutów, aczkolwiek założyłbym jasno granatowe.
    7. Być może, że patka marynarki wpuszczona w kieszeń wyglądałaby bardziej elegancko.

    Zdjęcia zdjęciami, ale możliwe, że na żywo wszystko wyglądało idealnie. Po poprawkach, które opisałem wyżej, Twój brat mógłby czuć się ograniczony w ruchach a najważniejsze jest to, żeby miał przyjemność z noszenia nowego garnituru :)
    Napisałeś, że marynarka i spodnie były zwężane w ramionach i pasie. Rozważaliście przymiarkę garnituru o rozmiar mniejszego?
    Reasumując zestaw bardzo dobry a moje spostrzeżenia są oczywiście moją subiektywną opinią. Tak czy siak, podejrzewam, że Twój brat wyglądał na swojej studniówce lepiej niż większość :)

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Różne rozmiary były mierzone – problem jest taki, że mniejsze rzeczy były też szyte na niższy wzrost – więc rękawy byłyby za krótkie, cała marynarka prawdopodobnie też.

      Planujemy wspólną sesję w nieco bardziej naturalnych warunkach, podzielę się efektami i zobaczymy, czy rozwieje to przynajmniej część uwag :)

  • Yourek pisze:

    Dziękuję Ci Szymon za odpowiedź (i podpowiedź), o panu Andrzeju Kuci czytałem w poprzednich postach, bo jak wcześniej wspomniałem, zacząłem czytać Twojego bloga wstecz, przyglądając się różnym działom.  Siłą rzeczy nie mogłem się nie natknąć na informacje o nim i nie masz nawet pojęcia, jak Ci zazdroszczę że masz pod ręką tak wypróbowanego i nie drenującego portfela, krawca.  Ja niestety, nie mam zbyt blisko do Krakowa z Warszawy :(

     

    Skoro już jednak wspomniałem o tym, że zacząłem przeglądać Twojego bloga „wzdłuż i wszerz” i podziękowałem za odpowiedź, to może podzielę się wrażeniami. Jestem pod wrażeniem nie tylko komunikatywności, zaangażowania i przejrzystości – bo informacji na interesujący temat zawsze można się jakoś doszukać – nie tu, to gdzie indziej w internecie, jednak tym co wyróżnia Twój blog dla mnie i co sprawia, że z przyjemnością będę tu wracał (i nie tylko ja) są dwa zasadnicze elementy;

    1. Twój blog żyje – odpowiadasz chętnie i bezpretensjonalnie na pytania, dzielisz się swoją wiedzą w taki sposób, że mając świadomość Twojej znajomości tematu, pytający mimo to, nie ma poczucia że przemawiasz do niego ex cathedra. I te komentarze są równie ważne, co sama treść postów.

    2.  Moim zdaniem bardzo istotna rzecz, zwróciłem na nią uwagę właśnie czytając komentarze. Bardzo różne pod względem natężenia emocjonalnego. Powiedzmy to sobie szczerze, krytyka, nawet słuszna, boli.  Mniej lub bardziej.  A co dopiero niesłuszna. Tak, wiem, że moderujesz komentarze i hejtu pewnie też odbierasz sporo,  jak każdy kto się wypowiada w necie. Niemniej,  sposób w jaki odpowiadasz na te mniej miłe wypowiedzi i jak rzeczowo ale uprzejmie je wypunktowujesz, przykuwa uwagę. I jest to o tyle cenne, co rzadko spotykane.  Myślę, że dobrym  podsumowaniem jest tu nazwa bloga  – elegancja bowiem, to nie tylko kwestia ubioru :)

    Po prostu musiałem o tym napisać  😉

    pozdrawiam

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Jeżeli mieszkasz w Warszawie, dobrych krawców powinieneś móc znaleźć bez większego problemu. Ja nie znam tego miasta i jego rzemieślników, ale możesz poszukać w dziale Przewodnik miejski forum But w Butonierce odpowiednich informacji.

      Dziękuję też za miłe słowa – dużo znaczą. Moderacja komentarzy jest włączona w zasadzie na wszelki wypadek, a uruchomiłem ją w momencie, gdy zacząłem publikować zdjęcia przedstawiające nie mnie, ale i innych ludzi. Do tej pory jednak komentarze, które przez moderację nie przeszły da się zliczyć na palcach jednej ręki (raz był to po prostu wulgarny one-liner, w pozostałych – niezbyt subtelne próby reklamy).

  • Yourek pisze:

    Znalezienie dobrego rzemieślnika w Warszawie (np, świetny rękawicznik na którego absolutnie mnie stać) nie jest problemem, problem polega raczej na tym,  żeby był jednocześnie i dobry i cenowo w miarę dostępny dla studenta.  A to już zupełnie inna bajka.

    Plusem cenowym tego miasta jest za to (żeby nie było, że ich nie ma) bardzo duża liczba ciekawych secondhandów,  gdzie można trafić koszulę Hugo Bossa nówka sztuka za 2 zł  😉

     

    Co do wrażeń na temat bloga, tak właśnie sobie pomyślałem, że warto czasem, żeby prowadzący dostał jakiś feedback, bo tak czy siak, o jego popularności mówią  pewnie statystyki, ale  fajniej jeśli ktoś zwerbalizuje co mu się podoba, a co nie.

  • nowy pisze:

    Dzięki za cenne uwagi 😉 Pewnie i tak spróbuję zapiąć w najbliższym czasie ostatni guzik, żeby przekonać na własnej skórze jak to wygląda, ale teraz wiem na co zwrócić szczególną uwagę. Najwyżej przerzucę się trwale na muszkę lub fular, nie lubię wystającego krawata.
    Nie twierdziłem, że czarne skarpety były błędem, bo wiem, że to zgodne z zasadami – zastanawiałem się tylko czy skarpety w kolorze spodni nie byłyby lepsze. No i miałem cichą nadzieję, że przy okazji dowiem się która z dwóch głównych zasad co do doboru skarpet ma obecnie więcej zwolenników 😉

  • początkujący pisze:

    Mam pytanie czy założenie brązowych butów i czerwonych skarpetek do podobnego garnituru byłoby niestosowne na tą uroczystość?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Czarne buty będą bardziej odpowiednie – raz, że bardziej formalne, dwa, że studniówka to wieczorna impreza. Na taką tradycyjnie brązowe buty są niestosowne. Obecnie mało kogo będzie to obchodzić, ale ja bym jednak starał się wyrabiać sobie dobre nawyki – no i w takich okolicznościach czarne buty po prostu będą lepiej wyglądać.

      Czerwone skarpetki mogą być trochę zbyt krzykliwe IMHO.

  • Wojtek pisze:

    Moim skromnym zdaniem starszy brat się spisał;) Garnitur bardzo fajnie leży, aczkolwiek z całego zestawu najbardziej podobają mi się buty.

  • wojt pisze:

    Szanowny Szymonie, Drodzy Czytelnicy

    w związku ze zmianą stylu na smart casual, zastanawiam się nad butami, które byłyby odpowiednie do chinosów, koszul, marynarek. Wiem, że dosyć ciekawe i  klasyczne byłyby brązowe, skórzane broguesy. Z drugiej strony nadchodzi gorący okres poszukiwania pracy, moje stare buty(czarne derby) już mi się powoli nudzą i z tego powodu zastanawiałem się nad brązowymi, ażurowanymi oxfordami do granatowego garnituru. Jak to na kieszeń studencką chwilowo mogę sobie zapewnić jedną parę butów. Chciałbym Cię poprosić o opinię czy któraś z wymienionych par butów mogłaby się połączyć z danymi zestawami tak żeby chwilowo nie musieć zakupywać drugiej pary. Czy na przykład takie oxford brogue są za mało formalne do garnituru? Z góry dziękuje za jakąkolwiek pomoc!

  • Michał pisze:

    Witam!

    Jaką szerokość nogawki preferujesz w spodniach garniturowych ?

  • Brajan pisze:

    W podobnym kroju i stylistyce garnitur widziałem w Giacomo Conti… ale jeszcze się nie zdecydowałem.  Do studniówki został mi tydzień więc muszę się sprężyc z zakupem zestawu.  Chciałbym kupić coś własnie w tym stylu może o ton ciemniejszy, czy orientujesz się gdzie mogę jeszcze się przejść?

    Ja podobnie jak ty unikam rzeczy z H&M, bo strasznie się gniotą np. marynarki i sylwetka nie wygląda korzystnie…

    Drugie moje pytanie jaki kołnierzyk przy koszuli wybrać na tą okazję? Pozdrawiam Brajan

     

  • Magdalena pisze:

    Pierwszy raz komentuję, ale jestem wierną czytelniczką tego bloga. Przyjemnie jest patrzec na świetnie ubranych, młodych ludzi. Cenisz elegancję, jakosc, klasę, bardzo ładnie piszesz, jesteś inteligentny. Oby więcej takich mężczyzn, chociaż przyznam, że o ile Polakom przybywa klasy, to Polkom jakby ubywa… Męska elegancja chyba zrobiła się „modna” :) a wśród kobiet elegancja jest postrzegana jako coś postarzającego, nudnego, mało oryginalnego. Smuci mnie to bo wyżej cenione są w kobiecych środowiskach modne i oryginalnie  (często wręcz grosteskowo, dziwacznie) ubrane kobiety, niż te które wolą klasykę i elegancję. Pod tym względem robimy się podobni do społeczeństw Europy Zachodniej. Wróciłam niedawno z Brukseli, gdzie moją uwagę zwróciły dziesiątki świetnie ubranych, męskich mężczyzn, jednak kobiety raczej niechlujne, na siłę oryginalne, zupełnie nieeleganckie… Szkoda.

  • Jarek pisze:

    Ładny zestaw i fajny cajon.

    Gracie,  czy tylko robi za podnóżek? :)

    Pozdrawiam

  • Iga pisze:

    @Magdalena jednak tak świetnie ubrani młodzi ludzie to rzadkość niestety i cieszy mnie, ze takie blogi jak ten powstają.  Wielka szkoda że tak niewiele, bo jak patrzę na swoje „dzieciaki” to mnie lekkie przerażenie ogarnia.  Syn całe studia biegał w glanach i dżinsach i z wielką niechęcią wbijał się w garnitur przy szczególnych okazjach, stopniowo następował postęp bo zaczynał nosić koszule zamiast t-shirtu, czasem marynarkę, dobre dżinsy i dał się namówić na wełnianą kurtkę.  Z młodą (koniec liceum)  przestałam chodzić na zakupy, bo zazwyczaj kończyło się fochem –  w końcu wyznaczyliśmy jej z mężem  roczny budżet na ubrania i kupuje sobie sama.  Czasem coś jej dorzucę  jeśli wypada jakaś ekstra okazja ale jak  widzę ten misz-masz   w szafie to mnie zalewa, wciąż nie ma co na siebie włożyć.  Ja w jej wieku przechodziłam całe liceum w jednym płaszczu i w jednej kurtce, ona musi mieć 4 na sezon.  Jeszcze mi z tego płaszcza mama uszyła krótki płaszczyk i biegałam w nim na zajęcia na studiach.  I niech ma 4 byle każdy nie wyglądał po jednej zimie jak szmata.   Oni nie mają się na kim wzorować, ubierają się jak większość rówieśników, dziewczyny fascynują się blogami gdzie domorosłe „stylistki” pokazują ciuchy na które przeciętnej nastolatki zwyczajnie nie stać, przynajmniej nie w takich ilościach.  Dramat zaczyna się też w pewnym wieku, tak 40+,  bo dobrych gatunkowo ubrań damskich w sklepach jak na lekarstwo a jeśli coś się już znajdzie to w cenach raczej nie do zaakceptowania.  Ile kobiet w Polsce  wyda na płaszcz 2 – 3 tys? Ja wiele lat szyłam na miarę, moja matka była elegantką i nauczyła się szyć z braku kasy, innych możliwości, miała do szycia ogromny talent. Nigdy nie założyła „gotowca”.  Ze dwa  razy zdarzyło mi się, że jakaś kobieta na ulicy mnie zaczepiła i pytała kto mi szyje.   Niestety mama  jest już wiekowa, szycie sprawia jej kłopot.  No i z tkaninami jest problem, większość tego co leży na sklepowych półkach to tandeta. Pamiętam jak w latach osiemdziesiątych  organizowało  się całą wyprawę do Bielska po wełny – na płaszcze dla mnie i siostry, panom na garnitury itd.    Nie było nic nadzwyczajnego w taliowaniu czy skracaniu marynarki czy szyciu garnituru na miarę – zwyczajnie w sklepach nie było nic ale  dobrych fachowców nie brakowało.  Nie tęsknię bynajmniej do lat 80-tych i pustych półek, jednakże spacerując  wtedy w centrum Krakowa było na kim oko zawiesić, mam wrażenie że przez tę biedę młode dziewczyny były bardziej kreatywne.    Ja generalnie mam typową i w miarę proporcjonalną sylwetkę, gotowe ubrania zazwyczaj dobrze leżą, ale jakość większości z nich pozostawia wiele do życzenia.  Jeszcze 10-15 lat temu można było kupić  fajne swetry (np w Solarze) które nosiło się latami.  Przyzwoite, proste dżinsy to w Polsce wciąż rarytas.  Mam na szczęście taką pracę, że mogę sobie pozwolić na mniej formalny strój.

    Młody sam dojrzał do znacznego odświeżenia garderoby (zmienia pracę, w poprzedniej jednak garnitur był totalnie niepraktyczny), przeznaczył na to pomiędzy 2-2,5 tys.  Mamy też niebawem w bliskiej  rodzinie ślub, będzie świadkiem  więc akurat temat zrobił się aktualny.  Uznał,  że na własny ślub (w przyszłym roku) uszyje sobie garnitur z prawdziwego zdarzenia, teraz raczej potrzebował woła roboczego.   Poprosił mnie bym pomogła w zakupach i tak udało nam się skompletować niezły zestaw.  Wszystko kupiliśmy na wyprzedażach, polskich marek, koniec stycznia to dobry czas na to by coś upolować w sklepach.

    Zakupy trwały 4 godziny a   efekt jest następujący:  granatowy garnitur (wełna),  5 krawatów (jedwab,trzy w bardzo klasyczne wzory, dwa  bardziej fantazyjne), 6 par eleganckich  skarpet (świetna promocja  była a mąż ma w tym sklepie kartę rabatową ),  casulowa szaro- niebieskawa marynarka (spodobała mi się szczególnie faktura) i granatowe spodnie garniturowe (też wełna i spodnie i marynarka) ,  4 koszule (w outlecie, cena była nie do pogardzenia – normalna cena to 300 zł, przyzwoita bawełna) w tym jedna bardzo formalna biała na spinki,  błękinta gładka, błękitna w cieniutkie paseczki,  i coś co przypomina kolorem oberżynę, pasek czarny  ze skóry,  na allegro dokupił sobie szelki (guziki, guziki)  i poszetkę z białego lnu oraz  jedną kolorową jedwabną.  Jak się trochę oswoi z tematem może zacznie  kombinować z  innymi poszetkami.   Zmieścił się w  niespełna 2k pln.   Ja  od siebie dorzuciłam mu w prezencie  krótki  płaszcz  z wełny (po rabatach i przecenach 450 zł).  Czarne oxfordy ma, kilka fajnych koszul,   ze dwie mniej oficjalne marynarki też i szary gajer jeszcze z obrony sprzed 2 lat.   Dobre dżinsy też i weekendowe buty są, bo jakiś czas temu zaczął na to zwracać uwagę.  Przydałyby się jakieś fajne brązowe derby, ale chyba nie wyda 6 stów.    Generalnie jak ma się nietypową budowę to z gotowcem jest tragedia.  Garnitur na bank pójdzie do krawca, koszule poprawię mu sama. Przy okazji wizyty u krawca chce jeszcze zamówić szarą kamizelkę.    Myślę że ten zestaw na początek wystarczy.  Na własny ślub planuje grafitowy garnitur – zostanie też na jakieś oficjalniejsze wyjścia.  I zapewne te gotowe rzeczy to nie jest szczyt elegancji a na pewno nie z górnej półki, jednak dla młodego człowieka startującego dopiero w pracy zawodowej jakiś dobry początek jest.  Jednakże  (nie wiem, może rynek to wymusza) w porównaniu ze sklepami na zachodzie to jednak wybór Panowie faktycznie mają marny wybór przy średniej półce cenowej.  Wszystkie garnitury  są tak do siebie podobne – jasny granat, mocno wytaliowane, dwa szlice. Nie każdy w nich dobrze wygląda.  Do tego obsługa, która na siłę próbuje namówić na zakup czegokolwiek.  Przy koszulach i krawatach zgłupiał doszczętnie,  a po rozpakowaniu tego w domu okazuje się że wszystko do siebie pasuje i sam uznał że wcale nie jest to takie  skomplikowane.  Nawet narzeczona nie kręciła nosem że pojechał na zakupy bez niej.   Ja mam nadzieję, że te wspólnie spędzone godziny na przerzucaniu nie poszły na marne i że sam w końcu bardziej zacznie zwracać uwagę na to co nosi.

    Tak jeszcze przy okazji mody męskiej, gdzieś ciągle a to w rodzinie a to w pracy czy u przyjaciół przewija się temat ślubów. Z przerażeniem stwierdzam że nastał jakiś terror pt ivory/ecru.  I rozumiem, że Panna Młoda chce wyglądać wyjątkowo, że marzy o idealnym dniu ale litości… Dopasowywanie na siłę  narzeczonego do swojej wizji (a nie do jego budowy i urody)  to już lekka przesada.  Nie ważne jak będzie wyglądał w różowej/ecru koszuli, czekoladowym garniturze   albo poliestrowej kamizelce i qausi muszniku, nie ważne jak będzie się czuł i nie ważne że będzie przebrany, ważne jedynie by pasował do wizji, którą ona sobie poukładała w głowie.  Ta różowa koszula to serio, syn mojej przyjaciółki zerwał zaręczyny kilka miesięcy przed ślubem, uznając że jeśli w tak błahej sprawie nie są w stanie osiągnąć kompromisu to potem może być tylko gorzej.

    Mam nadzieję, że autor mi wybaczy ten przydługi tekst:) Gratuluję świetnych tekstów i równie starannej oprawy.

     

  • Paweł R. pisze:

    Mam pytanie – czy to jest garnitur Bytom Oslo-3 OC0-01-01C ? 

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Chyba nie, detale się różnią, ale sylwetka jest bardzo podobna.

  • Kamil pisze:

    Kolor jest mega strasznie mi się podoba. Muszę sobie w końcu taki sprawić  (już mam w planach ;)) . Zastanawiam się co myślisz o takie <a href=”https://www.majesso.pl/biala-koszula-w-kropki-d-struct-ventura-id-638.html” title=”koszula męska”> koszuli męskiej</a> do podobnego garnituru.