Estetyka nie ogranicza się do doznań wzrokowych. Z tego wynika, że dbanie o siebie to wielowymiarowy proces. Jeżeli więc poświęcasz czas na przyjemne dla oka zestawienia faktur lnu i bawełny oxford; kratek księcia Walii na marynarce z szerokim bengal stripem koszuli; na doprowadzanie nosków twoich butów do satysfakcjonującego połysku – szkoda byłoby zaniedbać pozostałe płaszczyzny estetyczne. Na przykład zapach. Dostałem do przetestowania nową wersję męskich perfum Acqua di Gio, która w sprzedaży pojawi się niebawem – i chętnie podzielę się z wami wrażeniami.

Jedna rzecz powinna być dość jasna – nie jestem specjalistą w zakresie perfum. Nie oczekujcie ode mnie systematycznej i pogłębionej analizy tego zapachu. Mam też swoje preferencje, które niekoniecznie muszą się pokrywać z waszymi – a ja nie roszczę sobie praw do bycia wykładnią olfaktorycznej prawdy objawionej.

Nazwisko Giorgio Armaniego kojarzy się głównie z modą. Chociaż obecnie kolekcje Armaniego wyglądają inaczej, bardziej nowocześnie, mnie nieodmiennie Giorgio kojarzy się z Ameryką lat osiemdziesiątych, znaną z hollywoodzkich filmów i serialu Miami Vice. Obecnie miękkie, obszerne marynarki z ramionami dość szerokimi, by wylądować na nich samolot, niskie kozerki i inne detale stylistyczne kojarzą się jednoznacznie z czasami słusznie minionymi, ale wpływu na modę i trendu na odformalizowanie garnituru przecenić nie sposób.

Ale Armani swoim nazwiskiem sygnuje też perfumy, do zapachów przywiązuje ponoć ogromne znaczenie. Oryginalne perfumy Acqua di Gio swoją premierę miały w 1996. To jeden z bardziej rozpoznawalnych męskich zapachów, klasyczny i popularny.

Nowy zapach – Acqua di Gio Profumo – to jego intensywniejsza interpretacja. Stworzony został przez hiszpańskiego perfumiarza Alberto Morillasa – który oprócz innych kompozycji dla Armaniego, w tym oryginalnego Acqua di Gio, przygotowywał zapachy, tak męskie jak i żeńskie, dla szeregu innych marek, w tym Versace, Yves Saint Laurent, Givenchy, Calvin Klein, Kenzo.

W zapachu czuć morską inspirację. Pierwsze nuty są świeże i lekkie, oprócz morza czuć cytrus – zapewne zasługa bergamotki. Morillas twierdzi, że to właśnie są włoskie nuty i jeżeli tak jest, muszę się rzeczywiście do tych Włoch w końcu wybrać.

01

Co jednak cieszy mnie bardziej, to jak ten zapach się rozwija i jak spod tych świeżych nut wychodzi coś głębszego i ciekawszego. Nie lubię zapachów, które w całości są lekkie – stronię od sportowych perfum. Po kilku godzinach noszenia w Acqua di Gio Profumo czuć drzewo i kadzidło i takie połączenie rzeczywiście trafia w mój gust.

Problem z cięższymi kompozycjami, które tak mi się podobają, w których czuć dużo drzewa i dymu, jest taki, że idealnie zgrywają się z jesienią i zimą; lubią się z tweedem i flanelą. Te zapachy to jedyny moment, kiedy rzeczywiście pozwalam sobie na tę supermęską fantazję o bonżurce, kominku i szklance whisky. Obraz w całości jest dla mnie zbyt pretensjonalny, ale sam jego zapach przygarniam bardzo chętnie.

Ale lny i lekkie płótna, słońce i morze – one wymagają czegoś nieco innego. Acqua di Gio Profumo całkiem nieźle wpasowuje się w moje oczekiwania względem perfum na letnie miesiące. Świeżość kryjąca pewną głębię, która stopniowo daje o sobie znać i nie pozwala zapomnieć, że jednak gdzieś tam czeka ta szklanka i ta whisky.

Zapach utrzymuje się na skórze odpowiednio długo, by ostatnie nuty poczuć jeszcze wieczorem, gdy spryskał się człowiek rano wychodząc z domu; wtedy traci już oczywiście na intensywności i pozostawia tylko po sobie ślad, ale jest to ślad odróżnialny od innych zapachów całego dnia. Nie wytrzymuje co prawda szpitalnego środka dezynfekcyjnego, który stosowany podczas zajęć kilka razy skutecznie usuwa go z okolic nadgastków, ale umówmy się, że ciężko mieć o to pretensje.

Na koniec jeszcze dwa słowa o flakonie – prosty, czarny, matowy, bez zbędnych ozdób; z dużą nazwą i praktycznie niczym więcej. Minimalizm cenię zawsze, zatem i w tym przypadku jestem raczej na tak. Minusem nieprzeziernego flakonu jest jednak fakt, że nie można dojrzeć jaka część zawartości jest już zużyta; ważenie go w dłoni jest miarą nader niedokładną. Za to zatyczkę w miejscu trzyma magnes – sprytnie.

Zobacz też

5 komentarzy

  • Bartek pisze:

    Ja od chyba 8 lat używam Eternity (Ck) i nie potrafię się przesiąść. Nie jest to kwestia jakości tego Ck (że niby taki zniewalający), po prostu szalenie trudno mi coś zmienić. Nic mi się nie podoba, wszystko mnie męczy albo źle się kojarzy.

  • Arietta pisze:

    Perfumy to ciekawy temat. Na Armaniego się co prawda obraziłam, bo kiedy w Tkmaxxie po krótkiej wewnętrznej walce na temat kasy, wróciłam po okulary Armaniego (idealnie mi pasowały), już ich nie było 😛  A poważnie …. moja mama używała Armaniego Acqua di Gio – i to było Gio, a nie jak obecnie Gioa. Zapach był zniewalający. Gioa są ładne, ale zdecydowanie nie to samo. Co do męskich Acqua di Gio, podobają mi się, choć słyszałam opinie, że są zbyt popularne, przez co zapach traci na oryginalności. Ale bardzo chętnie powącham te nowe. Ciekawa jestem czarnego Gio – ciemna strona mocy 😀

    A z perfumami, w przeciwieństwie do Bartka (wyżej) eksperymentuję. Mam kilka ulubionych zapachów, które zawsze stoją na mojej półce, ale oprócz tego cała masa innych, które dostaję z różnych okazji (lub bez) albo sama kupuję. Zapachy z dosłownie wszystkich półek (niskich, średnich, wysokich).

    Zastanowił mnie komentarz Bartka, dlatego zdecydowałam się napisać swój. Bo to ciekawe jak różnie ludzie podchodzą do takich zjawisk. Ja na przykład używam różnych zapachów w zależności od okazji, pory roku, pory dnia/wieczoru ale… również w zależności od tego w co i jak się ubiorę.  A także w zależności od nastroju.

    I bardzo mnie ciekawi jak to jest właśnie u mężczyzn, tzn. jak do tego podchodzą, co na ten temat uważają, bo przecież też wielu z nich ma więcej niż jeden zapach (ten najbardziej ulubiony). Czym się kierują. Ja, jak napisałam – myślę że inaczej pachnie kobieta, która idzie potańczyć do klubu, a inaczej wtedy kiedy zakłada letnią sukienkę i biegnie rano na uczelnię. Ale może też pachnieć… właśnie nastrojem.  Na tym dla mnie polega istota zapachu.

    Może to nie jest słuszne podejście. Jest moje i tyle 😉

    Ale bardzo chętnie bym poczytała jak właśnie widzą i stosują zapachy inni – jak postrzegają i podchodzą do nich u siebie, u płci przeciwnej. Fajny temat :)

  • The-Bigwig pisze:

    Szymon, nie ProfuomoProfumo. Również je otrzymałem i podobnież prawie naciąłem się na ich nazwie.

  • Arvanity pisze:

    Z powodów obiektywnych nie miałem okazji powąchać tego flankera Acqua di Gio, niemniej jednak nie spodziewam się, żeby ten zapach wywarł na mnie wrażenie. Perfumy Giorgio Armaniego to typowy mainstream – łatwo przyswajalne, nakierowane na jak największą popularność. Rozumiem cel tego wpisu, niemniej jednak skoro jest to blog o męskiej elegancji, to warto skupić się na tych perfumach, które rzeczywiście mogłyby pasować do typu mężczyzny ubierającego się w taki, a nie inny sposób.

    Jeżeli chodzi o eleganckie perfumy,  to jedną z czołowych marek w tym segmencie jest Amouage. Ta marka z Omanu ze względu na użycie niemalże w każdych perfumach kadzidła stwarza wokół noszącego aurę powagi. Naprawdę one robią wrażenie.

    Natomiast jeżeli chodzi o cieplejsze pory roku, to tutaj zdecydowanie polecam Creed, zwłaszcza Aventus oraz Green Irish Tweed. Męskie, ponadczasowe (zwłaszcza GIT) zapachy.

    Naturalnie wiele jest zapachów z nutami whisky czy tytoniu, ale o tym może kiedy indziej.

    Pozdrawiam 😉