Możemy uznać, że jest już wiosna (milczeniem pominę fakt, że za oknem pięć minut temu jeszcze widziałem śnieg). Tym samym zacząłem się zastanawiać, jak wyobrażam sobie minimalistyczną garderobę na to cieplejsze pół roku, utrzymaną w stylu smart-casualowym, ale jednak na tyle uniwersalną, by można się bez wstydu i poczucia niedopasowania ubrać odpowiednio do większości sytuacji, jakie napotykam.

Smart-casual znaczy, że nie jest to zestawienie garniturowe – nie będzie więc szczególnie przydatne komuś, kto pracuje w miejscu, gdzie garnitur jest codziennym strojem roboczym. Będzie przydatny komuś takiemu jak ja – kto stara się znaleźć złoty środek pomiędzy elegancją a luzem.

Granatowy garnitur


hopsack-suit

No tak, granatowy garnitur to podstawa każdej męskiej szafy, zatem nie ma faceta, który może sobie odpuścić posiadanie takiego, i tak dalej, i tym podobne. Wszyscy to już zapewne słyszeli.

Cały problem polega na tym, że okazji do założenia garnituru sam nie napotykam zbyt wiele. Przez pięć latu studiów i mieszkania w Krakowie, prawdopodobnie spokojnie mógłbym się bez niego obyć – nieodzowny okazał się w zasadzie raz, gdy zostałem zaproszony na wesele. Jest z nim więc podobnie, jak z czarnymi oxfordami – klasyka, wypada mieć, ale jeżeli okoliczności nie wymagają od ciebie częstego noszenia bardziej formalnego stroju, będą zbierać kurz przez większość czasu.

Ale można do tematu granatowego garnituru podejść inaczej. Jeżeli dalibyśmy sobie spokój z gładką, cienką, typowo garniturową czesankową wełną, otwiera nam się szereg możliwości.

Jeżeli obstajemy przy wełnie, chętnie sięgnąłbym po hopsack lub fresco. To dwa rodzaje otwartego splotu (hopsack – koszykowy, fresco – płócienny), o wyraźnej fakturze, bez połysku. Przewiewność tego materiału powoduje, że jest idealny na ciepłe, wiosenne czy letnie dni. Jeżeli dołożymy do tego trochę mniej formalnych detali – nakładane kieszenie, brak poduszek w ramionach – taki garnitur spokojnie będzie się dało rozkompletować i marynarkę czy spodnie nosić osobno, do innych ciuchów, a to stanowczo zwiększy ilość sytuacji, w których poszczególne elementy tego zestawu możemy na siebie założyć. W całości zaś – chociaż oczywiście mniej oficjalny, niż garnitur z gładkiej wełny czesankowej – spokojnie powinien nadać się na egzamin w letniej sesji czy wesele kolegi albo kogoś z rodziny. Jeżeli marynarka będzie do tego z lekką, przewiewną podszewką (lub w ogóle bez niej), będzie dużo wygodniejszą opcją na letni wieczór na parkiecie.

Oczywiście znalezienie garnituru z tych konkretnych tkanin może być wyzwaniem (zwłaszcza tyczy się to fresco, bo to bodaj zastrzeżona nazwa na tkaniny firmy Huddersfield, specjalizującej się w materiałach na szycie miarowe); więc jeżeli nie planujesz zamawiać garnituru u krawca, możesz szukać też rozmaitych mieszanek wełny z bawełną, lnem, jedwabiem. Wersją budżetową (bo to materiał tańszy niż wełna) będzie taki garnitur wykonany w całości z lnu. Znowu – jeszcze mniej formalny, bo będzie się zdecydowanie bardziej gniótł, ale zakres zastosowań będzie tak naprawdę bardzo podobny. Odradzam jedynie bawełnę – ta na marynarki przeważnie tkana jest ściśle, więc nie przepuszcza powietrza tak dobrze; gniecie się też niemiłosiernie podobnie jak len, ale te zagniecenia są z racji charakteru tkaniny mniej estetyczne.

Marynarki sportowe

jackets

Ustaliliśmy, że garnitur z odpowiedniego rodzaju wełny lub lnu spokojnie da się rozkompletować, więc marynarkę będzie można nosić jako odd jacket – z innymi spodniami, tworząc zestaw koordynowany. Ale jedna marynarka noszona codziennie szybko się zużyje – zwłaszcza, że luźno tkane materały mają niestety tendencję do odkształceń. Warto więc tej marynarce dać odpocząć i nosić na zmianę z przynajmniej jedną-dwoma innymi.

Tutaj można sobie spokojnie pozwolić na więcej, niż gładki granat. Różne odcienie niebieskiego, brązy i beże, szarości – to bezpieczna paleta, która da się łatwo zestawić z całą masą innych kolorów. Można też – a ja polecam – pozwolić sobie na jakiś wzór. Jodełka dla tych trochę nieśmiałych; rozmaite kraty dla tych, którzy czują się w nich komfortowo.

Len to dobry materiał na taką marynarkę, wszystkie wspomniane w poprzednim punkcie mieszanki wełny tak samo. Tutaj bawełna spisze się już dobrze – jej „nieszlachetne” zagniecenia będą wyglądać bardzo naturalnie w codziennym użytkowaniu, w odróżnieniu od bardziej oficjalnych sytuacji.

Sportowe marynarki na wiosnę-lato najlepiej będą się nosiły bez podszewki, bo to zabiera kolejną warstwę trzymającą ciepło przy ciele; ja lubię też marynarki bez mocnej konstrukcji i wypełnienia ramion. Nakładane kieszenie to nie jest absolutny mus, ale znowu – według mnie wyglądają ze sportową marynarką dużo bardziej naturalnie, niż cięte z patkami. Bardzo piękne – i okazjonalnie do dostania np. w TK Maxx za nieduże pieniądze – są marynarki pochodzące z południa Włoch, lub na takowe stylizowane – uszyte na miękko i bez wypełnień, z nakładanymi kieszeniami i często z trzema guzikami (z których zapina się tylko środkowy, a przynajmniej – tak wygląda to najlepiej). Więcej o takich elementach stylistycznych napisałem tutaj.

Koszule

shirts

Da się przeżyć na samych białych koszulach i nawet nie wyglądać nudno. Serio! Koszula to baza, tło; wygląda dobrze, gdy się nie narzuca. Biała ładnie rozświetla twarz, no i stanowi fajny kontrast wakacyjnej opalenizny (element, o którym nie wolno zapominać, planując ubraniowe zakupy na lato).

Ale jeśli chcesz czegoś więcej, to standard – kratka Vichy (zwana również Gingham), czyli ta obrusowa, dzięki białym polom pozwala wprowadzić dowolny inny kolor tak, by nie spowodował on, że przed odpowiednim opaleniem się będziesz wyglądał jak zombie (co ma miejsce w przypadku ciemnych, np. granatowych i czarnych koszul). To samo z wyraźnym paskiem, bengal stripe. Jeżeli wolisz koszule jednolite – trzymałbym się klasycznej triady biel-błękit-jasny róż, która będzie pasować w zasadzie do wszystkiego i niemal zawsze wyglądać dobrze.

Polecałbym posiadanie przynajmniej jednej białej koszuli, najlepiej z royal oxfordu – to ładna tkanina, która spokojnie nada się do zestawu z garniturem i krawatem, a jednocześnie jest otwarta i oddycha, więc nie ugotujesz się w niej, jak w koszuli z ciasno tkanej popeliny czy twillu.

Na koszule codzienne, bawełna oxford (znowu – otwarty splot czyni ją dobrym kandydatem) czy len nadadzą się świetnie. Jeżeli lubisz koszule dżinsowe, które są ostatnimi czasy bardzo popularne – spróbuj chambray, to materiał wyglądający podobnie jak dżins, ale lżejszy i delikatniejszy.

Koszula, jeśli jest dobrze dopasowana, w ciepłe dni spokojnie może być noszona bez marynarki, z podwiniętymi rękawami. Nie lubię koszul z krótkim rękawem – te udające eleganckie przeważnie mają ten rękaw szeroki i łopoczący wokoło bicepsa, co nie wygląda dobrze; te typowo casualowe, które się wokół ramienia bardziej opinają, są mniej uniwersalne (z marynarką wyglądają głupio, z krawatem – bardziej niż głupio). Jeżeli celujemy w garderobę minimalną – kilka koszul z długim rękawem z materiału o otwartym splocie wystarczy.

Spodnie

trousers

Denim to dość ciężki materiał, który nie jest tak bardzo wygodny w cieplejsze dni. Zatem podarowałbym sobie dżinsy i wybrał lżejsze chino. Dla mniej odważnych – w zachowawczych kolorach – szare, beżowe, niebieskie. Ale w jasnych, pastelowych kolorach mogą wyglądać bardzo fajnie i dodać życia do zestawu, który inaczej byłby bardzo zachowawczy. Oprócz bawełny można rozejrzeć się za spodniami z lnu.

Do tego – jestem coraz bardziej przekonany, że niegłupim rozwiązaniem byłyby spodnie z lekkiej, cienkiej wełny w jasnoszarym kolorze. Świetnie zamkną formalną wyrwę między tym granatowym garniturem noszonym jako całość, a zestawem koordynowanym z bawełnianymi chinosami. Z marynarką z tego garnituru stworzą ładny, klasyczny zestaw klubowy. A wełna, o ile nie błyszczy, nie powinna tworzyć nadmiernego kontrastu. Zobaczcie zresztą zdjęcia pod tym linkiem – według mnie wygląda to genialnie.

Trencz

trenchcoat

Wiosna – a czasem i lato – lubi nas zaskoczyć bardziej deszczowym dniem, a w takiej sytuacji dobrze mieć coś, co przed nim skutecznie chroni. Trencz jest absolutnie klasycznym płaszczem, który świetnie sprawdzi się w smart-casualowych zestawieniach.

Więcej na jego temat napisałem tutaj.

Buty

shoes

Wspominałem już o czarnych oxfordach wyżej – i o tym, jak ich użyteczność jest tak naprawdę dość ograniczona. Zamiast nich, do minimalistycznej garderoby wybrałbym brązowe brogues. Ciemniejszy, czekoladowy brąz – choć w pewnej niezgodności z najbardziej konserwatywnymi regułami klasycznej elegancji – odnajdzie się z granatowym garniturem wieczorem na weselu; ale spokojnie sprawdzi się też jako kolor butów do codziennego noszenia.

Oczywiście buty też potrzebują po dniu na nogach przynajmniej drugie tyle odpocząć – więc dobrze mieć przynajmniej jeszcze jedną parę. Tassel loafers to opcja cokolwiek, hm, dandy – co mnie nie przeszkadza absolutnie, ale nie każdemu musi pasować. Zamiast tego można wybrać inny rodzaj loafersów albo monki.

Do tego jedne buty do zestawów najmniej formalnych – z chinosami i lnianą koszulą. Do wygodnego chodzenia po mieście w najgorętsze letnie dni. Przedstawione na rysunku powyżej po prawej, tak zwane „mokasyny dla kierowców”, czyli driving mocs albo car shoes, to fajna opcja. Alternatywą mogą być też mokasyny żeglarskie, czyli boat shoes. Jedne i drugie, wbrew nazwom, mogą być spokojnie noszone na lądzie przez pieszego.

O ile jedyne w kolekcji brogues na pewno powinny być wykonane ze skóry licowej, którą będzie się dało wypolerować na lustrzany błysk, o tyle pozostałe buty dobrze będą wyglądać także w zamszu. Zamszu nie trzeba polerować, co skraca czas niezbędny na zajmowanie się nimi, a do tego jest przyjemnie nieformalny.

Paski

belts

Skoro mamy brązowe buty z licowej skóry, warto mieć pasujący do nich pasek. Wiesz, do garnituru. Niezbyt szeroki, z gładkiej skóry, z oszczędną klamrą – absolutnie prosty.

Ale oprócz tego, strasznie fajne – i świetnie pasujące do wiosenno-letniego stylu – są paski plecione. Czy będą ze skóry, czy ze sznurków, czy też połączenia jednego i drugiego, znakomicie będą wyglądać z mokasynami, chinosami i miękką marynarką. Drobny detal, a cieszy – w końcu ostatnie czego chcesz, to świetnie skomponowany strój zepsuty starym, wytartym paskiem z marnej jakości czarnej skóry i klamrą jak z kolekcji Howarda Wolowitza.

Krawaty

ties

Jeden krawat z gładkiego, drukowanego jedwabiu w drobny, geometryczny wzór będzie świetnie wyglądał z garniturem i białą koszulą. Oprócz tego możesz go nosić i w zestawach koordynowanych, ale do tego świetnie nadadzą się rozmatie inne tkaniny krawatowe.

Szantung albo surowy jedwab – matowy, z nierównościami, jest piękny. Len, lub len w mieszance z jedwabiem. Bawełna z jedwabiem. W jednolitym kolorze będą wyglądać dobrze dzięki wyraźnej teksturze; w paski lub w proste wzory typu kropki czy jodełka nie stracą nic ze swojego uroku.

No i klasyka nieformalnych krawatów – knity. Jedwabny knit będzie wyglądał pięknie ze sportową marynarką.

Kombinacji jest… dużo

Taki zestaw ubrań będzie można poskładać ze sobą w ogromną ilość kombinacji, świetnie pasujacą do większości sytuacji, z którymi się spotkasz.

Ważniejsza uroczystość? Garnitur w komplecie, biała koszula z royal oxfordu, czekoladowe brogues, krawat z drukowanego jedwabiu. Randka w eleganckiej restauracji? Zamień spodnie na te z cienkiej, jasnoszarej wełny. Na zajęcia załóż marynarkę w kratę, chinosy, koszulę z bawełny oxford w pasek i knit, a na nogi loafersy. Na weekend pod miastem – driving mocs, chinosy i lnianą koszulę z podwiniętymi rękawami.

Taką garderobę można rozbudowywać o rzeczy, które będą mniej łatwe w użyciu i pasujące do mniejszej ilości okazji – ale które ci się spodobają.

Nie wspomniałem o poszetkach, bo poszetkę można wsadzić w kieszonkę zawsze, gdy masz na sobie marynarkę, to dość jasne. Oprócz tego możesz pomyśleć o kamizelce – pod marynarkę w chłodniejszy dzień, zamiast niej gdy jest cieplej, ale chcesz czegoś więcej niż tylko koszula.

Sam nie posiadam jeszcze dużej części wymienionych we wpisie rzeczy – ale będę dążył do tego, żeby te braki uzupełnić. Jeżeli masz własne pomysły, sugestie i przemyślenia – podziel się nimi w komentarzach. Nie bądź samolub, może ktoś skorzysta i się zainspiruje.

Zobacz też

28 komentarzy

  • Karol pisze:

    A jak do takich zestawów mają się muszki? Da się je jakoś dopasować?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Jasne – są w kwestii formalności w zasadzie równoważne z krawatem, tylko mniej popularne.

  • Heres pisze:

    Osobiście na jakieś wypady za miasto, czy bardzo mało formalne spotkania ze znajomymi dorzuciłbym w kwestii obuwia sneakersy (klasyczne, jak np. NB 373, które sam posiadam). Oczywiście najbardziej formalne zestawienie w jakim będą pasować to Chinosy + lniana koszula. Ale nie każdemu się spodobają, sam do nich przekonałem się dopiero całkiem niedawno. Największym minusem jest, że 1/4 miasta w nich lata, ale przecież nie trzeba w nich chodzić codziennie :)

    • Michał pisze:

      Bo NB to casualowe buty dla konformistycznych niedzielnych streetwearowców. „Ludzie na ulicy noszą nb do wszystkiego. I na filmach też noszą. I nawet do marynarki noszą, o! To ja też będę nosił.” Już to, że śmiga w nich mega dużo ludzi, w dodatku w słabo dogranych zestawach odpycha mnie w niubalansach. Przecież jest tyle ślicznych oldskulowych modeli butków do biegania – najki, reeboki, pumki, adasie, czy asiksy. Drugoręczny Dandys ogarnął temat i zamiast popędzić jak cielak po nb, to kupił bardzo zgrabne reeboki. Kupno newbalance’ów albo oznacza, że ktoś jest butowym Januszem, albo jest w wieku Pana Wintydż (w tym drugim wypadku jeszcze szanuję).

  • J. pisze:

    Czy istnieje jakiś krajowy sklep, gdzie można znaleźć sensowne oraz niedrogie ‚driving mocsy’? Wydaje mi się, że – z racji podeszwy – to nie są buty na długie lata, a jednocześnie miło by było dostać parę, która prezentuje się atrakcyjnie.

     

    Dzięki.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Fajne, ale drogie ma Partenope.pl; trochę tańsze ma Massimo Dutti, jeszcze tańsze – Zara. Ale z tymi dwoma pozostałymi warto poczekać na wyprzedaże, pewnie będzie można dostać za stówę-półtorej.

    • Łukasz pisze:

      Widziałem nawet fajne w kilku kolorach w Tk Max’ie za 299 jeśli dobrze pamiętam.

  • Śfjontkofski pisze:

    Ja od kilku miesięcy kręcę się po sklepach i secondhandach kompletując garderobę na lato i cieszę się, że w dużej części moje zakupy pokrywają się z tym co napisałeś. 😉 Czuję się przygotowany.

  • Michał pisze:

    Ja poszukuję już od dłuższego czasu klasycznego trencza, jednak nie mogę znaleźć niczego ciekawego, a już na pewno nie w sklepach stacjonarnych. Może podsuniesz jakiś ciekawy pomysł? Pozdrawiam :)

  • Daniel pisze:

    Witam. Właśnie rozglądam się za granatowym garniturem za rozsądne pieniądze. Wiem że vistula i bytom maja ciekawą oferte na promocjach, natomiast w tej chwili już ciężko o odpowiedni rozmiar u nich. Tym sposobem trafiłem na garnitur z H&M z kolekcji premium. Niby jest to 100% wełna, a cena rzędu 600zł. Natomiast zastanawia mnie rzeczywista jakość tego ubrania. I jak on sie ma do garniturów z w/w vistuli, bytomia z tkaniny o podobnym składzie. Masz może jakieś doświadczenia, porównanie w tym temacie? Jakie jest Twoje zdanie?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Pod względem jakości wykończenia, H&M jest oczywiście niżej; podobnie – zwróć uwagę na materiał podszewki (jest szansa, że haemowa to poliester). Jednak generalnie rzeczy z kolekcji premium są o klasę wyżej, niż ich kolekcja regularna, choć oczywiście nie dostają firmom stricte garniturowym.

  • Witas pisze:

    Już kiedyś pytałem ale ponowię: gdzie można dostać koszulę z royal oxfordu? Była kiedyś w Wólczance (podałeś do niej linka) ale w bardzo ograniczonej rozmiarówce, teraz nawet takiej nie ma. Dodatkowo, gdzie można znaleźć lniane koszule do 200zł? Widziałem w Mango ale chciałbym mieć większy wybór.

    Zapomniałbym dodać – świetny wpis!

    pozdrawiam

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Z bawełny royal oxford bywały w H&M Premium, można się przyglądać, czy się pojawią znowu; w poprzedniej kolekcji Lambert miał dwa modele (białą i błękitną). Znaczy, że bywają u nas dostępne, trzeba tylko pilnować.

      Lniane za 2 stówy ma np. Massimo Dutti.

  • Janek pisze:

    Przyjemny wpis :) Pozwolę sobie na krótkie pytania: 1. Do czego beżowa lniana/bawełniana marynarka? Niebieska koszula, kolorowe chinosy, beżowe boat shoes? :) 2. Mieszanki typu wiskoza/len czy wiskoza/bawełna jako materiał marynarki (a nie podszewki) ujdą? 3. Trencze w cenach studenckich – zostają tylko secondhandy? Ten podlinkowany z H&M wyglądałby nieźle…gdyby nie był w tym brązie :( Na zalando wiele jest dość drogie, ale na przykład taka (link) perełka jest akceptowalna?

    Z góry wielkie dzięki za odpowiedź mistrzu!

    • Szymon Jeziorko pisze:

      1. Do kolorowych chinosów, koszuli białej, niebieskiej, różowej, w granatowe paski czy gingham; boat shoes, loafersy, brogues, jak chcesz – będzie pasować.

      2. Raczej unikam wiskozy jako zewnętrznego materiału – jest jednak trochę mało wytrzymały.

      3. Trencz z haemu jest w jasnym brązie/ciemnym beżu; widziałem na żywo, wygląda przytomnie. Ten z Zalando też wygląda OK.

  • Tomek pisze:

    Witaj!

     

    Mógłbyś polecić jakieś sklepy ze spodniami materialowymi dla wysokich? Noszę numer 32 oraz mam 192cm. Obecnie chodzę jedynie w jeansach i szukam dla nich alternatywy

     

    Z góry dziękuję. Pozdrawiam!

    • Krzysztof pisze:

      Wspomniany już TKMaxx ratuje dużą ilością ubrań możliwych do przymierzenia i częstymi dostawami. Mając podobne wymiary mam szansę raz na dwa, trzy przejścia coś znaleźć dla siebie.
      W zeszłym roku kupiłem w Próchniku lniane spodnie- musiałem je przyciąć u dołu, miały jakieś 10 cm nadmiaru materiału. Może inne spodnie mają podobny problem? 😉

  • ned pisze:

    A co jeśli dojdzie do okazji typu pogrzeb, a w szafie tylko granatowy garnitur i brązowe buty?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Granatowy garnitur nie będzie faux pas. Czarne buty wtedy rzeczywiście mogą się przydać.

  • Michał pisze:

    Na pogrzeb z doświadczenia wiem, że najlepiej założyć białą koszulę i czarny krawat. Poszetkę bym sobie natomiast darował.

     

    Michał

  • początkujący pisze:

    Ratujesz mi życie. Ostatnio miałem problem jakie buty wybrać na wiosnę i lato. Jak zwykle dobry wpis i najlepszy blog! Polecam ;p

  • Patryk pisze:

    Z okazji wiosennych zakupów nabyłem ostatnio mój ulubiony element garderoby, czyli dobrze skrojoną, wygodną granatową marynarkę, która ma ukryty ozdobny  kołnierzyk. Jest to jedna z najbardziej uniwersalnych rzeczy (oczywiście nie dla ludzi, którzy preferują bluzy ;p ) i zapewniam wszystkich, że nie brakuje okazji, żeby go założyć. W ogóle jestem wielkim fanem marynarek, nie jako części garnituru, ale do innych, bardziej casualowych stylizacji. Lubię bardzo granat, ale trochę się zdziwiłem, że piszesz o granatowym garniturze, jakby każdy mężczyzna go miał, bo ja częściej widuję kolegów w czarnych albo szarych.

  • Basia pisze:

    Ehh musze podrzucić Twoją stronę chłopakowi, może wyrośnie z bluz i dresów ;p

  • Ben pisze:

    Zbliża się ślub mojej siostry , czy czekoladowe brogsy i granatowy garnitur będą adekwatne do okoliczności?