The True Cost – to tytuł filmu Andrew Morgana, sfinansowanego na Kickstarterze, który 29 maja miał swoją premierę. Pokazuje świat mody od tej brzydkiej strony – strony bangladeskich szwaczek, rzek zanieczyszczonych ciężkimi metalami używanymi do wyprawiania tanich skór, słowem – zagląda za kulisy fast fashion i wywleka na wierzch rzeczy, o których wolimy nie myśleć.

Warunki, w jakich powstają tanie ubrania, powoli przebijają się do publicznej świadomości. Brak lub powszechne ignorowanie zasad bezpieczeństwa doprowadziło już do tragedii – niejednej zresztą, zawalony budynek w Rana Plaza w 2013 i ponad tysiąc ofiar śmiertelnych to tylko najbardziej spektakularny przykład – co uruchomiło lawinę oburzonych komentarzy w zachodnich mediach. Ale o ile podobne przypadki w historii krajów zachodnich zaowocowały regulacjami, które miały nie doprowadzić do powtórzenia się takiej sytuacji, o tyle w Bangladeszu czy Kambodży nie doszło do żadnych istotnych zmian.

02

To od przedstawienia sytuacji pracowników – a w zasadzie pracownic, bo szwaczki to głównie kobiety, a czasem wręcz i dziewczynki – Morgan zaczyna swój film. Nieprawdą jest to, co można usłyszeć od obrońców sweatshopów: że ci ludzie zadowoleni są z tej pracy. Pracy w warunkach zagrażających życiu i za pieniądze, które nie pozwalają im się utrzymać. Historia bangladeskich pracownic, które przedstawiły zarządowi fabryki listę swoich żądań i zostały za to zamknięte w pokoju i pobite pokazuje, że to nie są zadowalające – nie tylko z naszej perspektywy, ale i dla nich – warunki. Gdyby było tak, jak utrzymują niektórzy, że tamtejsza kultura przyjmuje z wdzięcznością ciężką i słabo płatną pracę, w styczniu 2014 w Kambodży nie byłoby protestów. I nie byłoby śmiertelnych ofiar, ludzi zastrzelonych przez policję, która protestujących pacyfikowała ostrą amunicją.

05

Kambodża, Phnom Penh. Uzbrojeni w ostrą amunicję policjanci pacyfikowali protestujących pracowników fabryk odzieżowych

Reżyser daje zresztą miejsce także na wypowiedzi osób jak Benjamin Powell z Free Market Institute, który twierdzi, że taka praca niezmiennie prowadzi do wzrostu zarobków i poprawy warunków pracy ludzi w biednych regionach. Powell nie udziela jednak odpowiedzi na pytanie dlaczego, skoro sprzedaż ubrań na świecie wzrosła przez ostatnią dekadę o 400%, segment fast fashion nie jest w stanie zapewnić podstawowych praw ludziom wytwarzającym dla nich ubrania. Na przykład prawa do pracy w budynku, w którym nie grozi im pogrzebanie żywcem. To nie są fajerwerki, to absolutne minimum – którego nie dostają pracownicy segmentu rynku wycenianego na trzy biliony dolarów. Powell nie zastanawia się też, dlaczego ten wzrost sprzedaży nie przekłada się na wzrost wynagrodzeń dla szwaczek.

O tym mówi za to przed kamerą jeden z właścicieli fabryki odzieżowej. „Przedstawiciel sklepu przychodzi do nas i mówi – konkurencja sprzedaje tę koszulę za 5 dolarów, więc ja muszę sprzedać ją za 4 – uszyj ją taniej. No to szyjemy. Potem przychodzi przedstawiciel drugiego sklepu – jeśli oni sprzedają ją za 4, nasza nowa cena to 3 dolary. Uszyjesz tak, żeby się dało sprzedać za 3, dostajesz zlecenie, nie – to nie dostajesz. Zgadzamy się na to, bo nie mamy wyboru”. Produkcja to główne miejsce, gdzie szuka się oszczędności. Bo gdzie indziej, przecież nie na marżach?

Oszczędzanie na produkcji oznacza też potworne zanieczyszczenie środowiska. Regulacje prawne, jeśli istnieją, znowu nie są przestrzegane. Ze strachu, że zleceniodawcy zabiorą się z biznesem do innego kraju, który zgodzi się ignorować wszelkie normy, żeby zbić koszt. Kończy się to na przykład zatruwaniem jedynych w miejscowości źródeł wody pitnej związkami chromu używanymi do wyprawiania skór. Branża odzieżowa ustępuje pod względem zanieczyszczenia środowiska jedynie przemysłowi naftowemu.

03

Pracownica garbarni w Indiach

Generalnie zgadzam się z diagnozami stawianymi przez film Morgana. Ale nie do końca pasuje mi to, jak je przedstawia, rozjeżdżamy się też w szczegółach.

W obszarze ekologii dużo uwagi poświęcone jest przemysłowej uprawie bawełny. Problem polega na tym, że osoby o tym mówiące to Vandana Shiva, guru aktywistów ekologicznych i anty-GMO, oraz farmerka prowadząca organiczne uprawy w Teksasie. Nie wątpię, że monokultury i intensywne opryski nie są rozwiązaniami wpływającymi pozytywnie na środowisko, ale wolałbym usłyszeć to od ekspertów – naukowców, zajmujących się analizami tych zjawisk w sposób możliwie obiektywny i rzetelny. Vandana Shiva nie spełnia tych warunków. Podobnie niezbyt wiarygodni są ludzie zajmujący się uprawami organicznymi, których wyższość nad konwencjonalnymi jest w wielu obszarach cokolwiek kontrowersyjna. Innymi słowy – chciałbym w tym temacie nie musieć samodzielnie wyławiać wartościowych informacji z narracji w całości zalanej ideologią mówiącą, że wszystko, co naturalne jest automatycznie dobre, a wszystko co sztuczne (nawet jeśli prowadzi do zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska na przykład) – złe.

04

Andrew Morgan zauważa, że problem rynku mody jest problemem systemowym. Ten biznes działa tak jak działa, kierując się filozofią nieskończonego wzrostu – wzrastać ma konsumpcja i wzrastać mają zyski. Optymalizacja tego procesu, przynosząca możliwie największy zysk, wiązać się też będzie nieuchronnie z pozbywaniem się jakiejkolwiek odpowiedzialności przez duże firmy. Nie jest przypadkiem, że H&M czy Inditex nie posiadają żadnej fabryki w Kambodży czy Bangladeszu – wszystko zlecają podwykonawcom, by w przypadku wykazania nieprawidłowości móc udać zaskoczenie i powiedzieć: „Ojej, w ogóle nie pomyślelibyśmy, że ktoś za naszymi plecami robi takie okropne rzeczy!”. Potem pokażą swoje wewnętrzne dokumenty z nagłówkami o społecznie odpowiedzialnym biznesie, w których pięknie napisane jest o odpowiednich płacach i godnych warunkach. I będą udawać, że te wewnętrzne dokumenty, których treści nikt nie jest w stanie egzekwować (a praktyka pokazuje, że są na każdym kroku ignorowane) cokolwiek znaczą.

Film nie przedstawia jednak żadnych propozycji systemowych rozwiązań. Kilka minut poświęca historii Decent Working Conditions and Fair Competition Act, prawa, które nigdy nie weszło w życie. Ale nawet jego ogólne założenia (zakaz sprzedaży na terenie Stanów Zjednoczonych ubrań wykonanych w warunkach sweatshopów) musiałem wyguglać sam – z filmu dowiedziałem się jedynie, że duże firmy odzieżowe były mu przeciwne. Dużo czasu spędzamy za to z właścicielką niedużej fair trade’owej marki People Tree, dzięki której możesz uspokoić swoje sumienie płacąc za tiszert 45 funtów.

01

Nie wierzę, że The True Cost przekona kogokolwiek, kto już posiada poglądy podobne do tych prezentowanych przez Benjamina Powella. Że ktoś, kto z podobnymi tezami przyszedł komentować moją poprzednią notkę na temat rynku mody, obejrzy go i uzna, że był w błędzie. Ktoś taki chętnie za to wytknie mu emocjonalne manipulacje: zestawianie obrazów ze sterylnych nowojorskich sklepów i brudnych bangladeskich wiosek nie jest subtelnym chwytem, podobnie jak nagrania maszerujących nazistów ilustrujące wywody na temat propagandy uprawianej za pomocą reklamy. Ale dla kogoś, kto nigdy nie zastanawiał się, skąd biorą się jego tanie ubrania, może stanowić dość mocny cios między oczy. Nawet jeśli masz jakąś świadomość, jak przebiega proces produkcji sieciowych ciuchów, zaskakująca może okazać się skala. Dopuszczenie do siebie pełni tego, o czym film opowiada – nawet biorąc poprawkę na to, że jest to dokument, a nie możliwie obiektywny i systematyczny raport – może być przytłaczające. Pomimo więc wszelkich wad i niedociągnięć – sądzę, że obejrzeć jednak warto.

The True Cost. Reż. Andrew Morgan – $9.99 na VHX.TV

Postscriptum

Gwoli uściślenia pewnych rzeczy, co do których miałem nadzieję, że są jasne – ale okazało się, że jestem w błędzie. Mam świadomość, że nie każdemu wpisy takie jak ten będą odpowiadać – woleliby więcej poradników albo ładnych zdjęć. Na wszystko jest jednak czas i miejsce, a ja będę tematy wiążące się z modą szerzej poruszał, jeśli będą po temu odpowiednie okoliczności (premierę The True Cost uznałem za takową).

Jestem przy tym otwarty na dyskusję z waszej strony. Pod kilkoma wszakże warunkami. Z ciekawością przyjrzę się rozmaitym opiniom na temat rozwiązań jakie można przyjąć w tym segmencie rynku; przyjmę też każdą krytykę ich skuteczności, zwłaszcza jeśli będzie dobrze poparta danymi. Interesują mnie ekonomiczne skutki funkcjonowania obecnego modelu rynku odzieżowego. Wysłucham zdań w temacie społecznego odbioru informacji dochodzących z krajów, gdzie szyje się tanie ubrania. Ciekawią mnie wasze obserwacje dotyczące tego, jak kupujemy i co nami kieruje. Last but not least – chętnie dowiem się, co sądzicie o filmie, o którym jest cały ten wpis.

O czym nie będę dyskutował, to pewne założenia, które milcząco przyjmuję. Jednym z nich jest to, że ludzie tracący zdrowie i życie przy produkcji ubrań, oraz ogromne zanieczyszczenie środowiska będące efektem działania przemysłu odzieżowego to coś złego. Nie będę poświęcał czasu na zastanawianie się, czy aby większym pogwałceniem aksjomatu nieagresji są normy bezpieczeństwa pracy, czy zmuszanie ludzi do pracy w warunkach, o których dowiedzą się, że są szkodliwe, gdy zawali im się na głowę sufit, albo wysiądzie im od toksycznych środków wątroba. Nie mam zamiaru zastanawiać się, czy etycznym jest pilnowanie fabryk, żeby nie zatruwały źródeł wody pitnej mieszkających w okolicy ludzi, bo może to zostać poczytane jako atak na nienaruszalną własność prywatną. Nie będę dyskutował nad tym, czy przypadkiem prawa człowieka to nie jest jakiś nowomodny lewacki wymysł.

Jeśli ci to nie pasuje – trudno. Możesz zaglądać tu tylko po instrukcje wiązania krawata. Albo nie zaglądać w ogóle.

Zobacz też

29 komentarzy

  • teeoth pisze:

    Wprowadzanie regulacji, podobnie jak istnienie państwa w ogóle, jest czymś niemożliwym do obrony na gruncie etycznym. Jak uzasadni Pan to naruszenie wyznawanego także przez Pana aksjomatu nieagresji?

    Co do szwaczek –  Stanom Zjednoczonym nikt nie pomagał, nie zarzucał regulacjami i prawami gejów, a jednak rozwinęł swoją gospodarkę. Robotnicy Henryka Ford narzekali na nudną i źle płatną pracę, jednak dobrowolnie pracowali w fabrykach Forda i było ich dzięki temu stać na produkowane tam samochody. Praca i własność prywatna – jedyna droga do dobrobytu. Wprowadzenie regulacji(pominmy fakt oczywistego zła takiego działania) nawet gdyby nie wyniosło produkcji do innych krajów(co jest założeniem nierealnym) obniżyłoby podaż i skierowało preferencje konsumentów raczej w stronę produktó z wyższej półki, będących teraz w zbliżonej cenie. Na skutek tego część szwaczek straciłaby pracę i to dopiero pozostawiłoby je niezadowolonymi.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Bardzo prosto – nie jestem libertarianinem. Nie przyjmuję libertariańskich aksjomatów, nie zwykłem też dyskutować korzystając z wąskich definicji, którymi libertarianie się posługują – na przykład nie uznaję wyboru pomiędzy pracą z narażeniem życia a śmiercią głodową dla siebie i rodziny przy braku innych alternatyw za wolny wybór.

      Regulacje w Stanach powstały na przykład w wyniku katastrof takich jak pożar w Triangle Factory; generalnie pracownicy raczej uważali je za osiągnięcie, bo poprawiały ich sytuację. To dla ciebie nieetyczne? Bardzo mi przykro, posługujemy się niekompatybilnymi systemami etycznymi w takim razie.

    • Ludwik pisze:

      Wprowadzanie regulacji, podobnie jak istnienie państwa w ogóle, jest czymś niemożliwym do obrony na gruncie etycznym.

       

      Jeśli wyciągasz argument etyczny, to prawa człowieka i nie czynienie mu fizycznej krzywdy jednak stoją wyżej w hierarchii niż czynienie mu wydumanej krzywdy w postaci regulacji systemu pracy.

    • teeoth pisze:

      Oczywiście wiem, że nie jest Pan libertarianinem. W związku z powyższym proszę o to, o co naiwnie proszę każdego – o przedstawienie spójnej doktryny etycznej wyprowadzonej z konkretnych aksjomatów. Ja dysponuję NAPem wyprowadzonym z Dekalogu, uzasadnienia wiary nie przytaczam. Byłoby mi bardzo miło gdyby podał Pan uzasadnienie dla naruszenia własności prywatnej jakim jest istnienie państwa w kontekście wiary we własność prywatną – a jako takową rozumiem pański opór w momencie gdy zabiorę Panu pieniądze i podpalę dom – tylko NAP jest uzasadniem oporu w tej sytuacji. Proszę darować sobie uzasadnienie w stylu: „nie można kraść, zabijać itp.(czyli naruszać NAPu) za wyjątkiem działań rządu i podatków na szczytne cele, jak wprowadzanie regulacji niszczących rynek i spowalniajcych rozwój”. Pozwala to na okradanie ludzi na cel któy Pan subiektywnie raczy uważać za godziwy, co czyni definicję niespójną. Poza tym narzuca deifikację rządu, co byłoby możliwe  gdybyśmy mieli do czynienia z monarchią(choć w legitymizm też nie wierzę) a nie z demokracją, gdzie rządzący są takimi samymi chłopami jak my. Może więc wpis na bloga definiujący w sposób spójny Pana system etyczny?

      2. Socjalizm działa tak: na początku jest 2 panów, każdy produkuje 10 par bezwszowych lotników dziennie. Pan pierwszy, nazwijmy go Donald, wpada na pomysł by poświęcić czas konieczny na wyprodukowanie 3 par lotników i w tym czasie udać się do posiadłości pana drugiego(Jarosława), pobić i związać go oraz okraść z 5 par lotników. Pan Donald Ma więc 12 par lotników, a Pan Jarosław 5. Jarosław jednak nie jest taki głupi, albowiem robi dokładnie to samo co Pan Donald. Koniec końców panowie spędzają 30% swojego całego wysiłk na wzajemnym, bezproduktywnych okradaniu się i obaj mają po 7 par lotników dziennie. Są więc biedniejsi. Abstrahując od możliwości przeznaczenia dodatkowego zarobku na inwestycje, które przyspieszą produkcję, zapewnią nowe miejsca pracy dla biednych robotników z Bangladeszu dając im godną płacę i ogólnie zwiększa rozwój gospodarczy. To jednak nie nastąpi, bo pieniądze na te cele są przeżerane na wzajemne okradanie. W jaki sposób to się utrzymuje? Otóz obaj panowie jakimś cudem nie zauważają że ktoś ich okrada, a myslą jedynie o zysku ze swojej kradzieży. Jeśli 1 pan okradnie 1000 innych, to oni w ogóle nie zauważą różnicy. Jeśli staną się zbyt biednie, to sami okradną innych. W końcu rozwiną instytucję  okradającą innych zwaną państwem, żyjącą z pasożytnictwa na procentach od redystrybucji dóbr.

      3. Punkt 2 odpowiada na 2 akapit pańskiej wypowiedzi, lecz dla jasnośći: Nastawienie gdzie dobro robotnika jest absolutnie najwyższym dobrem plasuje pana mentalnie w epoce której Pan raczej nie zna, z racji wieku. To że robotnicy byli zadowoleni, bo pracobiorca musiał wyłożyć dodatkowe pieniądze, które i tak ściągnie z rynku od całej rzeszy klientów nie znaczy, że jest to działanie etyczne. Fritzl też uważał raczej za osiągnięcię gwałcenie swojej córki, podobnie jak Hitler mordowanie Żydów. To jednak nie czyni ich działań etycznymi, z uwagi na naruszenie NAPu. Niekompatybilne systemy?  Pan raczy nie mieć żadnego, chyba że jest nim: „Etycznym  jest tylko to co prowadzi do najwyższego subiektywnego zadowolenie jak największej rzeszy robotników”. Inaczej  nie widze sensu w Pana stwierdzeniach. Jeśli pomyliłem się w swych domysłach proszę o wyprostowanie mojego błędu i przedstawienie systemu.

      4. na przykład nie uznaję wyboru pomiędzy pracą z narażeniem życia a śmiercią głodową dla siebie i rodziny przy braku innych alternatyw za wolny wybór. 

      Podbny wybó mamy z oddychaniem, jedzeniem, spaniem, czy pracowaniem w ogóle. Zapewne czyni nas to poniekąd niewolnikami, ale niewoli nas tylko własne ciało, bólem zmuszające nas do działań mających na celu zachowanie życie,  a nie podli kapitaliści.

      Mamy jednak 2 sytuacje:

      a) istnieją inne alternatywy wobec pracy w fabryce, więc wybór jest większy, a szwaczki są szwaczkami bo jest to najlepsz możliwa opcj

      b) nie istnieją alternatywy – są np. blokowane przez państwo, jak założenie własenj firmy. W takiej sytuacji praca w fabryce jest faktycznie jedynym co pozwala przeżyć szwaczkom, więc podli kapitaliści ratują im życie.

      Udowadniam więc, że nawet najgorsi kapitaliści w Bangladeszu faktycznie polepszają byt żyjących tam ludzi. A że narzekają? Być może otrzymali życie, żałosne, ale jednak lepsze od śmierci i nie doceniają tego. Docenianie jest z egoistycznego punktu widzenia bezsensowne.

      Dlaczego w ogóle szwaczkom, nie szwaczom? Zgaduję, że mężczyźni znajdują cięższe i lepiej płatne prace, więc znowu kapitaliści dali kobietom szansę na zarobek bez zakładania chomąta na własną szyję.

      Czy Pan ma jakiś pomysł na pomoc tym ludziom? Naprawdę sądzi Pan, że wprowadzenie płacy minimalnej da jakieś efekty za wyjątkiem podniesienia podatków, przenoszenia fabryk do innych krajów i powstania szarej strefy? Co Pan na propozycję fundacji(mającej może nawet pewien, choć nie całkowity raczej zwrot z inwestycji) wyciągającej dzieci z Bangladeszu(sieroty, bądz te oddane przez rodziców) poddającej je surowemu wychowaniu i kształceniu w jakimś tanim europejskim lub azjatyckim kraju po czym zatrudniającej już dorosłych w powstałej firmie w Bangladeszu? Dzieci owe pracowałyby w tej  firmie przez pewien czas przymusow i mogłyby mieć dożywotni zakaz emigracji.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Oczywiście wiem, że nie jest Pan libertarianinem. W związku z powyższym proszę o to, o co naiwnie proszę każdego – o przedstawienie spójnej doktryny etycznej wyprowadzonej z konkretnych aksjomatów.

      W komciu na szafiarskim blogu. Jasne.

      Fritzl też uważał raczej za osiągnięcię gwałcenie swojej córki, podobnie jak Hitler mordowanie Żydów.

      Działania mające na celu sprawienie, żeby ludzie nie umierali przy szyciu tanich ciuchów to Holocaust i gwałcenie dzieci. Aha.

      Idź sobie.

    • Boruta pisze:

      Odsyłam do sprawy „Dodge przeciwko Fordowi” z 1916 roku.

  • moi pisze:

    Jedna sprawa: nie „protestanci”, tylko „protestujący”.

    Druga sprawa: dla mnie jako dla konsumenta jest ważny, obok ceny, także walor jakości i „zdrowotności” odzieży. Uważam, że stałe obniżanie cen musi odbić się nie tylko na płacach w sweatshopach, ale także na jakości ubrań, które będę musiał szybciej wymieniać (czyli ostatecznie oszczędność dla mnie żadna), a poza tym traktowanie odzieży substancjami żrącymi, rakotwórczymi i, ogólnie rzecz biorąc, szkodliwymi, w moim przekonaniu, powoduje, że taki ciuszek jest też dla mnie jako konsumenta szkodliwy.

  • Coetzee pisze:

    „(…) wewnętrzne dokumenty, których zapisów (…)”

    Ani w aktach prawnych, ani w dokumentach prawnych nie ma „zapisów”. W, na przykład, ustawie czy rozporządzeniu mogą być „przepisy” lub „postanowienia”, w umowie – tylko „postanowienia” („artykuły, „paragrafy” lub „punkty” mają charakter jednostek redakcyjnych). Pomijam kwestię relacji pomiędzy „przepisem” a „normą”. „Zapis” z kolei jest instytucją prawa spadkowego, która nie ma nic wspólnego z omawianymi przypadkami. W mediach czyta się i słyszy o „zapisach”, ale to sformułowanie nieprawidłowe. Piszę o tym, bo sprawiasz wrażenie kogoś, kto nie chciałby popełniać takiego błędu.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Dzięki za zwrócenie uwagi – nie znam się na terminologii prawniczej. Zmieniłem w tekście.

  • Krystian pisze:

    Jakie jest rozwiązanie? Zgadzam się, że korporacje na swój sposób wykorzystują np. te szwaczki, tylko co dalej?

    Przecież nikt nie wprowadzi przymusu płacenia pracownikom więcej bo po prostu się wyniosą do innego kraju.

    Szymonie, czy naprawdę uważasz, że gdyby te korporacje nagle zniknęły z tych krajów to ci ludzie zaczęli by żyć na wyższym poziomie? Nie sądzę.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Podejrzewam, że nacisk musi być nie (albo: nie tylko) po stronie Bangladeszu czy Kambodży (one nie mają pozycji negocjacyjnej, lajk, żadnej – masz rację, firmy odzieżowe zawsze mogą przenieść się gdzie indzej), a po stronie USA i Europy. Były już próby zrobienia czegoś takiego, co znaczy, że to mogłoby być technicznie wykonalne choćby w minimalnym stopniu. W US były na przykład różne podejścia do Decent Working Conditions and Fair Competition Act (miał zabronić importu, eksportu i sprzedaży w Stanach rzeczy robionych w warunkach sweatshopów) – ale nie przeszły.

    • Mateusz pisze:

      Gdyby ci wszyscy ludzie, którzy obecnie szyją w krajach azjatyckich mogli znaleźć lepszą pracę, to bez wątpienia by to zrobili. Tak już działa świat, że mając zbliżone propozycje, różniące się jedynie gratyfikacją (pomijając wszystkie inne czynniki, bo hipotetycznie zakładam, że rozważamy tylko zarobek) każdy wybierze opcję lepiej płatną (lub dającą lepsze bonusy). Gdyby ci wszyscy ludzie mieli możliwość wyboru pomiędzy czymś lepszym, a gorszym, wybiorą coś lepszego. Dlatego zgadzam się z Tobą

      Należy jedynie pamiętać, że w życiu nie da się losowo wybierać z puli wszystkich hipotetycznych możliwości, tylko z możliwości, które są dostępne. Każdy reżim ekonomiczny narzuca swoje warunki, te są zróżnicowane. Nie da się urządzić świata tak, aby wszystkim było dobrze. Pracą tą zajmują się zazwyczaj ludzie pochodzący z niskiej warstwy społecznej, lub Ci, którzy nie wybijają się pod żadnym względem. Co więcej, po pracy nie są zamykani w obozach koncentracyjnych. Po prostu przyszło im żyć w takich realiach i niewiele na to poradzimy. Oczywiście kluczowe jest to, że należy zapewnić minimum środków ochrony zdrowia i życia ale…

      Ale właśnie. Abstrahując od przemysłu odzieżowego i wracając do realiów Polski. Czy ludzie pracujących w hutach i zakładach przetwórstwa aluminium, cynku i ołowiu mają pełną gwarancję ochrony zdrowia i życia? Czy pracownicy przemysłu meblarskiego nie są narażeni na utratę zdrowia w wyniku działania toksycznych związków organicznych zawartych w oparach kleju? Czy górnicy nie są narażeni na pylicę i inne przypadki skutkujące utratą życia? Jest to po prostu pewne ryzyko zawodowe. Wszystko to w zasadzie regulują przepisy, ale wypadki biorą się właśnie ze słabej skuteczności egzekwowania praw. I nawet najlepsze prawo nie pomoże. Być może oficjele tychże azjatyckich państw doskonale zdają sobie sprawę, że takie warunki są przejściowe, lub godzą się na nie. Co do zamieszek – każde państwo dba o porządek wewnętrzny.

    • tam pisze:

      Nie no, jednak podejście typu „a co mnie to obchodzi, tak już to działa i widać im to pasuje” to chyba nie jest najwłaściwsza opcja. Chociaż zapewne najwygodniejsza. Co najmniej trzeba o tym mówić – dużo i głośno. Może w ten sposób kiedyś coś się ruszy. Marże koncernów odzieżowych są gigantyczne i jest z czego odkrawać. A gdyby taki Amancio Ortega stracił 1-2mld zysku na rzecz potrzebujących, którzy, zamiast zamrozić, natychmiast puścili by pieniądz w obieg, byłoby to chyba z pożytkiem dla gospodarki. Przy okazji taka zmiana poprawiłaby kondycję również polskich szwaczek.

      A tych krajów do przenoszenia się z produkcją aż tak dużo nie ma – nie przypadkiem wynoszą się z Chin. No chyba, że raj libertarian – wschodnie prowincje Demokratycznej Republiki Konga.

  • cergi pisze:

    Napisałem kiedyś z zakresu etyki biznesu, artykuł dot. „Ethic Pays”. W skrócie co wynika z niej w kontekscie pow. art.: Zachowania etyczne są opłacalne (w kategorii zysku), w długim terminie, a nie opłacalne w krótkim terminie. Najprostszy przykład: podmiot oszukuje klienta, sprzedając mu trefny (tańszy) towar i realizuje w tym krótkim terminie dodatkowy zysk. W długim termnie traci zysk, z powodu spadku zamówień (utrata reputacji). W związku z tym zachowania powinny dążyć do etycznych (i dążą!).

    Problem jest taki, że „krótki termin jest często dosyć długi”. Czasami dłuższy niż pokolenie. Po co więc, działać etycznie skoro negatywne skutki (dla zysku) nastąpią dopiero po śmierci? Dlatego istnieją instytucje które usprawniają/przyśpieszają ten proces np. porzez nakładanie kar, przez UOKIK.

    Ponadto samoistnie mogą powstać podmioty o dużej władzy które są w stanie działać nieetycznie np. banki (vide kryzys 2007), dyktatury, czy przemysł tekstylny. Wtedy mechanizm „Ethics Pays” nie działa, ponieważ działa on ewolucyjnie. Potrzebne jest duże zaburzenie układu równowagi (siły), czyli np. rewolucja, wojna domowa, kryzys, strajk, zawalenie się fabryki, aby wyeliminować zachowania nieetyczne.

    Identyfikując pozycje siły, przemysłu tekstylnego, można powiedzieć, że pozostaje nam czekać, aż zawali się wystarczająco duża fabryka na dalekim wschodzie.

  • Mateusz pisze:

    Szanowny Panie, wiedza odnośnie ekologicznych/przemysłowych metod uprawy roślin jest szeroko dostępna. Publikacje przeglądowe w pospolitych wyszukiwarkach naukowych są co najmniej liczne. Aczkolwiek jako osoba, która obecnie zajmuje się tematyką uprawy roślin zgadzam się z tezą, jakoby narracja tej produkcji nie odzwierciedlała realiów świata.

    Obecnie bawełny nie da się uprawiać metodami proekologicznymi uzyskując jednocześnie duże zbiory. Jak wiemy, cena jednostkowa surowca ma bezpośredni wpływ na cenę finalnego produktu. Przy czym warto dodać, że jest pokaźna liczba zabiegów, które można stosować w uprawach, nie wszystkie wiążą się ze stosowaniem pestycydów. Bawełna nie jest surowcem jadalnym, toteż dopuszczalne jest stosowanie większej ilości środków niż w przypadku produktów spożywczych. Całkowite zaniechanie dorobku agrotechniki i rolnictwa konwencjonalnego świadczy o ignorancji, a bazowanie na metodach eko jest rzeźbą mało wdzięczną w przypadku bawełny. Postrzegam to raczej jako element marketingu, niż realne działanie na rzecz poprawy jakości produktu.

    Reasumując, zachęcam do czytania literatury, niekoniecznie tej z najwyższej półki nauk fito-. Nie będzie musiał się Pan opierać na słowach, ale prawach i teoriach, tym lepszych, że szczegółowo sprawdzonych przez recenzentów i zweryfikowanych przez innych badaczy. Tym bardziej, że zajmując się modą wypada coś wiedzieć o surowcach. Nie wspominam już o kierunku, który Pan studiuje. Sam go studiowałem i wiem, że mity są w każdej dziedzinie wiedzy. Jeszcze raz zachęcam do czytania! :)

    Pozdrawiam, biolog.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Zauważ, że w tekście odnoszę się do narracji przedstawionej w filmie. To tam dobra organiczna uprawa ustawiana jest w opozycji jest niszczącej środowisko konwencjonalnej, nie wdając się w niuanse i upraszczając rzeczywistość – nie wiem, czy nie do granicy fałszu.

      To, że piszę, że wolałbym opinię ekspertów i wyniki badań, nie znaczy, że nie potrafię do nich dotrzeć samodzielnie – ale pisząc o filmie, odnoszę się do tego co zawarte jest w nim.

  • Piotr pisze:

    Dzień dobry,

    Zasadniczo mam do powiedzenia tylko jedno: syty głodnego nie zrozumie. Proponuję wszystkich, którzy twierdzą, że szwaczkom w kołchozach dobrze, bo praca jest, wybrać się tam i zatrudnić osobiście za te same stawki. Bardzo jestem ciekawy, jakież to relacje o znakomitych doznaniach wtedy usłyszymy. Bo siedzieć sobie w kapciuszkach, w domciu przed ekranem i farmazonić w obronie prywatnej własności molochów to fraszka. Śmiało o głodowaniu może gadać ten, kto nigdy głodem nie przymierał (i nie mówię tu o byciu na diecie).

    Secundo: jak można być tak ślepym, żeby nie widzieć, ze w naszej ojczyźnie robi się podobnie – lokalny handelek, biznesik, a przede wszystkim rzemiosło, zarzynany jest przez molochowy kapitał, z którym nikt nie jest w stanie konkurować – po prostu przeciw górze pieniędzy nie ma szan. Żyję na tym świecie lekko ponad 25 lat, a widzę jak fatalne zmiany w krajobrazie polskich miast i wsi zachodzą. W moim mieście kiedyś ma główniejszej ulicy były sklepy odzieżowe, wszelkiego rodzaju pracownie, księgarnie! oraz gastronomia, teraz są tylko banki i piwialnie, a w pobliży moloch z odzieżą z masarni. Rzemieślnika szukaj ze świeczką, ale w sumie to właściwie po co, skoro taniej wyrzucić i kupić nowe – ot jaki ja głupi…

    Jakby ktoś nie wiedział, to praca w korpo i wyrabianie słupków to też taki Bangladesz, serio, nikt chłopowi nie pozwoli podejmować prawdziwych decyzji, no way – od tego są John w USA i Hans w Germanii.

    Ale ludzie nie chcą słyszeć, że to od nich zależy, że decydują portfelem, to wtedy jest się za coś odpowiedzialnym, a to przecież fatalna pozycja, być za coś odpowiedzialnym. No i weź tu też namów masy od wspólnego działania – prędzej przekonasz najgorszego wroga niż tego, któremu wszystko jedno.

    Panie Szymonie, prawda jest taka, że ludzie za krótko żyją – serio. Gdybyśmy żyli po 200, a niech nawet i 400 lat, tak żeby nasze decyzje mogły kopnąć nas w tyłek, to może myślelibyśmy nieco inaczej. Chociaż znając ludzką ignorancję i pogardę to może i nie. Syty głodnego nie zrozumie, a skoro te bidne kraje tak daleko, to nie ma się czym martwić. Poczekajcie, sprzeda się resztkę ojczyzny to i u nas będziemy niewolnikami w wolnym kraju. Ale syty głodnego i tak nie zrozumie.

     

     

  • BadBatz pisze:

     
    Ubrania i buty.  iPad, iPod, iPhone.  Telewizory (to chyba newet w Polsce robią i płacą relatywne grosze.)  Przetwórstwo złomu elektronicznego (ciężkie metale, radioaktywność, żrące substancje).  Rozmontowywanie statków oceanicznych za pomaca młotków… Przykłady można podawać i podawać.  W polskim klimacie ubranie jest niezbędne, ale np. iPhone już nie, wiec może zaczniemy od nacisków na zmianę metody wyrobu tego, co jest wybitnie opcjonalne?  Różnych expose np. firmy Foxconn (robią iPad, iPhone, Xbox, laptopy Asus, etc.) było mnóstwo wiec do czytania i do działania! 
     
    Ja świadomie staram się nie kupować chińszczyzny, ale nawet kupując ciuch uszyty na Węgrzech czy w Albanii, nie mam pewności ze został on uszyty przez godziwie opłacanego pracownika.  Nie mówiąc już o Bangladeszu czy Burmie.
     
    A co powie Pan o ciągłym wykrywaniu „sweatszopow” w Los Angeles, Kalifornia czy we Włoszech?  Albo o głodowych pensjach sprzedawców w sklepach z ciuchami..?
     
    Kolko się zamyka: konsument chce kupić jak najtaniej, cala siec od producenta do detalisty chce zarobić jak najwięcej, wiec dostaje w d… ten, kto jest na samym dole, czyli szwacze i szwaczki oraz sprzedawcy.  Bo pozostali zarabiają na ilości: Dla wytwórcy czy spedytora 10 centów razy milion to 100 000 dolarów.  A szwaczka dostaje za 100 sztuk po 10 centów, czyli 10 dolarów.  Tak samo sklepowy sprzedawca taniochy.  Różnica jest być może w lepszych warunkach pracy sprzedawcy.
     

  • MC pisze:

    Dlatego mam cichą nadzieję, że otwarciem firmy w tym roku uda mi się zatrudnić rodaków za stosowną stawkę. Boję się że niska cena przyćmi ludziom dobry stosunek cena-jakość jaki zaplanowałem.

    W Polsce zagrożeniem jest fakt, że każdy chce mieć umowę o pracę/zlecenie, a praca na umowę o dzieło w domowym zaciszu własnym tempem nawet za dobrą stawkę jest ujmą na honorze..

     

    Ale jak dobrze pójdzie to za niedługo zobaczymy trochę porządnych rzeczy „made in Poland”.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Wydaje mi się, że nawet zlecając produkcję na Daleki Wschód ciężko konkurować z międzynarodowymi sieciówkami ceną – w końcu startująca dopiero firma ma zupełnie inną pozycję negocjacyjną. Więc chyba nie na cenę należy walczyć, bo to walka z góry przegrana.

    • Amareno pisze:

      „W Polsce zagrożeniem jest fakt, że każdy chce mieć umowę o pracę/zlecenie, a praca na umowę o dzieło w domowym zaciszu własnym tempem nawet za dobrą stawkę jest ujmą na honorze..”

      erhm… jaja sobie robisz?

      Zdajesz sobie sprawę że śmieciówki doporowadzają kraj zwany Polską do upadku. Chciwość wypędziła parę milionów za granicę, rozbijając rodziny, system emerytalny, tradowanie kultury. To nie jest „ujma na honorze”. To wyzysk. Wystarczy tylko wyjechać za granicę, nawet do głupich czech czy na słowację by dostać normalną umowę za normalne pieniądze.

      Zajmowałem się jakiś czas temu pośrednią kontrolą wydatków działu HR w pewnej firmie na terenie całej Europy i tylko w Polsce zatrudnialiśmy na „umowę o dzieło”, bo mieliśmy pewność że zawsze znajdziemy zastępstwo. Zmieniać się to zaczęło od wejścia do UE bo specjaliści z Polski pracują teraz w większości za granicą. Firma musiała zamknąć oddział w PL bo okazało się że nie można nikogo konkretnego znaleźć. Rozbudowano za tę u południowych sąsiadów. Bo lepsze warunki socjalne. Bo można być pracującym polakiem i mieć dzieci.

      Przykład z mojej kariery. Niedawno otrzymałem propozycję pracy z naszego pięknego kraju. Mam wystarczającą renomę żeby czuć się urażonym gdy ktoś traktuje mnie protekcjonalnie i oferuje wakat mówiąc, że to sukces i jestem (sic!) szczęśliwcem mogącym podjąć pracę w warszawskiej siedzibie firmy… za jedną dziesiątą tego co zarabiam teraz. Nie mówiąc o przedszkolu w miejscu pracy dla mojego malucha, firmowego auta, kompa, komórki plus reszty beneficików…

      Jeśli Polacy dorosną i pojmą swoją wartość jako pracownika na GLOBALNYM rynku pracy to zostawią wam tę Polskę do rozbiórki. Złomiarzy to chyba znajdziecie.

  • Jose pisze:

    Problem jaki jest rozpatrywany to problem zachłanności ludzkiej, niczego więcej. Jakiekolwiek próby regulacji/deregulacji i tak niewiele wnoszą bo wielki biznes nie służy dziś zarabianiu pieniędzy na życie tylko budowie fortun. Spółka X chcąc być fair musiałaby zamienić np. 10mln USD zysku na 7 mln by zapłacić uczciwą cenę za zamówiony produkt, a tego przecież nie zrobi. Prawdą jest, że nie wpłynęłoby to na drastyczny wzrost cen produktów z sieciówek. Załóżmy cenę np. 79zł za sweter. Firma odejmuje 5 zł ze swojego zysku, a ja jako klient dokładam 5zł płacąc 84zł. Taki fakt nie zrujnuje ani mnie ani firmy odzieżowej, natomiast te 10zł od sztuki dołożone do rachunku w szwalni starczyłoby i na podniesienie pensji pracownikom i zapewnienie im godnych warunków. Jest tu jeden warunek – nadzór zleceniodawcy nad tym co zlecenioborca zrobi z tą dodatkową dychą od sztuki.

    Odnośnie powyższych dywagacji o wolności handlu i prawach własności prywatnej – wolność ma swoje ograniczenia, bo nie wolno czynić źle względem drugiego człowieka i prawo własności prywatnej też musi je mieć. Firma prywatna ma obowiązek prowadzić działalność w sposób nienaruszający różnych zasad (nie ma sensu rozpisywać się jakich – to oczywiste), człowieka też obowiązują zasady odnośnie jego własności prywatnej.Pierwsze co przychodzi mi do głowy – nawet jeśli sam sobie zrobię, z własnych materiałów broń palną, narkotyki czy siekierę to i tak ogół społeczeństwa (państwo) musi mi narzucić normy bym nie zagrażał/nie szkodził współobywatelom. Przepisami zabrania mi więc produkcji broni i narkotyków oraz użycia siekiery do odrąbania komuś głowy. Tak samo państwo (ogół społeczeństwa – bo tak je należy rozumieć) ma prawo i wręcz obowiązek ingerować w to, czy swoją prywatną, najprywatniejszą na świecie działalnością gospodarczą nie robię komuś krzywdy. Wolność to nie dowolność.

    Wszystko byłoby możliwe gdyby ludzie z natury rzeczy byli dobrzy, przejmowali się losem drugiego człowieka i potrafili się z nim dzielić tym, co sami posiadają – a tak nie było, nie jest i nie będzie bo człowiek generalnie jest podłą kreaturą.

  • Ronaldo pisze:

    Do fajnego raportu zalinkowałeś w sprawie płac. W Chinach ponad dwukrotny wzrost płac realnych w przemyśle odzieżowym przeciągu 10 lat! Wow :) Imponujący wzrost.

    Swoją drogą jestem zdziwiony, że według tego samego raportu w Bangladeszu płace realne w tym przemyśle też nie rosną. Od 2000 płace realne na rynku pracy w Bangladeszu wyraźnie się podnoszą wszędzie, nawet na obszarach pozamiejskich (szczególnie skokowy wzrost widać wśród kobiet, wręcz bardzo wysoki, między 40 a 70% w zależności od tego, jaki wskaźnik inflacji się weźmie). Dziwne zatem, że przemysł tekstylny miałby stać w miejscu, skoro cały rynek pracy staje się konkurencyjny. Z drugiej strony jeśli wierzyć tym danym (strona 12) ifpri.org/sites/default/files/publications/ifpridp01249.pdf ; to w 2001 roku praktycznie nie istniało zatrudnienie w tym przemyśle sponsorowanym przez kapitał zagraniczny (jeśli dobrze widzę 100 tysięcy miejsc pracy, podczas gdy 10 lat później było to już ponad 3 miliony). Trudno porównywać taki rynek – sami autorzy tego raportu, do którego zalinkowałeś posługują się niejednoznacznymi danymi. Próbowałem dogrzebać się do szczegółów tego raportu, skąd wzięli dane o płacach, skoro inwestycje zagraniczne w przemysł tekstylny Bangladeszu były znikome w 2001. Niestety nie znalazłem odpowiedzi.

    pozdrowienia

  • Boruta pisze:

    Tak na marginesie, to przedwczoraj był Światowy Dzień Sprzeciwu wobec Pracy Dzieci

  • Amareno pisze:

    Z dziećmi Krula nie powinno się dyskutować. Jak można opisywać świat współczesny za pomocą uproszczonej wykładni ekonomii wielkich mocarstw wieku 19?

    Efekt Krugera-Dunninga świetnie wyjaśnia to zacięcie. Zresztą jak traktować poważnie kogoś kto abstrakcyjny środek płatniczy traktuje jako coś o wartości przewyższającej ludzkie życie.

    Skojarzyło mi się z tym kawałkiem:

    https://youtu.be/Xs_AK3ARFDo

     

     

    • Odys pisze:

      Dzieci Krula upraszczają świat, ale Ty lepszy nie jesteś ;))

      Sam traktujesz swoje pieniądze jako przewyższające w swojej wartości ludzkie życie. Wiesz, że to co masz w portfelu mogłoby komuś uratować życie po drugiej stronie globu? Dopóki nosisz przy sobie jakiekolwiek pieniądze zamiast je na biednych wydać, to „traktujesz abstrakcyjny środek płatniczy jako coś o wartości przewyższającej ludzkie życie” No :) Także ostrożniej z tym populizmem.

      A tezy o tym, że trzeba chciwy kapitał wpuszczać do biednych krajów mówią tacy ludzie jak Krugman, którego trudno nazwać dziewiętnastowiecznym ortodoksem. Katastrofie w Bangladeszu i tym podobnych winnych jest kilku lokalnych cwaniaczków i lokalne władze. Krajowy lokalny okupant, a nie zagraniczny. Kapitał zagraniczny oferuje relatywnie lepsze warunki niż krajowy. To samo w Polsce i innych krajach.

    • Amareno pisze:

      Człowieku, ogarnij się. Przeczytaj to co napiszesz, spróbuj to potraktować organem odpowiedzialnym za myślenie, a dopiero później wyślij.

      Czemu zakładasz, że nie jestem takim chrystkiem z dziurawymi łapkami, który co zarobi to odda innym? :)

      Po pierwsze, mówimy tutaj o relacji pracy i płacy, oraz wartościowaniu wyzysku przez ekspertów, którzy wiedzę czerpią z youtube. A tu tak sprytnie przytaczasz niedorzeczny argument doprowadzając wszystko do granic absurdu, żeby uratować swoją linię ideologiczną. To właśnie jest populizm. To właśnie jest owo upraszczanie świata przez błazeńską retorykę całkiem sprytnego biznesmena. Pozbądźmy się kontekstu i oderwijmy wartość pracy od pieniądza. Pozbądźmy się nieistotnej sprawy jakości życia podmiotu oraz podmiotów od niego zależnych. Takie logiczne!

      Ty czytałeś Krugmana czy gdzieś coś usłyszałeś? Na przykład… na Youtube? Sprawdź nazwisko jeszcze raz. Albo przeczytaj jeszcze raz, bo tak zabawnego opracowania literatury jeszcze nie słyszałem.

      Krajowy, lokalny okupant jest lepszy od zagranicznego? Biorąc pod uwagę historię kraju nad Wisłą śmiem wątpić. Nasz rodzimy zabór szlachecki był najbardziej wyniszczającym ekonomicznie, społecznie i kulturowo ze wszystkich jakie nasz naród doświadczył. Do dziś borykamy się z jego skutkami.

      Relatywnie lepsze warunki? Jak to działa opowiem na przykładzie. Holenderska firma potrzebuje roboli. Cel: fajnie by było taniej. Znajduje Polską agencję, której płaci kasiurke – za samych roboli, agencja nie wlicza kosztów administracyjnych. Super! Robole przyjezdzaja. Dostaja jakies 40% kwoty jaką musiałaby zapłacić firma Holenderska (czyli jakieś 600-800 euro). Dla agencji to czysty zysk. Polscy robole robią po 12 godzin, noszą betonowe płyty, które Holendrzy wożą wózkami. Nie dostają nawet rękawic. Trzeba usunąć azbest. Problem? Hej, są przecież Polacy! Jeśli przyjdzie kontrola, Holendrzy umywają ręce. To ta agencja taka zła! A agencja w odpowiednim momencie znika. Zachodni kapitał szuka kolejnej.

      A robole? Robole wracają do domu szczęśliwe bo mają za co wyremontować łazienkę. Kto by myślał o świadczeniach, ubezpieczeniu, ofe, pylicy, wyniszczeniu organizmu. W końcu i tak nie będą żyć wiecznie. 45 lat wystarczy.

      True story bro.

    • Odys pisze:

      Takim „chrystkiem” nie jesteś, bo do mnie piszesz, więc masz komputer. Każda Twoja odpowiedź tylko dowodzi temu, że trzymasz komputer zamiast go sprzedać i oddać pieniądze na biedne dzieci w Afryce  😛

      Mój argument jest głupi i populistyczny, ale Twoje stwierdzenie było również populistyczne i błędne. Robisz czasem coś rozrywkowego? Chodzisz do kina? Czytasz książkę? Albo dyskutujesz z ludźmi w internecie? Zapewne :) A w tym czasie mógłbyś gdzieś dorabiać forsę, żeby ją przeznaczyć na biedne dzieci. Nie robisz tego, czyli przekładasz dyskusję ze mną ponad głodujące biedne dzieci. Większą wartością dla Ciebie w danym momencie jest rozmowa ze mną aniżeli wolontariat i temu nie masz jak zaprzeczyć.

      O tezie Krugmana wiem od Krugmana. Nie robiłem żadnego „opracowania” literatury. Stwierdziłem tylko fakt, który Krugman zauważył.

      Youtube to akurat świetne źródło, choć sam z niego wiele nie korzystam. Może masz o nim mylne wyobrażenie, ale jest tam pełno sensownych opracowań i wykładów światowej klasy specjalistów na różne tematy. Jest też Krugman 😛 Masz najwyraźniej strasznie stereotypowe podejście do tego medium.

      Co do historii o kapitale zagranicznym napiszę jeszcze raz powoli – kapitał zagraniczny płaci lepiej i więcej niż lokalny. Nie mówię, że to są kokosy, ale mówię, że płacą lepiej i więcej niż lokalni. Rozumiesz chyba różnicę między stwierdzeniem „2 tysiące to dużo” a stwierdzeniem „2 tysiące to więcej niż 1,5 tysiąca”, prawda?

      Niestety to Ty dowiodłeś, że piszesz szybciej niż czytasz i piszesz zanim przemyślisz co napisałeś. A dowód na to jest prosty – historia o okupantach krajowych i zagranicznych. Przekręciłeś dokładnie o 180 stopni co napisałem i odpowiadałeś na coś, czego nie napisałem. Przeczytaj raz jeszcze to powoli, a się przekonasz.