Elegancko ubierający się facet ma problem, jeśli chodzi o nakrycia głowy. Przez większą część roku wystarczy nie zakładać na nią nic, ale gdy naprawdę robi się zimno, szkoda odmrażać sobie skalp. Tylko jak utrzymać go w cieple stylowo?

Kiedy zastanawiam się nad dostępnymi opcjami, widzę cztery. Każda ma swoje plusy i minusy, więc spróbuję je po krótce przedstawić.

Dzianinowa czapka – beanie

fashion-dos-donts-wearing-a-beanie-hat-with-houndstooth-suit-and-tie

To opcja pierwsza. Prosta czapka z wełny, kaszmiru czy innej ciepłej dzianiny jest funkcjonalna, dość minimalistyczna, nie rzuca się przesadnie w oczy.

Może pasować to takiego niezobowiązującego, miejskiego smart-casualu, jak z fot z Pitti Uomo i kampanii Suit Supply. Ale jest zdecydowanie niekoszerna, jeśli chodzi o sztywne zasady klasycznej elegancji. Do tego rozwali pieczołowicie układaną pomadą fryzurę.

Pitti-Uomo-Beanie-worn-with-tailored-suits-3

To jednak rozwiązanie, ku któremu składaniam się najprędzej, bo jest najbardziej transparentne.

Kaszkiet

Opcja numer dwa. Żeby kaszkiet wyglądał jak trzeba, musi mieć w sobie trochę objętości i powinien być zrobiony z czegoś fajnego, na przykład tweedu. Cienki, wymiętoszony bawełniany kaszkiet – o tym nawet nie rozmawiamy.

Kaszkiet dobrze zadziała z cięższymi tkaninami – tweedem, flanelą; z mniej formalnymi rozwiązaniami, jak inspirowane wojskowymi kurtki, niezbyt formalne płaszcze. Kurtki pikowane. Ciepłe swetry.

Styl przeszczepiony do miasta z brytyjskich wiejskich posiadłości – tu tweedowy kaszkiet odnajdzie się perfekcyjnie.

Nie jest więc złym pomysłem, jeśli lubisz nieformalną elegancję – matowe, ciepło wyglądające tkaniny i dzianiny.

Ja podchodzę do kaszkietu z rezerwą; sam jeszcze nie mam szczególnie wyrobionego zdania. Jest trochę retro, ale to od pozostałych rzeczy w zestawie zależy, czy będzie to dobre retro (wiecie, vintage), czy trącące myszką.

Kaszkiet ma w sobie pewnie więcej stylu, niż wełniana czapka. A na pewno nie jest aż tak ryzykowny jak…

Kapelusz

7-Ways-To-Rock-Hat-5

Klasyka klasyk – fedora, lub jej kuzyn z mniejszym rondem – trilby, są stylowe, nie sposób zaprzeczyć.

Problem polega na tym, że kapelusz bardzo ułatwia (nieświadome) wkroczenie w terytorium przesady i teatralności.

GWD Pitti 87 Chillaxing Road www.gentlemensweardaily.com

Inny problem wynika z trudności dopasowania kapelusza do kształtu twarzy. Dobrze dobrany będzie wyglądał świetnie i męsko, ale dobrany źle – komicznie. Nie ma stanów pośrednich. Innymi słowy – kapelusz to rzecz z kategorii high risk – high reward.

Rozważam kapelusz od dawna – nie mogąc wciąż trafić na ten, który będzie leżał dobrze. Klucz to, wydaje mi się, przymierzanie ilu tylko się da. Nie kupiłbym fedory przez internet – muszę ją najpierw na sobie zobaczyć, jeżeli mam uznać, że ryzykuję i wchodzę w tę zabawę.

Futrzana czapka

Opcja na największe mrozy. I dla tych, którzy gotowi są dumnie kroczyć przez miasto z wypiętą piersią i królikiem na głowie.

Tego nie zobaczysz na Pitti Uomo. Ale nie sposób odmówić jej praktyczności. Będzie ciepło, tak jak ma być.

Ja sam bym się nie odważył i to jedyna pozycja, przy której mogę oświadczyć to kategorycznie. Przedstawiam ją tu jednak, bo jak napisałem na wstępie: opcje istnieją cztery i nie ma co udawać, że ta nie jest praktyczna i warta rozważenia.

A wy, ku któremu rozwiązaniu się skłaniacie? A może macie inne patenty, które w moich rozważaniach pominąłem? Szalenie jestem ciekaw opinii – może sam się w końcu na coś zdecyduję, zanim pogoda mnie do tego zmusi.

Zobacz też

29 komentarzy

  • Przemek pisze:

    Realistycznie na duże mrozy kaszkiety i kapelusze się nie nadają – pozostaje beanie albo futrzanka. Jesienią polecam przełamać się do kapeluszy – fajne wełniane fedory mają w bytomiu. Używam, polecam.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Przymierzałem, nie jestem przekonany. Kwestia, oczywiście, kształtu – przy mojej pociągłej twarzy trochę za wysoka główka kapelusza już wygląda źle.

  • Ludwig pisze:

    U mnie decyzja zapadła – jeśli tylko znajdę odpowiedni kształt, to biorę fedorę. Trzeba być odważnym! Jeśli tylko w kapeluszu będzie się wyglądało dobrze, to wszystkie argumenty o przebraniu łatwo zbyć kwestią niewątpliwej praktyczności (fryzura cała, jest ciepło, dobry wygląd).

  • zumbach_303 pisze:

    Mi do gustu najbardziej przypadła futrzana czapka. Kto wie, może się odważę!

  • Krzysiek pisze:

    A co byś Szymonie polecił jako dodatek do skórzanej kurtki na jesienną pogodę? Prawdę mówiąc trudno mi znaleźć coś odpowiedniego, poza typową dzianinową czapką?

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Zależy od kurtki. Do ramoneski czy cafe racera – beanie, do bomberki – kaszkiet.

  • Michał pisze:

    Ja śmigam w bini i też napotkałem problem rujnowania wypomadowanej fryzury. W tej kwestii polecam nosić w kieszeni składany grzebień – zawsze pod ręką, a że składany to nie zapomaduje kieszeni od środka.
    PS Moja fryzjerka twierdzi, że jak się chodzi w mróz bez czapki, to szybciej się łysieje na starość, a to ważny argument, jeżeli ktoś się zastanawia, czy warto z czapki rezygnować 😀

  • Szymon pisze:

    Mam pytanko z innej beczki, ale potrzebuję wiedzy eksperta. Czy kamizelkę (element 3-częściowego garnituru nieformalnego) mógłbym nosić solo jeśli na plecach jest warstwa podszewki a nie wełniany materiał?

  • Kewin pisze:

    ajefektywniejszy wydaje się być kapelusz, najpowszechniejszym i ciepłym wełniana czapka, stylowym i ostatnio dość łatwo dostępnym wyborem jest kaszkiet, których np. w tkmax nie brakuje. Ja bym stawiał jednak na fedorę.

  • Michał pisze:

    Panowie, a gdzie dostać najzwyklejszą beanie? Przyznam, że znalezienie takiej czapki w sklepach stacjonarnych (bez domieszki plastiku) graniczy z cudem.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      H&M w linii Premium Quality przeważnie mają z naturalnych surowców.

    • Krzysiek pisze:

      Najlepiej znaleźć koleżankę, która wydzierga czapkę :)
      Albo znaleźć sklep z włóczkami lub spytać się krawcowej… Taka czapka nie dość, że będzie wykonana z wybranej przez nas włóczki (100% wełny, kaszmiru, alpaki itd) to może być tańsza od czapek ze sklepu.

  • Marcin pisze:

    Swiete słowa o kapeluszach – na przykład Szarmant jest tego uroczym przykładem. Nie idźcie ta droga – jak mawiał klasyk.

    Mam wrażenie ze kapelusz najbezpieczniej nosić do czegoś nieformalnego – np. pikowanej marynarki, grubego swetra z puchowa kamizelka – tak żeby łagodzić poważny image kapelusza czymś odrobine mniej serio. Z płaszczem, szczególnie takim solidnym, wyglada się najcześciej jak w przebraniu na gangstera z filmów o prohibicji.

    Pozdrawiam,

    Marcin

  • Adrian pisze:

    Moim zdaniem kapelusz wygląda świetnie, ale gdy jest zimno nie spełnia swej roli, bo przede wszystkim  nie przykrywa uszu, na czapkę futrzaną bym się nie zdecydował, pozostaje mi zatem czapka wełniana mimo iż mi się to nie podoba. Jeśli zaś jesteśmy przy kontrowersyjnych nakryciach głowy, pozostaje jeszce beret, ale to opcja dla odważnych, no i musi pasować do danej osoby- ostatnio Jan Adamski prezentował świetne stylizacje jednego z czytelników właśnie w berecie, nie mówiąc już o tym jak fantastycznie w berecie wyglądał Che.

    • RobertG pisze:

      Radzę ponosić wszystkim kapelusz nim wydadzą tak kategoryczne opinie :)

      Kapelusz nie zakrywa uszu, lecz umiejętnie dobrany tworzy swojego rodzaju „ciepły korytarz” poniżej ronda. Naprawdę polecam wszystkim ubranie go choć kilka razy w trakcie trwania większych mrozów i przekonanie się, że nie taki ten diabeł straszny…

  • Dominik pisze:

    Do -5 stopni kaszkiet, poniżej tylko futrzanka, której posiadam dwa egzemplarze i dumnie noszę z wypiętą piersią. Przy wrażliwych na zimno uszach jest nie do zastąpienia.

  • tam pisze:

    Kapelusz, to żadne nakrycie na mróz (tak jak beret, chyba że ktoś w ostatecznej desperacji naciągnie go na uszy), natomiast, owszem, kaszkiety są bardzo stylowe i są nawet takie z ukrytymi opuszczanymi nausznikami, tylko że niestety nie tylko umiarkowanie efektywnymi, ale i, mam wrażenie, nie dodającymi stylu nosicielowi. W każdym razie w połączeniu z kapturem budrysówki starczyło mi to na całą ostatnią, niezbyt srogą przyznaję, zimę. Futra są obecnie tak skompromitowane, że nawet w postaci „tylko czapy” raczej robią tutaj za opcję symboliczną, do tego chyba nie nadają się na 0 stopni, które też „prosi” o nakrycie głowy. Z połączonego medyczno-stylowego punku widzenia wełniana czapka wygrywa raczej w cuglach. BTW wszystkie, oprócz ostatniego, załączone zdjęcia przedstawiają jeśli nie lato, to pogodną jesień, więc trochę nie na temat.

    • Szymon Jeziorko pisze:

      Zdjęcia były dobierane głownie pod kątem prezentacji nakryć głowy, a nie okoliczności przyrody.

  • Chris pisze:

    Kapelusz wełniany na zimę bardzo dobrze ogrzewa. Problemem pozostają uszy – te zakrywamy stawiając kołnierz od płaszcza obszyty karakułami. I problem rozwiązany :)

    Ewentualnie można założyć nauszniki dodatkowo, jeśli jest bardzo mroźnie. Dla chcącego nic trudnego 😉

  • moi pisze:

    Futrzana czapka: zależy od klimatu. W Moskwie czy Petersburgu będzie jak najbardziej pasować, bo tam są takie zimy, że zwykłe beanie nie da sobie rady. W polskich warunkach sprawdzi się tylko okazjonalnie, więc w przypadku naszego kraju sprawienie jej sobie nie jest konieczne :).

  • Marianna pisze:
  • Karol pisze:

    Dzień dobry,

     

    Mam skórzaną torbę podobną do tej: https://www.barellybags.pl/product/Teczka-Retro-Brown/?id=29

    z tym ze w kolorze camel i baaaaaardzo brudną i zniszczoną i jeszcze ma brzydki czarny napis od producenta na jednej z kieszeni z przodu. Wiem, że da się ja wyczyścić i pomalować tylko nie bardzo wiem czym (szczególnie jeśli chodzi o malowanie a chciałbym kolor ciemny brąz). I czy dałoby się usunąć ten paskudny czarny napis? Myślałem żeby go poprostu zetrzeć papierem ściernym i później  pomalować razem z całą resztą.

  • Krzysiek pisze:

    Przy dzisiejszej wietrznej pogodzie naszła mnie myśl: Co zrobić z kapeluszem gdy wieje (typowo dla zimy) wiatr?
    Nawet mój dobrze dopasowany kaszkiet parę razy wiatr próbował mi z głowy zdmuchnąć a ma on tylko daszek. W lato eksperymentowałem z lnianym kapeluszem z allegro i gdyby nie lekko przyciasna główka to kapelusz by latał przy podrywach wiatru. Wydaje mi się, że kapelusz z filcu nadaje się tylko na niezbyt wietrzną pogodę czyli jest jednak mało praktyczny w zimę.

  • Paweł pisze:

    Niezbyt lubię wszelkiego rodzaju czapki i nakrycia głowy w warunkach miejskich, więc zimą stosuję proste w formie nauszniki, ale nakładane nie „od góry” a „od tyłu” głowy (przyjmijmy, że od potylicy). Uszy dobrze ogrzeje, kształtu twarzy nie zdeformuje, a włosów nie przyklepie – polecam do rozważenia.